31 stycznia 2018

Prezent

W październiku, z okazji urodzin, postanowiłam zrobić sobie prezent. Wiedziałam, że jeśli się nie zdecyduję, to pieniądze rozejdą się dokładnie tak samo, jak te odłożone na zegarek z okazji poprzednich urodzin. Wymyśliłam sobie kartę do kina. I przyznam Wam, że był to jeden z lepszych prezentów ode mnie dla samej siebie.

Październik

  

Listopad

  

 

Grudzień

  

 

Styczeń

  

  

  

Płacę czterdzieści cztery zł miesięcznie i mogę korzystać do woli z repertuaru dwóch kin zlokalizowanych w moim mieście i kolejnych, w miastach ościennych (te dwa w zupełności mi wystarczają). Odkrywam nowe filmowe smaki, aktorów, reżyserów, tropię filmy realizowane na podstawie książek i staram się - zanim trafię do kina - przeczytać książkę. Niektóre z filmów otwierają przede mną ścieżkę do kolejnych lub do literackich poszukiwań wiedzy o poruszanym w filmie temacie, czy opisywanej postaci. Jeszcze inne uwrażliwiają na rzeczy, o których wcześniej nie myślałam.

Zafundowałam sobie w prezencie magię X Muzy i podaję się jej urokowi przepełniona radością i ciekawością.

4 komentarze:

Joanna pisze...

Wspanialy prezent!

Motylek

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

:)

Scarlett pisze...

Doskonały prezent, sama myślałam o takim karnecie, bo naprawdę się opłaca. Niestety za rzadko chodzę do kina, by mi się zwrócił. Wątpię, bym znalazła czas, by korzystać z tego karnetu (podobnie jak z tym na siłownie...).

niebieskaEtta pisze...

Świetny pomysł, gdybym sama nie mieszkała w malutkim miasteczku z jednym kinem, też bym się skusiła :)