18.9.19

Miłosz Borycki, Arkadiusz Gruszczyński. Miuosh. Wszystkie ulice bogów.

Miłosz Borycki, Arkadiusz Gruszczyński. Miuosh. Wszystkie ulice bogów.


Zazdroszczę Miłoszowi Boryckiemu. Czego? O tym za chwilę...

Książka Miuosh. Wszystkie ulice bogów to doskonałe połączenie felietonów Miuosha, tekstów jego piosenek oraz wywiadów jakie z nimi przeprowadził Arkadiusz Gruszczyński. Tematyka dotyka bardzo mocno tradycji, współczesności, tożsamości muzycznej, pokoleniowej, regionalnej, dojrzewania i dojrzałości. Artysta opowiada o swoim życiu prywatnym, wartościach jakimi się w nim i w życiu zawodowym kieruje, opowiada o swoich autorytetach, o tym kogo i co kocha i z czym jest mu nie po drodze. Czytałam i widziałam realistycznie, trzeźwo patrzącego mężczyznę. Patrzącego z dystansem, ale i miłością na swój kawałek świata i swoich ludzi.

Z treścią idealnie współgra strona graficzna książki. Na czarnych stronach umieszczone są teksty utworów muzycznych Miuosha, a wywiady i felietony przedzielają czarno-białe zdjęcia industrialnego krajobrazu Śląska i artysty.

A czego zazdroszczę? Miłoszu, zazdroszczę Ci tak silnego osadzenia w przestrzeni i kulturze Śląska, świadomości tego, gdzie jest Twój świat i zakorzenienia w nim. Zazdroszczę, że masz miejsce i ludzi o których mówisz - moje i moi.

Ja wciąż czuję się zewsząd i znikąd.

Dziękuję za książkę. Stanie obok Piątej strony świata Kazimierza Kutza.

Posłuchajcie:

16.9.19

Zofia Zaniewska-Wojtków, Piotr Wojtków. Słuchając psa.

Zofia Zaniewska-Wojtków, Piotr Wojtków. Słuchając psa.

Książka dwojga behawiorystów pracujących z psami stanowi coś na kształt przedszkola dla ludzi. Tak, dla ludzi - pozwala bowiem poznać podstawowy kod komunikacyjny, dzięki któremu nasze rozumienie psich zachowań stanie się łatwiejsze, a życie psa z nami - przyjemniejsze.

Podoba mi się to, że w bardzo łatwy do zrozumienia sposób autorzy tłumaczą to, że pies - podobnie jak człowiek - może być w pewnym nastroju i być pod wpływem emocji. Podoba część o komendach - tym bardziej, że państwo Wojtków podkreślają iż są to takie porady, z których każdy właściciel psa może czerpać na ile potrzebuje i na ile będzie to jemu i jego psu przydatne. Cenię sobie opis problemów behawioralnych, burzenie mitów, o których usłyszeć można na spacerach w parkach. Ważną częścią jest ostatnia - opowiadająca o psach ze schroniska; nie jest tam słodko, ale nie ma też grozy - autorzy, współpracujący ze schroniskiem w Korabiewicach - pokazują z jakimi problemami można się zetknąć (można, ale nie trzeba, wiadomo) adoptując zwierzę ze schroniska.

Jeśli ktoś z Waszych znajomych planuje zakup czy adopcję psa, to poradnik Słuchając psa, będzie idealnym prezentem. Jeśli w dodatku ma to być szczeniak - jeszcze lepszym, bo pozwoli uporządkować relacje na linii człowiek - pies (oczywiście, przy systematycznej, konsekwentnej pracy  wychowawczej człowieka) już od pierwszych chwil pobytu zwierzaka w domu. Dwadzieścia stron poświęconych przyjmowaniu do rodziny puchatych psich szczęść z pewnością podpowie co warto robić i co wziąć pod uwagę.

Dla mnie, osoby, która niecałe 2 miesiące temu adoptowała dorosłego psa ze schroniska, jest w tej książce sporo informacji do wykorzystania i do przemyślenia. Ot, choćby tak że zabieranie psa na psi wybieg, aby pobawił się z innymi psami, powinno być uzależnione od charakteru i osobowości naszego czterołapego towarzysza. Po lekturze wiem, że dla Amber jest jeszcze (albo i wcale) za wcześnie na takie wizyty.

Polecam.

12.9.19

Aleksandra Klonowska-Szałek. Odetchnij od miasta. Warmia i Mazury.

Aleksandra Klonowska-Szałek. Odetchnij od miasta. Warmia i Mazury.


Bardzo możliwe, że powinnam napisać Wam o tej książce wiosną, gdy się ukazała. Ale stało się tak, że zabrałam się a nią dopiero na urlopie, pośród mazurskich jezior, lasów i pól i uświadomiłam sobie, że próg jesieni będzie doskonałym momentem na to, by podsunąć Wam pomysły na spędzenie zimy lub kolejnego lata w województwie warmińsko-mazurskim.

Książkę podzielono na części. Jest mowa o tym gdzie spać, co i gdzie jeść oraz jak spędzić czas wolny, jeśli nie chcemy tylko leżeć i patrzeć w niebo lub w jezioro.

Krótkie opisy wszelkich miejsc i atrakcji pozwalają zmieścić ich w książce naprawdę wiele. Są miejsca prowadzone przez mieszkańców wsi, którzy postanowili stworzyć dom wart tego, by w nim zamieszkać turystycznie, a jednak więcej jest osób, które w ucieczce z dużego miasta odnalazły spokój i pomysł na życie właśnie przy dróżkach i na bezdrożach Warmii i Mazur. Każde z opisanych miejsce okraszone jest zdjęciami, a w opisie znajdziecie adres, a także wszelkie linki wiodące do  prezentacji wybranego miejsca w Internecie.

Z jednej strony podziwiam determinację, świetne pomysły i niezwykłe wykorzystanie miejsc. Z drugiej - świadoma tego jak funkcjonują polskie wsie - współczuję tym, którzy chcą tam być "swoimi" i długo takimi nie zostaną. Jest jeszcze jedna strona - czy ludzie, którzy odnowili siedliska, otworzyli restauracje na barkach, uczynili z budynku starej szkoły pensjonat i galerię, są zainteresowani tym, by być częścią społeczności lokalnej, czy jedynie nastawieni są na gości z zewnątrz, sąsiadów zza płotu traktując z lekka lekceważąco?

Podejrzewam, ze trudno o jednoznaczną ocenę i zapewne jest tak, że każdy z przypadków rządzi się własnymi prawami. Ale gdy czytam o podgiżyckiej barce na którą mięso jest sprowadzane z Nowej Zelandii, bo tam jest najlepsze, czy o czerpaniu z przepisów francuskiej kuchni serwowanej w warmińskiej chacie, to nie do końca wiem, czy to o to chodzi. Do mnie nie przemawiałaby wspólna z gospodarzami i innymi gośćmi przestrzeń salonu, czy jadalni, która zachęca do integracji.

Jeśli chcecie podejrzeć o jakiego typu pensjonatach, domach czy restauracjach jest mowa w książce zerknijcie na stronę slowhop.com, bo jest ona ściśle powiązana z ideą przyświecającą książce.

Odetchnij od miasta. Warmia i Mazury może Wam podpowiedzieć gdzie warto spędzić weekend, czy urlop. Jestem przekonana, że z wielu opisanych tam miejsc można wybrać coś dla siebie. Ot, choćby Dworek Króla Stawnisława położony w miejscowości Stawki. Poszukajcie;)

6.9.19

Jane Harper. Susza.

Jane Harper. Susza.

Dawno nie czytałam tak wciągającego kryminału. Co prawda, dawno w ogóle nie czytałam kryminałów, bo nastał takie czas, że stało mi się ich za dużo, ale debiutancką powieść Jane Harper przeczytałam z zaciekawieniem.

Południowo-wschodnia Australia. Społeczność rolników podlicza gorączkowo straty - susza dziesiątkuje ich stada, wypala ziemię i ma wpływ na psychiczną kondycję mieszkańców Kiewarry. Gdy młody farmer zabija swoją żonę i kilkuletniego syna, a na końcu siebie, większość myśli, że kolejnej osoba nie wytrzymała presji i zamiast ogłosić bankructwo rozstała się z życiem.

Jednak rodzice Luke'a i szalenie dociekliwy młody policjant nie wierzą w tę wersję. Aaron Falk, przyjaciel zmarłego z lat młodzieńczych, przyjeżdża na pogrzeb - i na prośbę Gerry'ego Hadlera zostaje by wyjaśnić śmierć jego syna i jego najbliższych.

Mamy w tej powieści współczesne zdarzenia, mamy także przeszłość, która wciąż o sobie przypomina rzucając cień na obecność Falka w miasteczku. Jest też bardzo wyraźnie podkreślona Natura - groźna, władcza, o której ludzie zdają się zapominać, a której lekceważenie prowadzić może do śmierci. I to nie tylko tej z wycelowanej strzelby.

Susza pokazuje nam ludzkie słabości, brak zaufania i jego wpływ na wybory człowieka. Pokazuje jak wielka jest potrzeba akceptacji społecznej i jak niszczące może okazać się oskarżenie, które wyklucza.

Przede mną Siła natury, druga część serii o Aaronie Falku. Już nie mogę się doczekać.

5.9.19

Justyna Bednarek, Jagna Kaczanowska. Galopem po szczęście.

Justyna Bednarek, Jagna Kaczanowska. Galopem po szczęście.

Autorki, których Ogród Zuzanny spotkał się z przychylnością czytelników, odeszły od świata kwiatów i ich znaczeń, przeniosły fabułę powieści na Podlasie, a główną bohaterkę uczyniły uciekinierką z Warszawy, która po latach zachłystywania się stolicą i własną zamożnością, wraca okryta niesławą, z córką i kotem, do rodzicielskiego domu.

Barbara podejmuje pracę w stadninie, którą zarządza jej ojciec, jej Mama cieszy się, że ma przy sobie wnuczkę i córkę, a ona sama próbując zachować w tajemnicy powód swego wyjazdu z dotychczasowego miejsca życia i zaczyna interesować się mężczyzną mrocznym, z przeszłością, który - co dla bohaterki bardzo ważne - świetnie radzi sobie trenując konie w sposób naturalny.

Jednak nie romans Baśki, nawet nie konie są w tej powieści dla mnie wiodącym tematem. Zdecydowanie istotniejsze są relacje między siostrami - młodszą Anią, która została przy rodzicach, poświęcając swoje marzenia dla tego jaką oni mieli wizję życia córki, a starszą od niej Barbarą. Kobiety, już wszak dorosłe, nie umieją znaleźć wspólnego języka, mijają się w zapiekłych żalach i z trudem przychodzi im zrozumienie tego, co czuja ta druga.

Powieść nie uciekła przed pewną schematycznością, ale wątek siostrzany bardzo udany. Ciekawie też pokazane zostały procesy samouświadamiania, którym nagle poddała się Baśka. Przekonajcie się ;)

4.9.19

Tara Button Masz wszystko, czego potrzebujesz.

Tara Button Masz wszystko, czego potrzebujesz.

Czytałam tę książkę z dala od własnego mieszkania i w myślach filtrowałam jego zawartość pod kątem tego, o czym pisze Tara Button. Czytałam i przekonywałam się jakie błędy popełniam kupując i jakich udaje mi się uniknąć. Jednak to nie jest książka tylko o kupowaniu. To książka o tym jak zostajemy zmanipulowani i jak możemy sobie z tym radzić, o tym jak świadomie planować swoje życie i otoczenie.

Czy wiedzieliście, że do 1924 roku producentom żarówek zależało, aby były one jak najdłużej niezawodne? I dopiero w tamtym czasie uświadomiono sobie, że długo świecąca żarówka to mniejszy zysk dla producenta, więc - nie muszą one funkcjonować aż tak długo? Znacie pojęcia planowanego i psychologicznego postarzania? To drugie doskonale oddaje wypowiedź projektanta General Motors, Harleya Earla, który w 1955 roku powiedział: „Naszym zadaniem jest przyspieszyć postarzanie. W 1934 roku przeciętny użytkownik samochodu wymieniał auto co pięć lat; obecnie robi to co dwa. Kiedy skrócimy ten okres do roku, uzyskamy idealny wynik” [ss. 57-58]. Jak widać - nie są to procesy nowe...

Autorka przygląda się kulisom działań marketingowych i reklamowych, pokazuje jak  - prostymi sposobami, aczkolwiek nie zawsze łatwymi - radzić sobie z natarczywością konsumpcjonizmu. Namawia do tego, by nauczyć się określać swoje cele i zestawiać je z zakupami jakich dokonujemy, by być dla siebie przyjacielem, odkryć własną kolorystykę, domową estetykę i modową tożsamość, by zastanowić się nad tym jakie role odgrywamy w życiu i stworzyć dla każdej z nich odpowiednia garderobę, a na posiadane rzeczy spojrzeć przez pryzmat tego, czy chcielibyśmy z nich korzystać gdybyśmy byli jedynymi osobami na świecie.

Oprócz sensownej, popartej wieloma przykładami, części edukacyjnej, Tara Button daje nam narzędzia do tego, by zmienić swoje patrzenie na rzeczy nas otaczające i priorytety życiowe, w sposób taki, aby były one zgodne z tym, czego tak naprawdę potrzebujemy.

Polecam.

3.9.19

Agatha Christie. Karaibska tajemnica.

Agatha Christie. Karaibska tajemnica.

Od kilku lat, co roku, obiecuję sobie, że teraz to już z pewnością we wrześniu przeczytam coś Agathy Christie, bo skoro jest wyzwanie, to wezmę w nim udział. I później budzę się ostatniego dnia września z myślą o tym, że znów się nie sięgnęłam po żadną książkę Królowej Kryminału. 

Tym razem zdobyłam się na sposób i do czytania wzięłam się już w pierwszym dniu wyzwania. I oto Karaibska tajemnica.

Panna Marple, dzięki wsparciu siostrzeńca, odpoczywa na jednej z karaibskich wysp. Wśród gości mieszkających w tym samym hotelu - prowadzonym przez bardzo zaangażowane i oddane temu małżeństwo - są dwie pary przyrodników, starszy, obłędnie bogaty i takiż nieuprzejmy pan z towarzyszącymi mu sekretarką i masażystą, pastor z siostrą, kilka innych osób oraz major Palgrave. Ten ostatni snuje opowieści z wojennych wypraw do Afryki, z wielu wydarzeń ze swojego , wcześniejszego życia, podczas gdy większość gości, w tym także główna bohaterka, udając, ze go słuchają, snują rozmyślania na sobie wiadomy temat. I gdy już zaczyna się robić ciekawie, a major opowiada o morderstwie i sięga po portfel, by pokazać Jane Marlpe zdjęcie mordercy, ktoś się pojawia, wojskowy zmienia temat, a ciekawość rozmówczynie majora ma nie zostać zaspokojona, gdyż te w nocy umiera. Na nadciśnienie jak się wszystkim wydaje. Tu zaczyna się literacko-kryminalna przygoda...

Karaibska tajemnica powstała w 1964 roku. Wśród tematów, o których myślała Jane Marple, znalazł się temat ofensywy seksualnej przenikającej do literatury i świata kultury z natarczywością, zachłannością i przyjmowany - ku wielkiemu zdumieniu głównej bohaterki - jako coś co trzeba promować. Ciekawe, co pomyślałaby o czasach nam współczesnych.

Nie umiałabym wybrać czy bliżej mi sercem do Jane Marple czy Herculesa Poirot. Wiem jednak, że najbliżej mi po prostu do twórczości Agathy Christie. Mimo takich opinii z Lubimy Czytać:
Nie uważam, by Agata Christie była nadzwyczajną pisarką, ale na pewno jest osobą, która dobrze wykonuje swoją pracę.

2.9.19

Jak czytam?

Jak czytam?

Ostatnio sporo myślałam o tym jak bardzo zmieniło się moje czytanie. Zmieniła się również odpowiedź jakiej udzielić mogę niemalże automatycznie na pytanie postawione w tytule wpisu. Kiedyś odpowiedziałabym szybko. A dziś?

Dziś czytam rozmaicie. 

Może mniej niż jeszcze kilka lat temu czytam książek dla dzieci, choć przecież staram się być na bieżąco, by wiedzieć co warto polecić, co nowego kupić do biblioteki i jakiego autora zaprosić. Wśród znajomych mam takich z malutkimi dziećmi, dziećmi rozpoczynającymi przygodę z nauką czytania lub młodszymi nastolatkami, więc i tu staram się sprostać ich oczekiwaniom wobec mojej orientacji w tematyce.


Czytam wolniej, szybciej się rozpraszam i na przeczytanie jednej książki potrzebuję więcej czasu niż kiedyś. Dawno już nie zarwałam nocy, by czytać do rana - przychodzi taki czas, że nic nie powstrzyma moich oczu przed zamknięciem się, a mnie przed odpłynięciem w marzenia senne. O wiele częściej zdarza mi się wstać przed świtem, usiąść z kawą i książka na balkonie i dać się tak zastać wstającemu słońcu.


Czytam i słucham książek. Słucham audiobooków dzięki abonamentowi, który zdecydowałam się wybrać dla Mamy. Sama też sięgam po książki na płytach wypożyczane z bibliotecznych zbiorów. Czytam w papierze, w e-papierze, na czytniku i wreszcie w programie abonamentowym, na którego wykupienie dla czytelników zdecydowała się moja biblioteka. Ten ostatni, choć daje mi dostęp do wielu książek, działa na mnie nieco zniechęcająco - tak siedzieć i wgapiać się w telefon? A później tłumaczę sobie, że przecież mogę wyłączyć Internet, żeby mnie nic nie rozpraszało, żeby ograniczyć do minimum to wszystko co plumka, wyskakuje i odwraca uwagę od czytanej książki.


Postanowiłam, by nieco przełamać swoje własne uprzedzenia, urządzić sobie wrzesień miesiącem e-czytania. Już dziś wiem, że nie ograniczę się tylko do wersji elektronicznych: czekają na mnie te cztery książki, które chcę przeczytać. Ale w czytniku czeka nowa powieść Martyny Bundy, zaległe - sierpniowe numery Tygodnika Powszechnego, Belfrzy Doroty Kowalskiej i wiele innych. O tym, co kryje w sobie moja półka w mobilnej czytelni, nawet nie będę wspominała; jest tego sporo:)



Wybieram lektury rozmaicie. Na pierwszym miejscu są te o zwierzętach, o stylu życia, który jest mi bliski. Czasami szukam rozrywki w reportażach, czasami w literaturze lżejszej. Cenie ironię i dobry humor, dostrzegam wkład pracy włożony w to, by przekazać czytelnikom własne myśli.. Zauważam fastrygi, pisanie bez przekonania, a także pisanie dla pasji. Czytam, i nie wyobrażam sobie życia bez książek. A to w jakiej formie zgłębiam ich treść stanowi dla mnie wartość drugorzędną.

P.S. Zaprezentowane prace stworzyła Deborah DeWit. Znalazłam je na tu: readingandart.blogspot.com

28.8.19

Bernadeta Prandzioch. Tabu.

Bernadeta Prandzioch. Tabu.

Powiem Wam, że czytanie powieści o swoim rodzinnym mieście budzi uczucia najróżniejsze. Z jednej strony podczas lektury kołatała się we mnie myśl "to fikcja literacka", a drugiej śledziłam losy bohaterów umiejscawiając ich w konkretnych miejscach, przestrzeni czasowej i zżymałam się na choćby niewielkie odstępstwo od realiów. 


Wiktor Janosz, psychiatra, który uciekając przed kłopotami osobistymi z Warszawy, trafił na zesłanie do Węgorzewa, zaczyna dostrzegać zmowę milczenia wokół jednego z pacjentów. Im mocniej lekarz interesuje się Zygmuntem Milewskim, tym wyraźniej ktoś próbuje mu przeszkadzać w odkopywaniu historii sprzed lat. A trzeba Wam wiedzieć, że o tym, czemu Milewski jest w szpitalu psychiatrycznym zdecydowały pewne układy, zobowiązania podjęte w pierwszych latach po II wojnie światowej, w czasach, gdy Prusy zasiedlali przybysze i tylko niektórzy z dotychczasowych mieszkańców mieli odwagę (lub nie widzieli innego rozwiązania) pozostać.



Junosz mieszkał w ostatnim, poniemieckim domu, w drodze na Kal. Na Kal wybrałam się dwukrotnie, raz na pływanie (polecam kąpielisko, spędziłam tam niegdyś wiele przemiłych chwil), raz po to, by zrobić zdjęcia. Pilnowałam się, by nie zaglądać ludziom mieszkającym w przydrożnych domach w okna i dla własnej przyjemności zaangażowania w powieść wymyśliłam, że Wiktor mógłby pomieszkiwać w tym oto domu. Ładny, prawda?


Tu, przyznaję, byłam bez książki. Jest to jednak miejsce znaczące dla akcji powieści, więc jeśli kiedyś zawędrujecie na Mazury, to serdecznie zapraszam, abyście odwiedzili cmentarz wojenny, na którym spoczywają żołnierze niemieccy i rosyjscy. Zlokalizowany na Wzgórzu Saksońskim pozwala na podziwianie Jeziora Święcajty.


[Obejrzyjcie też zdjęcia STĄD]

Patrzenie na miasto, w którym się dorastało oczyma kogoś z zewnątrz jest interesującym doznaniem. Czytanie o historii miasta, o autochtonach i o tym jak układały się siły i władza w mieście opuszczonym przez mieszkańców, jak tworzyły się lepsze i gorsze kategorie ludzi i jak bardzo rzutuje to na czasy obecne, budzi podskórny niepokój.



Zachęcam do lektury, od odwiedzin w Węgorzewie, a gdybyście mieli ochotę posłuchać co Bernadeta Prandzioch mówi o swojej książce, to zapraszam 9 października do Filii nr 3 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Katowicach.

7.8.19

Grażyna Plebanek. Słowa na szczęście i inne nienazwane stany duszy.

Grażyna Plebanek. Słowa na szczęście i inne nienazwane stany duszy.

Po raz pierwszy od bardzo dawna żałuję, że książkę poznaję uszami, a nie oczami. Zżera mnie ciekawość słów, które Grażyna Plebanek zebrała w tomie Słowa na szczęście i inne nienazwane stany duszy.

Słucha się tego przeuroczo, tym bardziej, że czyta autorka i jako ta, która stworzyła zbór słów, wybrała te a nie inne wedle sobie znanej motywacji, doskonale wie, jak uwypuklić to, co chce pokazać czytelnikom. W tym czytaniu jest miejsca na uśmiech, powagę, żart i ciepło. I mimo tych wszystkich niezaprzeczalnych plusów wynikających ze słuchania Grażyny Plebanek, to byłoby mi jednak łatwiej do pewnych słów wrócić, rozsmakować się nimi ponownie, gdybym miała przed sobą papier. 

Bo tak to niestety nie pamiętam jak brzmi słowo o przepięknym znaczeniu, to, które określa rzeczy drobne, które robimy dla innych z miłości. Ta poranna kawa podana do łóżka, pierogi z ulubionym nadzieniem, ciasto drożdżowe tylko z kruszonką, które zawsze na mój przyjazd przygotowuje Mama.

Słucham chyba zanadto nieuważanie, a tej książce (i tej autorce!) uważność się należy. Pewnie posłucham jej raz jeszcze, albo odszukam wersję papierową, by ponapawać się tym, co ominęłam.

Copyright © 2016 Prowincjonalna nauczycielka , Blogger