09 listopada 2014

Niedzielnik nr 51


Wraz z nadejściem chłodniejszych dni zaczynam gromadzić zapasy. Oczywiście, zapasy książkowe. W tym roku jednak, w odróżnieniu od lat poprzednich kiedy to szukałam nowych, grubaśnych książek mających uprzyjemnić mi długie jesienno-zimowe wieczory, moje oczy przeczesują półki w poszukiwaniu wypróbowanych Przyjaciół.

Niewątpliwie do takichże Przyjaciół zaliczyć mogę Melchiora Wańkowicza. Jak widzicie na zdjęciu, mój zbiór jego książek jest dość fragmentaryczny; od czasu do czasu trafiają mi w ręce kolejne tomy za niewielkie pieniądze, gdzieś na kiermaszach, a ja przekonana, że właśnie na mnie czekały przytulam je i wstawiam we właściwe miejsce domowego księgozbioru. I choć lubię każdą z nich, każdą za co innego, to chyba najpiękniejsza jest dla mnie trylogia opisująca wędrówkę Państwa Wańkowiczów przez Amerykę. Piękna nie tylko ze względów poznawczych, ale i dla tego, co pozornie nieuchwytne, dla Nich, którzy razem wędrowali.


Z mazurskich tropów Smętka przeskakuję w poszukiwaniu ciepła i serdeczności do Botswany. Jestem nieustającą piewczynią Mmy Ramotswe, jej patriotyzmu, tradycyjnego postrzegania świata i nie mniej tradycyjnej budowy ciała. I choć lubię także serie edynburskie Alexandra McCalla Smitha, to jednak większa część mojego serca przylgnęła do kobiet z Agencji Detektywistycznej.


Gdy odczuwam potrzebę sympatycznej autoironii sięgam po Fannie Flagg, a szczególnie po "Nie mogę się doczekać...". Klimat amerykańskich miasteczek, który być może niewiele ma już wspólnego z rzeczywistością, urzeka i pozwala nabrać przekonania, że wszystko będzie dobrze, po najciemniejszej nocy wstanie dzień, a po najbardziej ponurej zimie, nastanie przepiękna wiosna.


Kiedy w ubiegłym roku, po raz pierwszy, sięgnęłam po książki Jan Karon, ucieszyłam się, że mimo wielu lat czytania wciąż dane jest mi trafiać na takie perełki. Oczywiście, nie trafiłam na nie przypadkiem - polecała je Padma:-) Jak widzicie, do kompletu książek wydanych w Polsce brakuje mi dwóch; ale nie spieszę się, przeszukuję bazarki, stragany, aukcje wierząc, że któregoś dnia trafię na brakujące tomu w cenach przyjaźniejszych niż te okładkowe. Zdecydowanie wiem, że ponowna lektura powieści Jan Karon uprzyjemni mi tegoroczną jesień i zimę.


Na poniższym zdjęciu widzicie książki, które niewiele mają ze sobą wspólnego oprócz tego, że służą jako "wspieracze". "Bóg nigdy nie mruga" Reginy Brett czeka na mnie w punkcie odbioru książek, jej najnowsza książka już do mnie wędruje, a "Jestem cudem" stoi na półce. Zamierzam przeczytać je wszystkie w kolejności pisania, nasycić się nimi i spodziewam się, że ich lektura da mi wiele do myślenia.

"Tajemna historia" to powieść, którą zachwyciłam się ponad 10 lat temu. Tej zimy zamierzam sprawdzić, czy dalej mnie zachwyca:-)

Anne Fadiman nie trzeba przedstawiać żadnemu molowi książkowemu. Mało kto pisze o książkach, fisiu na punkcie książek tak uroczo i przekonująco jak ona. Może dzięki ponownej lekturze zrozumiem, czemu z niektórymi książkami wciąż nie mogę się rozstać?;-)


Do moich prywatnych hitów wszechczasów należą powieści Noaha Gordona, a szczególnie cykl rozpoczynający się niedawno zekranizowanym "Medicusem". Zarówno pierwsza powieść, jak i "Szaman" oraz "Spadkobierczyni Medicusa" towarzyszą mi od czasów licealnych i nie wyobrażam sobie zimy spędzonej bez nich. To po prostu nie byłoby możliwe. 


Chmielewska, Musierowicz, Montgomery, czy Lofting to pisarze, po których książki mogę sięgać zawsze. To żelazny zapas, ostatnia kromka chleba, czy jak wolą ci z dobrze zaopatrzoną apteczką - wciąż odnawialna porcja witaminy C chroniącej przed przeziębieniami. Po powieści tych czworga pisarzy sięgam, gdy nie mam czasu na wciągającą książkę, gdy jestem zbyt rozedrgana, by czytać coś innego na czym trzeba by się skupić, gdy poszukuję wspomnień z dawnych lat, gdy potrzebuję się pośmiać, choćby na siłę, bo przyzwyczajenie każe mi wybuchnąć śmiechem na wyobrażenie Lesia trującego kadrową rozmrożonymi lodami, gdy potrzebuję się wzruszyć egzaltacją rudej, piegowatej dziewczynki, która nagle na Zielonym Wzgórzu znalazła Dom.Te książki są jak parasol, na każdą pogodę.

 
To moje zapasy na zimę. Jakie są Wasze?

6 komentarzy:

montgomerry pisze...

Bardzo ładne zrobiłaś zestawienie na jesień i zimę :) Nie ma to jak ulubione książki. Ja rownież przymierzam się do "odkurzania" półek. Mam nadzieję, że moje wewnętrzne postanowienie zrobi swoje. Serdeczności

Joanna pisze...

Na szafce przy moim lozku czeka pokazny stosik ksiazek. Splot okolicznosci zawodowo-domowych sprawia jednak, ze nie mam kiedy czytac! Czekam, az moje mlodsze dziecie przestanie spac w ciagu dnia i zacznie zasypiac przede mna (trtaz to czesciej ja zasypiam pierwsza) - wowczas mam nadzieje uporac sie z tym stosikiem. Na samej gorze - dwie ostatnie ksiazki Zygmunta Miloszewskiego.

Pozdrawiam z pracy,

Motylek

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Montgomerry,
podejmuje kolejną próbę odpisania na Twój komentarz - może tym razem mi się uda:-)
Co sobie przygotowałaś na długie wieczory?:-)

Motylku,
ja jestem już po "Gniewie" - podobało mi się:-) Zresztą "Bezcenny" też, ale to zupełnie inna powieść od pozostałych tego autora. Co tam jeszcze masz ciekawego na tym stosie?

Serdeczności:-)

montgomerry pisze...

A ja to mam powrót do klasyki, malarstwa i wersji albumowych :)Wyciągam z półek :) Dobrze mi z tym :)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

I o to chodzi, prawda?

Motylek pisze...

1. Zygmunt Miłoszewski - Bezcenny
2. Zygmunt Miłoszewski - Gniew
3. Jonathan Kellerman - Guilt
4. Szołem Alejchem - Z jarmarku
5. Marcin Pilis - Relikwia
6. Pavol Rankov - Zdarzyło się pierwszego września
7. Irena Matuszkiewicz - Czarna wdowa atakuje
8. Irena Matuszkiewicz - Seryjny narzeczony
9. Lisa Gardner - Touch&go

A do tego dwie już zaczęte
1. Carol Drinkwater - The Olive Harvest
2. Jo Nesbo - The Snowman

Tylko czasu brak, brak, brak...

Pozdrawiam,
Motylek