Przejdź do głównej zawartości

Marcin Kostrzyński. Gawędy o wilkach i innych zwierzętach.


Zapadła tu długa cisza, wiem... Czytanie mi szło, pisanie zdecydowanie mniej. O ile mnóstwo mam w głowie, pełno myśli się przeplata, to jednak nie dotyczą one tylko książek, a wręcz powiedziałabym - dotyczą wielu innych spraw, książki traktując jak pożywkę, element nasycenia. 

Są jednak takie książki, o których chcę Wam napisać, a wiem, że im bardziej będę odwlekać, tym mniejsza jest szansa, na to, by się to udało. Dziś zaczynam od tego, co lubię - książki o zwierzętach.

Należę do pokolenia, które oglądało "Zwierzyniec" Michała Sumińskiego, a Marcina Kostrzyńskiego  i jego zwierzęcych opowieści nie znałam zupełnie. Zafrapował mnie tytuł książki, poszłam na spotkanie do księgarni, a gdy pod choinką znalazłam Gawędy o wilkach... i zaczęłam je czytać, uznałam, że to człowiek, którego warto posłuchać.

Gawędziarz, który wie co mówi i zna się na zwierzętach, o których opowiada. Człowiek, który mieszka w lesie wraz ze swoimi zwierzętami, który dla nich skonstruował zdalny system karmienia i gdziekolwiek na świecie jest może podsypać jedzenia tym czworonogom, które tego potrzebują. Fascynat, wciąż zdumiewająco cieszący się bogactwem świata przyrody i ulegający nieustającemu zachwytowi nad tym, jak żyją zwierzęta. Tak, jest też ciemna strona tego, co opowiada Kostrzyński: to myśliwi i polowania, przedziwna, mało przyjazna przyrodzie, polityka Lasów Państwowych, ludzie, którzy uważają, że zasoby ziemi są niewyczerpalne i nie interesują się tym, co zostawimy kolejnym pokoleniom i na jak bardzo zły los skazujemy zwierzęta.

Poczytajcie, pooglądajcie filmy Marcina z Lasu i pomyślcie. Zachęcam.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

William P. Young. Chata.

Wydane przez Wydawnictwo Nowa Proza Od godziny krążę po domu zastanawiając się jakimi słowami przedstawić Wam "Chatę" tak, by nie uderzyć w nadmierny sentymentalizm i by - z drugiej strony - nie skrzywdzić powieści chłodnym, beznamiętnym opisem. Mackenzie Allen Phillips ma troje cudownych dzieci i niemniej cudowną żonę. Umiarkowanie wierzy w Boga, nienawidzi swojego ojca, jest lubiany i ma przyjaciół. Ostatni weekend wakacji postanawia spędzić z dziećmi nad jeziorem Wallowa. W dniu powrotu do domu dwoje starszych zdecydowało się popływać kajakiem i przewróciło się. Mackenzie wskoczył do wody, by ratować dzieci, podczas gdy mała Missy została przy biwakowym stole kolorując książeczkę. Gdy mężczyzna z dziećmi wyszedł z wody, Missy nie było. Poszukiwania, w które włączyła się policja i wszyscy biwakujący, dały straszny rezultat - dziewczynka padła ofiarą seryjnego zabójcy. W życiu  Mackenziego zapanował Wielki Smutek. A list, który dostał, tylko go rozwścieczył. List ...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...