Przejdź do głównej zawartości

Luca Dotti. Audrey w domu.


Nie ukrywam - po książkę o Audrey Hepburn sięgnęłam głównie ze względu na moją Siostrę, która ceni znaną aktorkę. Drugą motywacją była ciekawość - intrygowało mnie jak przedstawiono kobietę będącą dla wielu innych ikoną kobiecości, co niesie z sobą opowieść o kimś, kogo życie zdaje się być znane powszechnie tym, którzy interesują się historią Hepburn.

Piękne zdjęcia, proste, acz smakowicie zapowiadające się przepisy, a pomiędzy nimi wyłaniająca się postać kobiety niegdyś sławnej, a w chwili, o której opowiada jej syn, zwykłej, skromnej Mamy. Ciepłej, życzliwej ludziom - tym blisko, i tym do których trzeba jechać z misją humanitarną - pani domu, która z przyjemnością kręci się po kuchni, wyraża swoje uczucie poprzez pyszności stawiane na stole i tchnie spokojem oraz mądrością.

I choć przepisów nie wypróbuję (chyba, że po znacznych vege - modyfikacjach), to cieszę się, że poznałam "Audrey w domu". Ucieszyła mnie owa domowość, codzienność i poczułam, że i mnie Hepburn stała się bliższa. Kto wie, może ta książka będzie początkiem do poznawania życia i twórczości aktorki?

*   *   *

Poprosiłam moją Siostrę, Pannę Pollyannę, o kilka słów na temat książki:

„W moim domu”, czyli zeszyt z przepisami mamy.
Pokaż mi, co gotujesz, a powiem ci, kim jesteś – tak mogłoby brzmieć motto tej książki. To książka dla fanów Hepburn, którzy chcieliby poznać jej historię jeszcze bliżej, tym razem – z zupełnie innej perspektywy.
Czytając ją miałam wrażenie, że siedzę przy stole w Jej kuchni, a Jej syn, autor książki, opowiada mi rodzinne anegdoty przeglądając zeszyt z przepisami.
Nowe, do tej pory nigdzie nie publikowane zdjęcia Audrey na pewno będą niezłą gratką dla miłośników jej urody i stylu. Rozczarują się ci, którzy oczekują, że ta książka jest biografią Audrey. To raczej garść wspomnień syna z gotowaniem w tle. 
Myślę, że jeśli ktoś zdecyduje się wypróbować któryś z przepisów, to danie a la Audrey Hepburn może być przebojem podczas kolacji dla przyjaciół. Nawet jeśli wybrana potrawa będzie prosta, to w końcu gotowała ją też „boska Audrey”, a to już połowa sukcesu.

Zachęcamy. Obydwie!

Komentarze

Malwina pisze…
Jestem po lekturze tej książki i osobiście jest zachwycona. Uwielbiam Audrey widziałam z nią wiele filmów a mieszanka jej życia z przepisami to najlepsze co mogło mnie spotkać :)
manufaktura-wyobrazni.blogspot.com
Monika Badowska pisze…
Malwino,
cieszę się, że Cię zachwyciła. Książka jest cudnie wydana, co niewątpliwie podnosi poziom zachwytu:-)
Zamawiam, bo uwielbiam Audrey. :-)
natanna pisze…
Byłam i jestem wielbicielką tej subtelnej kobiecości jaką się odznaczała Audrey Hepburn. A moja ulubienica widziana oczami własnego syna to coś dla mnie więc czuje się zachęcona.
Magdallena pisze…
Audrey jest dla mnie ideałem: kobiecości, subtelnego uroku, aktorki.
Książkę kupię i zapewne napiszę o swoich wrażeniach.
Agnes pisze…
Cenię urok Audrey, ale prawdziwą fanką jej talentu jest moja mama. Na pewno zaopatrzy się w książkę, a wtedy ja, myk, pożyczę sobie i przeczytam :)
Wiele słyszałam na temat tej pozycji i wreszcie muszę sięgnąć po książkę. Pozdrowienia!

Popularne posty z tego bloga

Wygrywajka

Dziś, w dniu moich urodzin, do wygrania dwie książki: Książkę  Marcina Wrońskiego udostępnił KDC , książkę  Danuty Noszczyńskiej -  SELKAR , za co bardzo dziękuję:) Proszę w komentarzu zostawić wiadomość zawierającą tytuł książki, w losowaniu której chcecie wziąć udział. Losowanie odbędzie się w niedzielę o 8:00. Zapraszam serdecznie:) *   *   * WYLOSOWANO :-D Officium Secretum. Pies Pański. Mogło być gorzej Gratuluję i proszę o kontakt na m1b1m1m@gmail.com :)

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

Urodziny "Z lektur prowincjonalnej nauczycielki"

ImageChef.com Flower Text Dziś mijają trzy lata od dnia, w którym zamieściłam tu swój pierwszy wpis. Trzy lata, które wiele mnie nauczyły, otworzyły mi wiele ścieżek, pozwoliły upewnić się, że jest mnóstwo podobnych do mnie czytających szaleńców. "Z lektur prowincjonalnej nauczycielki" rozwija się dzięki Wam - tym, którzy odwiedzacie mnie bez słowa i tym, którzy dyskutujecie ze mną o przeczytanych książkach. Dzięki tym wszystkim, którzy mi zaufali. Rozwija się też dla Was. Piszę, bo przyjemność sprawia mi dzielenie się z Wami wrażeniami po lekturze, czytam, bo bez książek nie umiem żyć. Dziękuję Wam za codzienną obecność. Za nominację do Papierowego Ekranu, za link do mojego bloga na Waszych stronach, za wszystkie słowa jakie kierujecie do mnie w komentarzach, czy e-mailach. Poświętujecie ze mną?