02 września 2015

Agnieszka Tyszka. Sekretnik Zosi z ulicy Kociej.

                                                                                                       
Gdy byłam dzieckiem, wśród nas królowały pamiętniki. Koleżanki wpisywały do nich wierszyki, ozdabiały swoje wpisy rysunkami. Podtykaliśmy pamiętniki także nauczycielom, by porównywać między sobą zasobność nauczycielskich wpisów. Później nastał czas złotych myśli. Na początku zeszytu zamieszczało się listę pytań o datę urodzenia, ulubiony kolor, ukochaną piosenkę, marzenia, itp., a potem dawało się koleżankom i kolegom. Wypełniwszy arkusz złotych myśli należało kartkę zagiąć tak, by nie dało się odczytać odpowiedzi na pierwszy rzut oka.

Jeszcze później nastała era kalendarzy. Pojawiły się jako dodatki do czasopisma"Dziewczyna", chyba też do "Filipinki". Młodzieżowe, z nadrukowanymi cytatami, żartami, propozycjami zabawy, czy szkolnych ściąg, zapełniały szkolne torby całej rzeszy nastolatków.

Nie wiem, czy młodzi ludzie korzystają dziś jeszcze z drukowanych kalendarzy/notatników. Mam jednak nadzieję, że czytelniczki zaprzyjaźnione z Zosią z ulicy Kociej bez wahania zaopatrzą się w "Sekretnik". Co można w nim znaleźć?

Drzewo genealogiczne - Zosi oraz propozycję narysowania własnego. Listę ulubionych koleżanek i listę tych lubianych nieco mniej. Propozycje wróżb do ciasteczek z wróżbą, miejsce na zapisanie planu lekcji - tego realnego i tego wymarzonego, opowieści o ulubionej muzyce, zaspach śnieżnych, kuweciarzach i wiele, wiele innych, atrakcyjnych historii zapraszających do współtworzenia "Sekretnika".

Mnie szczególnie spodobały się trzy propozycje.

Po pierwsze hasło. Trochę na przekór, bo odczuwam wewnętrzny przymus utrzymywania porządku; szczególnie w pracy.


Po drugie - świetna zabawa, prawda? Muszę się zastanowić jak ją wykorzystać:-)


Po trzecie - lista rzeczy, których NIE chciałabym wziąć na bezludną wyspę, pozwala odwrócić myślenie, burzy pewien schemat, wybija ze stałego rytmu myślenia i przez to niesamowicie pobudza do myślenia. Zgodzicie się ze mną?


Cieszę się, że powstał "Sekretnik Zosi z ulicy Kociej" i już wiem, że przypadnie on do gustu mojej siostrzenicy. A Pani Agnieszce Tyszce pozwolę sobie zadać pytanie - czy myślała Pani o "Sekretniku" dla nieco starszych czytelniczek? Może po modzie na kolorowanki dla dorosłych, nadejdzie moda na kalendarze z sekretnymi zapisami?:-)

4 komentarze:

Pyza Wędrowniczka pisze...

Podpisuję się pod Twoim pytaniem jako użytkowniczka papierowych kalendarzy. Taki sekretnik dla nieco starszych dziewcząt ;) to bym nabyła od razu. Swoją drogą, przypomniałaś mi o "złotych myślach", jakoś zupełnie wyparłam z pamięci takie zjawisko, a ileż z nim było radości! :)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Ciekawe, co na to Pani Agnieszka i Wydawnictwo:-) Może coś w rodzaju "Sekretnika Maliny";-)

madziaro z dzikiego zachodu pisze...

Też bym taki papierowy kalendarz dla większych dziewczynek kupiła, zwłaszcza, że jeśli dobrze mi się wydaje, to autorka i "Koty z Kociej" mieszkają w moim rodzinnym mieście, a i ja na ulicy Kociej przepracowałam trochę czasu :)
I tak, były ładne kalendarze dołączane do "Filipinki", chyba jeszcze gdzieś nawet takie w domu mam zachowane dla potomności ;)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Madziaro,
to już jest nas trzy:-)