06 listopada 2016

Niedzielnik 64 (o kolorach)

Lubię barwy jesieni. Żółcie, pomarańcze, brązy poprzetykane wypłowiałym odcieniem zieleni. Jednak czas jaki mogę spędzić na podziwianiu jesiennych kolorów uległ znacznemu skróceniu; gdy spacerujemy rano jeszcze jest ciemno, gdy popołudniu - zaczyna się szarówka, a wieczorem - wiadomo...

Postanowiłam zatem zadbać o to, by mieć wokół siebie kolory. I zapachy. Zachcianki spełniłam dzięki wytężonej pracy i zasobom sklepu IKEA. Kupiłam latarenkę (przed paleniem świec zawsze powstrzymywała mnie obawa o kocie wąsy i ogony) oraz świeczki o zapachu poziomkowym i mandarynkowym. Zdecydowanie potrzebowałam działania pobudzającego tych zapachów.

Mam dużo książek. I dużo regałów. Idąc za radą mojej Siostry zaczęłam układanie książek od górnego lewego rogu. Poruszałam się w prawo, wypełniające kolejne półki tomami i dziwiąc się jak mam ich wiele. Oraz o ilu z nich zdążyłam zapomnieć ;) Pod koniec pracy nieco mniej uradowana, a bardziej zmęczona byłam tym, jak dużo ich jest. Niemniej jednak - z układaniem i kolorowaniem przestrzeni wokół siebie uporałam się w jeden dzień. Pracowałam, w mieszkaniu rozchodził się zapach poziomek, a Leszek Filipowicz czytał mi powieści Mariusza Czubaja. Idealna niedziela, prawda?


Kilka miesięcy temu myśl o tym, by ułożyć książki kolorami, wzbudzała we mnie śmiech. Wydawało mi się to niedorzecznym pomysłem. Byłam przekonana, że książki mają stać w porządku autorskim, tematycznym, według upodobania do ich treści, czy według wieku odbiorcy. I nagle, po tym jak musiałam szybko zdjąć książki z regałów, a później szybko, szybko je wstawić i nie przejmować się ich ułożeniem, odkryłam, że ów bałagan sprzyja myśleniu:)


Odkryłam tytuły zapomniane. Książki, które zapełniały moje półki, a ich drugie egzemplarze, biblioteczne, czekały na lekturę. Książki, o których czytaniu marzyłam, a które tuż po tym, gdy trafiły na półkę zostały wchłonięte przez stojące obok i ukryte w przedziwny sposób.


Zaczęłam się zastanawiać. Może to okazja do stymulacji mózgu jesienią? Do ucieczki przed skupianiem się jedynie na ciepłym kocu? Może barwne pasy wokół mnie dodadzą mi energii (a pokojowi nadadzą nietypowy wygląd)?


Na koniec pracy zapaliłam kilka świec, kołdrę przystroiłam na zielono-błękitno, otworzyłam pyszne portugalskie wino urodzinowe od koleżanek z siłowni i pełna zadowolenia, spokoju cieszyłam się tym, jak mam ładnie... I tak oto wkroczyłam w listopad.


Listopad zazwyczaj kojarzył mi się z dniami szarymi, ponurymi, dłużącymi się i nudnymi. W tym roku mój będzie zdecydowanie inny:) Ale o tym przeczytacie za kilka dni.

Życzę Wam przyjemnego tygodnia. 

4 komentarze:

Anna pisze...

Pięknie, ja tak ułożyłam tylko książki z mojego stosu do przeczytania, który systematycznie się kurczy i też uwielbiam na nie patrzeć. Pozdrawiam!

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Anno,

dziękuję:)

http://adewma.blog.pl/ pisze...

wow, dużo!!!

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Adewma,
:)