21.11.19

Krystyna Mirek. Świąteczny sekret.

Krystyna Mirek. Świąteczny sekret.

Kiedy rok temu pisałam zapraszając Was na kolejne biblioteczne spotkanie z Krystyną Mirek, nie myślałam, że ów czas minie tak szybko. Nie bacząc na moje niedowierzanie czas upłynął, a ja mam przyjemność przypomnieć Wam o jutrzejszej wizycie autorki w Katowicach.

Zosia ma 19 lat, maturę przed sobą, zgorzkniałą matkę, lekko podchodzącego do wierności małżeńskiej ojca oraz dwie siostry, które gdy tylko dorosły, uciekły czym prędzej z zasięgu dusznej atmosfery rodzinnej. Ach, Zosia ma jeszcze coś - coś co stanowi podstawę jej działania i wyborów życiowych. Tym czymś jest silne przekonanie o tym, że kobiety z jej rodziny trafiają na uroczych łajdaków łamiących im serca.

Gdy umiera babcia Zosi i zostawia wnuczkom dom, starsze siostry dziewczyny rezygnują ze spadku. A ona, zmęczona powtarzalnością zachowań matki rozważa bardzo poważnie rozpoczęcie nowego życia na wsi. Czy to jednak dobry pomysł?

W tok powieści, której przekaz niesie ze sobą przekonanie o własnej sile i możliwościach, podpartych odpowiednią motywacją, autorka wplata zdania, które mogą stanowić dla czytelników motta, cytaty do wspierania siebie w procesie spełniania marzeń, wprowadzania zmian, czy pracy nad samorozwojem.

Powieść "Świąteczny sekret" zabiera nas do rodziny, której dano szansę na to, by odnaleźć się na nowo. Życzę tego wszystkim nam na najbliższe Boże Narodzenie.

19.11.19

Caroline Hulse, Gorączka świątecznej nocy.

Caroline Hulse, Gorączka świątecznej nocy.


Rodzice siedmioletniej Scarlett rozstali się i są w nowych związkach. Obydwoje jednak chcieliby spędzić Boże Narodzenie z córką. I tu rodzi się pomysł wspólnego świątecznego wyjazdu. Matt zabiera Alex, której dziewczynka nawet nie próbuje polubić, a Claire - Patricka, skupionego na sobie, ledwie dostrzegającego dziecko i jej wymyślonego króliczego przyjaciela, mężczyznę. 

Dziwna to książka. Z jednej strony - pokazująca dość dobitnie, chwilami nawet w przerysowany sposób, uczucia Alex i Particka, którzy patrząc na rodziców z córeczką, czuja się odsunięci, nieważni i zlekceważeni, z drugiej - pewien dystans uczuciowy Claire i Matta. W tym wszystkim jest Scarlett i jej wymyślony towarzysz, który buntuje dziewczynkę przeciw Alex.

Mimo, że miało być komediowo - nie jest. Wzajemne podejrzenia, urazy, słabo maskowane emocje, którym wystarczy nieco bardziej stresująca chwila, czy lampka wina, by wybuchnąć. Uprzejmość, która każe się zastanawiać, czy aby na pewno jest uprzejmością, a nie pogardą, zainteresowanie, które każe myśleć, że jest tylko ugrzecznioną formą szukania haków.

Gorączka świątecznej nocy to powieść o czymś czego się robić nie powinno. Nie powinno się wystawiać na próbę osób, które kochamy.

15.11.19

Dla dzieciaków (33)

Dla dzieciaków (33)
Klaus Hagerup, Lisa Aisato, O dziewczynce, która chciała ocalić książki



Anna kochała książki.
Czytała całymi dniami.
Czytała rano, zanim wstała.
Czytała wieczorem, zanim położyła się spać.
(...)
W książkach miała setki nowych przyjaciół.
I kilkoro wrogów.
Ale takie przecież jest życie. 

Cóż za piękna (i nie tylko graficznie) książka. Opowieść o Annie, która chciała ocalić książki, która czytała i zachęcała innych do czytania, jawi mi się jako źródło inspiracji do wielu rozmów na temat wartości książek, ich znaczenia w naszym życiu, znaczenia opowieści i ludzi, który stoją za opowieściami. Myślę, że każdy z czytelników dostrzeże w niej własne ścieżki do rozmów rodzinnych, bo i treść, i ilustracje aż proszą o to, by historia O dziewczynce, która chciała ocalić książki stała się punktem wyjścia do nowego spojrzenia na literaturę.



 Marcin Szczygielski, Królowa wody


Marcin Szczygielski, jest  - jak sądzę - pisarzem powszechnie znanym. Jego książki dla młodego czytelnika są nagradzane przez gremia literaturoznawców i czytane przez młodszych i starszych. Niebywałe i wciąż zaskakujące (mimo wielkiego uznania jakim darzę Szczygielskiego) jest dla mnie to, że budując historię autor potrafi skonstruować ją tak, że wpada się w nią, że dzieli emocje bohaterów, że towarzyszy im w tym, co przeżywają.

Kiedy Aga wchodzi w konflikt z Aleksem, a w wyniku owego konfliktu w progu domu mieszkania Agi i jej mamy, staje Aleks z tatą, dziewczyna nie spodziewa się, że finał wydarzenia będzie zaskakujący i niekoniecznie taki jaki by chciała. Dwoje dorosłych, poznawszy się lepiej, chce zamieszkać razem, a nastolatkowie nie maja wyboru innego niż ten, by wraz z rodzicami zamieszkać w podwarszawskim Wywietrzysku, rodzinnej posiadłości Pawła. A tak dzieją się rzeczy dziwne albo i dziwniejsze. Tak tajemnicze i groźne, że aż ocierające się o śmierć.

Brawo za opracowanie graficzne:)

Marcin Szczygielski, Pomylony narzeczony


Ta powieść Marcina Szczygielskiego stanowi tom 5 cyklu o Mai i ciabci. Oczywiście, można ja czytać odrębnie, ale tak naprawdę - po co, skoro można przeczytać świetne, wcześniejsze cztery? Powieść ma wyraźny wątek ekologiczny i choć zmiany klimatu wyjaśnione są zupełnie innymi zjawiskami niż te o jakich mówią ekolodzy, bo sięgającymi do tematyki mitów, warto zwrócić uwagę i na ten wydźwięk. A poza tym - rezolutna Maja, ironiczne ciabcia i Monterowa, niesamowite wędrówki w czasie i przestrzeni, czyli to wszystko, co sprawia, że podczas lektury można się dobrze bawić.

Aneta Jadowska, Przygody młodego duchołapa


Niespodzianka od Anety Jadowskiej dla najmłodszych czytelników przybrała formę komiksu i zaistniała na rynku wydawniczym w małym nakładzie. Mam nadzieję, że owa eksperymentalna publikacja przyniesie efekt jakiego spodziewa się i autorka, i wydawnictwo, a Magdalena Babińska poszerzy swoje portfolio ilustratorskie o kolejne książki dla dzieci. A, że o szamanie, czy innych paranormatywnych postaciach? :)

Piotruś Duszyński, którego dorośli czytelnicy znają jako Witkacego, policjanta, współpracującego z Dorą Wilk, odkrywa pewnego dnia, że widzi postacie, których nie widzą inni. Co więcej - może się z dwojgiem dzieci - duchów komunikować, bawić i nie czuje się zagrożony ich obecnością. Gdy jednak dwoje nowych znajomych, próbują skrzywdzić kogoś, kto jest dla chłopca ważny, ten szuka rozwiązana u bardziej doświadczonych osób.

Bardzo jestem ciekawa jak ta część twórczości Jadowskiej przyjmie się na rynku wydawniczym.

30.10.19

Yuval Noah Harari. Sapiens.Od zwierząt do bogów.

Yuval Noah Harari. Sapiens.Od zwierząt do bogów.

Biorę udział w wyzwaniu Kamili Rowińskiej (tu poczytacie na czym polega) i jednym z zadań było przeczytanie książki oraz zanotowanie przemyśleń z nią związanych. Wpisałam je w odpowiednim miejscu, ale uznałam, że i Wam je pokażę, może ktoś zechce podyskutować:)

1) Po rewolucji poznawczej homo sapiens wykształciły zdolność językową właściwą tylko im; zdolność owa pozwala na mówienie o rzeczach, które materialnie nie istnieją.
Wykorzystujemy ową zdolność na rozmaite sposoby. Dla mnie najpiękniejszym z nich (choć, bywa że bardzo niebezpiecznym) jest literatura.

2) Człowiek przychodzi na świat niedorozwinięty, wymagając stałego wsparcia w funkcjonowaniu.
Niby oczywistość, ale dopiero usłyszenie tego w całym kontekście książki Harariego uświadomiło mi ów niedorozwój i konsekwencje jakie ponosi otoczenie dbając o małego człowieka. Gdyby jednak sięgnąć do dalszej części książki - tej poświęconej wysokiej śmiertelności dzieci w dawniejszych czasach, widać wyraźnie, że dzieciocentryzm to odkrycie naszych czasów.

3) Żadne inne zwierzę nie rozprzestrzeniło się po tak różnorodnych środowiskach jak homo sapiens.
I tu mam wątpliwości. Bo karaluchy, roztocza, zwierzęta pasożytnicze żerujące na człowieku i innych zwierzętach?

4) Niszczycielską działalność człowieka przetrwa tylko człowiek i zwierzęta gospodarskie, które ten zapędza do niewolniczej pracy.
Nie wiem, czy przetrwamy. To, że w dziejach świata już doprowadziliśmy do zagłady wielu gatunków i nadal, z dużą bezrefleksyjnością to robimy, nie jest - moim zdaniem - jednoznaczne z tym, że przetrwamy. Idąc tym torem myślenia - gdy będziemy musieli zadbać o swoje przetrwanie, to nasza idealnie rozwinięta krótkowzroczność i skłonność do dostrzegania korzyści natychmiastowych pozostających w kontrze do zadbania o korzyści odroczone, podsunie nam pomysł na to, by zwierzęta gospodarskie zjeść, by wydłużyć swoje życie choćby o jeden dzień.

5) Idea praw człowieka oparta na równości, którą dał nam Bóg, jest jednym z przykładów mitu na jakim ufundowana jest nasza kultura.
Mit o prawach człowieka do równego traktowania przez wiele lat był mitem wykluczającym całe rzesze ludzi z partycypowania w  - nazwijmy to ogólnikowo - korzyściach płynących z owych praw. Określenie, że ufundowano na tym kulturę jest słuszne, brakuje tu jedynie informacji, że kulturę człowieka białej rasy, płci męskiej, wyznania chrześcijańskiego.

6) Dorastający ludzie wieków średnich znali swoje miejsce w hierarchii społecznej.
Bardzo ciekawa uwaga pozwalająca spojrzeć świeżym okiem na to, jakie wartości przekazujemy młodym ludziom i w jakich ramach społecznych i kulturowych wzrastają. Dzisiejsza młodzież wychowywana na indywidualistów nie określa swojej pozycji względem innych i zależności wobec nich, a jedynie według przekonania, że są indywidualnościami które nie muszą się liczyć z nikim; współczesne wychowanie (a raczej dzieciocentryzm) umacnia to przekonanie.

7) Wśród różnych podziałów charakterystycznych dla różnych grup społecznych (kasty, feudalizm) jest jeden istniejący zawsze i wszędzie - to podział na płcie. Jest on zawsze niekorzystny dla kobiet.
Część książki rozpoczynająca się tymi zdaniami zainteresowała mnie w szczególny sposób. O ile jednak zdania zacytowane powyżej zdania dają nadzieję na ciekawe rozwinięcie, to albo nie dość uważnie słuchałam, albo w dalszej części nie było nic trafniejszego niż to. Historia pokazuje owe niekorzystne efekty bycia kobietą na wiele sposobów, a i dziś - wciąż doświadczam tego, że gdybym była mężczyzną traktowano by mnie zdecydowanie inaczej, niż gdy jestem kobietą.

8) Religie naturalistyczne (konfucjanizm, buddyzm, taoizm, stoicyzm, dżinizm, cynizm, epikureizm) charakteryzowała obojętność wobec bogów; prawo naturalne przyjmowało istnienie bogów, którzy nie byli władni zmieniać praw natury, a tylko im podlegali.
I to kolejna rzecz, którą teoretycznie wiedziałam, a usłyszenie jej - oraz zestawienie z ideami religii chrześcijańskiej - daje odmienne spojrzenie na porządek świata.

9) W miarę jak nauka zaczęła rozwiązywać kolejne nierozwiązywalne problemy, wielu doszło do przekonania, że ludzkość jest w stanie pokonać każdy problem, zdobywając nową wiedzę i czyniąc z niej użytek. Ubóstwo, choroby, wojny, głód, starość i śmierć nie są nieuniknionym losem ludzkości. Są tylko owocami naszej niewiedzy.
Ciekawa teoria pokazująca kierunek rozwoju ludzkości. Mamy się uczyć, dowiadywać, poszerzać wiedzę, by umieć wyeliminować wszystkie problemy wymienione powyżej. Cóż jednak z tego, że będziemy znali rozwiązania, jeśli nasz indywidualizm i skłonność do tego, by zadbać w pierwszej kolejności o siebie, a dopiero, dużo, dużo później o nieznanych nam ludzi doświadczających problemów nam nieznanych, zwycięży? Jeśli idealizm okaże się słabszy niż egocentryzm?

10) Badania naukowe mogą kwitnąć tylko w sojuszu z jakąś religią bądź ideologią. Ideologia uzasadnia koszty badań, a w zamian rzutuje na kierunek prac badawczych i decyduje o zastosowaniu dokonanych w ich toku odkryć.
I to chyba kompletnie pogrążyło moje pełne nadziei postrzeganie ludzi. Wcześniej Harari przywołał przykład z finansowaniem badań: nad wydajnością mleczną krów i nad emocjami jakie odczuwają, gdy zabierzemy im dzieci. Pieniądze dostanie ten, kogo wpiera lobby producentów mleka, a nie ten, który chce dowieść, że krowa jest emocjonalnie zwierzęciem podobnym nam. Konsekwencją takiego podejścia do finansowania badań lub w ogóle ich podjęcia, jest powstanie pewnego koła zysków i opinii wzajemnie się napędzających. Nie badamy czegoś, co być może okazało by się odkrywcze i zrewolucjonizowało nasze podejście do istoty funkcjonowania na świecie, bo nie ma to uzasadnienia finansowego.

Podchodzę do tej książki bardzo krytycznie. Dostrzegam argumentację autora i to, że jeśli opowiada się tak przekonująco o rzeczach, o których większość z czytelników nie ma żadnego pojęcia, ma się szansę na całe grono ludzi, którzy przytakną bez refleksji nad tym, czy ich utożsamienie się z poglądami Harariego, jest zgodne z ich wartościami.

14.10.19

Marta Kisiel. Małe Licho i anioł z kamienia.

Marta Kisiel. Małe Licho i anioł z kamienia.

Bożydar Antoni Jekiełłek mający lat dziesięć, dawno już przeszedł proces inicjacyjny związany z opuszczeniem domowego zacisza, pełnego przedziwnych i mało typowych mieszkańców, by dołączyć do uczniów szkoły. Tak, to ma już za sobą, wszelkie sporne na tym etapie kwestie przemyślane, omówione, rozważone, więc pora, by pozwolić mu doświadczyć kolejnych, nowych rzeczy.

W wyniku rodzinnej narady spowodowanej szalejącą w domu ospą (dopadła Licho, Konrada i Krakersa) Bożek wraz z Tsadkielem i Guciem zostaje wysłany na ferie zimowe do cioci Ody*. W głębi lasu na polanie, wraz z ciocią mieszka trójłapa Kuleczka oraz czort Bazyl, stworzenie życzliwe, opiekuńcze i zarazem pocieszne. W tej jakże rodzinnej, ciepłej i miłej atmosferze anioł wyczuwa coś niepokojącego i jest mu coraz gorzej. Zupełnie inaczej niż chłopcu, który w towarzystwie Gucia i Bazyla odkrywa mnóstwo atrakcji w miejscu, gdzie niegdyś stała Lichotka. Gdy między Bożkiem i Tsadkielem następuje zgrzyt i anioł wychodzi z domu, by nie wrócić, wiele się zmienia.

Małe Licho i anioł z kamienia to opowieść o dojrzewaniu do empatii, o budzeniu się odpowiedzialności za słowa i czyny, a co za tym idzie za drugą osobę. To historia chłopca, który chce naprawić to, co zepsuł zamykając swoje serce na uczucia inne niż urażona duma i złość. To opowieść o tym, że każdy z nas chce być kochany i czasami w tej potrzebie miłości zatraca się o wiele za bardzo. To wreszcie powieść, która podkreśla rolę rodziny w kształtowaniu osobowości każdego z nas – tę szalenie istotną przestrzeń, w której wszyscy powinni czuć się akceptowani takimi jakimi są, takimi jakimi chcą być i być próbują.

Nieustająco polecam.

*Ci z Was, który mają za sobą lekturę Szaławiły i Oczu urocznych, znają tę postać, ci, których ta przyjemność ominęła zachęcam, aby spokojnie czytali Małe Licho i anioła z kamienia, i dodatkowo, czym prędzej, uzupełnili lekturę o brakujące tomy.

P.S. Drodzy Nauczyciele! Dawno już straciłam kontakt z programami nauczania i wymogami list lekturowych. Wiem jednak, że obydwie książki Marty Kisiel, których bohaterem jest Bożydar, mogą być dla Was inspiracją do pracy z dziećmi i młodzieżą. Sięgnijcie po nie, poczytajcie i poczujcie je w sobie, a potem opowiedzcie swój zachwyt dzieciakom. Zadziała :)

8.10.19

Ałbena Grabowska. Matki i córki.

Ałbena Grabowska. Matki i córki.

Maria, Sabina, Magdalena, Paulina. Cztery kobiety żyjące w jednym domu. Cztery, które łączyła przemilczana historia rodzinna i pewien chłód, którego przyczyn próbowała dociec najmłodsza z nich.

Akcja powieści zaczyna się gdy Paulina (Lila jak lubi być określana) ma 14 lat i - jak to bywa w okresie nastoletnim - chce zbudować swoją tożsamość sięgając do przeszłości, chce się utworzyć opierając na ramionach przodków. Ale jej rodzina jest inna - owszem przodkinie są, lecz nie mówią o tym, co stało się z męskimi przodkami i unikają opowiadania własnych historii.

A później opowieść przeplata się w czasie. Do głosu dochodzą kolejno bohaterki i każda z nich, fragmentarycznie, rozdział za rozdziałem opowiada o swoich życiu. To, że opowieści te się przeplatają pozwalają dostrzec różnice, ale i podobieństwa w doświadczeniach kobiet tej rodziny. 

Sama nie powiedziała prawdy o sobie. (...) Dla córki i wnuczki miałyśmy szmatławe historyjki i Syberii i obozie. Nie było w nich słowa prawdy. Bez jednego prawdziwego słowa. [s.45]

Rodzina, której więzi kształtują się na kłamstwie lub przemilczeniach, okazuje się być na tyle toksyczna dla Lili, że ta mimo skończonych studiów psychologicznych, już będąc osobą dorosłą, zmaga się z ową niewiedzą i pustką. Staje wobec wyzwania mogącego odmienić ową pokoleniową sztafetę niedomówień. Czy z niej skorzysta?

Matki i córki Ałbeny Grabowskiej to nie jest łatwa książka. Opisy życia na syberyjskim zesłaniu, w obozie w Ravensbruck, budzą niepokój, losy Magdaleny mrożą, a najmłodsza z kobiet, poszukująca wciąż siebie, żyjąca bardzo refleksyjnie dzieli się przemyśleniami, które  - gdyby spróbować przyłożyć je do własnego, szczęśliwego wszak życia, mogą skłonić do refleksji.

Tym jednak, co chyba najbardziej zaintrygowało mnie w tej książce, to pytanie o to, czy by aby stworzyć więzy emocjonalne trzeba być z kimś połączonym krwią. Czy, aby kochać jak matka, trzeba być matką.

Gorąco polecam.

5.10.19

Zwierzyniec

Zwierzyniec

Kajtek zupełnie nie przypomina owego nieśmiałego kocurka, który uciekał na dźwięk stukania do drzwi, zaszywał się daleko pod łóżkiem niepewny, czy wołanie oznacza coś dobrego, czy wręcz przeciwnie. Największą miłością darzy Miyę, wraz z nią grandzi na potęgę i obydwoje próbują zwojować świat. I tylko w nocy, gdy zatęskni za czułością, przychodzi, zderza swoje czoło z ludzkim i prosi - głaszcz.

 

Sisi, której z początkiem sierpnia minęło 13 lat życia, żyje po cichu i spokojnie. Dni upływają jej na spaniu, kontemplowaniu zaokiennej rzeczywistości, łapaniu jesiennych promieni słońca. Bywa, że zjada coś ze smakiem, choć apetyt ma raczej skromy. Uwielbia mościć się na poduszce i  - zaraz po wylizaniu nosa zaspanego człowieka - wtulić się w ludzką dłoń i zasnąć mrucząc sennie. Dwójka najmłodszych próbuje zdetronizować ją i zabrać rolę Królowej Stada, ale staję za każdym razem po jej stronie i nie pozwalam młodzieży na dręczenie seniorki.


Amber, w nocy z poniedziałku na wtorek, miała pierwszy (u nas, bo nie wiemy co wcześniej) atak epilepsji. Teraz bierze leki, ale wciąż ma zaburzenia w poruszaniu się i funkcjonowaniu codziennym. Jej choroba przysłoniła wszystko inne co działo się w tym tygodniu. Po atakach i lekach wzrosło jej łaknienie, w porach posiłku osiąga najwyższy stopień pobudzenia i to jest ten czas kiedy najmocniej się o nią martwię. Zmieniła się, stała się na powrót lękliwa, niepewna, wciąż jest z lekka oszołomiona.


Ronda pokochała dwa miejsca do spania. Jednym jest koszyk, w którym pozuje, drugim - koszyczek na mojej szafce nocnej, pełen zakładek, pocztówek, ołówków. Mości się tam, blisko kaloryfera i tam zasypia co wieczór. W nocy nieco wędruje, ale gdy zapragnie głaskania staje za mną i delikatnie drapie mnie po plecach. Odwracam się i głaszczę, bo cóż robić;) Je głównie suche, robiąc wyjątki tylko dla tych karm, które zanurzone są w sosie śmietanowym.


Nusia, która od blisko roku, zmaga się z niewyjaśnioną i niewyjaśnialną zmianą na języku, ostatnio czuje się lepiej. Owszem, wymaga pomocy w zadbaniu o własną czystość, ma kłopoty z myciem się, płaczą jej oczy (szczególnie teraz, gdy zrobiło się chłodniej), ale apetyt ma jak wyjątkowo zdrowy kot i aż trzeba pilnować, by nie jadła zbyt wiele. Jako kotka w słusznym wieku (11,5 roku) ceni sobie ciepło i czułość człowieka, z ochotą chowa się pod kocykiem, a gdy tylko pojawiam się w łóżku - opiera się o mnie i mruczy miłośnie.


Myia, to najpiękniejszy zbój świata. To trochę taki dzieciak, który łobuzuje, ale ma w sobie tyle uroku, że każdą przewinę jesteście w stanie mu wybaczyć, gdy tylko spojrzy na Was czule i niewinnie. Zdarza jej się zasnąć w łóżku, choć ostatnio odnalazła ukryty między książkami koszyk na kota i tam smacznie zasypia. To kotka, która dyskutuje, rozmawia i - bywa - wchodzi w polemikę. Poranki spędzamy razem w łazience, co kończy się tym, że myję zęby nad wanną, bo w umywalce leży kot. Pierwsza przybiega do kuchni, żeby sprawdzić, czy włożę coś do misek, a gdy okazuje się, że nie - bez wahania wskakuje do zlewu i czeka na odkręcenie kranu. Kotka idąca przez życie z głową wysoko podniesioną i bez kompleksów.

P.S. A tu historie o zwierzętach towarzyszących moim współpracownikom - zajrzyjcie:)

27.9.19

Dla dzieciaków (32)

Dla dzieciaków (32)
Ałła Gutniczenko, Julia Kołomojec,  Niezwyczajne zawody

Bardzo pomysłowa książka. Autorki opisują słowami i ilustracją nietypowe zajęcia, które ludzie wykonują zawodowo. Nietypowe, ale jakież fascynujące!

Paleontolog, dmuchaczka szkła, tłumacz języka migowego, pszczelarz i kiper. A to jeszcze nie wszyscy członkowie rodziny Andrzeja, którzy parają się fascynującymi rzeczami wykonując swoją pracę. 

Każda z postaci wyposażona jest - oprócz wyjaśnienia na czym jej zajęcie polega - w barwne plansze nawiązujące tematycznie do obszaru jej działalności oraz przedstawiające narzędzia, sprzęty czy cechy niezbędne do wykonywania tej profesji jaką reprezentuje.

Niezwyczajne zawody skłoniły mnie do refleksji nad współczesnym rynkiem pracy, czy szczegółowiej ujmując - zawodów. Bo kto z Was umiałby przedstawić to co robi w taki sposób? Kto pracuje tworząc rzeczywiste przedmioty? Czyja praca da się fizycznie określić?

A tak na marginesie: cieszę się, że polskie wydawnictwa zaczynają sięgać zza wschodnią granicę i publikować książki tam powstające.

*   *   *

Frida Nilsson, Piraci Oceanu Lodowego 


W poprzedniej, 31, odsłonie polecanych książek dla dzieci, pisałam o powieści inicjacyjnej, której bohaterką jest dziewczyna. Podobnie jest i tu - towarzyszymy Siri w podróży przez Lodowy Ocean, podróży, której celem jest niesienie ratunku młodszej siostrze dziewczynki.

Wśród opowieści budzących grozę mieszkańców wysp Lodowego Oceanu jest ta o Kapitanie Biała Głowa, każącym swoim podwładnym porywać dzieci i zmuszać je do pracy w kopalni. Owa praca najczęściej kończy się wycieńczeniem i śmiercią. Gdy pewnego dnia piraci porywają także siedmioletnią Miki, jej starsza siostra wymyka się z domu i budząc kpiny dorosłych wyrusza zawalczyć o życie dziecka.

Frida Nilsson w doskonały sposób pokazuje odwagę dziecka skonfrontowaną ze strachem dorosłych. Strachem wynikającym z narastających z biegiem czasu mitów otaczających Białą Głowę. Dorośli chowają się za nimi, ukrywają się za własną wygodą i tylko nastolatka może dokonać tego, przed czym ich powstrzymają obawy i lenistwo. W powieści autorka krytykuje też bardzo mocno konsumpcjonizm; zderza poglądy Siri z poglądami dorosłych na to, co i dlaczego chcemy mieć i z owego zderzenia to nie dorośli wychodzą zwycięsko.

Piraci Oceanu Lodowego to bardzo dobitna, mocna lektura. Jeśli chcecie podsunąć ją dzieciom, poczytajcie razem z nimi. Bo warto, na wielu płaszczyznach warto zapoznać je z powieścią Fridy Nilsson.

*   *   * 

Stephanie Kate Strohm, Apetyt na miłość


Powieść nastolatkowa. Co więcej - o młodych ludziach, którzy tak bardzo lubią gotować, że aplikują do paryskiej szkoły Denisa Laurenta, by pod okiem mistrza szlifować swoje umiejętności. Akcja powieści rozgrywa się właśnie tam - w miejscu, gdzie przyszli szefowie kuchni uczą się przyrządzać omlet, kroić prawidłowo marchew, piec ciasta, itp.

Rosie i Henry spotykają się już w samolocie, a ich znajomość - w otoczeniu innych gotujących nastolatków i pełnego restauracji, knajpek, piekarni, Paryża - to rozkwita, to przygasa, jak to bywa z pierwszą miłością. Przyjemnie się czyta o nich, może nawet nie do końca ową przyjemność daje uczucie jakie między nimi wzrasta, ale klimat powieści i rozmiłowanie bohaterów (bo nie tylko tej dwójki) w przyrządzaniu jedzenia i jedzeniu.

Dla mnie wartością dodaną tej książki jest pewien cytat, który zamieściłam na monitorze swojego komputera: Chybiasz celu w stu procentach, jeśli nie zaryzykujesz. Idealny, prawda?

25.9.19

(Nie)miłość, (Nie)piękność, (Nie)młodość Nataszy Sochy

(Nie)miłość, (Nie)piękność, (Nie)młodość Nataszy Sochy
Z książki na książkę było lepiej. Z książki na książkę mocniej wybrzmiewał głos autorki, do głosu dochodziły jej przekonania, tekst stawał na wprost konwenansom, obnażał stereotypy, wdrukowane - częstokroć mocno przekłamane - osądy i przekonania. 


(Nie)miłość to historia małżeństwa, które małżeństwem czuje się już jedynie na papierze. Obydwoje czekają, aż to drugie zrobi pierwszy krok i złoży pozew o rozwód. Ona jest znużona i trochę rozgoryczona, on ma kochankę. Gdy pewnego dnia Cecylia uczestniczy w wypadku i traci władzę w nogach, staje się oczywiste, że zająć się nią powinien Wiktor, wciąż przecież mąż. Dla obydwojga z nich to trudne doświadczenie. Ona nieco wbrew sobie przyjmuje jego troskę, by później odnajdować w niej przyjemność, on - niejako wychodząc z poczucia obowiązku - zaczyna powoli zmieniać swoje myślenie o żonie, szuka w niej kobiety, w której się zakochał.

 W (Nie)miłości Natasza Socha pokazuje jak łatwo zacząć się mijać w życiu z osobą, na widok której niegdyś serce biło nam szybciej, głos wiązł w gardle, a jej dotyk powodował przyjemne ciarki na ciele. Jak banalnie prosto jest wpaść w koleiny codzienności i przestać dostrzegać dobre rzeczy w ukochanym człowieku, zaczynając zauważać tylko te irytujące.


(Nie)piękność to ponownie - a przynajmniej na początku - dwie osoby. Sąsiadki różniące się sobą wiekiem, wyglądem, podejściem do siebie, ludzi, najogólniej mówiąc - życia. Nasturcja, przekonana o własnej brzydocie, ubiera się byle jak, pracuje jako ghost writer i broni się przed jakimikolwiek kontaktami społecznymi. Podgląda jednak sąsiadkę z kamienicy - zjawiskowo piękną Paulinę, której - zdaniem Nasturcji - życie powinno był miłe, satysfakcjonujące, szczęśliwe. Gdy zauważa przez okno płaczącą kobietę zdumiewa się tak bardzo, że postępuje wbrew swoim zwyczajom - zaczepia ją i pyta o przyczynę. I tak oto dostajemy fascynujący duet literacki: kobiety, których życie toczy się tak bardzo odmiennie, że niemalże nie ma szans na to, by kiedyś ich poglądy, doświadczenia miały szansę się przeniknąć, nawiązują relację pozwalającą im na dostrzeżenie tego, czego dotychczas nie zauważały, na błyszczyk na ustach i wygodne dresy, na obalenie przekonań tkwiących w ich świadomości od zawsze. 

Lektura (Nie)piękności wzbogaca. Nie tylko o informacje dotyczące badań na temat piękna i brzydoty. Wzbogaca o zdrowy rozsądek. A tego nigdy nikomu nie za wiele, prawda?


I wreszcie (Nie)młodość. Powieść, która każe się nam zmierzyć ze stereotypami w stopniu największym z wszystkich trzech tu wymienionych. Powieść, którą trzeba przeczytać, szczególnie jeśli ma się więcej niż 20 lat. 

Klarysa dostrzega, że coraz gorzej radzi sobie z samodzielnym życiem. Ukochany wnuk wyjeżdża na granicę, a babcia zmuszona jest przenieść się do domu opieki. Prywatnego, na wysokim poziomie, ale jednam wypełnionego starcami, o których Klarysa nie ma najlepszej opinii. W swoich obserwacjach bywa szalenie celna, mocno złośliwa i zatrważająco despotyczna. Partnerką do rozmów, a jednocześnie osobą, która wiele się od starszej kobiety uczy, jest trzydziestoletnia Marta, podobnie jak Klarysa nie lubiąca starych ludzi. Tylko, że ona wciąż jest, w porównaniu z wiekiem pensjonariuszy domu w jakim podejmuje dość niechętnie pracę, młoda. Rozmowy między Klarysą i Martą, między starszymi paniami bardzo dobitnie pokazują to, o czym zdajemy się zapominać. O tym, że gdy mija 60, 70 czy 80 lat czyjegoś życia, to ten ktoś nagle nie blaknie, nie przestaje mieć swoich ulubionych zajęć, potraw, seriali, zakątków świata, czynności. Ten ktoś nie traci głosu, zainteresowania światem, przyjemności w dbaniu o siebie, w spędzaniu wolnego czasu tak jak lubi. Starszy człowiek to też człowiek. 

Uderzające jest w tej książce wiele słów, mnie jednak chyba najbardziej dotknęła wymiana zdań między Klarysą a jedną z jej koleżanek o tym, że gdy się choruje, to ważne jest ile się ma lat - dziecku zawsze wybaczy się bycie rozdrażnionym, roszczeniowym, marudnym, starszej osobie - nie.

Przeczytajcie (Nie)młodość i przez jej pryzmat popatrzcie na starsze osoby wokół Was. I popatrzcie na siebie.

Bardzo lubię sposób w jaki Natasza Socha pisze. Pokuszę się o stwierdzenie, że (Nie)miłość, (Nie)piękność, (Nie)starość są swoistym manifestem autorki i jednocześnie lustrem jakie podtyka nam pod nos wołając sprawdzam. Sprawdźcie i Wy jakimi zobaczycie siebie po lekturze trylogii.

18.9.19

Miłosz Borycki, Arkadiusz Gruszczyński. Miuosh. Wszystkie ulice bogów.

Miłosz Borycki, Arkadiusz Gruszczyński. Miuosh. Wszystkie ulice bogów.


Zazdroszczę Miłoszowi Boryckiemu. Czego? O tym za chwilę...

Książka Miuosh. Wszystkie ulice bogów to doskonałe połączenie felietonów Miuosha, tekstów jego piosenek oraz wywiadów jakie z nimi przeprowadził Arkadiusz Gruszczyński. Tematyka dotyka bardzo mocno tradycji, współczesności, tożsamości muzycznej, pokoleniowej, regionalnej, dojrzewania i dojrzałości. Artysta opowiada o swoim życiu prywatnym, wartościach jakimi się w nim i w życiu zawodowym kieruje, opowiada o swoich autorytetach, o tym kogo i co kocha i z czym jest mu nie po drodze. Czytałam i widziałam realistycznie, trzeźwo patrzącego mężczyznę. Patrzącego z dystansem, ale i miłością na swój kawałek świata i swoich ludzi.

Z treścią idealnie współgra strona graficzna książki. Na czarnych stronach umieszczone są teksty utworów muzycznych Miuosha, a wywiady i felietony przedzielają czarno-białe zdjęcia industrialnego krajobrazu Śląska i artysty.

A czego zazdroszczę? Miłoszu, zazdroszczę Ci tak silnego osadzenia w przestrzeni i kulturze Śląska, świadomości tego, gdzie jest Twój świat i zakorzenienia w nim. Zazdroszczę, że masz miejsce i ludzi o których mówisz - moje i moi.

Ja wciąż czuję się zewsząd i znikąd.

Dziękuję za książkę. Stanie obok Piątej strony świata Kazimierza Kutza.

Posłuchajcie:

Copyright © 2016 Prowincjonalna nauczycielka , Blogger