07 września 2014

Pooperacyjnie

Dziękuję serdecznie za Wasze wsparcie i trzymanie kciuków!

Zawiozłam Nusię do PanDoktora w piątek na 13:00. Burczała sobie po drodze pocieszająco, kwiliła niczym osesek, a wyciągnięta z transportera przycupnęła skromnie przy krawędzi stołu. Przed podaniem środka usypiającego konieczne było ważenie - Nusia waży 6,7 kg. Na czas podawania zastrzyku wtuliła się we mnie (a ja pożałowałam, że nie obcięłam jej zawczasu pazurków).

Odebrałam ją ok. 17. Ma usuniętą jedną listwę mleczną. Z sutka, na którym był guz miała jakiś wyciek. Dostałam ją wybudzoną, ubraną w kaftanik i z wenflonem w łapce. Nusię zabezpieczono antybiotykiem o przedłużonym działaniu i środkami przeciwbólowymi.

Gdy przyjechałyśmy do domu wędrowała nie przejmując się ani kaftanikiem, ani innymi ograniczeniami. Odwiedziła balkon, wchodziła na tapczan, czy wersalkę. Była nieco oszołomiona, ale dość aktywna. Dopiero późnym wieczorem poczuła pierwszy ból; zaczęła płakać donośnie budząc inne zwierzaki. Wszystkie pobiegły do niej, by sprawdzić, co się stało.

Wczorajsza wizyta kontrolna przebiegła bez kłopotów. PanDoktor wyjął wenflon, obejrzał brzuch, wydał zalecenia. W poniedziałek Nusia dostanie kolejny antybiotyk, a 16 września zdejmiemy jej szwy.

Kocinka zaanektowała psie posłanie. Jest blisko podłogi, izoluje od chłodu i ma oparcie, z którego Nusia chętnie korzysta. Sara nie rości sobie żadnych pretensji do własnego legowiska, potulnie spała na podłodze. I tylko czasami podchodzi do Nusi i liże ja po łepetynce lub plecach.

Wycięty guz został wysłany do badania histopatologicznego. Wyniki będą pod koniec miesiąca. I choć statystyki są brutalne, mam nadzieję, że Nusia będzie w tej bezpieczniejszej grupie.


P.S. Dopisek: Pod kubraczek wkleiłam Nusi, zgodnie z zaleceniami PanDoktora, wkładkę, żeby można było obserwować ewentualne wycieki z rany. A ranę posypałam preparatem przyspieszającym gojenie. Okazało się, że kaftanik przylepił się do skóry i musiałam go odrywać przy wtórze kocich protestów. Nie mogłabym być weterynarzem; ręce trzęsły mi się jeszcze przez 15 minut po zakończonej "obsłudze" kota.

7 komentarzy:

Alison pisze...

No to teraz wracaj do zdrówka kocinko ...
Oby wynik był taki na jaki czekamy.
A wet nie zabronil jej wchodzenia na kanapę itp ?

Duuuzo mizianek, glasków, całusków i dobrych mysli przesyłamy dla Nusi i dla Pańci też. Wiem jaki to stres operacja ukochanego pupila ....
Trzymajcie sie dziewczyny ....

kociokwik pisze...

Alison,
dziękuję:-)

Wet zabronił, ale wiesz jak jest - musiałabym ją do siebie uwiązać. Teraz już nie wchodzi.

wilddzik pisze...

Mocne kciuki za Nusię, żeby wyniki były dobre! Biedna kocinka. Wzruszyła mnie postawa Sary.

Retro Koty i Pies pisze...

Trzymam kciuki :)
Będzie dobrze - trzymaj się :)
Pozdrawiam :)

kociokwik pisze...

Wilddzik,
:-) Dziękuję.

Retro,
dziękuję:-)

monikacookies85 pisze...

dobrze, ze tak szybko doszla do siebie po operacji, teraz tylko do przodu, duzzzzooo zdrowka niusio!

Orka pisze...

Niech się dobrze goi:)