13 lipca 2018

2 x 3 dla dzieciaków (8)

Iwona Czerkas. Frania, Kupmi i takale.


Istnieją słowa - klucze, które doskonale znają rodzice i których- jak podejrzewam - żywiołowo nie znoszą. Wyjaśnienie dzieciom jakie to słowa oraz tego, czemuż są tak bardzo uciążliwe dla rodzicielskich uszu, może być łatwiejsze dzięki opowieści o Frani i jej "przyjaciołach".

A jacy to przyjaciele, że należy pisząc o nich użyć cudzysłowu? Niechcemisię, Kupmi, Jużniemogę, Bojęsię, Takale. Znacie? A Wasze dzieci znają? 

W bardzo prosty, przystępny sposób, na przykładzie Frani, dzieci przekonać się mogą o tym, jak bardzo owe słowa, szczególnie nadużywane, psują relacje z rodzicami i innymi bliskimi osobami. I nawet jeśli mama i tata na obecność Jużniemogę zapraszają do współpracy Jeszczetrochę, to obecność w dziecięcym słowniku postaci wymienionych w książce, nie prowadzi do niczego dobrego.

A może Wasze dzieci mają jeszcze inne stworki wokół siebie?

Benji Davies, Cudowna wyspa dziadka.


Opowieść o Sydzie i jego Dziadku jest historią o żegnaniu się z bliską osobą. Starszy pan mieszka na tyłach ogrodu Syda i gdy chłopiec pewnego dnia odwiedza dziadka, ten zaprasza go w miejsce inne niż dotychczas znane. Wnuk i dziadek trafiają na pokład olbrzymiego statku, którym wkrótce przybijają do wyspy. Wkraczają do dżungli, znajdują opuszczoną, starą chatę i spędzają razem radosny czas. 

Dziadek zostaje w tym przepięknym, barwnym i ciekawym miejscu, a Syd wraca do domu. Powrót jest trudny, bo chłopiec musi się zmierzyć z nieobecnością kogoś, kto był przy nim zawsze.

Jeśli potrzebujecie książki, która pomoże Waszemu dziecku oswoić śmierć bliskiej osoby, to pamiętajcie o Cudownej wyspie dziadka.


 Gorzka czekolada i inne opowiadania o ważnych sprawach.


Piętnaście opowiadań napisanych przez cenionych polskich pisarzy. Piętnaście tekstów ukazujących młodym ludziom rzeczy dobre. Piętnaście historii o wartościach, które warto cenić, warto realizować w życiu, znać i stosować, by żyło się nam wszystkim ze sobą wzajemnie lepiej. Warto podsunąć je młodszym nastolatkom, czy to w formie drukowanej, czy w wersji audiobooka.

Benji Davies. Mój wieloryb.


Bohaterem kolejnej dziś książki Daviesa jest Noi, chłopiec mieszkający nad morzem, z tatą i sześcioma kotami. Tata jest rybakiem, całe dnie spędza łowiąc i chłopiec sam organizuje sobie czas. Pewnego ranka, po burzy, wybiera się na spacer i znajduje wyrzuconego na brzeg wieloryba. Zabiera go do domu, wkłada do wanny i towarzyszy mu, aby nie czuł się samotny.

Oczywiście i w tej historii przychodzi czas na rozstanie. Może nieco łatwiejsze niż to, którego doświadczył Syd żegnając dziadka, ale jednak - trudne.

Cieszę się, że w Polsce pojawił się Benji Davies, zerknijcie na jego stronę.

Eva Susso, Benjamin Chaud. Sto porad dla nieśmiałych.


Rolf Cossu jest dzieckiem nobliwych i bardzo zamożnych rodziców. Jego rodzina - dalsza i bliższa - spotyka się co tydzień podczas niedzielnych obiadów, podczas których chłopiec i jego siostra powinni milczeć. A on marzy...
Gdyby mógł uciec tam, gdzie dzieciom wolno mówić, ile chcą, i jeść, jak chcą. Gdyby tylko jego życie było bardziej ekscytujące... [s. 10]
Chłopiec chciałby pomagać Ofelii, córce właściciela sklepu. Jest przekonany, że gdyby tylko ją poznał, zaprzyjaźnił się z nią i pracował z nią w sklepie jej taty, Ahmeda, jego życie byłoby o wiele ciekawsze. Tyle tylko, że Rolf jest nieśmiały. Bardzo nieśmiały i nawet lektura ulubionej książki Sto porad dla nieśmiałych, nie dawała mu pewności siebie potrzebnej do tego, by rozpocząć z dziewczynką rozmowę.

Okazuje się jednak, że nawet jeśli jest się nieśmiałym, to znalezienie się w sytuacji wymagającej jakiejś reakcji może pobudzić odwagę. A gdy już raz się odkryje, że jest się odważnym, to nie sposób tego zatrzymać. I bardzo dobrze!


Katarzyna Ryrych. Siedem sowich piór. Pamiętnik mojej choroby.


Mimo, że specjalnie tego nie planowałam, dzisiejsze propozycje książkowe poukładały mi się w głowie tak, aby dotykać tematów istotnych. Często w wymienionych historiach, wkraczającemu w świat dorosłości dziecku, towarzyszy osoba starsza, mentor. 

Podobnie jest i tutaj -  najważniejszą dla Wojtka osobą jest zmarły dziadek. To on objaśniał chłopcu świat i gdy teraz Wojtek leży na szpitalnym łóżku, dziadek odwiedza go i zabiera, by zbierał doświadczenia, które pozwolą mu ujrzeć osoby wokół siebie nieco innymi niż mu się wydają być.

Pobyt w szpitalu i codzienne stykanie się ze śmiercią nie są łatwe. Ale Wojtek, jego koledzy, pielęgniarze, lekarz umieją potraktować sytuację w jakiej się znajdują, jak taki wycinek życia, z którym się trzeba zmierzyć bez sentymentów. 

To kolejna ważna książka, pamiętajcie o niej.

12 lipca 2018

Clara Henry. Tak, mam okres. A co?


Kiedy czas jakiś temu pisałam o dwóch książkach odsłaniających tajniki kobiecości, nie spodziewałam się, ze wkrótce przyjdzie mi pisać o kolejnej. Oby był to trend rozwojowy.

Clara Henry to szwedzka blogerka i Youtuberka, która postanowiła tematykę poruszaną w social mediach przełożyć na książkę. Tematykę, która dla wielu z nas wciąż stanowi tabu, czyli miesiączkowanie.
Okres to moja pasja, a ponieważ - jak się wydaje - życiowa wiedza wszystkich posiadaczek macic poniżej piętnastego roku życia razem wziętych zmieściłabym się w podstawce na jajko, opadają mi ręce, rzednie mina i czuję się niepocieszona. [s.15]
Książka, choć napisana w sposób lekki, żartobliwy, przedstawia najważniejsze informacje związane z okresem. Od tych fizjologicznych (czyli skąd się bierze), biologicznych (ku czemu służy), po socjologiczne (obecność miesiączkowania w przestrzeni społecznej) i praktyczne (omówienie środków higienicznych, sposobów na radzenie sobie z bólem, ubrań, które pokocha obolały brzuch).

Dużą część książki autorka poświęca temu jak traktowane są kobiety miesiączkujące (zarówno w historii i współcześnie), podkreślając seksizm wyłaniający się a to z męskich odzywek, a to reklam środków higienicznych, czy wreszcie - z badań medycznych poświęconym menstruacji.
Jestem przekonana, że gdyby to mężczyźni (czyli ludzie z siusiakami) mieli miesiączkę, poświęcano by jej w badaniach znacznie więcej uwagi. Środki higieniczne byłyby dofinansowywane dla wszystkich poniżej osiemnastego roku życia, wiedza o miesiączce byłaby obowiązkowym przedmiotem w szkole, a bóle menstruacyjne byłyby powszechnie uznawanym powodem dnia wolnego, PMS postrzegano by zaś jako coś głębokiego i poetyckiego. [s.68]
Tak, mam okres. A co? to trafna podpowiedź do rozmów z córką. Warto podsunąć jej książkę Clary Henry, a później z nią o niej porozmawiać. Może uda się Wam wymyślić własne sposoby na ból, na nagrody za cierpienie w imię przetrwania ludzkości lub wypracować własne oswajające miesiączkowanie rytuały?

Polecam.

11 lipca 2018

Jak oddaje się psa do Domu Stałego


Gdy już ustalono kiedy nastąpi ów Wielki Dzień, powtarzasz psu, że wkrótce pozna kogoś, czyj będzie do końca swych dni i kto będzie jego. 

Wiesz, że nie powinieneś psa psuć, ale czasami ulegasz jego spojrzeniu i dajesz mu smakołyk, ot, tak po prostu, żeby wiedział, że to od Ciebie. 


Opowiadasz psu, jaki będzie kochany i gdzieś tam w głębi myślisz, że może i dla psa to Ci ludzie będą dobrzy, ale dla Ciebie nie są, bo przecież chcą Ci go zabrać. I myślisz tak bez względu na to, czy pies był potulny i przemiły, czy też dał Ci w kość.

W Wielkim Dniu od rana psa głaszczesz, czeszesz i wciąż do niego gadasz. A gdy zmęczony Twoją aktywnością idzie sobie od Ciebie i układa się do snu na legowisku, chowasz się w kuchni i płaczesz, bo wiesz, że za kilka godzin wsiądzie do auta i już go nie zobaczysz.


Gdy odbierasz wiadomość, że oni już są, przypinasz psu smycz i wychodzicie. Witasz się z obcymi sobie ludźmi, zaczynasz z nimi rozmawiać, odpowiadasz na pytania i sam dopowiadasz wszystko o czym pamiętasz. 

Podczas spaceru przekazujesz smycz i widzisz, jak pies zaczyna ich zaczepiać, jak prowadzi Was sobie doskonale znanymi ścieżkami, jak nie zwraca uwagi na dzieci z lodami, kucyki, lamy za płotem, to uświadamiasz sobie, że on już wie i się zgadza, że zaufał Ci i zaakceptował Twój wybór. I starasz się nie dopuszczać do siebie świadomości, że to Wasz ostatni wspólny spacer w tym miejscu.



Wracacie do domu, pijecie herbatę/kawę, rozmawiacie, a pies spokojny śpi nieopodal Was. I nagle zaczyna Cię ogarniać przekonanie, że to dobrzy ludzie. Dla psa - najlepsi. A Ty się nie liczysz, bo jesteś tylko pomostem między schroniskiem, a domem stałym, pełnym miłości i zrozumienia. Bo taka Twoja rola domu tymczasowego.

Coraz silniej czujesz, że do najlepsi ludzie. Na podstawie zdjęć, opisu, Twoich tekstów, pokochali Twojego psiego podopiecznego. Wypełnili wielostronicową ankietę opowiadając o swoim planie dnia, przyzwyczajeniach, rodzinie. Zgodzili się, by ktoś obcy przyszedł do ich domu, by go obejrzeć pod kątem tego, czy pies będzie u nich bezpieczny i szczęśliwy. A oni przeszli te wszystkie procedury, bo zapragnęli, by członkiem ich rodziny stał się własnie on - Twój czterołapy i ogoniasty tymczas o silnej osobowości i charakterze. Nie zraziło ich nic, bo wiedzieli, że już są jego, a on jest ich.


Wychodzicie na spacer. Zmieniacie szelki na obrożę. Idziecie razem, widzicie jak spokojny pies obwąchuje ławkę, drzewa, trawę, rozmawiacie. I nagle musicie powiedzieć idźcie dalej, ja zniknę, odwrócić się i odejść.


Bycie domem tymczasowym jest trudne... Ale tak bardzo jak jest trudne, jest potrzebne. I piękne. Rozważcie przygarnięcie na tymczas psa lub kota, królika, szynszyla, czy innego zwierzaka.

10 lipca 2018

David Scarfe. Księga dzikości.


Księga dzikości to zbiór porad mających pomóc nam odnaleźć w sobie pragnienie Natury, oswojenie go i czerpania ze spotkania ze światem, rzadko dostrzeganym zza szyb aut czy sprzed komputerów, prawdziwej przyjemności. Znajdziemy tu poradę jak obserwować i rozróżniać chmury, poradnik budowy pieca do pieczenia pizzy, podstawowe kroki tańca ludowego i wiele, wiele innych wskazówek na zaprzyjaźnianie się ze swoją dziką częścią osobowości.

Przyznaję, ze mnie w tej książce zdecydowanie bardziej zauroczyły te fragmenty, które dotyczą roślin, niż te związane z użytkowaniem pił, cegieł itp. Rozdział o zamkach na piasku przypomniał jak bardzo tęsknię za morzem, o budowaniu ogniska - jak dawno temu miałam okazję grzać się przy ogniu, a porady dotyczące robienia kija dla wędrowca uświadomiły, że bardzo, ale to bardzo brakuje mi wędrówki, ot tak przed siebie.

Księgę dzikości trzymam na nocnym stoliku i podczytuję. A na liście rzeczy niezbędnych na urlopie umieściłam ją na pierwszym miejscu. Któż wie, co się może przydać, gdy pozwolę poczuć sobie dzikszą stronę siebie?

Pozostawiam Was z cytatem poprzedzającym jeden z rozdziałów, tak pod rozwagę :-)

Nie przestajemy się bawić, bo się starzejemy. Starzejemy się, bo przestajemy się bawić. G. B. Shaw [s. 28]

09 lipca 2018

(Po)niedzielnik nr 70


Weekend upłynął mi pod znakiem rozstawania się z Baloo. Jego przyszli (i aktualnie - teraźniejsi) przyjechali po niego w sobotę popołudniu. Dlatego też piątkowe popołudnie to była kość, długi spacer po lesie i objadanie z gałęzi malin. W sobotę od rana spacerowaliśmy, czesaliśmy się, przytulaliśmy, a ja - gdy pies nie widział - lałam łzy. Trudno rozstaje się z psem, ale o tym jak się to robi w środę...


Nie chciałam spędzać reszty dnia w domu, więc otoczona życzliwością bliskich osób wybrałam się na obiad do miejsca, które mogę w ciemno polecić. Pełne obłożenie, smakowite zapachy i wielość potraw do wyboru gwarantują mile spędzony czas i porządne zaspokojenie głodu. Gdyby ktoś był ciekaw - zdjęcie jest podlinkowane.


W niedzielę dołączyłam do mojej grupy rowerowej, z którą w tym roku jeżdżę o wiele mniej niż w latach ubiegłych. Na szczęście nie wykluczyli mnie za absencję i zabierają wciąż ze sobą :-) Wczoraj odwiedziliśmy Przeczyce, Siewierz, Pogorię, Sosnowiec - Kazimierz, Jaworzno i Mysłowice. W Jaworznie odwiedziliśmy Ośrodek Edukacji Ekologiczno-Geologicznej GEOsfera, spacer po którym serdecznie polecam.

Post udostępniony przez prowincjonalna nauczycielka (@prowincjonalna_nauczycielka)


A jak Wam upłynął weekend?

02 lipca 2018

(Po)niedzielnik nr 69


Nie było mnie tu przez tydzień, bo miałam urlop. Urlop, co ważniejsze, spędzany w towarzystwie mojej siostrzenicy, więc odsunęłam na bok wszelkie inne aktywności poza cieszeniem się młodszą nastolatką i wspólnym czytaniem książek. Tak - wspólnym, gdyż okazało się, że mam poważne braki w erudycji i nie znam - zupełnie, zupełnie - przygód Percy'ego Jacksona, które H. zna z filmów i chętnie uzupełni wiedzę o kolejne opowieści. Przeczytałyśmy zatem prawie cały tom trzeci, a ja czym prędzej wypożyczyłam dwa pierwsze, by nadrobić braki.


Pogoda nas nie rozpieszczała, ale mimo to spacerowałyśmy z Baloo, czyniłyśmy zakupy na lokalnym targowisku objadając się później a to czereśniami, a to innymi darami natury. Spotykałyśmy się ze znajomymi, jadłyśmy lody (i tu deszcz nie przeszkadzał, bo na lody zawsze jest dobra pora), niańczyłyśmy psa po zabiegu, głaskałyśmy koty i takie tam różne, codzienne rzeczy, które zyskiwały na wartości z powodu tego, że robiłyśmy je razem.

H. odkryła przyjemność słuchania audiobooków, a książka Dziewczyny nie biją pochłonęła ją bardzo i dała wiele do myślenia. Przed nią kolejne słuchane światy literackie, a przede mną dbałość o to, by miała czego słuchać. Ale to przecież sama przyjemność, prawda?

Powoli wracam do rytmu dnia wyznaczanego przez pracę. Kolejny urlop na początku sierpnia:)

22 czerwca 2018

3 dla dzieciaków (7)

Barbara Gawryluk.
Junior. Opiekun osób starszych. 
Czart. Pies lawinowy.

 

Barbara Gawryluk znana jest z książek dla dzieci, które bazują na realnych wydarzeniach. Pisała o psie, który płynął na krze, o bałtyckich fokach. W tych dwóch niewielkich książeczkach opisuje psy pracujące. I choć każdy z nich pracuje w inny sposób, z innymi ludźmi i w różnych warunkach, praca obydwu jest bardzo cenna.

Junior pełni rolę psiego mieszkańca domu opieki dla osób starszych. Teoretycznie wydawać by się mogło, że obecność psa w takim miejscu spowoduje zamieszanie i niepotrzebnie denerwować będzie, potrzebujących ciszy i wypoczynku, seniorów. A jednak - wszyscy, którzy mają psy potwierdzą, ze ich obecność wpływa dobrze na nasze zdrowie, poczucie humoru, czy ogólnie samopoczucie. Taki efekt odnosi też obecność Juniora pomiędzy starszymi osobami. Ludzie, których odwiedza psisko, są uśmiechnięci, radośni i ostatnia rzeczą o jakiej myślą, są ich własne choroby.

Czart ma, na pierwszy rzut oka, znacznie poważniejsze zadanie. To on z opiekunem szuka ludzi, którzy zaginęli w górach, on odkopuje tych, których zasypały lawiny i on narażą własne życie, by uratować życie innych, często niefrasobliwie podchodzących to siły przyrody. Objawiająca całą swą moc w tatrach natura pogrzebałaby pod śniegiem, czy na stromych zboczach niejednego z wędrowców, gdyby nie psy ratownicy, które szukają tak długo, jak długo ich pan nie powie, że mają przestać.

Mam nadzieję, że seria będzie się rozwijać i autorka nie poprzestanie na tych dwóch tytułach. Tego sobie i Wam (Waszym dzieciom) życzę:)

Katarzyna Ryrych. Bajdy Barbary.


Barbara kłamie. Kreuje swoją rzeczywistość wstydząc się tej prawdziwej wersji przed znajomymi ze szkoły, przez ludźmi, których uznaje za przyjaciół. Nawet obcym ludziom woli opowiedzieć nieprawdę niż w sposób - zdawałoby się naturalny - powiedzieć tak jak jest. Barbara ma mamę zakupoholiczkę, kuratora i nie ma taty (bo jak mówi jej mama: poszedł do diabła).

Dziewczyna z kłamstwa uczyniła swój pancerz. Zauważa jednak, że bogata wyobraźnia zaczyna czasami obracać się przeciw niej. Czasami? Nie, coraz częściej... Wszystko zmienia się, gdy Barbara trafia pod opiekę Pierników. Okazuje się nagle, że można żyć inaczej, że kłamstwo obraca się przeciw temu, kto kłamie. Dziewczyna uświadamia to sobie i zaczyna trudną pracę nad sobą.

Kolejna, doskonale opowiedziana przez Katarzynę Ryrych, życiowa historia. Bo komu z nas nie zdarzyło się raz, czy dwa, podkolorować codzienności, by uczynić ją atrakcyjniejszą? Historia Bajbary pokazuje jakie ma to skutki. Warto uczyć się na błędach literackiej bohaterki.


Jarosław Mikołajewski. Wędrówka Nabu.



Historia napisana przez Jarosława Mikołajewskiego i zilustrowana przez Joannę Rusinek przedstawia dziewczynkę, Nabu, która wyrusza przed siebie w poszukiwaniu miejsca, w którym nie palą się domy. Dziewczynka wędrowała, a na swoje drodze spotykała żołnierzy, którzy mówili, że drogę zasłania mur i nie można przejść, policjantów uświadamiających jej, że do jeziora można wejść tylko, gdy mieszka się po drugiej jego stronie, tej oddzielonej drutem kolczastym. Nabu rozmawiała również z celnikami, a oni mówili jej, że łódki niezbędne do przepłynięcia morza mogą się stać, pod warunkiem, że odpowiednio za nie zapłaci. 

Historia Nabu nie ma końca... To od nas dorosłych zależy, czy dziewczynka uciekająca przed czymś co rujnuje jej dom, rodzinę, życie, znajdzie schronienie, czy ponownie będzie musiała wyruszyć w drogę.