28 lipca 2016

Graeme Simsion. Efekt Rosie.


Kiedy po raz pierwszy zetknęłam się z bohaterem książki Projekt Rosie, Donem Tillmanem, zafascynował mnie sposób w jaki Autor uczynił z mężczyzny z wyraźnym Zespołem Aspergera wdzięczną postać literacką. Owszem - pewne zachowania Dona bawiły, ale nie był to ten typ żartu, który zakrawałby na wyśmiewanie się, kpienie, czy wręcz nietolerancję. Jednocześnie - tworząc postać zagubionego w świecie emocji naukowca - udało się Greame'owi Simsionowi - pokazać jak w zwierciadle nasze, często mało społeczne zachowania, z których niejednokrotnie zapewne nie zdajemy sobie sprawy.

Kolejne spotkanie z Donem, także oscylujące wokół Rosie, to już poważniejszy etap. Owszem, wyraźnie widać dążenie Autora do tego, by było zabawnie jak w pierwszej części historii, ale też zadanie przed jakim staje bohater powoduje, że bardziej profesorowi Tillmanowi współczułam niż radośnie kibicowałam. 

Don Tillman zostanie ojcem. Dowiaduje się o tym i nagle paraliżuje go lęk. Świadom własnych ograniczeń emocjonalnych, zaburzeń w kontaktach interpersonalnych, poddaje się obezwładniającemu uczuciu niemocy. Wydaje mu się wręcz chwilami, że łatwiejszym rozwiązaniem będzie utrata osoby, którą kocha niż sprostanie wymaganiom ojcostwa. A jednocześnie - jak na szalenie uporządkowanego naukowca przystaje - do idei bycia ojcem podchodzi metodycznie i w sposób przypominający działania projektowe.

Przed lekturą Efektu Rosie przypomniałam sobie - tym razem w wersji audio - część pierwszą historii Dona Tillmana. Choć Borysa Szyca polubiłam bezgranicznie po lektorowaniu w Karaluchach Jo Nesbo, tu nie do końca odpowiadał mi jego głos. 


Rzadko w literaturze pięknej możemy znaleźć tak charakterystycznego bohatera jak Don Tillman. I rzadko literatura piękna jest tak edukacyjna, jak obydwie powieści Greame'a Simsiona. Polecam.

18 lipca 2016

Małgorzata J. Kursa. Nieboszczyk wędrowny.


Bardzo lubię poczucie humoru Pani Małgorzaty J. Kursy. Jak już kiedyś pisałam - książki, których fabuła zasadzona jest w Kraśniku i opowiada o perypetiach poszczególnych mieszkańców miasteczka - dobrze mi robią na nastrój i nawet różne trupy, czy, jak w tym wypadku, nieboszczycy wędrowni, nie odbierają mi poczucia, że oto spotykam się z lekturą przyjemnie napisaną i odprężającą.

W Kraśniku pojawiają się nowi mieszkańcy. Zmarła właścicielka apteki zapisuje swojej, dawno nie widzianej, powinowatej dom i dobrze prosperujący sklep. Maryla, Sławek i przecudnej urody kocisko o wdzięcznym imieniu Belzebub, przeprowadzają się z Lublina i tym samym rozpoczynają w swoim życiu nowy, ekscytujący rozdział.

Ekscytujący tym bardziej, że pewnego dnia, po powrocie z pracy, znajdują leżącego w pokoju martwego kuzyna Marylki. Uśmierconego sposobem jak najbardziej domowym...

Nie zdradzę Wam nic więcej. Ponoć na facebookowym koncie Autorki znaleźć można było fragmenty, więc kto już się nie może doczekać lektury całości, powinien poszperać. Ale z drugiej strony... Po co próbować kawałków, skoro przed Wami całość? I to taka smakowita:)

Przy okazji - Nieboszczyk wędrowny ukazał jak okropną czytelniczką jestem. Gdy odwróciłam ostatnia kartkę po kilku godzinach od chwili, w której otworzyłam książkę, uświadomiłam sobie ze zgrozą, że Małgorzata J. Kursa oraz redaktorzy i inni pracownicy wydawnictwa pracowali nad powieścią czas dłuższy. A ja nie bacząc na wkład ich pracy przeczytałam ją błyskawicznie i teraz czekam na kolejną opowieść Autorki. Niewdzięcznica ze mnie.

A Belzebuba kocham:)

12 lipca 2016

Annie Barrows. Opowiem ci pewną historię.


Choć niejasne są dla mnie kryteria według jakich Boog Page obwołało "Opowiem Ci pewną historię" jedną z najlepszych książek roku, i choć nie wiem, czy pokusiłabym się o podobną opinię, to muszę przyznać, że lektura powieści Annie Barrows dała mi dokładnie to, czego potrzebowałam - ukojenia z realistycznym, acz fikcyjnym świecie, ciekawych bohaterów i małomiasteczkową, nie zawsze przyjazną, atmosferę.

W materiałach promocyjnych książki znajdziecie informację o Layli Beck, córce senatora, którą ojciec odciął do rodzinnych finansów i tym sposobem (oraz dzięki odpowiednim znajomościom) nakłonił do zajęcia się pracą zarobkową. Dziewczyna została skierowana do Projektu dla Pisarzy, a jej zadaniem było sporządzenie historii niewielkiego miasteczka Macedonia. Ale to nie jest jedyna, istotna dla rozwoju opowiadanej historii, bohaterka. Równie ważnymi są Jottie Romeyn i jej dwunastoletnia bratanica Willa.

Layla, przyjęta początkowo sceptycznie przez mieszkańców miasteczka, oraz swoich gospodarzy Romeynów, pracując nad zamówioną książką zaprzyjaźnia się z niektórymi w Macedonii i odczuwa coraz silniejszą więź z miejscem, w którym tymczasowo mieszka. Okazuje się, że jej obecność działa jak katalizator - pytania dziewczyny o przeszłość odsłaniają także wydarzenia bliższe czasowo, wydarzenia, które kładą się cieniem na rodzinie Romeynów i ich roli w życiu miasta.

Opowiem Ci pewną historię zabrało mnie do powieściowego świata, który nie jest idealny, ale daje wiarę w ludzką siłę, magię uczuć łączących bliskie sobie osoby, w to, że bez względu na to, gdzie rzuci nas los - za naszą zgodę lub przy braku tejże - możemy znaleźć przyjaciół i dzięki ich spojrzeniu odczytać siebie na nowo.

04 lipca 2016

Eksperymentalnie, czyli ważne książki

Ocenianie, wybieranie tego, co najlepsze przychodzi mi z trudem. Każda rzecz poddana analizie wydaje mi się być odpowiednia, bądź nie, dla mnie, ale jednocześnie odpowiednia, bądź nie, dla kogoś innego. I cóż zrobić jeśli polecę coś lub zganię, a przez to ktoś się zniechęci? Nie cierpię na megalomanię, ale czuję na sobie odpowiedzialność wynikająca z zaufania jakim mnie darzycie i długich lat pisania.

Zatem, nieco eksperymentalnie i bez obietnic, że będę to powtarzała prezentuję poniżej - w kolejności chronologicznej - książki, które w szczególny sposób przyciągnęły moją uwagę w pierwszej połowie 2016 roku. 











Agnieszka Tyszka. Nienia z Zielonego Marzenia. Lato Nieni. 


02 lipca 2016

Kurt Vonnegut. Gdy śmiertelnicy śpią.


Przyznaję - gdybym miała robić listę książek/autorów, których nie znam i których nieznajomości się wstydzę - Kurt Vonnegut znajdowałby się na wysokiej pozycji. Gdy przeszperałam zasoby bloga znalazłam co prawda jedną powieść Autora czytaną przeze mnie, ale z tekstu o niej wynika, że nie zachwyciła mnie na tyle, by twórczość Mistrza Vonneguta poznawać dogłębnie. Zelektryzowała mnie jednak informacja, że ukazują się nowe, niepublikowane dotychczas opowiadania Autora i postanowiłam dać sobie jeszcze jedną szansę.

I może nie tyle zaskoczyło i zafrapowało mnie do tego stopnia, by natychmiast biec do biblioteki i wypożyczać kolejne książki, ale coś w tomie Gdy śmiertelnicy śpią mnie zahaczyło...

Może to była opowieść o lalce, której ktoś poświęcił życie? A może o młodej wdowie, która próbuje się przeciwstawić matce swojego męża owładniętej obsesją posiadania na wyłączność tego co materialne i nie, pozostałe jej po dziecku? Czy bardziej o kobiecie, której, rozpalona listami od nieznanego przyjaciela, wyobraźnia, każe udać się w podróż mającą na celu spotkanie się z owym tajemniczym autorem poetyckich listów? Lub o mężczyźnie, któremu życie każe wybierać między szczęściem małżeńskim, a makietami kolejowymi?

Tak naprawdę nie wiem powiedzieć co stanowiło o owym magnetycznym uroku jaki odczułam wędrując po ścieżkach wyobraźni Vonneguta. Było to jednak na tyle sile uczucie, że nie będę już stroniła od jego twórczości. I przestanę się wstydzić;)

01 lipca 2016

Dzień Psa

Kiedy 1 lipca 2013 roku pisałam ten wpis, nie spodziewałam się, że już jesienią moja tęsknota do zamieszkania z psem zostanie zaspokojona. Po latach kociego towarzystwa postanowiłam zaprosić do domu także psa - malamutkę, którą już świetnie znacie, Sarę.


Sara miała być pierwotnie tylko psem tymczasowym, do chwili, w której Fundacja znajdzie jej najlepszy dom pod słońcem. Okazało się jednak, że nie wyobrażam sobie życia bez niej, więc została w Kociokwiku i już 11 października będziemy świętowały wspólne trzy lata.

Jak to jest mieć psa? Ten kto nie ma - nie zrozumie. Ten, kto psów się boi lub ich nie rozumie, nie zrozumie tym bardziej.

Dzwoni budzik. Oddech Sary zmienia częstotliwość. Na dźwięk mojego głosu zaczyna delikatnie, mocno jeszcze zaspana, machać ogonem. Wstaję, więc wstaje i ona. Zagradza mi drogę do kuchni, do której w zasadzie wkładam tylko rękę, by włączyć ekspres. Gdy się myję ona leży w progu łazienki, by za chwilę powędrować ze mną do sypialni. Z zainteresowaniem śledzi każdy łyk kawy, bo im szybciej ubędzie jej w filiżance, tym szybciej pójdziemy na spacer. Wędrujemy pustymi, mokrymi od rosy ścieżkami parku, czasami ją zagaduję, czasami muszę przywołać, a czasami obserwuję tylko uśmiechając się coraz szerzej jak szuka w wysokiej trawie zapachów przebiegającego nieco wcześniej zająca.

Jest ze mną zawsze, gdy gotuję. Gdy biorę na kolana koty, przybiega sprawdzić, czy może jednak chciałabym je zrzucić. Jeśli robię sobie piżama party i z książką, herbatą i czymś smakowitym ląduję w łóżku, pilnuje mnie najdokładniej pod słońcem i zdecydowanie okazuje kotom, że nie są mile widziane (przynajmniej do chwili, do której mam jedzenie).

Zasypiam, a ona śpi na swoim legowisku lub tuż przed łóżkiem. Sapie mocno przez sen, czasami gdzieś biegnie, czasami wita się z kimś machając ogonem. 

Lubię ją mieć przy sobie.

Ale pies (i w ogóle zwierzęta), to nie tylko przyjemność. To także obowiązek. Plan dnia ustawiacie pod psie spacery. Podobnie jak spotkania towarzyskie oraz wszelkie inne zajęcia. Tak, także treningi, wspólne wypady rowerowe, bieganie, czy cokolwiek innego aktywnego robicie. Nie zawsze Wasz pies może czy wręcz powinien towarzyszyć Wam podczas aktywności fizycznej. Może nie pozwala mu na to jego wiek lub kondycja, a może Wasi współtowarzysze ćwiczeń nie czują się bezpiecznie z psem? Wyjazd z miasta, szczególnie latem, też nie jest łatwy. Jeśli macie samochód z klimatyzacją lub lubicie podróżować nocą sprawa jest ułatwiona. Wystarczy jedynie znaleźć miejsce, gdzie przyjmą Was z psem, a to się na szczęście robi coraz łatwiejsze (vide nasza ubiegłoroczna wycieczka). Ale pamiętajcie, że samotne wyprawy z psem oznaczają np. zastanawianie się, co zrobić z czworonogiem, gdy chce się w zatłoczonym schronisku na szlaku, wejść do łazienki. My wchodziłyśmy razem. Pociąg czy autobus jako środek komunikacji nasuwają większe ryzyko - inni ludzie mogą nie życzyć sobie Waszego towarzystwa. Zostawienie psa w domu wymaga znalezienia dla niego opiekuna, więc tu kolejne logistyczne zadanie. 

Pomijam obowiązki podstawowe, czyli troskę o dobrostan zwierzęcia. Są tak podstawowe, że aż czuję, że nie powinnam o nich tu pisać; jesteście zbyt świadomymi ludźmi.

Życie ze zwierzętami jest bogatsze od tego bez nich. Pełniejsze, szczęśliwsze, dające więcej satysfakcji. Uczy wielu rzeczy - żonglowania czasem, sobą, dokonywania wyborów, odpowiedzialności. Przegania egoizm i antropocentryzm, kształci wyrozumiałość, cierpliwość, umiejętności komunikacyjne.

Życie z psem jest pięknym życiem. Doceniam i cieszę się każdym dniem z Sarą. Pomyślcie o swoich psach, a jeśli jeszcze nie zaprosiliście żadnego do swojego życia, to może właśnie dziś, w Dniu Psa, warto to rozważyć?


Jeśli zrobicie zakupy w zooplusie wchodząc do sklepu przez baner sklepu w prawej szpalcie bloga, to procent od Waszych zakupów zasili miski Sary i kotów. Zachęcam i serdecznie dziękuję tym wszystkim, którzy tak zrobią:)

30 czerwca 2016

Agnieszka Stelmaszyk. Opowieści spod czereśni.


Kilkuletni Janek, z nieodłącznym, bo wciąż pilnującym chłopca, kotem Czarnesem, podczas letniego odpoczynku szukają przygód i przeganiają nudę. Inspiracją - szczególnie dla Janka, bo kocisko chętnie spędzałoby dnie leżąc na słońcu - są listy od Manfreda, kota podróżnika, który zwiedziwszy Egipt, poprzez inne egzotyczne miejsca, dociera do Australii.

Opowieści spod czereśni to krótkie historyjki zachęcające młodych czytelników do dokładnego przypatrywania się światu wokół i odkrywania tego co niesamowite wśród tego, co bliskie.

Wystarczy wszak odrobina wyobraźni, nieposkromiona ciekawość, żyłka przygód i czterołapy przyjaciel, by przeżyć najprzyjemniejsze wakacje w życiu. Do dzieła!

24 czerwca 2016

Lato

Tydzień temu padał deszcz. Dziś wypijam już nasty kubek wody i cieszę się ciepłem. Mam nadzieję, że cieszą się także koty, bo Sara zapewne nieco mniej.

Z pewnością jednak czuła się dobrze podczas naszego pobytu na Mazurach. Miała czas na moczenie nóg, zabawę na trawie, powolne wędrowanie przy rowerze, spanie na prawdziwych deskach. Do dyspozycji była Pani, która karmiła pysznościami, można było pobawić się w berka z Kavką i Wojtkiem, a nawet podjąć próbę zajrzenia do króliczej klatki. Tylko ta podróż taka daleka...






Koty w tym czasie doglądane przez troskliwych opiekunów hodowały w skrzynkach rośliny maskujące. No i teraz mamy na balkonie pnącą fasolę, rzeżuchę, werbeny (na 5 sztuk trzy się na nas obraziły i uschły), inne kwiatki doniczkowe oraz szafkę na koty sztuk dwie, drapak oraz fotel z poduszką. Nie muszę dodawać, że wszystkie śpią na moim łóżku zamiast korzystać ze świeżego (ekhm) powietrza?




Korzystając z mądrych podpowiedzi oraz siły życzliwych sąsiadów zamieniłam miejscami sypialnię z pokojem gościnnym. Nie, nie wyburzałam ścian, a jedynie przestawiłam wyposażenie obydwu pomieszczeń. Za mną pierwsza noc spędzona w obszerniejszej od poprzedniej sypialni i powiem Wam, że - szczególnie ze względu na wysokie temperatury - to strzał w dziesiątkę. Nusia spała na podłodze przed szeroko otwartymi drzwiami balkonowymi, Sara na balkonie, ale również koło drzwi. Gusia ułożyła się koło mnie i jedynie Sisi upodobała sobie przedpokojowe przestrzenie. Zdjęć po przestawianiu nie ma, bo powinnam jeszcze pomalować ściany (ale wiecie, te 10 regałów pełnych książek do spakowania nieco mnie zniechęca). Są za to koty - bo koty są dobre na wszystko:)




Miłego weekendu:)

11 czerwca 2016

Marcin Szczygielski. Teatr Niewidzialnych Dzieci.


Przyznaję, to moje pierwsze spotkanie z twórczością Marcina Szczygielskiego. Pierwsze, bo boję się elementów grozy w powieściach, a w powieściach adresowanych do młodego czytelnika szczególnie. Do sięgnięcia po Teatr Niewidzialnych Dzieci skłoniła mnie I nagroda IV Konkursu Literackiego im. Astrid Lindgren; staram się czytać wszystkie nagradzane w tym konkursie książki.

Narratorem powieściowej historii jest Michał, dziesięciolatek, wychowanek Domu Dziecka. Jego rodzice zginęli w wypadku samochodowym i jako jedno z nielicznych mieszkańców bidula jest sierotą. Wkrótce ze Śląska przenosi się na Lubelszczyznę, a że akcja książki rozgrywa się w 1981 roku, wkrótce okazuje się, że Historia zazębia się także z losami chłopca z sierocińca.

Uległam opowieści Marcina Szczygielskiego. Uwierzyłam w opisane przez niego historie, czułam emocje dziecięcych bohaterów, niemoc i chęć walki dorosłych. 

Wiem, że przeczytam również pozostałe powieści Szczygielskiego. Przeczytam koniecznie!

06 czerwca 2016

Mikołaj Golachowski. Czochrałem antarktycznego słonia.


10 maja spotkałam Mikołaja Golachowskiego. Nie przypadkiem, rzecz jasna, a z powodu tego, że Autor przyjął biblioteczne zaproszenie do spotkania z Czytelnikami, a ja - będąc jeszcze przed lekturą książki, ale przeczuwając już, że to dobra książka - zarezerwowałam sobie możliwość moderowania spotkania. I choć, że wstydem przyznaję, że zachowywałam się nieco jak nadopiekuńcza kwoka, mam nadzieję, że Mikołaj Golachowski mi wybaczy:)

Czochrałem antarktycznego słonia to opowieść o zimniejszej stronie świata. O zimniejszej, ale przez to wcale nie mniej zachwycającej. Dla niektórych - tak jak dla Autora - wspanialszej niż cała reszta tego, gdzie można żyć i co zobaczyć. Mikołaj Golachowski, doktor ekologii zwierząt, opisuje zajmująco swoje doświadczanie przyrody Antarktyki. Przedstawia także sytuacje, w których człowiek staje wobec potęgi Natury i częstokroć - lekceważąc jej moc, w antropocentrycznym zadufaniu - okazuje się być niczym.

Jeśli czytaliście już książkę o czochraniu słoni, a nie mieliście okazji posłuchać opowieści Autora osobiście, koniecznie wybierzcie się na spotkanie. Tym, którzy książki nie czytali - rekomenduję to samo, z jeszcze większym entuzjazmem, uprzedzam jedynie, że podczas spotkań mogą padać pytania o treść książki. Zatem, chyba warto sięgnąć po spisaną historię, by później zasłuchać się w zajmujących opowieściach Mikołaja Golachowskiego dostępnego "na żywo".


Słuchając człowieka, który napisał: Jeszcze popołudniu byłem zwykłym śmiertelnikiem, ale teraz jestem nowym człowiekiem, bo spotkałem płetwala błękitnego [s. 167], myślałam o tym, jak wielkim szczęściem jest robienie w życiu tego, co nas pasjonuje. Oraz o tym, czemu, gdy szukałam niegdyś pomysłu na życie, nie przyszło mi do głowy, by zostać przyrodnikiem? Na szczęście, Mikołajowi Golachowskiemu przyszło, a o swoich zainteresowaniach/pracy potrafi znakomicie opowiadać. 

Cóż - czytajcie, a ja, o ile będzie jeszcze ku temu kiedyś sposobność, wybiorę się, by raz jeszcze słuchać historii o niedźwiedziach i słoniach. A za niedługo przedstawię Wam książki, które Mikołaj Golachowski adresuje do najmłodszych.

05 czerwca 2016

Emma Adbåge. Liczymy na spacerze.


Urocza książka oswajająca z matematyką adresowana - zgodnie z sugestią Wydawnictwa Zakamarki - do dzieci powyżej 3 roku życia. 


Nie wiem skąd się bierze matematyczna niechęć u niektórych (cierpię na nią, więc nie wiem tym bardziej), ale wyraźnie dostrzegam to, że sposób w jaki Emma Adbage przedstawiła świat wokół nas jako zbiór różnych matematycznych zagadek, może zafrapować niejedno dziecko. Bo jakże inaczej podejść do zadania, w którym obcina się końcówki kiełbasek, a później oddaje się je psu, co symbolizować ma odejmowanie? Lub ćwiczenie polegające na tym, by leżące nieopodal kamienie ponumerować i bawić się nimi dzieląc je na te z cyframi parzystymi i nie, chować jeden i zgadywać jakiej cyfry brakuje?

Autorka pokazuje, że matematyka jest wszędzie. Że nie jest potrzebna tylko do tego, by wiedzieć ile reszty powinna nam wydać pani w sklepie, gdy za wybłagane od mamy pieniądze biegniemy po lody, czy po to, by umieć policzyć o ile pieniędzy więcej niż nasz kosztował tornister koleżanki. Matematyka to coś, co napędza nasz świat - ten dziecięcy poprzez zabawę, dorosły... W sumie też przez zabawę, tylko już nie liczymy w niej szyszek;)

Zabawy matematyczne w książce Liczymy na spacerze podzielone zostały adekwatnie do pór roku i aktywności z nimi związanych. Ciekawa jestem ile dzieciaków już czeka na śnieg, żeby zbudować bałwana nie z dwóch czy trzech dużych kul, ale z całego mnóstwa malutkich;)

Wypróbujecie? Napiszcie później, czy Waszym dzieciom taka matematyka się spodobała:)

03 czerwca 2016

Szwędobylska*

W pewnym radio dwóch panów rozmawiając o kulturze wysnuło wniosek, że biblioteki coraz aktywniej przejmują role, które niegdyś spełniały domy kultury. Zastanowiwszy się przyznałam panom rację, a zerkając w aktywności Biblioteki w czerwcu przyznałam im rację dubeltowo. Korzystam zatem z tego, że łączę pasję z pracą oraz, że wbrew opinii Kanionka o szczęściu, fakt ów napawa mnie to szczęściem, rozpościeram przed Wami szeroki wachlarz wydarzeń i zachęcam do wzięcia w nich udziału.

Zacznę jednak od tego, co już było - tak na zachętę:)


Dzisiaj od 9 w Filii nr 14 zaczęli pojawiać się uczestnicy turnieju czytelniczego Tajemnice Archeo. Nieco później pojawiła się Agnieszka Stelmaszyk, Autorka książek o dzieciach archeologów, patronka honorowa turnieju. Uczestnicy to 16 drużyn z katowickich szkół, wiedzący o treści dwóch pierwszych tomów Kronik... takie rzeczy, że ho ho ho:) 


Były 4 rundy pytań konkursowych, anagramy do rozwiązania, dogrywka, a później - zaraz po wręczeniu nagród ufundowanych przez Wydawnictwo Zielona Sowa - rozmowa z Agnieszką Stelmaszyk. Emocji było mnóstwo, zabawy również, a dzieci biorące udział w turnieju zachwyciły nas swoim oczytaniem.

(fot. Anna Woźniak)

A co będzie?

Już jutro, czyli 4 czerwca, odbywają się trzy wydarzenia.





Tu będę osobiście:) Przygotuję książki fantastyczne, nieco kryminałów, trochę literatury lżejszej, coś dla dzieciaków, no i poradniki z gatunku domowych przetworów. Nie omieszkam dorzucić także odrobiny klasyki. Za każdą książką zapłacicie 2 zł, a czekam na Was od 9:00 - 14:00.






Podczas II Dni Osiedla Witosa, w godz. od 11:00 do 19:00, kupicie książkę antykwaryczną (także za 2 zł od sztuki), a poza tym wraz z dziećmi możecie wziąć udział w zabawach literackich przygotowanych przez koleżanki z Filii 12.

 

Wieczór można spędzić w Bibliotece. Ta w Podlesiu organizuje warsztaty archeologiczne. I choć na zapisy, a miejsca się zapewne skończyły, to i tak informuję - warto dopytać:)

Po weekendzie zapraszamy na dwa spotkania autorskie. Z Anną Sakowicz spotkamy się w Filii 12, na Osiedlu Witosa, a z Iloną Łepkowską w Filii 19, w Szopienicach.

 

Może się wybierzecie? Wypijemy razem jakąś herbatę/kawę przed spotkaniem? :)

W kolejny weekend znajdziecie nas wszędzie. I nie, nie żartuję:)

W piątek i w sobotę na Os. Tysiąclecia organizujemy Żywą Bibliotekę. W piątek szczególnie zapraszamy uczniów i nauczycieli; to doskonała okazja do tego, by porozmawiać z kimś, z kim trudno porozmawiać w innym miejscu i czasie. Mnie szczególnie zafrapował freeganin:) Zaproszenie przyjęła także moja instruktorka pilatesu i jogi; Asiu bardzo się cieszę z Twojej obecności:) Podobną radość sprawia mi także to, że pozytywnie na zaproszenie odpowiedział Ks. Piotr, ze Zgromadzenia Salwatorianów. Ale osób do prowadzenia z nimi ciekawych rozmów będzie całe mnóstwo, więc nie wahajcie się i przybywajcie!


Gdybyście w drodze do Biblioteki chcieli wziąć udział w happeningu czytelniczym, to wystarczy, że 10 czerwca, w samo południe, pojawicie się na Rynku w Katowicach. Koleżanki z Filii 16 i Filii 18 będą na Was czekały z propozycjami literackimi. 

Tego samego dnia, w Murckach, odbędzie się współorganizowany przez Bibliotekę, Filię 26, piknik rodzinny. Byłam na nim w ubiegłym roku, bardzo sobie chwalę i z prawdziwą przyjemnością wspominam przygotowane przez dzieci przedstawienie "Kopciuszka" po śląsku.


Także 10 czerwca rozpoczynają się Dni Bogucic, podczas których 11 czerwca, w godz. 16:00 - 21:00, koleżanki z Filii 33 zapraszają Was na kiermasz książek (tak, również za 2 zł) oraz zabawy literackie. 

Oczywiście, to nie koniec:) W Filii 14 czekamy na Was z Żywą Biblioteką (od 11:00-17:00), a nieopodal, w otoczeniu Filii 17, świętujemy Dni Dębu. Tu także będzie kiermasz książek i inne atrakcje przygotowane przez koleżanki.


Na sobocie weekend się nie kończy, więc w niedzielę, 12 czerwca, Filia 28 zaprasza Czytelników na Dziki Zachód. Gdyby nie to, że w tym czasie będę zupełnie gdzie indziej, pewnie bym się wybrała, bo lubię Podlesie:) I westerny:)


Kolejne czerwcowe spotkania odbywają się w tygodniu. 14 czerwca, w Filii 17 gościł będzie Tomasz Bułhak, czyli Autor książki i bloga Tata w budowie. Dzień później, w Filii 11, w ramach cyklu Wielokulturowy Śląsk, Bibliotekę odwiedzi Tadeusz Kijonka, człowiek instytucja, by nie rzec - legenda. Następny dzień, to następny gość - tym razem w Filii 20 - w której Czytelnicy będą mogli spotkać się z Jackiem Pikułą. 


  

22 czerwca, w Fili 6, gościć będziemy Agnieszkę Krawczyk, popularną pisarkę książek obyczajowych, a 25 czerwca  będziecie mogli odwiedzić ogród kulturalno-edukacyjny w Filii 14, gdzie przywitamy wspólnie lato. W programie same wprowadzające w letni klimat zajęcia - zapraszam do śledzenia strony Biblioteki.

A później zacznie się akcja "Lato z Książką" w tym roku zakręcona w stronę filozofii. Ale o tym już kiedy indziej:)

* Wiem, nie ma takiego słowa. Ale podoba mi się, więc jest:)