03 listopada 2015

A w Kociokwiku...

Książki, książki, ale przecież też zwierzęta...

24 października przyjechała do Kociokwiku Kavka ze swoją Panią. Zdarza się jej być mało cierpliwą wobec innych kotów na swoim terytorium, więc, dla bezpieczeństwa Maleńtasów, Tola i Borek przeprowadzili się do Tymczasowego Domu Tymczasowego. Są tam rozpieszczane, rosną jak na drożdżach i energii mają aż je roznosi. Tola na przykład koniecznie chciała wczoraj pomóc cioci T. umalować sobie oczy. Bardzo, bardzo;-) Maluchy odwiedziła wczoraj Pani, do której mają docelowo trafić; potrzebne są jednak szczepienia, zatem kocie dzieci pomieszkają jeszcze trochę w owym TDT.




Pamiętacie Synów Anarchii? Zamieszkali w cudnym, troszczącym się o nich domu. Mają do dyspozycji trzech ludzi, spore mieszkanie i ogród. 





Sawa za to zamieszkała z kotem nieco od siebie starszym, z którym zaprzyjaźnia się powoli, ale od którego uczy się łobuzować. Choć znając Sawę i sławę czarnych kotów, zastanawiam się kto kogo uczy szaleństw;-)




Sara regularnie wizytuje bibliotekę zasługując w pełni na miano psa biblioterapeuty. Dzieci wypytują o różne rzeczy związane z psem i opieką nad nim, słuchają opowieści o malamucie tym z książki, i tym, którego mogą dotknąć. A później głaszczą, a Sara aż rozpływa się pod dotykiem dziecięcych rączek. Mamy zaproszenia już na dwa kolejne spotkania.





Kilka dni temu odwiedził nas Tymon. Wiecie... Czarne koty to jednak mają coś w sobie. Zeskoczył z rąk D. z czymś na kształt zniecierpliwienia (No, wreszcie mnie tu przyniosłaś), objął łapkami kufę Sary, otarł się o nią szybciutko i pobiegł zwiedzać. Zaczęli nawet lekko grandzić w Wojtkiem, a gdy Sara goniła ich, Tymon odwrócił się wyprowadzając cios w psie pyszczydło i pobiegł dalej. Wojtek był zauroczony młodym towarzyszem, bo starsze ciotki nie chcą się z nim ganiać i biedak cierpi.

Gusia uznała, że skoro przyjechała Pani, to chyba po to, żeby kot na niej leżał. Nie bacząc na posykiwania Kavki układa się na Mamie i zalega pomrukując cichutko. Kavka uznając ważność domowniczki nad gościem udaje, że nie jest wcale urażona i kładzie się na fotelu, który zajmuje z wyjątkową przyjemnością, by nie rzec rozkoszą, na kocim pyszczku. Obydwie, a wraz z nimi reszta stada, korzystają ze słonecznych i ciepłych dni, zasiadając na balkonie.

Nusia, kotka - nie oszukujmy się - doskonale wyposażona w tkankę grzejącą, tej jesieni miłością wielką zapałała do kosza na pranie stojącego nieopodal jedynego w domu włączonego grzejnika. Można powiedzieć, że do owego kosza obowiązuje kolejka, czy wręcz zapisy;-) Zazwyczaj zajmuje go Sisi, druga w kolejności jest Nusia, ale i Wojtkowi udało się tam przytulić na chwilkę.

Za to gdy przychodzi noc... Spod kocich ogonów wyciągam kołdrę, by móc się nią okryć tak jak lubię. Zasypiam ukołysana Nusiowym burczeniem i chrapaniem dobiegającym z psiego legowiska. A jeśli zdarzy mi się bezsen, to powrotu do marzeń sennych szukam z zwierzęcym rytmicznym oddychaniu.

2 komentarze:

KATEDRA 1294 pisze...

To wyciąganie kołdry spod kocich ogonów znam bardzo dobrze ;)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

:-D