18.7.19

Mikrowyprawy (Miesięcznik Znak)

Mikrowyprawy (Miesięcznik Znak)

Ależ to przyjemny numer, ten wakacyjny... Przeczytałam od deski do deski, nie opuszczając ani jednej strony, bo tak idealnie treści zgrały się z moimi mentalnymi potrzebami wakacyjnych wypraw z nieodległe strony.

Jakub Konhauser opowiada jak z mikrowypraw uczynić sposób na życie i jest to propozycja, która radośnie zagościła się w moim sercu. Lechosław Herz zaprasza nas na niespieszny spacer sławiąc przy okazji piękno Mazowsza. Podczas przedstawiania krótkiej historii polskiej turystyki pieszej autorka rozwiewa mity dotyczące znaczenia kolorów szlaków turystycznych, a Filip Springer, Małgorzata Halber, Piotr Paziński, Olga Drenda i inni dzielą się swoimi odkryciami dokonanymi dzięki mikrowyprawom i tym, za co cenią taki sposób poznawania świata. Jest artykuł o solidarnej turystyce, fragment książki Zbigniewa Mentzla o Leszku Kołakowskim. W Stacji Literatury gości Magdalena Tuli, Dorota Bidzińska przypomina rzemieślników - tych, którzy już są mistrzami i tych nowych, którzy na nowo dla społeczności miast odkrywają piękno i nietuzinkowość ręcznej pracy. 

Oczywiście, nie wyczerpałam w powyższym opisie całego bogactwa najnowszego numeru Miesięcznika Znak. Po lekturze tego i wcześniejszych numerów coraz mocniej nabieram przekonania, że to pismo, które zagości u mnie na stałe.

Polecam gorąco:)

17.7.19

Shaun Bythell. Pamiętnik księgarza.

Shaun Bythell. Pamiętnik księgarza.

Shaun Bythell jest księgarzem w miasteczku Wingtown, Mieście Książek w Szkocji. Prowadzi antykwariat, ma kota, ekscentryczne współpracownice i uważa, iż Amazon to największe - bo jeszcze nie do końca zbadane - zło jakie nas spotyka.

Pamiętnik Shauna to, z pozoru wydające się nudne, zapiski dotyczące tego ilu było w księgarni klientów, ile pieniędzy jest w kasie oraz ile zamówień spłynęło (i ile zrealizowano) z internetowych ofert sprzedaży książek. Jedna to, co pomiędzy takimi suchymi liczbami się kryje, stanowi o znaczeniu tej książki.

Bythell pisze, nie krygując się, o miłych i niemiłych, roszczeniowych klientach, odnotowuje dziwactwa niektórych z nich i dzieli się nimi na koncie facebookowym księgarni, opisuje kulisy organizacji festiwalu literackiego w Wigtown, zdradza na czym polega codzienność życia księgarza czy antykwariusza. Czyni to prosto, szczerze, nieco zgryźliwie, co sprawia, że czas poświęcony lekturze jest czasem odświeżającym.

Podobają mi się różne idee, które zaczęto realizować, by propagować czytanie, obcowanie z literaturą i słowem pisanym. Muszę przemyśleć, czy dałoby się niektóre z nich przenieść na nasz grunt:)

Przyjemnej lektury!

16.7.19

Philipp Schott. Weterynarz z przypadku.

Philipp Schott. Weterynarz z przypadku.

Nie mogłam się doczekać tej książki, bo już dano nie było nic weterynaryjnego, w beletrystycznej formie, na polskim rynku wydawniczym. I oto jest, a ja przeczytałam ją w niecałą dobę.

Philipp Schott na początku przyznaje, że głównie nastawiał się na bycie biologiem, a weterynaria to dla niego wtórny wybór. Kiedy jednak zdecydował się na studia, praktyki i samodzielną pracę odkrył, że owszem - by być dobrym lekarzem weterynarii należy lubić zwierzęta. Ale nie sposób wykonywać tego zawodu jeśli nie lubi się ludzi.

Wspomnienia, w narracji mocno ironiczno-żartobliwej, przeplatają się tu z opisami przypadków, a te z poradami jak zadbać o dobrostan swojego zwierzęcia i jak zrozumieć jego potrzeby. I choć w praktyce weterynaryjnej Schotta najczęstszymi pacjentami są psy i koty, to opowiada on również o kaczce, dzikim króliku, czy strusiu. Przywołuje stereotypy i rozprawia się z nimi, robi listę podstawowych czynności, które sprawią, iż lekarz uzna swoich klientów za miłych, przywołuje najdziwniejsze zwierzęce imiona, pokazuje ciemniejsze strony bycia weterynarzem.

Kiedy czytałam tę książkę nie mogłam oprzeć się wrażeniu przebywania w poczekalni kliniki weterynaryjnej. Tu głośniej, tam spokojniej, tu ciszej, tam bardziej nagląco. Udało się autorowi oddać klimat swojej pracy doskonale.

Miłośnikom tematyki polecam. A o pracy innych weterynarzy poczytacie także u Jamesa Herriotta, Luke'a Gamble i Nicka Truot :)

15.7.19

Magdalena Kordel. Antolka.

Magdalena Kordel. Antolka.

Antolka to skonfliktowana z kostyczną matką, żywiołowa, pragnąca szczęścia i odrobiny wolności młoda kobieta. Stoi przed wyborem studiów, a właściwie broni się przed wyborem jakiego dokonała dla niej nieskazitelna pani doktor, a jej rodzicielka. Po intensywnej kłótni Antolka wymyka się z domu z planem na przyjemne wakacje. A o reszcie pomyśli jutro...

Janek to młody mężczyzna biorący odpowiedzialność za wszystko i wszystkich. Niczym kwoka chce mieć całą rodzinę przy sobie i o każdego, wręcz obsesyjnie, drży. O chorego tatę, który już nie powinien wracać do pracy w tartaku mimo, że to on był jego twórcą i podporą przez wiele lat, o siostrzenicę, którą pozostawiła matka, o siostrę i jej dziecko, która niefrasobliwie (zdaniem Janka) rozmyśla o wyjeździe za granicę, do męża. Janek u progu zaledwie czterodniowego urlopu zamartwia się, czy jego odpoczynek, to na pewno dobry pomysł i waha się, czy jechać na Mazury. Gdyby wiedział, co go tam spotka - zaręczam Was - nie wahałby się ani chwili.

Pokochałam tę książkę już w chwili, w której Ola, przyjaciółka Antolki, wspomniała coś o ciotce w Harszu. A gdy później czytałam o tym, jak dziewczyna uczy się żeglowania pływając od Sztynortu, po Kal, zahaczając o Piękny Brzeg, to uśmiechałam się całą sobą. Bo jak się nie cieszyć?


(Kliknięcie w zdjęcie przekieruję Was na stronę 1- Sztynortu, 2 - Pięknego Brzegu)

Magda Kordel Antolką sprawiła, że znów zniknęłam dla świata na kilka godzin. Wędrowałam z tą pyskatą, uroczą i wrażliwą dziewczyną przez mazurskie jeziora, dzieliłam z nią emocje, słuchałam głosu serca i dobrych słów innych ludzi. Gdy czytałam o Synku gardło mi się ścisnęło, a łzy napłynęły do oczu. Zapragnęłam też odwiedzić Duklę, bo choć jest jej w powieści mniej niż Mazur, to sprawia równie przyjazne miejsce, jak te, które znam doskonale Znam, gdyż jestem stamtąd, z tymi miejscami się identyfikuję, tam jest moja Mała Ojczyzna.

13.7.19

Kociokwiki u PanDoktora

Kociokwiki u PanDoktora
W tym tygodniu Kociokwiki odwiedziły PanDoktora. Podzielone według wieku, bo z wizyta z pięcioma kotami jednocześnie zablokowałaby lecznicę na czas dłuższy.


Sisi, mimo kuracji kwasem hialuronowym, nadal ma problemy ze stawami, będziemy włączali lek przeciwzapalny i przeciwbólowy, aby jej nieco ulżyć. Jak zwykle w gabinecie wyszła śmiało z transportera i czym prędzej przeskoczyła ze stołu na swoje ulubione miejsce na szafce. Po badaniu i ważenie wróciła na to samo miejsce i tam doczekała końca wizyty. Nie chudnie, nie tyle, waży 4,9 kg.


Nusia to kot na epopeję. Nadżerka na języku, która cofnęła się podczas antybiotykoterapii wróciła, nasiliła się i Nusia nie dość, że ma kłopoty z jedzeniem, to jeszcze się nie myje. Z polecanych preparatów został do przetestowania balsam Szostakowskiego. A później już tylko biopsja języka. Cierpi wyraźnie, chodzi brudna i zaśliniona, ale mimo wszystko je. Waga 6.5 kg.


Dwuletnia Ronda, kotka, która dyskutuje z ludźmi, pyskuje na zwróconą jej uwagę, jest w bardzo dobrej kondycji. Ostatnio upodobała sobie kosz drapaka, nieco wcześniej sypiała na balkonie. Kocha włazić do szafy i tam siedzieć cichuteńko nie bacząc na zawołania. Zdarza jej się niestety zaznaczyć moczem przedmioty, które jej zdaniem, pachną niewłaściwie. Na wadze 4,6 kg.


Miya, kotka z zawadiackim charakterem, gadatliwa, mrucząca, wyrosła na solidnej postury kotkę. Ma mniej więcej 1,5 roku, waży tyle co Ronda i wyraźnie próbuje przejąć rządy w domowym stadzie. Na czele stawa stoi najstarsza, czyli Sisi i choć jest mało aktywna i unika konfliktów, to jednak ona jest szefową. A Miya nadal próbuje. Jest kotką najbardziej oddzielną. Sporadycznie zdarza się jej pojawiać na głaskanie, kontakt z człowiekiem nawiązuje, gdy chce go obudzić, bo w brzuchu zapanował głód. Ostatnio przybiega też do kuchni i łazienki w chwili, w której odkręcam wodę; odkryła swój żywioł.


Najmłodszy, najszczuplejszy pozostaje Kajtek. Waży o kilogram mniej niż Miya i Ronda, ma mniej więcej rok i przypadła mu w udziale rola giermka Miyi. Co nie oznacza, że chodzi za nią krok w krok. Uwielbia spać na balkonie, z zaciekłością poluje na wszelkie owady, a gdy jest w nocy głodny budzi mnie iskając.


Koty odbyły przegląd, Ronda została zaszczepiona i ustaliliśmy z PanDoktorem działania na najbliższy czas. Sisi tabletki, Nusia balsam i szampon (a w tle narkoza i biopsja), a pod koniec miesiąca wszyscy do odrobaczenia i ewentualnie profilaktyki antykleszczowej.

Cudnie się wraca do domu, w którym czekają na Ciebie koty. Wiecie?

12.7.19

Dla dzieciaków (29)

Dla dzieciaków (29)
Marcin Przewoźniak, Puk, puk! Zastałem króla?


Stanisław, choć jego imię brzmi szalenie poważnie, jest uczniem. Ma tatę, pracownika muzeum oddanego całą duszą i sercem starociom i mamę, pracownika ochrony na lotnisku. Żyją sobie względnie spokojnie, tak jak wiele polskich rodzin, aż do dnia, w którym tata z duma oznajmia, ze znalazł drzwi. Idealnie pasujące do framugi pustej od 103 lat.

I gdy już drzwi są na swoim miejscu, a rodzina zastanawiała się czy i jak odświeżyć zdobyte drzwi, rozległo się pukanie. Od strony spiżarni, wejścia do której broniło teraz solidne drewniane skrzydło. Drzwi się uchyliły i wyszedł zza nich chłopiec mając na ustach pytanie o obecność króla.

I tak oto zaczyna się wędrówka przeróżnych postaci znanych dotąd Stanisławowi z podręczników historii i opowieści taty. A czasami i tych pomniejszych, mniej ważnych, którzy jednak służąc tym znamienitym odegrali całkiem istotną rolę w kształtowaniu historii codziennej.

Ciekawie napisane, bez przynudzania i z polotem. Wydawnictwo zapowiada już część kolejną, więc czekam.


Andy Seed, Dzikie sekrety przyrody.

Dziesięć rozdziałów zawierających mnóstwo informacji o świecie natury podanych w formie graficzno-słownej i wzbogaconej zagadkami, quizami, podpowiedziami, to uczta dla młodych miłośników przyrody. 

Gdy przeglądałam tę książkę po raz pierwszy od razu pomyślałam o leśnych szkołach, harcerzach, czy uczestnikach rajdów, którzy przy wieczornym ognisku, korzystając z zasobów Dzikich sekretów przyrody doskonale bawią się tworząc wzajemnie dla siebie zadania do rozwiązania, wprowadzając element rywalizacji i do służącej dobremu, bo zwiększeniu świadomości przyrodniczej.

Czy gryzą, jak się kamuflują, czy mieszkają tylko tam, gdzie się ich spodziewamy, kto lata, a nie jest ptakiem, jak się komunikują, co robi pleśń i czy to prawda, że ludzie używają ptasich gniazd do jedzenia?

Mnóstwo pytań, tyle samo wyczerpujących, wzbogacających wiedzę wypowiedzi, a przede wszystkim - to naprawdę wygląda jak świetna zabawa.

Nie będę udawała - wiele informacji spisanych przez Andy'ego Seeda jest dla mnie czymś nowym. I tym zachłannie wczytywałam się w książkę, im mniejsza była moja wiedza. Ciekawe jak jest z Wami :)

Bjørn F. Rørvik. Kawiarenka pod Ptasim Ogonem, Leśna gazeta

 

Od dawna w literaturze sprawdzają się duety. Nie inaczej jest i tu - pierwszoplanowymi bohaterami obydwu książeczek są Lisek i Prosiaczek z niezakręconym ogonkiem. Obydwaj, zakorzenieni bardzo mocno w społeczności zwierzęcej, aktywnie wpływają na jej funkcjonowanie.

Powołanie do istnienia Kawiarni pod Ptasim Ogonem to pomysł Prosiaczka, który chciał pomóc spełnić marzenia przyjaciela. Lisek marzył bowiem o kolekcji barwnych i rozmaitych piór z ogonów. A przecież nie jest łatwo namówić ptaki, by się takich piór pozbywały dobrowolnie. A jednak - Prosiaczek okazał się być mistrzem marketingu.

Gazeta to dla odmiany pomysł Lisa. Mianował się Rudaktorem, a Prosiaczek rzucił się - jak na dziennikarza przystało - na poszukiwania atrakcyjnych tematów, o których społeczność leśna będzie czytała z ciekawością. Okazuje się jednak, że o nośne, chwytliwe tematy trudno, więc teraz Lisek wykoncypował coś, co w wcale, jak sądzę, nieprzypadkowy sposób, przypomina zachowania dziennikarzy tabloidów.

Świetna rozrywka dla dzieciaków. Nawet jeśli one nie zrozumieją wszystkich kontekstów kulturowych, to Wy - bawiąc się przednio - z pewnością to zrobicie. 

11.7.19

Agnieszka Jeż, Paulina Płatkowska. Jak przechytrzyć nieboszczyka.

Agnieszka Jeż, Paulina Płatkowska. Jak przechytrzyć nieboszczyka.

Lucyna i Elwira, znużone rozbieżnościami między tym co obiecują wczasy all-inclusive, a tym co oferują, postanawiają wynająć mały, spokojny domek w nadmorskiej miejscowości. Rezerwują z dużym wyprzedzeniem i jadą. A na miejscu...

Na miejscu coś się im nie zgadza. Dom nie tak wysprzątany jak się spodziewały, wygląd też odbiega od tego, co widać było na zdjęciach. Jednak spragniona wypoczynku psycholożka Elwira, namawia łatwo się poddającej sugestiom innych Lucynę, że trzeba owe zmiany przyjąć z całym dobrodziejstwem inwentarza. Choć chyba wypowiedziała to w złą godzinę.

Jak przechytrzyć nieboszczyka to zabawna opowieść o przyjaciółkach, które muszą sobie poradzić z pewnym zmarłym (z przyczyn naturalnych, aczkolwiek nie dociekajmy jakich) mężczyzną i własnymi oczekiwaniami co do tego, na czym polega wypoczynek na urlopie. 

Powieść doskonała, nie do końca wszak realistyczna, na leniwe, wakacyjne czytanie. I proponuję zrobić tak jak bohaterki - na samym początku urlopu wyłączyć telefony i nałożyć na siebie okrutną karę za skuszenie się na wcześniejsze - niż koniec kanikuły - włączenie :)

10.7.19

Aleksandra Zbroja, Agnieszka Pajączkowska. A co wyście myślały?

Aleksandra Zbroja, Agnieszka Pajączkowska. A co wyście myślały?

Wczesną wiosną słuchałam w jednej z audycji radiowych rozmowy z Aleksandrą Zbroją i Agnieszką Pajączkowską. Od tamtej pory nastawiłam się na lekturę ich wspólnej książki. No i przeczytałam.

Pomysł autorki miały taki - pojedziemy do wsi położonych w województwie mazowieckim, będziemy zaczepiały spotykane kobiety i zachęcały je do rozmów. Mam wrażenie, że gdy już nagromadziły tych rozmów nieco, uznały, iż same wypowiedzi kobiet wiele nie wnoszą i przydałoby się jakieś merytoryczne podbudowanie. Sięgnęły zatem po wypowiedzi naukowców i te wypowiedzi zamieściły w książce przeplatając nimi rozmowy. Podały również motywy jakie kierowały nimi poruszając tematykę współczesnej mazowieckiej wsi. Babcia jednej z nich mieszkała niegdyś na wsi, rodzice drugiej mieli dom wiejski, oddalony do Warszawy o 50 km.

Tak naprawdę z wypowiedzi kobiet mazowieckich wynika, że mogłyby to być kobiety mieszkające na wsiach w każdym innym regionie Polski. Na kłopoty z komunikacją mają własne auta, na bezrobocie - swoje firmy, działalność lub pracę w nieodległym większym mieście. Spora część rozmówczyń autorek do wdowy, kobiety wspominające pracę w PGR-ach lub czasy wojny. Owszem, zdarzają się też młodsze, ale odnoszę wrażenie, że pozostają w mniejszości.

Obraz wiejskiej kobiety wyłaniający się z tych rozmów, to obraz kobiety świadomej siebie, zaradnej życiowo, przekonanej o własnych mocnych stronach i śmiało patrzącej na życie. I choć w dużej mierze mającej poczucie pewnego zamknięcia w enklawie społeczności wsi, to jednocześnie umiejącej owo zamknięcie zamienić w atut.

Agnieszka Pajączkowska wydaje kolejną książkę. Tym razem jeżdżąc po wisach będzie proponowała ludziom zrobienie im fotografii portretowej. Pewnie przeczytam ;)

9.7.19

Beth O'Leary. Współlokatorzy.

Beth O'Leary. Współlokatorzy.

Przyznaję - decydując się na czytanie tej powieści uległam intrydze na jakiej osnuto powieść. 

Dwoje młodych ludzi Tiffy i Leon dzielą mieszkanie. Dzielą je przedziwnie, bo w określonych godzinach doby. Ona od 18 do rana, on od rana, do późnego popołudnia. Ona nie miała zbyt wielu pieniędzy na wynajęcie mieszkania, a on potrzebował zastrzyku finansowego, który pozwoliłby mu opłacić prawnika. Dzielą mieszkanie, śpią w jednym łóżku, mają wspólną szafę, kuchnię, łazienkę i nie widują się przez wiele, wiele dni. Za to piszą do siebie na żółtych kartkach i ze zdumieniem zauważają, że można kogoś całkiem nieźle poznać kierując się informacjami jakich dostarcza ta osoba komponując otoczenie wokół siebie.

I właściwie mogłoby być w tej książce miło, słodko i do szybkiego zapomnienia, ale autorka zdecydowała się wpleść w historię Tiffy i Leona bohatera negatywnego, Justina. Były chłopak Tiffy jest człowiekiem, który do perfekcji doprowadził umiejętność manipulowania innymi, a już szczególnie osobą, która jest w nim zakochana. Stosuje rozwiniętą w szeroki wachlarz możliwości przemoc psychologiczną, wystrzegając się (do czasu) przemocy fizycznej. Dziewczyna mieszkając oddzielnie, wspierana przez przyjaciół, zaczyna dostrzegać jak wiele w jej życiu złego działo się, gdy tworzyła parę z Justinem, jak mocno jest skrzywdzona przez niego. Cieszę się, że taki wątek pojawił się w literaturze popularnej i - co więcej - został dobrze napisany.

Podobało mi się jak autorka stworzyła bohaterów powieści, i to nie tylko tych pierwszoplanowych. Przyjaciele Tiffy, brat Leona, a nawet sąsiad robiący wino z bananów są postaciami charakterystycznymi, realnymi, interesującymi.

Ciekawe jak się Wam spodoba:)

8.7.19

Matt Whyman. Zaskakujący geniusz świń.

Matt Whyman. Zaskakujący geniusz świń.

Tej książce przyglądałam się już czas jakiś. Przyglądałam i niepomna doświadczeń z książkami o zwierzętach pisanymi przez laików, wiele sobie po niej obiecywałam. Czy słusznie?

Matt Whyman, wraz z żoną i dziećmi, postanowili zaprosić do swojego życia świnki. Miniaturowe, aczkolwiek świnki, bo jedną z ich ról miało być pokojowe koegzystowanie z kurami i jednoczesne dawanie sygnału okolicznym lisom, że kury są pod opieką. Wybrawszy, zapłaciwszy więcej niż za zwykłe świnie, rodzina Whymannów sprowadziła do domu Roxi i Butcha. Gdy dni mijały, a słodkie, różowiutkie prosiątka zamieniały się - wbrew oczekiwaniom - w pełnowymiarowe świnie, Matt i jego bliscy musieli pogodzić się z faktem, że ich miniaturki miniaturkami nie są oraz, że trzeba im zapewnić odpowiednie warunki do życia i to na dworze, a nie w domu.

Opowieść narratora wzbogacona jest informacjami jakie Matt uzyskał od profesora weterynarii, Michaela Mendla, dbającego o dobrostan świń hodowlanych oraz hodowczyni Wendy Scudamore, stojącej, jak wynika z jej wypowiedzi, na przeciwległym biegunie w stosunku do profesora, w zakresie tego, co myśli o świniach i jako co je traktuje.

O ile opowieści autora można zaliczyć do ciekawych, to tak naprawdę, dla mnie, o wartości tej książki, świadczą wypowiedzi Wendy. Ma olbrzymi ogrodzony teren, po którym swobodnie spacerują świnie znajdując sobie miejsce do życia, odpoczynku, funkcjonowania w swojej ulubionej rodzinie. Dzieli się z Mattem i nami obserwacjami na temat funkcjonowania świńskich rodzin, charakterów uzależnionych częstokroć od rasy, opowiada o obyczajach, wskazuje na pozytywne cechy świńskich towarzyszy, ale przestrzega również przez traktowaniem ich jak zabawki.

Brakowało mi w tej książce wyraźniejszego rysu poznawczego, bo wstawki Scudamore i Mendla nie zaspokoiły w pełni mojej ciekawości. Ale jeśli chcecie przeczytać historię o tym, jak mądre są świnie i jak bardzo podobne nam ludziom, to zdecydowanie odsyłam Was do książki Zaskakujący geniusz świń.
Copyright © 2016 Prowincjonalna nauczycielka , Blogger