Czwartki z Bocheńskim (2)

6.2.20

Czwartki z Bocheńskim (2)


Raynor Winn. Słone ścieżki.

5.2.20

Raynor Winn. Słone ścieżki.


Już dawno odkryłam, że najszczęśliwsza jestem w drodze, że przemierzanie odległości, droga przed siebie wycisza mnie, pozwala okiełznać myśli, porządkuje. Co więcej, kiedy czas temu jakiś robiłam sobie pewien test, znalazłam w nim potwierdzenie na moje umiłowanie wędrówki. Książka Słone ścieżki Raynor Winn, zdawała się być zatem idealną dla mnie lekturą. Czy była?

Raynor i Moth tracą wszystko ci mieli. Zostaje im trochę mebli, a z osób bliskich - dzieci. Utrata domu stanowi dla ich obojga, nie tylko w wymiarze fizycznym, ale także mentalnym - ogromny cios. Minęli już 50 urodziny i nagle z dnia na dzień stali się bezdomni. Co gorsza - Moth słyszy diagnozę lekarską, która w prosty sposób komunikuje mu, że umiera, a wszelki wysiłek fizyczny może owo żegnanie się z życiem przyspieszyć. Co robią? 

Zainspirowani przewodnikiem Paddy'ego Dillona postanawiają zapakować do plecaków namiot, śpiwory, niezbędne rzeczy i wyruszyć szlakiem wzdłuż południowo-zachodniego wybrzeża Wielkiej Brytanii. Mają siebie nawzajem, to co na plecach i 48 funtów tygodniowo wpłacanych im na konto przez opiekę społeczną.

Raynor Winn świetnie pisze o tym, jak bardzo różne są reakcje ludzi na nich. Na zmiany zachodzące w zachowaniu tych, którzy z nimi rozmawiają, w chwili, w której dowiadują się, że owa wędrówka to nie kaprys bogaczy, którzy lada dzień wrócą do ciepłego, suchego i świetnie urządzonego domu, a wędrówka tych, którzy nie mają domu. Pokazuje ludzką wrażliwość i mechanizmy społeczne, które funkcjonując w społeczeństwie, każą wartościować po statusie materialnym.

Pięknie też pisze o łączącej ją z mężem więzi. O tym kim dla siebie są, jak wyglądało ich życie w chwili, w której się spotkali i jak mocno kształtowała się ich miłość. To, co może zdumiewać polskiego czytelnika, to niemalże nieobecne, studiujące dzieci Raynor i Motha. Nie wiem, czy to świadomy zabieg literacki, czy realizm obyczajowości brytyjskiej.

Zastanawiałam się w czasie czytania, jak wiele zmienia w głowie świadomość "mam/nie mam gdzie wrócić". Jak bardzo napiętnowała obydwoje bohaterów, a jak bardzo pozwoliła czuć się im wolnym. I wreszcie pytanie najbardziej osobiste - jak ja odnalazłabym się w takiej sytuacji. Czy też podjęłabym wędrówkę? I jak owa wędrówka, z przymusu lub nie, wpłynęłaby na mnie?

Polecam - przejrzyjcie się w tej książce. I napiszcie mi jakie zrobiła na Was wrażenie, jestem bardzo ciekawa.

3.2.20

Olga Gitkiewicz. Nie zdążę.


Czytałam reportaż Olgi Gitkiewicz i czułam, że i ja miałabym wiele do opowiadania o tym, jak się mieszka w miejscu, z którego trudno się wydostać inaczej niż siłą własnych nóg lub samochodem. O wsi, w której zaczynałam pracę nauczyciela i o innej, w której odbierałam wynagrodzenie za tę pracę - nie połączonych w żaden sposób autobusem. O godzinach spędzonych w pociągach, na dworcach, w autobusach i na przystankach. O tym, że dziś bez samochodu nie dojadę do miejscowości, z której pochodzę, a już na pewno nie zrobię tego, gdybym chciała ze sobą zabrać psa. Podzieliłam się tą refleksją z Wami również na Instagramie.


Czytałam i zastanawiałam się, czy ów reportaż to bardziej zatrzymanie chwili, pokazanie jak bardzo jest już źle i jak może być gorzej? A gdyby tak zobrazowanie bezwładu komunikacyjnego miało na celu obudzenie nas, władzę, i sprowokowanie do wprowadzania zmian? Najtrudniejszą do przyjęcia byłaby diagnoza, że Olga Gitkiewicz napisała Nie zdążę, żeby czytelnicy sięgający po jej książkę za kilka dekad, mogli ją potraktować jako źródło wiedzy historycznej. Bo już i tak nie przyjdzie opamiętanie, i nic nie da się zrobić.
Retro pisma (3)

1.2.20

Retro pisma (3)

Dziś sięgnęłam do zasobów największej polskiej biblioteki cyfrowej - Polona.pl. Znalazłam kilka perełek, które chciałabym Wam przybliżyć.

Nasze Myśli : miesięcznik wydawany staraniem uczennic Miejskiego 
Gimnazjum  i Liceum Żeńskiego w Katowicach
R. 2, nr 8 (czerwiec 1929) = nr 10


Nasze Myśli to miesięcznik wydawany przez uczennice gimnazjum żeńskiego w Katowicach. Ten konkretny numer opublikowany był w 1929 roku. Są w nim oczywiście odniesienia do miejsca, w którym owe uczennice żyją, są krótkie notatki syntetycznie podsumowujące lektury, mnóstwo poezji, głównie abiturientek. 

 

Nie brak artykułów traktujących o wewnętrznych sprawach gimnazjum - jak widzicie poniżej, kilka słów o maturze, sprawozdania z kółek dramatycznego, Ligi Morskiej i Rzecznej (gdzie znaleźć można obserwację, że Polska, dopiero po odzyskaniu niepodległości, zrozumiała czem jest morze dla państwa. Ciekawe jest to, że w gazecie jest kilka stron reklam :)

Znam jedną szkołę , gdzie uczennice wydają swoją gazetę (KLIK). Kojarzycie inne?


Nowy Czas. R.3, nr 359 (31 grudnia 1933)


Nowy Czas z ostatniego dnia 1933 roku zawiera podsumowanie roku minionego oraz spory artykuł, którego autor rozważa jak wyglądać będzie i co dobrego przyniesie 1934 rok. W podsumowaniu tym znajdziemy na przykład informację o tym, że 21 lutego kongres amerykański większością 2/3 głosów uchwalił zniesienie prohibicji, 14 marca zlikwidowano polsko-gdański zatarg o Wester-Platte (brakuje informacji w jaki sposób), a 5 grudnia otwarto port morski w Gdyni. 

 

Jeśli przyjrzycie się nagłówkom artykułów Nowego Czasu wyraźnie dostrzeżecie pewnego rodzaju nacisk na takie brzmienie, które ma zaciekawić odbiorcę szukającego zadziwienia i sensacji. Okazuje się, że nie tylko nagłówki są sensacyjne - treści doniesień prasowych są również utrzymane w tymże tonie.  Można w nich jednak znaleźć i informacje nieco poważniejsze, ot - choćby jak ta, że Maria Dąbrowska otrzymała Państwową Nagrodę Literacką. Nagroda ta to 7 tysięcy złotych. A teraz popatrzcie ile kosztuje numer Nowego Czasu :-)

Kolejne pismo jest wynikiem mojej niedawnej lektury  - Nie zdążę Olgi Gitkiewicz. Duża cześć książki poświęcona jest upadkowi kolei polskiej i gdy dostrzegłam w Polonie czasopismo kolejarskie zajrzałam do niego szukając informacji, co zajmowało pracowników kolei w 1926 roku.

Kolejarz : pismo miesięczne poświęcone obronie interesów kolejarzy polskich 
R. 7, nr 17 (1 września 1926)

 

Z lektury wynika, że środowisko kolejarskie jest ubogie, zaniedbane, niedofinansowane. Odezwy, listy do ministrów, artykuły pokazują chęć rozmów, postulaty środowiska i poszczególnych podgrup zawodowych.

Smutna ta lektura - i mocno współczesna w wymowie. Mimo, że pismo wydane było w 1926 roku.
Dla dzieciaków (42)

31.1.20

Dla dzieciaków (42)

Rafael Rosado, Jorge Aguirre, Strzeżcie się, olbrzymy!


Claudetta ma tatę, który walcząc ze smokami utracił ukochaną żonę, miecz, rękę i nogi, młodszego brata targanego wątpliwościami co do swojej przyszłości ( chce zostać kowalem i kucharzem) oraz przyjaciółkę, której życiowym celem jest zostanie księżniczką. Ma też miecz, silną potrzebę tego, by tata był z niej dumny i ochotę na to, by pozabijać złowrogie olbrzymy zagrażające miasteczku.

Dziewczynka sprytnie wykorzystuję starą ludzką grę - jak bazując na pragnieniach innych zaproponować im coś, co nie do końca jest prawdziwe, ale sprawi, że za nami pójdą - i w ten oto sposób, ona, Marie i Gaston wyruszają poza mur okalający miasto, by dotrzeć do krainy olbrzymów.

Podoba mi się wykorzystanie nowoczesności (mimo, iż komiks przedstawia czasy zgoła nie nam współczesne, to ową nowoczesność widać w myśleniu Claudette) i połączenie jej z legendami i stosowanym w nich schematem. Owszem - autorzy doskonale bawią się konwencją i choć tok opowieści nie jest tożsamy z tym, co usłyszmy w baśniach, to widać wyraźnie, że na nich bazowali i chcąc im dodać lekkości i nowatorsko potraktować, pozwolili Wściekłemu Królowi Rzeki podarować księżniczce pióro i papier, by mogła napisać list do przyjaciół, a olbrzymowi być... Ups, powiedziałabym za dużo.

Resztę doczytajcie, a jeśli polubicie w trakcie lektury Claudettę i jej współwędrowców sięgnijcie również po pozostałe części komiksu.

Elias Våhlund, Agnieszka Våhlund, Podręcznik dla superbohaterów (Część 1 i 2)



Lisa, po tym ja w wyniku pewnego splotu wydarzeń rodzinnych, zamieszkała z babcią, nie bardzo ma czas, by się cieszyć tym faktem. Nowa szkoła i nowy koledzy to zbyt wiele dla wrażliwe dziewczyny. Tym bardziej, że błyskawicznie staje się obiektem drwi i prześladowań; trzej chłopcy biorą na cel wyśmiewanie jej uszu, intelektu, wyglądu. Z dnia na dzień jest coraz gorzej, dziewczynka czuje się osamotniona, boi się reagować i z coraz większym trudem przychodzi jej opuszczanie domu.

A jednak - pewnego dnia, podczas ucieczki przed prześladowcami, która kończy się w bibliotece, znajduje na półce niezwykłą książkę - Podręcznik dla superbohaterów. Czyta, wybiera umiejętności, które chce posiąść i zaczyna ćwiczyć.

Książki mają świetne przesłanie - patronuje im zresztą Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę. Namawiają do reagowania kiedy jesteśmy prześladowani, na rozmawianie o tym z dorosłymi, na sprzeciwianie się, gdy widzimy, że ktoś inny staje się atakiem agresji. To, że do mnie osobiście nie do końca przemawia strona graficzna, jest sprawą drugorzędną, bo - nie oszukujmy się - nie ja jestem odbiorcą, któremu książka ma pomóc.

Ukazała się już kolejna część i wkrótce będzie czwarta. Pozwólcie dzieciakom poznać Lisę, może dzięki tej znajomości otworzą się na mówienie o ewentualnie doświadczanej lub obserwowanej przemocy.


Anne-Cath. Vestly, 2+ 8 i ciężarówka


Pamiętacie grudniowy wpis o świątecznej książce Anne-Cath. Vestly? W tym tomie opowieści jesteśmy wciąż w miasteczku, w którym mama, tata i ich ośmioro dzieci zajmują niewielkie mieszkanko (pokój z kuchnią) w jednej z kamienic. Tata ma ciężarówkę umożliwiającą mu zarabianie pieniędzy na potrzeby rodziny, ale jeszcze nie współpracuje z nim Henryk, a do rodziny nie należy Rurek. 

Ciepło bijące z historii dziesięcioosobowej rodziny zauroczyło mnie ponownie. Prostota, a zarazem szczęście jakie widać w rodzinie, są apoteozą zwykłego życia i wzbudzają tęsknotę za ludźmi, dla których najważniejsze jest być ze sobą. I takich, którzy gdy się zezłoszczą na innych lub zmęczy ich stała obecność bliskich, nie krzyczą, tylko biegają wokół osiedla, by wybiegać negatywne emocje ;)

P.S. Rozdział o babci i mikserze wyciska łzy, ostrzegam.
Copyright © Prowincjonalna nauczycielka , Blogger