15 października 2018

Marta Sztokfisz. Pani od obiadów.


W pierwszej połowie lat 90 w moim domu zaczęły pojawiać się książki, które - wraz z nowo rozwijającym się rynkiem - kupowaliśmy zachłannie dzieląc koszty przesyłki między uczniów w licealnej klasie. Pomiędzy tym, co wówczas kupiłam, znalazły się poradniki Lucyny Ćwierciakiewiczowej. Pooglądałam je wówczas, pozachwycałam się manierą pisania i językiem i odłożyłam. Dziś - dzięki książki Marty Stokfisz - wracam do 365 obiadów i czynię to z ciekawością, zachłannością i narastającym apetytem.


Jacek Kaczmarski w usta Katarzyny II w jednej ze swoich piosenek włożył słowa Kobietą jestem ponad miarę swoich czasów... i jest to zdanie, które idealnie obrazuje Lucynę Ćwierciakiewiczową. Dziewiętnastowieczna miłośniczka planowania, zdrowego odżywiania, rozsądnego gospodarowania pieniędzmi, czasem, czy szerzej - życiem, propagatorka higieny tej pojmowanej dosłownie, jak i umysłowej, zdecydowanie wykracza poza ramy znanej z literatury postaci kobiecej. Była inna - hałaśliwa, bezpośrednia (czasami aż za bardzo), zapatrzona w męża i uparcie dążąca do realizacji swojej misji - uczynienia życia kobiet łatwiejszym.

Opowieść Marty Stokfisz o Pani od obiadów czyta się doskonale. Z książki wyłania się postać kobiety z pasją, kobiety, która i może nie zawsze była łatwa w życiu, ale która nieustająco realizowała swoje cele i uczyła mnóstwo innych kobiet jak być panią domu. Jej książka, po pierwszym wydaniu, okazała się być tak potrzebną, ze czym prędzej dodrukowywano kolejne egzemplarze. Kolejne wydania, z lekka poprawiane przez autorkę, ukazywały się przez wiele lat, stając się niemalże bibliami zarządzania domem dla wielu kobiet. Miałam przyjemność oglądać wydanie z roku 1901 i było ono już dziewiętnastym.


Zachwyciłam się kulturalną panoramą Warszawy wyłaniającą się z opowieści o Ćwierciakiewiczowej. Eliza Orzeszkowa, Bolesław Prus, bracia Gierymscy, to tylko niektóre z osób pojawiających się w otoczeniu tej niezwykłej kobiety.

Moje serce porwało jednak nie tylko 365 obiadów (bo wiecie - tam jest między innymi wołowina duszona na maśle;)), ale przede wszystkim kalendarze. Jakież bogactwo treści przeciekawych się w nich znajduje!


Ustawa o najmowaniu służby, ceny biletów teatralnych, uzależnionych od miejsca siedzenia, z pięciu warszawskich teatrów, urodziny carewiczór i całej carskiej rodziny, zapiski kalendarzowe, listy odzieży oddawanej do praczek, artykuły o kondycji kobiet, porady ogrodnicze, teksty literackie oraz reklamy, mnóstwo reklam, z których co jedna to ładniejsza. I tak - uwaga - przez 24 lata!


Lucyna Ćwierciakiewicz istniała w mojej świadomości jako pani od książek kucharskich. Zapomniana, mocno zmarginalizowana, niemalże nieobecna. Książka Pani od obiadów sprawiła, że dostrzegłam w niej fascynującą kobietę wyrastającą dalece ponad swoje czasy. Jestem zauroczona postacią opisaną przez Martę Stokfisz i opowiadam o niej wszystkim wokół. Nie umiem się także powstrzymać przed refleksją  - dziś też szukamy kobiet, które opowiedzą nam jak planować posiłki, czas, jak dać o dom i realizować się jako kobieta, żona, matka. Lucyna Ćwierciakiewiczowa i współcześnie święciłaby triumfy.

02 października 2018

R. M. Romero. Lalkarz z Krakowa


Książka R. M. Romero opowiada o trudnym wycinku naszej historii. W bajkową konwencję ubrała bowiem autorka opowieść o wojnie, o krakowskich Żydach i ich wymazywaniu z przestrzeni miasta.
 
Powieść toczy się dwutorowo, a elementem ją spajającym jest lalka Karolina, która z Krainy lalek, niegdyś bezpiecznej, a później opanowanej przez bezlitosne szczury, trafiła do pracowni Lalkarza mieszkającego w Krakowie. Podobieństwo obydwu światów jakie obserwuje i w jakich żyje Karolina jest zatrważające - tu i tam władzę przejmują ci, dla których inni niż oni sami są śmieciami, dla których liczy się tylko ich rasa, ich dobro i ich poczucie panowania nad światem. O ile jednak, trudniej przychodzi utożsamianie się z bohaterami Krainy lalek, to obserwowanie Lalkarza i jego przyjaciół - pana Józefa i jego córki, Reny - budzi emocje i sprawia, że lektura zmusza do myślenia o tym, o czym niewielu z nas chciałoby pamiętam, a pamiętać powinniśmy.
 
Mimo, że w sposobie w jaki R. M. Romero snuje swoją, pełną magii opowieść o Lalce, Lalkarzu i okrucieństwie selekcji dokonywanej na ludziach, brak owej nieuchwytnej, trudnej do określenia głębi z jaką spotkać się można było w książce Anna i pan Jaskółka, to Lalkarz z Krakowa jest ważnym, bardzo potrzebnym głosem w literaturze. Prostota tej opowieści, a jednocześnie kunszt jaki pokazała autorka przedstawiając czytelnikom wydarzenia związane z sytuacją żydowskich mieszkańców Krakowa w latach czterdziestych XX wieku, pozwala na to, by lekturę powieści proponować czytelnikom młodszym.
 
Z treścią książki idealnie współpracuje jej graficzna strona. To w jaki sposób Tomislav Tomić, sięgając po wzory ludowe, przyozdobił strony podkreśla konwencję bajki, a zestawienie ilustracji z treścią daje naprawdę niesamowity efekt.
 
Lalkarz z Krakowa R. M. Romero jest książką, po którą warto sięgnąć. Polecam.
 
P.S. Byłam ciekawa co skłoniło pisarkę ze Stanów Zjednoczonych do pisania o mieszkańcach krakowskiego Kazimierza. W posłowiu R. M. Romero wyjaśnia  skąd pomysł na tę opowieść.

01 października 2018

Po(niedzielnik) nr 74


Kiedy dwa lata temu obchodziłam okrągłe urodziny żyłam przekonaniem, że mogę wszystko. Dziś, w dniu kolejnych urodzin, wiem, że mogę, ale nie wszystko powinnam i nie wszystko muszę. Być może dla niektórych z Was to co napisałam nie jest specjalnie odkrywcze, ale wiecie jak to jest - każdy z nas dojrzewa do pewnych przekonań sumując doświadczenia, przykładając pewne zasłyszane mądrości do siebie i sprawdzając jak realizują się w codzienności.

Kolejne urodziny, a ja ponownie wiem, że moim największym bogactwem są ludzie. Ci, których miłością i przyjaźnią dane jest mi się cieszyć, którzy dzielą ze mną czas wesela i czas smutku, przy których sięgam gwiazd, sprawiam nierealne, doganiam własny cień i śmieję się całą sobą. Ci tak różni ode mnie i ci zdumiewająco podobni. Ci, dla których warto spędzić dzień w pociągu, z którymi pozornie zwykły spacer zamienia się w rozmowę o pryncypiach, którzy sprawiają, że wciąż chcę więcej doświadczyć, wiedzieć, poznać.


Jestem świadoma miejsca i czasu. Chłonę doświadczenia, bo to one uczą mnie najwięcej o innych i o mnie samej. Mam apetyt na życie, siłę by iść przez nie z optymizmem i bliskich, którzy chcą wędrować ze mną.

Dobrze mi.

28 września 2018

3 dla dzieciaków (17)

Susan Verde, Peter H. Reynolds. Ja, joga. Ja, spokój. 

 


Z różnych względów podchodzę z ostrożnością do jogi. Jednak ta w książce Susan Verde - rozumiana jako jedność - doskonale wpisuje się w moje ostatnie lektury i stąd jej obecność w kolejnym wrześniowym zestawie książek dla dzieci. Także Ja, spokój pasuje idealnie do tego, o czym ostatnio myślę i nad czym się zastanawiam.

Przepięknie zilustrowane, opowiedziane w oszczędny sposób, historie dzieci, które uczą się siebie i swojego funkcjonowania w świecie. Bohaterka książki Ja, joga szuka wyciszenia i spokoju w pędzącym szybko życiu, wśród myśli o swoim niedopasowaniu do świata i innych ludzi. Prosi swoje ciało o uspokojenie i chwilę potem:


Chłopiec z Ja, spokój też czuje się przytłoczony, niesiony przez nurt życia w miejsca niezgodne z tym, czego chciałby dla siebie. Kiedy jednak zderza się z tak wielkim zagubieniem, skupia się, bierze wdech i:

Być może nie są to książki dla każdego. Co więcej, sądzę, że  - jeśli już zdecydujecie się do nich zaglądać - to warto to robić razem z dziećmi. Czasami dzieci, przeciążone szkołą, obowiązkami pozaszkolnymi potrzebują nieco czasu na odpoczynek. Pozwólmy im na to.

Catarina Kruusval. Wszystkie psy Eli.


Ela lubi wszystkie psy. Ile razy Wasze dzieci mówiły, że one tak jak bohaterka książki, lubią wszystkie psy i chciałoby mieć psa? Obojętnie jakiego, byle by to był pies: do głaskania, przytulania, spacerów, wtulania się w niego i wspólnych zabaw?

Ela marząc o psie tworzy sobie w głowie różne scenariusze. Pies duży, mały, wesoły, kroczący dumnie, przylepny i spokojny lub energiczny, zachęcający szczekaniem do wspólnych figli. Rozważa jak mogłoby wyglądać wspólne z psem życie i dostrzega także mankamenty pewnych psich zachowań. Co ciekawe, w owych rozważaniach dziecka nie ma rodziców - w żaden sposób nie angażują się oni w psie marzenia córki, a tata jest jedynie odbiorcą słów wypowiadanych przez dziecko. Aż do pewnej sceny...

Zastanawiam się nad znaczeniem wspomnianej finałowej sceny i tego, jak dalece dziecięce marzenia korelują, lub pozostają w sprzeczności, z realizmem.

Sylvia Bishop. Panna Jones i Książkowe Emporium.



Sylwię Bishop znacie z opowieści o Erice i jej słoniu. Tym razem zaprasza nas do poznania historii Panny Josen o mało wdzięcznym imieniu Znajda, która wraz z najbliższymi wygrywa w Wielkiej Loterii Montgomery'ego jego przewspaniałe Emporium. 

Czy ono jest i jakie tajemnice kryje dowiadują się, dziewczynka i jej rodzina, w warunkach, niestety, mało pozytywnych. Ale jak to w bajkach bywa - rozstrzygnięcie przynosi nagrodę tym dobrym, a ukaranie złych. 

Pomysły na dwustopniową tajemnicę, konstrukcję Emporium i samą postać Znajdy Jones przeciekawe. 

27 września 2018

Andrzej Ziemiański. Virion. Wyrocznia. Obława.


Właściwie to od dawna już spotykając na okładce napis Andrzej Ziemiański, wiem, że czeka mnie dobry, soczysty kawałek historii. Co więcej - napisanej tak, że chce się to czytać, sprawnie, z polotem, z świetnie nakreślonymi bohaterami.

Na początku kwietnia Fabryka Słów zachęciła do oddawania krwi. Każdy kto wziął udział w akcji i zgłosił się do wydawcy, dostawał nagrodę. Tym sposobem okazało się, że za Viriona zapłaciłam własną krwią:)


Jednak wiecie co Wam powiem - było warto! Oczywiście przede wszystkim z powodu krwi i samej idei krwiodawstwa. Ale też ze względu na książkę, jej treść i bohatera. 

Virion to dziecko z dobrego, majętnego domu. Kształcony w gimnazjonie, wychowywany zgodnie z zasadami bycia uprzejmym, honorowym, grzecznym. Bo jak sparing to zgodnie z rytmem i ostrożny, żeby nie zrobić krzywdy. A jak się zakochał, to targały nim a to namiętność właściwa wiekowi, a to skromność i poszanowanie dziewczyny oraz nieśmiałość. Aż tu pewnego dnia Virion staje wobec gwałtownym zmian. Traci wszystko oprócz życia, ale i ono przez chwilę ma nieznaczącą wartość.

Bardzo lubię bohaterów powieści Andrzeja Ziemiańskiego. Właściwie powinnam być może napisać - bohaterki, ale w tym przypadku moja sympatia przylgnęła do tytułowej postaci. Podoba mi się również to, jak autor przedstawił kobity - zarówno Niki, prefekta, czarownice, jak i żony drwali. 

Miło było mi wrócić do świata Imperium Achai. I choć piszę oględnie, by nie zdradzać Wam zbyt wiele z treści książek, to jedno mogę napisać bez wahania. Ziemiańskiego czyta się tak, że upływający czas przestaje istnieć.

Cykl o Virionie promowany jest hasłem Odbierz człowiekowi wszystko - stworzysz demona. I to jest bardzo dobre hasło, przekonajcie się o jego znaczeniu sami.

21 września 2018

3 dla dzieciaków (16)

Anna Manna Poznańska. Dlaczego dzieci jedzą śmieci?


Świetna książka! Niestety mam wrażenie, że zbyt mało znana szerszemu gronu czytelniczemu. 

Okładki książki zawierają 10 rad dla dzieci, rad - dodajmy - pisanych przez dietetyków, lekarzy, pielęgniarki i mamy. Mowa w nich o jedzeniu i piciu, o języku, dzięki któremu doświadczamy bogactwa smaków, o tym, że warto polubić nieznane i zmniejszyć apetyt na śmieciowe jedzenie. Tyle okładki, a treść?

Bohaterką książki jest Lukrecja lubiąca orzeszki, marchew, jabłka i Krzysia. Krzyś ma talent, wyobraźnię i zepsute zęby od nadmiaru słodyczy. W jego rodzinie wszyscy - nawet maleńka siostra, jedzą dużo przetworzonych i słodkich pokarmów, a święta są dla nich czasem wyjątkowego objadania się. Krzyś lubi kolorowe opakowania i jedzenie, którego składniki mają długie, skomplikowane nazwy. Ma też pryszcze, łyka mnóstwo tabletek, stroni do owoców, warzyw i naturalnego jedzenia. Lukrecja przy pomocy starszych diagnozuje problem Krzysia - to uzależnienie.

Logiczna, prosta historia mogąca stanowić doskonały punkt wyjścia do rozmów na temat tego, co jemy, tego, co można kupić w sklepach i wyhodować w przydomowych ogrodach. 

Do czytania i myślenia. Bo skoro do baków swoich aut wlewamy tylko dobre paliwo, to czemu swoich bliskich i siebie karmimy czymś co nam szkodzi?

Johanna Thydell, Emma Adbåge. Okropny rysunek!


Gdy byłam małą dziewczynką bardzo chciałam mieć starszego brata. Ma go Inka, jednak w ich historii związanej z rysowaniem nie widać w jakiś szczególny sposób szczęścia dziewczynki z tego, że jest młodszą siostrą. Próbuje rysować - tak jak jej Starszy Brat, a gdy jej nie wychodzi...

Brat Inki - trzy lata starszy - zawsze wie co narysować i robi to bardzo starannie. A dziewczynka nie wie, nie potrafi powściągnąć nerwowości, jest niezdecydowana, nie umie określić co by chciała poza jednym - chce rysować lepiej niż brat. A jednak rysuje za mocno, za silnie macha rękoma i wydarzają się kolejne, w oczach dziecka, straszliwe przykrości.

Okropny rysunek! to lakonicznie opowiedziana historia o relacjach rodzeństwa. Prosty przekaz odwołuje się bardzo wyraźnie do przeżyć dziecięcych i daje tym samym młodym czytelnikom szansę  skonkretyzowania własnych odczuć. Książka pokazuje jak to, co nieudane przekuć w sukces, a tej nauki trzeba nam wszystkim, od najmłodszych lat.

Christopher Edge. Nieskończony świat Maise Day.


Christophera Edge znacie z doskonałych książek łączących trudne doświadczenia młodych ludzi z tematyką kosmosu i nauki, czyli powieści Wiele światów Albiego Brighta i Równanie Jamiego Drake'a. Historia Maise Day utrzymuje się w podobnej tematyce - dziewczynka zafascynowana jest paliwem jądrowym i marzy, aby otrzymać zestaw do budowy reaktora nuklearnego.

W książce zamknięte są dwie opowieści o dniu dziesiątych urodzin Maise. Jedna z nich przedstawia dni takie jak inne, z kochającymi rodzicami, naburmuszoną starszą siostrą, ze świadomością, że mimo, iż dopiero dziesięcioletnia - jest geniuszem, zdała już maturę i studiuje na uniwersytecie. Druga to dzień wypełniony pustką. Czarną, obezwładniającą pustką, która z momentu na moment zajmuje coraz mocniej przestrzeń wokół dziewczynki.

Tak - te dwie opowieści się zetkną. I stanie się coś, co sprawiło, że musiałam wrócić kilka kartek wstecz, by upewnić się, iż dobrze zrozumiałam treść książki.

Tak, Christopher Edge wie jak pisać.

19 września 2018

Sisi

Zamieszkała ze mną 1 września 2006 roku. Wtedy jeszcze ze mną, a nie w Kociokwiku, bo to ona stworzyła Kociokwik.







P.S. Pierwsze dni Sisi (i dużo więcej) znajdziecie TU.


18 września 2018

Rebecca Solnit. Mężczyźni objaśniają mi świat.


Rebecca Solnit wciąż podkreśla - nie o wszystkich mężczyznach tu mowa. Ale mimo to, mimo owego wyodrębniania jednostek, widać wyraźnie, że nasza kultura, czy może szerzej - cywilizacja, oddaje głos mężczyznom, kobietom każąc słuchać.

Z tekstami Solnit, zgromadzonymi pod jednym tytułem, jest trochę tak jak z pisaniem Oriany Fallaci; dopóki nie przeczytacie sami, a później tego co wyczytacie, nie przełożycie na rzeczywistość która Was otacza, nie pojmiecie jak silny jest przekaz, o jakim mówi autorka, jak mocne jest to, co nam chce uświadomić.

Zastanówcie się - jeśli wchodzicie ze swoim partnerem do sklepu, to do kogo zwraca się sprzedawca? Jak bardzo świat reklam stereotypizuje i utrwala podział na kobiece i męskie obszary życia? Dlaczego, mimo olbrzymich kampanii antyprzemocowych, wciąż zdanie kobiety doświadczającej przemocy, wymaga "potwierdzenia" mężczyzny?

Czytajcie. Koniecznie.

P.S. O tej książce zamieniłam kilka słów z Anną Dziewit-Meller, która w drodze do Katowic miała nieprzyjemność siedzieć na wprost mężczyzny w pozie - nazwijmy to oględnie - dość niedbałej. Gdy autorka zamieściła jego zdjęcie z pytaniem, czy aby mężczyźni tak muszą, pojawiło się mnóstwo kobiecych głosów przywołujących podobne sytuacje z własnego życia oraz męskich w tonie dość obelżywym. 
Gdybyście mieli wątpliwości, to Solnit jest aktualna.

17 września 2018

Brooke McAlary. Powoli.


Takiej książki było mi trzeba. I to właśnie teraz - u progu jesieni, po aktywnym lecie, w trakcie  planowania i wcielania w życie modyfikacji, podczas czasu poświęconego przemyśleniom nad wieloma sprawami. 

Autorka pisze o sobie i swojej rodzinie. Opowiada o tym co sprawiło, że zdecydowała się na zmiany, mówi o tym, które z nich przyszły jej łatwiej, które bardzo ciężko i na jakich polach odnosi a to sukcesy, a to porażki. Z jej wersją minimalizmu jest trochę tak jak z przepisem na sałatkę jarzynową czy rosół; każdy ma własne i jego rodzinie smakują tylko te, przyrządzone według domowej receptury. Podobnie, do porządkowania przestrzeni fizycznej i mentalnej podeszła McAlary i jej bliscy - ona była inicjatorką zmian, ale to wspólną pracą, jednością także na poziomie myślenia o tym, czego się chce od życia, podążali i nadal podążają ku lepszemu. Lepszemu dla siebie.

Zastanawialiście się czemu tak trudno rozstać się Wam z dżinsami z czasu szkoły średniej i rolkami zawadzającymi w szafie, bo mieliście je na nogach tylko raz? Co sprawia, że ilekroć zabieracie się za porządne odgruzowywanie domu, to nagle, kilka godzin później, macie wokół siebie bałagan i żadnej wizji tego, jak sobie z nim poradzić? Czemu sądzicie, że musicie mieć namiot (choć tylko raz pojechaliście na pole namiotowe) czy zastawę obiadową na 12 osób (kurzącą się od kilkunastu lat w kredensie, bo już dawno nie organizowaliście obiadów na tyle osób)? Brooke McAlary sprawdziła, co tkwi za naszymi wyborami dotyczącymi przestrzeni wokół nas, jakie schematy myślowe nam towarzyszą i co sprawia, że czasami sami torpedujemy własne plany.

Sposób w jaki Brooke McAlary pisze o znajdowaniu właściwego sobie i swojej rodzinie rytmu życia, przypomina opowieść przyjaciółki, która dzieli się z Wami sprawdzonymi metodami na uporządkowanie mijających w szalonym tempie dni, na chwytanie tych wszystkich chwil, w których Wasze dziecko dorasta, a Wam pojawiają się zmarszczki przy oczach i siwe włosy na skroniach. Czytacie, słuchacie jej opowieść i myślicie o łączących Was podobieństwach i dzielących różnicach, ale w tym, co przeżyła ona, znajdujecie drogę do takich przestrzeni myślowych, w jakie być może nigdy samodzielnie nie odważylibyście się zapuścić. Przykład autorki i jej szeptem wypowiedziane Powoli zachęcą Was jednak do tego by zatrzymać się na chwilę i zastanowić się ku czemu zmierzacie kogo chcecie mieć przy sobie w drodze przez życie i jak intensywnie mają być Wasze relacje.

Nie wiem, czy udało mi się przekazać moje bardzo ciepłe, pozytywne uczucia po lekturze tej książki. Pozostaję pod urokiem tego, jak w klarowny i szalenie efektowny sposób można napisać o tym, co w życiu najważniejsze i podpowiedzieć jak znaleźć swoje Najważniejsze. Gorąco polecam!

14 września 2018

3 (+1) dla dzieciaków (15)

Patrick McDonnell. Ja... Jane.
Przełożyła Magda Koziej.


Graficzna opowieść o małej Jane, która dzierżąc w dłoni pluszowego szympansa poznawała świat przyrody obserwując, dotykając, chłonąc i marząc o tym, że gdy dorośnie będzie żyła wśród zwierząt, którym będzie mogła pomagać.
Każdy z nas coś zmiana. Ne możemy przeżyć ani jednego dnia, nie wywierając wpływu na otaczający nas świat - i mamy wybór co do tego, jaki to jest wpływ. Życie każdego z nas ma znaczenie w planie ogólnym i zachęcam wszystkich (...) do zadbania o to, by świat był lepszym miejscem dla ludzi, zwierząt i środowiska.
Podsuńcie dzieciom, zachęcam...


Antoine de Saint-Exupery. Mały Książe. 
Zilustrował Paweł Pawlak. Przełożył Henryk Woźniakowski.



Małego Księcia znamy wszyscy. Jest nieskończenie cytowalny, obecny niemalże wszędzie. Teksty, grafiki, słowa pełne są Małego Księcia, fragmentów dialogu z lisem i różą. Mowa jest o baranku, słoniu wyglądającym jak kapelusz, baobabach. Czytamy tę, w moim odczuciu, bardzo filizoficzną opowiastkę w młodych latach, kodujemy pewne piękne frazy i nie wracamy do niech gdy dorastamy, by zweryfikować tę mądrość jaka płynie ze słów pisarza - lotnika.

Paweł Pawlak przeczytał wnikliwie historię złotowłosego chłopca wędrującego po planetach. Wrócił do niej i to zapewne nie raz. Obejrzał oryginalne rysunki autora i zmierzył się z wymową historii opowiedzianej w książce. I zmierzył się także z tym, by na nowo narysować nam Małego Księcia.


Mnie ten Mały Książe zauroczył. Tym bardziej, że ilustracje Pawła Pawlaka zmobilizowały mnie do ponownego czytania i odkrywania, już teraz z dorosłego punktu widzenia, spraw dla mnie najistotniejszych w tej opowieści.

P.S. Wywiad z Pawłem Pawlakiem.


 Anna Höglund. O tym można rozmawiać tylko z królikami.
Przełożyła Katarzyna Skalska.


Trzynastoletni bohater dość nietypowej, bo obrazkowej książki skierowanej do młodzieży, jest nadwrażliwy. Żałuje przyjścia na świat, na nieuprzejmość ludzi reaguje pojawieniem się łez pod powiekami, boi się tego, co wokół i zastanawia się, czy stan w jakim się znajduje ma jakąś nazwę, czy da się go określić. Dystansuje się od innych, bo odczuwa granice tego, co może wytrzymać, a jednocześnie zdarza mu się śnić o bliskości wiedząc, że nie wyraża się ona jedynie w relacjach odległości przestrzennej. Jest uważny, ostrożny, wyczulony na informacje i obserwowanie ludzi. A jednocześnie skłonny do tego, by w samotności rozważać wszystko co się wydarzyło, by skupiać się na swoich odczuciach, zastanawiać kiedy jest sobą.

Pamiętacie to z nastoletnich czasów? Kiedy spojrzenie inne niż zwykle kogoś kogo lubiliście wywoływało popłoch i myśl o tym, że nikt nas nie lubi. Czy świat wydawał się Wam zbyt przytłaczający, a codzienność za trudna, by móc się w niej śmiało odnaleźć? Czy remedium na ów szum, gwar i wielość doznań, była samotność?

Poczytajcie tę książkę z dziećmi. Podsuńcie ją zaprzyjaźnionym nastolatkom. Pokażcie im, ze nie są jedyni w swoich odczuciach.

Agnieszka Mielech. Szkolnik superdziewczyny.



Szkolnik superdziewczyny, powiązany tematycznie i graficznie z książkami z cyklu Emi i Tajny Klub Superdziewczyn, wzbudził moją zazdrość. Tak, wiem, że istnieją planery dla dorosłych kobiet, że nawet sama mogę sobie stworzyć (pomijając mój kompletny brak talentu graficznego) coś na kształt superplanera tylko dla mnie, ale i tak zazdroszczę tym dziewczynkom, które będą korzystały ze świetnie przygotowanego i dobrze przemyślanego kalendarza szkolnego.

W Szkolniku znajdziecie miejsce na zaplanowanie przebiegu tygodnia, z uroczym punktem - wspomnienie i ważnym tydzień na sportowo, tego, co chcielibyśmy w danym roku zrobić (i tu autorka podpowiada - jakie książki chcesz przeczytać i jakie spektakle teatralne zobaczyć), na gromadzenie inspirujących cytatów, zapisywanie ważnych dni, wydarzeń, na gromadzenie - notatek o rzeczach uszczęśliwiających, zaznaczanie dni marudniejszych niż zwykle, a także na stworzenie własnej listy superdziewczyn. To oczywiście nie są wszystkie możliwości jakie daje nam przygotowany przez Agnieszkę Mielech kalendarz. Jego najważniejszą cechą jest to, że pozwala planować swoje dni według tego co lubimy, a co za tym idzie - zmusza do pomyślenia o tym, co lubimy, do zajrzenia w głąb siebie i pozwolenia sobie choć na chwilę refleksji. Podobają mi się również postacie inspirujących kobiet, których przykład ma pokazać młodym użytkowniczkom Szkolnika, że można wszystko. 

 
P.S. Ilustracje do Szkolnika superdziewczyn, podobnie jak do książek o Emi, tworzy Magdalena Babińska. Tak, ta sama, która rysuje świat z powieści Anety Jadowskiej:)