14 sierpnia 2018

Beth Hautala. Struś oraz inne zguby.


Olivia Grant, to kolejna literacka jedenastolatka, z jaką ostatnio przyszło mi się spotkać. Moja siostrzenica jest w tym wieku, więc jej rówieśnice na kartach książki witam z ochotą licząc na to, że książki wzbudzą jej zainteresowanie, a ja dowiem się czegoś o niej.

Bohaterka powieści Struś oraz inne zguby na super moc polegającą na znajdowaniu rzeczy zagubionych. Kluczyki taty? Nie ma sprawy! Okulary sąsiadki? Bez kłopotu! Dawno już spisane na straty dokumenty mamy? Tylko trochę szperania pod werandą i już są!

Jednej rzeczy Olivia nie umie znaleźć. To plastikowy struś, ulubiona zabawka jej starszego brata. Jacob, chłopak doświadczający życia poprzez pryzmat charakterystyczny dla autystów, zmienia się: ma częstsze ataki, łatwiej wpada w złość, trudniejsze się staje dla niego przyjmowanie rzeczywistości, a jego młodsza siostra w zagubionym strusiu upatruje przyczyn zmiany. Wierzy, że gdy tylko odnajdzie zabawkę, Jacob stanie się taki jak dawniej.

Ilekroć czytam książki o dzieciach z innym niż ogólnie ujęty normami rytmem rozwoju, to wiem, że za tymi dziećmi stoi rodzina. I choć nacisk kładzie się przede wszystkim na pomoc dziecku, to jego rodzice i rodzeństwo są równie ważni, a czasami nawet ważniejsi. Bo jeśli mama i tata nie będą mieli czasu na odetchnięcie od stałej opieki nad swoim dzieckiem, to ich siły będą malały. Jeśli rodzeństwu nie pokaże się, że są odrębnymi, kochanymi osobami, a ich tożsamość nie oznacza jedynie bycia siostrą (jak w tym przypadku) Jacoba, to poczucie obowiązku uwięzi ich w rozwoju i nie pozwoli cieszyć się w pełni życiem.

Na pewno znacie książkę Bez mojej zgody. Jeśli w jakikolwiek sposób zrobiła na Was wrażenie, to wrażenie zrobi także historia rodziny Grantów. A jeśli jeszcze nie spotkaliście się z tym pierwszym tytułem, to koniecznie sięgnijcie po powieść Beth Hautali; warto.

P.S. O drugiej książce autorki pisałam dwa tygodnie temu, zapraszam.

09 sierpnia 2018

Markéta Zahradníková. Bóg nie jest automatem do kawy.


Odnotowuję bardziej z kronikarskiego poczucia obowiązku i bardziej by dać Wam wskazówkę, niż po to, by się jakoś szczególnie o tej książce rozpisywać. Czemu nie chcę?

Tytułowe powiedzenie Bóg nie jest automatem do kawy to fragment wypowiedzi księdza Zbigniewa Czendlika, Polaka od lat sprawującego posługę w jednej z czeskich parafii. A wypowiedzi tych - jest jak się domyślacie, skoro to książka wywiad - mnóstwo. Podobnie jak tematów, które w rozmowie z księdzem Czendlikiem porusza Markéta Zahradníková. 

Nie jest to jednak zbiór prawd, a zbiór wypowiedzi jednej osoby. To czy wśród nich znajdziecie coś co do Was trafia, zależy od tego, czy w jakikolwiek współgracie z wrażliwością i poglądami Czendlika, czy też nie.

Do mnie wiele z tego, o czym mówił ksiądz Zbigniew, trafiło.

07 sierpnia 2018

Jacqueline Kelly. Calpurnia Tate

 

Czytałam same dobre recenzje tych książek. Na tyle zachęcające, że zaczęłam szukać powieści, których bohaterką jest Calpurnia w bibliotece, by samej się przekonać czy warto. Dzięki podpowiedzi jednej z Was dowiedziałam się, ze komplet stoi na bibliotecznej półce w Zabrzu, więc czym prędzej pojechałam do Zabrza. I słusznie zrobiłam, bo było warto!

Akcja powieści toczy się w 1899 i 1900 roku. Calpurnia mieszka na farmie bawełny, wraz z dziadkiem, rodzicami, sześcioma braćmi, różnymi osobami pracującymi w domu i na farmie oraz mnóstwem zwierząt tzw. gospodarskich.

Pewnego dnia dziewczynka dostaje od brata notatnik, który zaczyna szybko zapełniać pytaniami jaki przychodzą je do głowy podczas obserwacji psów i innych zwierząt. Gdy ten sam brat odsyła ją do dziadka, by to u niego poszukała odpowiedzi na nurtujące są przyrodnicze zagadnienia, Calpurnia jeszcze nie wie, że oto zaczyna się najciekawsza relacja w jej młodym życiu. Relacja z dziadkiem, który wciąż na nowo skłaniał ją będzie do Badania, Poszukiwania, Odkrywania.

Fascynacja przyrodnicza Calpurnii wciąż zderza się z oczekiwaniami społecznymi, reprezentowanymi przez jej mamę, wobec nastoletniej dziewczynki. Nauka gospodarstwa domowego, tak nużąca w zestawieni z nauką świata przyrody, prowokuje Calpurnię do rozważania nad życiowym podziałem tego na co mogą sobie pozwolić kobiety i tego na co mężczyźni.

Kibicuję Calpurnii Tate i mam nadzieję, że wydawnictwo zdecyduje się na opublikowanie kolejnych powieści z tą przeciekawą bohaterką.

06 sierpnia 2018

Interesujące sierpniowe książki

Rzadko przyglądam się temu, co ma się ukazać w nadchodzącym miesiącu w sposób globalny, przeglądając strony wydawnictw. Teraz jednak, mam wrażenie, że mnóstwo tego, co się pokaże jest mi tak bliskie - z racji zainteresowań prywatnych i zawodowych - że powinnam się przyjrzeć niektórym tytułom. Tak, bo choć wydawać się Wam może, że lista jest długa, to nie zapominajcie, ze to tylko niektóre z propozycji wydawniczych. Te, które z różnych względów są ważne dla mnie:)



Agata Jakóbczak - Transformersi. Superbohaterowie polskiej reklamy 80. - 90
Andrzej Bursa - Dzieła (prawie) wszystkie
Barbara J. King - Osobowość na talerzu
Beata Madejska - Aleja włókniarek
Dariusz Lipiński - Po kręgosłupie Europy. Rowerem z Paryża do Santiago de Compostela
Jean Liedloff - W głębi kontinuum
Julita Bator - Zamień chemię na energię. Zdrowie i siła na wynos
Karl-Markus GauB - 20 lewów albo śmierć. Cztery podróże
Krzysztof Stręcioch - Dom cioci Lusi
Leopold Tyrmand - Zapiski dyletanta
Linda Akeson McGurk - Nie ma złej pogody na spacer. Tajemnica szwedzkiego wychowania dzieci
Marie-Aude Murail - Bystrzak
Paul Shapiro - Czyste mięso. Jak hodowla mięsa bez zwierząt zrewolucjonizuje twój obiad i cały świat
Paweł Beręsewicz - Szeptane

Coś Was zainteresowało?

05 sierpnia 2018

Niedzielnik nr 72


Bardzo spodobała mi się prowadzona niedawno na blogach i zainicjowana przez Śląskich Blogerów Książkowych akcja Moje życie w książkach. Obejrzałam swoje półki i za pomocą tytułów znalezionych tam książek spróbuję Wam opowiedzieć o tym, co dla mnie ważne:)

Kiedy kolos
 upadł i zaczęły się
miałam 13 lat. Dorastałam obserwując zmiany i uczyłam się nowego. Bywało, że zdarzały się

rzeczy, które śmiało mogłabym podsumować
A jednak
ze złych wspomnień i niefortunnych znajomości
doceniając
wiodłam
traktując je jako
i poznając
Czasami myślę, że
bo przecież wciąż mogłabym rozmawiać tylko
próbować
rozważać czy
lub myśleć o tym, czy naprawdę potrzebne nam, ludziom, jest
Dziś, gdy bliskie jest mi zawołanie
i wiem, że
marzę, by stanąć
Wzywają mnie
i
Marzy mi się
i pobyt
Niczym 
podziwiam
wód i nieba, zżera mnie ciekawość
a wszystko to dlatego, że ja kocham swoje

03 sierpnia 2018

3 dla dzieciaków (11)

Agnieszka Tyszka. Mejle na miotle.


Amanda ma poprawkę z historii, której żywiołowo nie znosi. Jej ojciec, tyran domowy, na wieść o tym, decyduje, ze dziewczyna spędzi lipiec u jego siostry, ciotki Sydonii, ucząc się pilnie do egzaminu. Nastolatka wie, że wszelka dyskusja jest zbędna i choć z urazą, to daje się zawieźć do ciotki przewidując nudę i raz jeszcze nudę. I nawet propozycja najlepszej przyjaciółki dotycząca pomocy w stworzeniu eseju o czarownicach, który ma stanowić formę poprawy negatywnej oceny, nie jest przez nią entuzjastycznie witana. Czarownice?

Agnieszka Tyszka zabiera swoją bohaterkę (i nas) w podróż przez czas, a może nawet bardziej - w podróż przez ludzkie lęki, obawy, krytykę odmienności, zacofanie i piętnowanie tego, co dla nas niezrozumiałe.

Bardzo pouczająca lektura.

Joanna Krzyżanek. Cecylka Knedelek przedstawia: 
pierwsza pomoc nie tylko dla przedszkolaków.


O ile dobrze pamiętam, to moje pierwsze spotkanie z Cecylką Knedelek i uroczą gąską Walerką. Tym razem rezolutna Cecylka, na kanwie opowieści o różnych przygodach upierzonej przyjaciółki, podpowiada jak radzić sobie w sytuacjach zagrażających zdrowiu i życiu. Jakich? Wbrew pozorom takich sytuacji jest mnóstwo i zdarzać się mogą codziennie.

Zaczyna się od podstaw: apteczka, numery alarmowe i uważność z jaką obserwować powinniśmy swoje otoczenie, by nie przeoczyć kogoś kto potrzebuje naszej pomocy. Dalej są opowieści o krojeniu  i ranach, opalaniu i oparzeniach, nie tylko słonecznych, o rzeźbach ze śniegu i odmrożeniach, o kąpielach i zachłyśnięciach, szałasach i ukąszeniach owadów, o żabach lub książętach (jak kto woli) oraz katarach, przeziębieniach i bólach gardła, o tortach i innych pysznościach, po których czasami boli brzuch. Przykład gąski, która chce nauczyć się latać służy wyjaśnianiu tego, jak radzić sobie z otarciami, stłuczeniami i złamaniami, gąski marzącej by być biedronką opowiada o wysypkach, a nowa fryzura Walerki staje się okazją do przedstawienia sposobów na pozbycie się wszy. Jest rozdział w omdleniach, wyjaśniający czym jest bezpieczna pozycja i jak ułożyć w niej człowieka oraz przepis na lekarstwa brane nie z apteki, a z serc i miłości.

Jestem bardzo na tak.


Cecylia Malik. Drzewołazki.
Na pewnym miejskim podwórku rosło drzewo. Jedno jedyne, za to duże i gościnne. Chroniło przed słońcem, deszczem, pozwalało się bawić tuż obok siebie. Antosia i Anielka, przyjaźniące się od przedszkola drugoklasistki, spędzały wokół drzewa mnóstwo czasu. Ale to dopiero do Ludki, dziewczynki, która nieoczekiwanie pojawiła się na drzewie i - co ciekawsze - spędzała na nim noce, dowiedziały się, że ich jedyne drzewo to jesion.

Ludka opowiadała dziewczynkom o jesionie i o chodzeniu po drzewach. One trzy, w towarzystwie kolegów ze szkoły i podwórka, eksplorowały coraz to nowe obszary miasta i drzewa, a tajemnicza zielonooka mieszkanka jesionu, dzieliła się swoją wiedzą, zachęcała do zaprzyjaźniania się z drzewami i otaczania ich opieką.

Pomysł na książkę jest bardzo udany. Bohaterka pojawiająca się znikąd i właściwie nie wiadomo kim będąca, burzy ustalony porządek panujący na podwórku, wyrywa dzieci z marazmu i pokazuje im, że wakacje, nawet te spędzane w mieści nie są nudne. Warunek jest jeden - musimy spojrzeć na nie z innej perspektywy. Perspektywy drzew.

Nieco tajemnicy, potężna dawka wiedzy o drzewach, świetna zabawa i praktyczne porady co mieć na sobie, by bezpiecznie się wspinać do konarach drzew, to nie jedyne atuty tej książki. Innych poszukajcie sami, a potem spójrzcie na świat z innej perspektywy. Tak - perspektywy drzew. Zachęcam.

02 sierpnia 2018

Kwiaty Alice i Zuzanny

Holly Ringland. Wszystkie kwiaty Alice Hart.


Nie mogłam się oderwać. Historia kilkuletniej dziewczynki, która znała tylko przemocowego ojca i spokojną, zrównoważoną matkę, która czasami ulegając agresji męża chroniła się we własnych myślach, a nagle trafiła w obce sobie miejsce i do obcej sobie kobiety (mimo, że babci) napisana jest tak, że nie chciałam opuszczać bohaterki nawet na chwilę.

Wzruszające było obserwowanie Alice - jej dziecięcych dni, oswajania świata z rodzicami i tego u boku babci, wśród Kwiatów. Emocjonujące patrzenie na jej dorastanie, na bunt i niezgodę, a także wiedzę i pokorę z niej wynikającą. Boleśnie odczuwałam porażki i złe doświadczenia młodej kobiety, a jednocześnie - przez cały czas zakotwiczenia w powieści - podziwiałam botaniczne peregrynacje bohaterki i jej babki.

 To nie jest książka na wakacje. To książka, którą warto przeczytać niezależnie od temperatury za oknem.

Justyna Bednarek, Jagna Kaczanowska. Ogród Zuzanny. Tom 2. Odważ się kochać.


W towarzystwo - mniej lub bardziej zaprzyjaźnione ze sobą i pomieszkujące w Starej Leśnej - wkracza się jak do starych, doskonale znanych znajomych. Zaledwie chwili trzeba mi było na to, by sobie przypomnieć kto jest kim, jakie więzy łączą go z innymi postaciami, a potem już, spokojnie, mogłam obserwować rozwój sytuacji. A było - uwierzcie mi - co...

Wielość osób niejako automatycznie implikuje wielość zdarzeń i wątków, które plącząc się łączą poszczególnych bohaterów powieści. Autorki wykreowały miasteczko z raczej sympatycznymi mieszkańcami (a niesympatyczni są charakterni i spotyka ich zasłużona kara).

Kibicowałam Wioli, która ciężko nad sobą pracowała, cieszyłam się z pozytywnych doświadczeń Cecylii, myślałam wspierająco o Ludwiku i z przyjemnością obserwowałam przemianę Krystyny. Patrzyłam na rozkwitającą miłość młodych i tych nieco starszych, na złote, choć szalone serce księdza proboszcza, na to, jak niektóre z postaci przełamują swój strach, by odważyć się kochać.

Trzeba mieć odwagę (...), żeby kochać ludzi. Nawet, jak nagrzeszą albo mają pstro w głowie, o tak. Bo wie pan, ja już dawno zauważyłem, że nic tak człowieka nie rozwija jak miłość, którą obdarza go druga osoba. [s.379]
Rozwijajcie się, Moi Mili!

01 sierpnia 2018

O kotach

Przemek Wechterowicz, Kasia Walentynowicz. Kamasutra kociego snu.


Piękna, wysmakowana ilustracyjnie książka, w zasadzie album, opisuje trzydzieści trzy ulubione kocie pozycje do spania. Kto koty ma, ten wie, że oprócz tych przedstawionych w książce znalazłoby się całe mnóstwo innych, w których owe domowe tygrysy zwykły spać. A jednocześnie z kotami, jak z ludźmi - mimo, że zapadać w morfeuszowskie objęcia można przybierając najróżniejsze pozy to są one w swym katalogu póz i ułożeń w pewnym stopniu powtarzalne.

Bo też któż z nas nie widział  - szczególnie teraz na fali upałów - kota leżącego na plecach z łapkami wysoko nad głową (pozycja nr 27 Oh la la)? Lub w pozycji takie, w której kocia łapetynka wykręcona jest tak, że kot wygląda na zepsutego (pozycja 18, Bahama mama)? Czy wreszcie kota w pozycji nr 13 nazwanej pozycją na łowcę prostopadłościanów, czyli po prostu kota w kartonie?:)

Jeśli macie koty, to ta książka będzie dla Was potwierdzeniem kotowatości Waszego kota. Jeśli idziecie z wizytą do kogoś, kto mieszka z kotami i wahacie się nad prezentem - to już go znaleźliście;)


Nathalie Semeniuk. Tajemniczy czarny kot.


Jakoś tak mi się w życiu porobiło, że czarne koty miewałam jedynie na tymczasie. Był Tymon, Sawa, gościnnie Pirania. Była Kavka, która z kota tymczasowego stała się kotem moich Rodziców. O czarnych kotach ze swojego doświadczenia wiem jedno są gadatliwe i odmienne od kotów o innym umaszczeniu.

W książce Tajemniczy czarny kot znajdziecie mnóstwo ciekawostek opisujących to jak postrzegano koty w wiekach dawnych, z jakimi przesądami wiąże się ich obecność, z kim je utożsamiano, a także poznacie ich - jak się domyślacie - niezbyt dobre losy.

Na szczęście i dla kotów, i dla obrazu ludzkości - były w historii, czasie i przestrzeni takie momenty, w których obecność czarnych mruczków doceniano. 

Do książka, którą wygodnie jest zabrać w podróż - codzienną do pracy, lub daleką, wakacyjną. Książka, która nas wzruszy, oburzy, zabawi, ale przede wszystkim wiele nauczy. O kotach, ale przede wszystkim o nas i tym jak patrzymy na świat. Zachęcam do lektury.

31 lipca 2018

Beth Hautala. Czekając na jednorożce.


Dwunastoletnia Talia McQuinn wyjeżdża wraz z ojcem, badaczem wielorybów, do kanadyjskiego Churchill. Miasto znane z spacerujących po nim niedźwiedzi jest dla dziewczyny pewnego rodzaju zesłaniem - jej mama zmarła, a tata - wyruszając na morze w poszukiwaniu waleni - zostawił ją u nieznanej jej, innuickiej gospodyni. Osamotnienie, brak porozumienia z ojcem, który podobnie jak córka cierpiąca po utracie matki, cierpiał po utracie żony, nowe, mroźne miejsce potęgowały odczucie obcości u Talii. Jedynym stałym elementem, tym, co łączyło ją z wcześniejszym życiem, był wielki słój wypełniony paskami papieru, na których dziewczynka zapisywała życzenia. Pierwsze z nich brzmiało:
Chciałabym, żeby rak zniknął. [s. 52]
Gdy podczas nieobecności taty Talia poznaje Ptasiarza i jego wnuka Simona oraz nieco lepiej Surę, pod opieką której została, zaczyna też wracać we wspomnieniach do rozmów z mamą. To, o czym mówiła z nią i to co słyszy od nowych, a jednocześnie, coraz dla siebie ważniejszych osób, powoduje, że nastolatka staje się bardziej świadoma siebie.
Opowieść nigdy nie należy do jednej osoby - tłumaczyła. - Należy do każdego, kto kiedykolwiek ją opowiadał i do każdego, kto ją słyszał. Dlatego opowiadanie historii ma tak wielką wagę. [s. 14]
Fascynujące jest zaglądanie do myśli Talii, obserwowanie zmian jakie w niej zachodzą. Z pewnością choroba i śmierć mamy przyspieszyły jej dorastanie, ale mimo tych doświadczeń została emocjonalnie osamotniona i potrzebowała jasnego komunikatu od ojca. Ciekawie było przyglądanie się jej rozwojowi, relacji z Simonem, budzącemu się przywiązaniu do mroźnego miasteczka, które pierwotnie wydawało się jej niegościnne.
Chcę wierzyć, że nadzieja, a także łaska zawsze sprawiają, że nasze życzenia się spełniają. Może nie zawsze te życzenia, które sami wypowiedzieliśmy, może nawet ich sobie nie uświadamiamy. Czasami pragniemy czegoś bardzo wielkiego i jesteśmy tak na tym skupieni, że przegapiamy chwile, kiedy setki, tysiące drobniejszych, ale wciąż bardzo istotnych życzeń spełniają się tuż przed naszym nosem. [s. 250]
Lubię książki Wydawnictwa Linia, z serii Biała Plama. Rozglądajcie się za nimi, bo warto. Bardzo warto!

27 lipca 2018

3 dla dzieciaków (10)

Agnieszka Tyszka. Świat się roi od Marianów.


Kiedy u progu wakacji okazuje się, że tata dostał stypendium na badania naukowe we Francji, a mama ma termin oddania tekstu następnej książki, Ania, najstarsza z sióstr musi zrezygnować z planowanej wyprawy na Mazury z przyjaciółmi na rzecz wyjazdu do babci Zuli i opiekować się młodszymi siostrami. Jak się domyślacie - nie jest szczęśliwa. Pobyt u babci staje się jednak całkiem zaskakujący - tuż obok mieszka starszy pan, Marian, który z nieznanych nikomu powodów czasami rezygnuje z ulubionego nakrycia głowy i chadza w czapce z daszkiem. W dodatku - ukrywając się w ogrodowych zaroślach. 

Świat się roi od Marianów to kolejna, bardzo udana wakacyjna książka Agnieszki Tyszki. Może nieco bardziej, niż wcześniej tu przedstawiane, zwraca uwagę na letnie i wieloletnie zakochania i zauroczenia, przyzwalając na to, by drżenie serca czuły nie tylko nastolatki.

Magda Bielicka, Bartosz Bielicki. Wakacje Telepatka i Melepatka.


W obliczu tego, że polskie społeczeństwo coraz częściej za cel wakacyjnych podróży wybiera zakątki dotąd niedostępne większości ze względu na finanse, książka o mysich podróżach po Wyspach Kanaryjskich, wydaje się być strzałem w dziesiątkę. Czy tak jest?

Telepatek i Melepetek, wiedzione głodem i łakomstwem, dały się zamknąć w walizce. Gertruda, pani domu, w którym mieszkają myszy, wsiadła do samolotu, potem na statek, by podążać na kolejne z wysp. Myszy dość szybko oswoiły przestrzeń kajuty (i jeszcze szybciej mesę), by wyruszyć śmiało na zwiedzanie. Gdy statek przybijał do kolejnych wysp z zainteresowaniem podążały za ludźmi, by odkrywać nowe i nieznane. 

Czytając tę książkę bardzo wyraźnie czułam dylematy autorki związane z tym o czym napisać, a o czym nie, co będzie nadmiarem, a co niedopowiedzeniem. Wyobrażam sobie, że wiele informacji, które mogłyby się znaleźć w innego typu książce, musiało tu zostać pominięte ze względu na taki, a nie innych charakter publikacji. Ta próba wyważenia treści, znalezienia złotego środka jest widoczna. Podczas informacji o kolejnych odwiedzanych przez myszy atrakcjach zabrakło mi dopowiedzenia w jednej ze scen. Tak - ci z Was, którzy mnie znają pewnie trafnie wytypowaliby, że chodzi o scenę pokazu tańczących orek. O ile przy oglądaniu żyraf czy słoni myszy zdobyły się na refleksję związaną z tym, czy owe zwierzęta zabrane ze swojego naturalnego środowiska są szczęśliwe, tak tu już tego zabrakło. 

Myszy z opowieści Magdy Bieleckiej (chyba) wybiorą się w następnej książce do Grecji. Z uwagą przeczytam, bo opowiedzenie dzieciom - za pośrednictwem gryzoni - o bogactwie antyku może być jeszcze trudniejszym wyzwaniem niż Wyspy Kanaryjskie.

Milena Triszka. Kiedy serce staje dęba.


Bohaterką tej książki jest jedenastolatka, która opiekuje się w domu wiewiórką, pisze bloga kontaktując się w ten sposób z tatą pracującym za granicą na kontrakcie, ma brata, ratuje nieszczęśliwie zakochanego nauczyciela przed zrobieniem sobie krzywdy i zostaje wolontariuszką w szpitalu, w którym leczy się depresje i inne choroby duszy. Jeśli do tego dodamy lekceważenie poleceń mamy (która pełni w tej książce rolę nie do końca zrozumiałą) dotyczących oddania wiewiórki Naturze i kąpieli w gliniankach, to całość brzmi niestety mało wiarygodnie. 

Nieco za dużo tu treści, które nijak się mają do dziecka, jakim jest Amelka. Budzi to wątpliwości, a chwilami wręcz odstręcza, bo całość jest napisana tak, jak gdyby nie miała być fikcją, a realnymi zdarzeniami.

Tę wakacyjną lekturę czytacie na własną odpowiedzialność; może Wy dostrzeżecie w niej coś, czego mnie się nie udało.