26 kwietnia 2017

Jan Karon. W słońcu i deszczu.


Mitford - niewielkie, acz tętniące życiem miasteczko w Stanach Zjednoczonych. Od chwili, w której sięgnęłam do pierwszego tomu zatytułowanego W moim Mitford jestem miłośniczką i piewczynią tego, co Jan Karon opisuje. 

Ojciec Tim Kavanagh, jego z lekka szalona artystycznie żona, Cynthia, ich rodzina i przyjaciele tworzą wyjątkowy klimat miasteczka. Najnowszy tom opowieści  - W słońcu i deszczu - to historia ślubu. Ślubu wyjątkowego, bo dwojga młodych ludzi, którym czytelnicy powieści towarzyszą od chwili, w której Doodley i Lace byli dziećmi. Dziećmi zranionymi przez dorosłych, nieszczęśliwymi, bez szans na dobrą przyszłość. A jednak! 

Co ciekawe - w cyklu powieściowym o Mitford jest już tom poświęcony zaślubinom i wspólnemu życiu nowożeńców; tyle tylko, że bohaterami Wspólnego życia są Tim i Cynthia. 

Gdy czytałam W słońcu i deszczu czułam się jak w odwiedzinach u dawno nie widzianych znajomych. Z sympatią obserwowałam przygotowania do uruchomienia kliniki weterynaryjnej, objęcia gospodarstwa, prace nad ustawianiem stołów podczas przyjęcia weselnego i szukanie sukienki ślubnej nie droższej niż 100 dolarów, ale w pełni odpowiadającej marzeniom Lace o tym jak ma wyglądać w tym specjalnym dniu. Dzieliłam wzruszenie Tima czekającego na przyjazd brata, Doodley'a mówiącego przybranemu ojcu, że Lace została skrzywdzona przez dorosłych, gdy była dzieckiem, bardziej niż ktokolwiek podejrzewał, Cynthii i Olivii z wiadomości o kolejnym członku rodziny. 

Jan Karon napisała kolejną przepiękną opowieść o tym, że najważniejsi w naszym życiu są bliscy nam ludzie, że tylko z nimi stworzymy szczęście. Posłuchajmy jej:)

24 kwietnia 2017

Lynda Mullaly Hunt. Ryba na drzewie.


Ally Nickerson to dziewczyna, która nie umie czytać i pisać. Litery na stronach książek czy gazet poruszają się pod jej wzrokiem, a próby złożenia z nich słowa wywołują bóle głowy i najczęściej nie kończą się sukcesem. Mimo to, dziewczyna - już w kolejnej szkole w swoim niezbyt długim życiu - udaje, że wszystko jest w porządku, a jej dziwne zachowanie jest wynikiem ekstrawagancji i lekceważenia zasad. I robi tak, choć wciąż zmaga się z poczuciem totalnego niedopasowania do świata, w którym żyje i codziennie walczy o to, by przetrwać w niesprzyjającym środowisku szkolnym.
Chciałabym, aby zrozumiała mój świat. Ale to by było niczym próba wyjaśnienia wielorybowi jak się żyje w lesie. [s. 33]
W życiu Ally pojawia się nowy nauczyciel i wraz z nim nadzieja. Pan Daniels ma zupełnie inne podejście do tego, co dzieje się z Ally i innymi uczniami, niż poprzedni nauczyciele z jakimi się stykała nastolatka. Nauczyciel docenia to, co jest mocną stroną Ally, podkreśla jej umiejętności i wykorzystuje je do tego, by pomóc jej opanować to, co sprawia jej trudności. Pokazuje nieco inny świat - nie jednorodny, a bogaty w swej różnorodności.
- Nie bądź taka surowa wobec samej siebie, dobrze? Wiesz ktoś mądry powiedział kiedyś: "Każdy jest na swój sposób mądry. Ale jeśli będziemy krytykować rybę, że nie umie chodzić po drzewach, to przez resztę życia będzie przekonana, że jest głupia". [s.148]
Ryba na drzewie to bardzo mądra, w wyważony, nienachalny sposób, książka. Powieść, która - bazując na doświadczeniach autorki - pokazuje jak wiele zależy od dobrych pedagogów, od właściwego potraktowania tego, że każdy z nas jest inny, ma inne uzdolnienia i inne kłopoty z wyrażaniem siebie.

Polecam wszystkim tym, którzy szukają, z różnych powodów, literatury tzw. problemowej. Na szczęście jest jej coraz więcej na polskim rynku wydawniczym.

21 kwietnia 2017

William Paul Young. Chata.


Chata gościła już na blogu w 2009 roku. Dziś jednak powraca, bo mimo, że nie zdecydowałam się jeszcze obejrzeć filmu, wiedziona ciekawością postanowiłam przeczytać tę książkę jeszcze raz i sprawdzić, czy zmieniłam sposób jej postrzegania.

Po raz pierwszy robiłam tak, że jednocześnie słuchałam i czytałam. Podczas spacerów historia Macka i jego rozmów z Bogiem towarzyszyła mi przez uszy, w domu - sięgałam po drukowaną wersję. Wsłuchiwałam się, wczytywałam i mam mnóstwo kwestii do przemyślenia. Dużo z nich jest bardzo osobistych, więc wybaczcie - nie będę się dzieliła. Podzielę się za to czymś innym - cytatami, które dla mnie są punktami wyjścia do wspomnianych wcześniej przemyśleń.
- Hm, czuję się zobowiązany porozmawiać z nim...eee, z nią. - Nie rób tego dlatego, że czujesz się zobowiązany - rzekł Jezus z powagą.  - W ten sposób nie zdobędziesz żadnych punktów. Idź dlatego, że chcesz. [s. 102]
Ptaka nie definiuje to, że chodzi po ziemi, tylko to, że umie latać. Zapamiętaj, że ludzi nie określają ich ograniczenia, tylko cele, które dla nich przewidziałem. [s. 115]
- Jesteś mądry w sprawach prawdziwej miłości, Mackenzie. Wielu ludzi sądzi, że to uczucie się pogłębia. ale w rzeczywistości przybywa doświadczeń, a miłość się po prostu rozrasta, żeby je ogarnąć. Jest jak skóra. [s. 176]
- Czy to znaczy, że wszystkie drogi prowadzą do ciebie? - zapytał Mack.- Nie wszystkie - odparł Jezus z uśmiechem. - Większość prowadzi donikąd. To znaczy jedynie, że ja przebędę każdą drogę, żeby ciebie odnaleźć. [s. 206]
I mój ulubiony:
- My nie usprawiedliwiamy. My zbawiamy. [s.143]
Sięgnijcie po Chatę.

19 kwietnia 2017

Anna Fryczkowska. Żony jednego męża.


Lubię pisanie Anny Fryczkowskiej. Niektóre bardziej, inne nieco mniej, ale z dużą ochotą sięgam każdorazowo po pisane przez nią powieści. Jestem ciekawa tego, co powstaje z jej wyobraźni, cieszą mnie nowe odsłony pozornie codziennych spraw, jakie Autorka funduje czytelnikom.

Warszawa. Żoliborz. Dom. Zauroczona Wojtkiem Anita spodziewa się ich pierwszego dziecka. Decydują się zatrudnić pomoc, do prowadzenia domu, ogrodu, sprzątania, gotowania. Z nieodległej od stolicy miejscowości przyjeżdża Renata. Na świat spogląda tradycyjnie, reprezentuje coś, co jest przeciwieństwem życia Anity. Pewnego dnia Renata płacze i spakowana chce odchodzić - pokochała Wojtka. Wojtek pokochał ją i kocha także Anitę. Czy da się żyć tak, by dzielić się jednym mężczyzną? Czy da się żyć tak, by kochać dwie kobiety? Jak wyjaśnić dzieciom, że ich rodzina nie jest typową rodziną?

Według ludzi i sakramentu żoną jest ta, która pojawiła się w życiu Wojtka druga. A kim jest Anita? Sąsiadką? Siostrą? Daleką kuzynką? Jak mówić o sobie innym? W jaki sposób poruszać się społecznie, by nie naruszyć delikatnego, pełnego czułości, miłości i wzajemnego poszanowania związku? Czy tak się w ogóle da?

Pewnie każda z nas ma w sobie Renatę i Anitę. Tę kochającą gotowanie, upatrującą w dbaniu o najbliższych powołania życiowego i tę, dla której samorealizacja i praca zawodowa są ukojeniem, a w czterech ścianach domu się męczy. Ale jeśli nawet nosimy w sobie cechy bohaterek powieści Anny Fryczkowskiej to jest nam o tyle łatwiej, ze spajamy je w jednej osobie. Ich było dwie. 

Nie wiem, czy Żony jednego męża to pytanie o kondycję współczesnej, polskiej rodziny. Bardziej skłaniam się do tego, by najnowszą książkę Anny Fryczkowskiej uznać za opowieść o wzajemnym oddaniu i o tym, jak ludzie umieją (lub nie) zmienić myślenie powodowani miłością. 

Gorąco polecam.

18 kwietnia 2017

Spowolnienie

W Kociokwiku czas świąteczny oznacza czas na wspólne lenistwo, na cieszenie się wzajemną obecnością, przytulańce, książki, mruczenie, wspólne spacery i radość wynikającą z rytmu slow. 

Gdy w sobotni poranek wracałyśmy z Sarą ze spaceru spotkałyśmy ją leżącą koło śmietnika. Z odłamanymi szczytami, wciśnięta w kąt od razu złapała mnie za serce. Ucieszyłam się, że mam jeszcze ziemię, a doniczki, które miałam wyrzucić wciąż stoją na balkonie. Obcięłam co uszkodzone, przesadziłam, szczodrze podlałam i ustawiłam koło innych kwiatów. Mam nadzieję, że poczuje się dobrze w naszym towarzystwie.


Koty leniuchowały na potęgę. One oczywiście nie potrzebują do tego świątecznych dni, mają czas na sen codziennie, przez większość dnia, ale miło mi było móc to obserwować. Starałam się nie ulec ich sennemu posapywaniu, ale przyznaję - tak całkiem mi się nie udało;)




Na szczęście Sara mobilizowała do spacerów. Wczesne, poranne wędrówki po parku mają w sobie coś urzekającego. Zazwyczaj nie spotykamy nikogo, ale w niedzielny poranek już kręcili się biegacze i rowerzyści, a przy jednej z ławek, obstawieni kartonami po różnych napojach dyskutowali dwaj młodzi ludzie (i widać było, że dyskutują tak od wielu godzin). Powędrowałyśmy, poobserwowałyśmy senne kozy, rozbrykane alpaki i nawet załapałyśmy się na tęczę :)




A w domu - książki i lenistwo:)



Oraz senność...







Aura sprawiła, że z uroków balkonu Kociokwiki korzystały niechętnie. Niby kusiło słońce, ale po chwili pobytu poza mieszkaniem okazywało się, że to słońce najfajniejsze jest zza szyby. Gdy grzeje, a nie czuć podmuchów wiatru. Wojtek tak bardzo zbojkotował aktywność świąteczną, że w zasadzie poza czasem posiłków, nie dotrzymywał nam towarzystwa inaczej niż zakopany w pościel w wersalce.


Spowolnienie jest potrzebne. To czas ciszy i czas w tle szemrzącego radia. Czas na morze kawy, której towarzyszy owocowa sałatka. Czas słów, liter, mądrych zdań i ciekawie opowiadanych historii. Czas na wyjątkowe spotkania, na oddalenia i bliskość. Na bycie wspólne i pojedyncze. Czas na obejrzenie i docenienie życia.

13 kwietnia 2017

Marcin Jakimowicz. Ciemno czyli jasno.


Dwudziestu pięciu rozmówców Marcina Jakimowicza reprezentuje różne branże, rozmaity wiek i ma są sobą najróżniejsze doświadczenia życiowe. Łączy ich jedno - wiara w Boga i Jego żywą obecność w ludzkiej codzienności.

Dziennikarz, kabareciarze, ojcowie zakonni, muzycy... Ludzie, którzy nie wstydzą się mówić o Bogu, dla których mówienie o Nim i Jego łaskach jest czymś, co stało się ich wizytówką. Przy jednoczesnej samoświadomości na temat własnych grzechów i uchybień.

Ciemno czyli jasno to książka do niespiesznego czytania. Warto wsłuchać się (i piszę to pewna użytego słowa) w to, o czym mowa i w to, jakie znaczenie mają dla Was, czytelników, te rozmowy, co robią z Waszymi myślami i tym, jak postrzegacie swoją wiarę.

P.S. W książce opublikowano wywiady z lat 2008-2013, prezentowane wcześnije w Gościu Niedzielnym. Rozmówcami Marcina Jakimowicza są: ks. Mirosław Nowosielski, Anna Golędzinowska, Leszek Dyblik, o. Wojciech Ziółek, Ireneusz Krosny, o. Leon Knabit, Jadwiga Basińska, Jacek Borusiński, Przemysław Babiarz, Antonina Krzysztoń, Michał Lorenc, Robert „Litza” Friedrich, Jasiek Mela, o. Maksymiliań Stępień, Piotr Jaskiernia, ks. Stanisław Urbaniak, ks. Leszek Misiarczyk, o. Wojciech Jędrzejewski, o. Stanisław Jarosz, bp Grzegorz Ryś, ks. Grzegorz Strzelczyk, o. Michał Zioło, o. Augustyn Pelanowski, Aleksander Bańka, o. Jacques Verlinde

12 kwietnia 2017

David Almond. Pieśń dla Elli Grey. [WYGRYWAJKA]


Lubię uwspółcześniane historie z dawnych czasów. Lubię pisane na nowo szekspirowskie dramaty, które znani pisarze przekuwają w prozę, więc gdy dowiedziałam się, że David Almond napisał powieść adresowaną do młodzieży, a będącą literacką wizją mitu o Orfeuszu, nie wahałam się nawet chwili przed jej przeczytaniem.

Narratorką opowiadanej w powieści historii jest Claire, przyjaciółka tytułowej Elli. Znajdą się od dzieciństwa, razem dorastają i gdy w wieku szesnastu lat tworzą wraz z rówieśnikami, z pozoru nierozrywalną grupę, wiedzą, jak są dla siebie ważne i jak bardzo mogą na siebie liczyć w każdej życiowej sytuacji.

I gdy rodzice Elli uznają, że dziewczyna zbyt mało przykłada się na nauki i w związku z tym nie może wyjechać z przyjaciółmi na weekend, Claire jedzie, ale wciąż ma w myślach Ellę, wciąż opowiada jej to, co widzi i wysyła wiadomości mówiące o tym, jak cudownie byłoby gdyby Ella mogła im towarzyszyć. To Claire przedstawia - telefonicznie - przyjaciółce niesamowitego przybysza. Orfeusz, bo tak ma na imię, jest dość tajemniczy i milczący. Ubrany dość niestandardowo, budzi ciekawość. Gdy jednak sięga po instrument i zaczyna grać... Świat ulega przeobrażeniu, a wszyscy odczuwają moc owej muzyki, poddają się jej sile, jej urokowi. Wówczas Claire wybiera numer telefonu Elli i zachęca jej do słuchania Orfeusza.

Aż chce się napisać - i tak zaczyna się ta niewiarygodna historia*...

David Almond znany jest z powieści niesztampowych, nie dających się łatwo zakwalifikować. Opowiada historie w doskonałym stylu łącząc realny świat z światem nadprzyrodzonym, to, co codzienne z tym, co mistyczne i nieodgadnione, zachęcając nas, czytelników, do wytężonej pracy i umysłowej, i emocjonalnej. 

Pieśń dla Elli Grey przedstawia dwa światy. Pierwszy, ten poukładany - szkoła, rodzina, przyjaciele. Mieszczą się tu nawet nastoletnie zawirowania i szaleństwa, tajemnice, narzekanie na rodziców i wymagania nauczycieli. Świat drugi - to świat na pograniczu nierzeczywistego, świat Miłości zwyciężającej Śmierć, świat oddania drugiej osobie siebie aż po krańce własnego jestestwa. Jeden z nich obiecuje bezpieczeństwo, drugi - sprzyja ryzyku, ale daje radość, uniesienie, to wszystko, czego na próżno by szukać w murach szkolnych, czy relacjach z rodziną. Almond pokazuje jak wygląda zderzenie tych dwóch światów, w jaki sposób ich przekraczanie wydaje się być niemożliwe. 

Kolejny raz dałam się uwieść opowieści Davida Almonda. Pieśń dla Elli Grey, oparta na mitologicznej historii wielkiej miłości, stała się kanwą współczesnej powieści, która - choć adresowana głównie dla nastolatków - pozwoli każdemu z nas odnaleźć w sobie coś nowego. Tylko pozwólmy sobie na to, przeczytajmy najnowszą powieść Davida Almonda i poczujmy co z nami robi pieśń Orfeusza.

Polecam. Zdecydowanie :)

*   *   *

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Zielona Sowa mam dla Was egzemplarz powieści Davida Almonda Pieśń dla Elli Grey. Pytanie konkursowe brzmi: Jaka piosenka/pieśń sprawia, że burze Waszego życia się wyciszają, a Was ogarnia spokój i poczucie radości? Mile widziane linki do YT:)

Na Wasze odpowiedzi czekam do 20:00 w Wielkanocny Poniedziałek.

* Refren piosenki Edyty Bartosiewicz, Miłość jak ogień.

10 kwietnia 2017

Joshua Becker. Im mniej, tym więcej.



Pamiętacie kiedy po raz pierwszy pomyśleliście o minimalizmie? Kiedy zetknęliście się z tym słowem, a może nawet bardziej niż ze słowem - ze stylem życia? Czy w jakikolwiek sposób utożsamiacie się z minimalizmem, czy też uważacie, że to silenie się na ideologię zbędną, działającą wbrew człowiekowi? Przyznaję - ja do minimalizmu podchodziłam ostrożnie i dopiero książka Marty Sapały przekonała mnie czym on jest i jakie niesie ze sobą zalety i wady. 

Co sprawiło, że Joshua Becker zmienił swoje życie? Och, tak - bo mowa tu o odmianie życia, a nie tylko cząstkowym postrzeganiu rzeczywistości. Nie musi posiadać tych wszystkich rzeczy. Oto kluczowe słowa, które otworzyły oczy i myślenie Beckera, słowa, które sprawiły, że nie tylko stał się - wraz z najbliższymi - osobą wcielającą w codzienności minimalizm, ale także osobą, która ów minimalizm promuje i czyni to wzorując się na Jezusie.
A gdyby tak, zamiast wstydzić się marki naszych ubrań, zawstydzili się tego, jak wielką mamy garderobę?
A gdybyśmy tak, zamiast wstydzić się naszego samochodu, zawstydzili się, że często uznajemy luksus posiadania pojazdu za oczywistość?
A gdybyśmy tak, zamiast wstydzić się, że nasz dom wydaje się mały, zawstydzili się, jak wiele w nim niewykorzystanej przestrzeni?
(...) A gdyby nadmiar stał się przyczyną wstydu? A odpowiedzialne życie prowadzące do szczodrości stało się normą?
[s.93]
Joshua Becker postuluje zmianę perspektywy z jakiej spoglądamy na rzeczy, zjawiska i ludzi. Opowiada o tym, jakie eksperymenty wraz z żoną i dziećmi robili na minimalistycznej drodze, by się przekonywać, co jest dla nich dobre, a co przynosi więcej szkody niż pożytku. Co więcej - przytacza również historie z życia osób próbujących minimalizmu i tego jak się odnajdują w nowym dla siebie stylu życia. 29 - dni, w czasie których chcecie obywać się bez wybranej przez Was rzeczy, procent rzeczy, które spakujecie i schowacie, by po jakimś czasie przekonać się, czy odczuliście ich brak. Albo - tak jak Rayan - spakowanie wszystkiego i przykrycie mebli ochraniaczami, po to, by wyciągać z kartonów tylko tych rzeczy, których potrzebujecie lub odsłaniać te meble, z których chcecie skorzystać? Autor zachęca do gry z samym sobą w "sprawdzam", do prowadzenia eksperymentów zamiast sztywnego trzymania się nawyków. A gdy już dowiemy się mnóstwa o sobie podczas zabawy z ograniczaniem, to możemy wejść na kolejny etap zmian życia - na etap utrwalania. 

Ostatecznym etapem, jaki zdaniem Autora powinniśmy osiągnąć, jest etap celowego życia. Życia, które ma znaczenie nie tylko dla nas, w którym cele służą nie tylko zaspokajaniu naszych potrzeb, a nadwyżki finansowe, czasowe, mentalne, które się nam pojawią w wyniku zmiany sposobu na życie, będziemy wykorzystywać kierując się dobrem innych osób.

Im mniej, tym więcej propagując minimalizm wspiera się na innych fundamentach niż te, które dostrzec można w innych książkach poświęconych tej tematyce. Do mnie przemówiły idee, o jakich pisze Joshua Becker i choć w wiele obszarów życia mam już uporządkowane w myśl minimalistycznych zamysłów, to najnowsza lektura z pewnością przewartościowała myślenie o przyczynach i skutkach działań, jakie podejmuję.

Jestem ciekawa, czy i Was ta książka skłoni do zmian.

07 kwietnia 2017

Thomas Montasser. Monsieur Jean szuka szczęścia.


Powieść Monsieur Jean szuka szczęścia jest, w moim odczuciu, książką dobrą na dni takie jak dzisiejszy - niby wiosenny, ale deszczowy i wiejący chłodem. Dni, w które ciężko wyjść z domu i w które trudno uwierzyć w ludzką życzliwość. 

Na szczęście, Thomas Montasser posiadł sztukę pisania w sposób pozwalający odnaleźć w sobie pokłady zachwytów światem i codziennością. Widać to i w Monsieur Jean szuka szczęścia, i jego poprzedniej powieści zatytułowanej Wyjątkowy rok.


Tytułowy monsieur to Jean Pickard, konsjerż hotelu Tour au Lac. Spotykamy go, gdy w położonym nad brzegiem Jeziora Zuryskiego hotelu spędza ostatni - po przepracowaniu w nim 43 lat - dzień. Ów dzień, nie tylko dla bohatera powieści jest istotny; odejście z hotelu konsjerża, który stał się dla hotelu i dzielnicy go otaczającej upostaciowieniem lokalnej historii, powoduje zachwianie rzeczywistości. A owo zachwianie - wbrew pozorom nie jest tylko czymś co skutkuje niepokojem.

W trakcie lektury poznajemy historię życia monsieura Jeana, ale też różnych osób, które pozostają w nim zaprzyjaźnione. Niektóre z nich - jeszcze do końca nie są świadome tego, że starszy mężczyzna postanowił pomóc im odnaleźć im szczęście, a swojego własnego szczęścia upatruje w tym, co robi dla innych.

Jak się jakoś dzieje, że obecność Jeana Picarda sprawia, że życie innych osób ulega zmianom - wygładzają się wszelkie zmarszczki powodowane przez lęki, pewne z pozoru skomplikowane sprawy okazują się być o wiele łatwiejszymi niż można by sądzić, a niektórzy robią dla innych rzeczy, o które sami siebie by nie marzyli podejrzewać.

Monsieur Jean szuka szczęścia to przecudna, bajkowa opowieść o tym, że można być szczęśliwym. A szczególnie o tym, że szczęście kwitnie, gdy otaczamy się ludźmi przyjaznymi. Zarówno ludzi jak i szczęścia Wam życzę.

Miłej lektury!