03 marca 2014

Patricia S. Churchland. Moralność mózgu.


Wydane przez
Wydawnictwo Copernicus Center Press

To jest książka o moralności oraz o tym, jak funkcjonuje mózg człowieka. Patricia S. Churchland jest profesorem filozofii, zajmuje się filozofią umysłu i poznania, neurofilozofią i neurotyką. Piotr Przybysz w tekście „Neurofilozofia i filozofia neuronauk” opublikowanym w książce „Przewodnik po filozofii umysłu” stwierdza, że zdaniem Churchland, odwieczne kwestie filozoficzne stały się przedmiotem dyscyplin takich, jak astronomia, fizyka, geologia i biologia, ale pojawiają się nowe nauki, zajmujące się problemami dotyczącymi umysłu. Nauki te badają problemy, które, jak się zdawało, na zawsze pozostaną domena filozofii w jej klasycznym kształcie.

Jednym z takich problemów jest moralność, a ten nowy trend w nauce doskonale oddaje tytuł książki Churchland. Autorka w książce „Brain-Wise: Studies in Neurophilosophy” stwierdza, że „filozofia umysłu uprawiana bez zrozumienia jak działają mózg i neurony jest jałowa” i trudno spierać się z Churchland w tej kwestii.

W autorskim „Wstępie” do „Moralności mózgu” czytamy:
Co znaczy zatem, że coś jest sprawiedliwe? Skąd wiemy, co należy uznać za sprawiedliwe? Dlaczego uważamy ordalia za coś złego? W ten sposób otwieramy drzwi do niezliczonej ilości pytań dotyczących moralności, dobra i zła, wartości i słabości. Przez większość swojego filozoficznego życia wzbraniałam się przed zagłębianiem w tego rodzaju pytania. Było tak w dużej mierze dlatego, że nie widziałam systematycznej drogi prowadzącej poprzez ten gąszcz. [ss. 17-18]

Sposób na przedarcie się przez ten gąszcz Churchland znalazła w wynikach badań nauk biologicznych i to biologiczne podejście jest w książce dominujące.

Autorka stwierdza, iż wartości moralne sprawiają, że nasze życie jest życiem społecznym i dodaje, że fundamentem praktyk moralnych są pragnienia społeczne [s. 33], po czym omawia istotne w zakreślonym przez siebie kontekście kwestie takie, jak opieka i troska o innych, kooperacja i zaufanie, umiejętności społeczne, problem: moralność a reguły.

Churchland daje w książce znakomity, klarowny wykład i zapewniam, że nie trzeba bać się fragmentów, w których mowa o obwodach neuronalnych, oksytocynie czy neuronach lustrzanych. Znajdujemy w książce świetne pytania, takie jak czy z pewnością tylko ludzie są moralni albo co takiego dzieje się w mózgu, że zwierzęta troszczą się o inne osobniki i podzielają wartości społeczne; na pytania te autorka rzetelnie odpowiada, przywołując mnóstwo ciekawych faktów, w tym przebieg i wyniki eksperymentów naukowych.

Churchland trochę, ale tylko trochę :-) posypała się w rozdziale zatytułowanym „Religia i moralność”, w którym czytamy:
Założenie, zgodnie z którym ktoś ma specjalny kontakt z Bogiem, dzięki któremu wie, że to co robią inni, jest złe, a to co robi on sam, jest słuszne i ma boskie błogosławieństwo, jest bardzo niebezpieczne. Ludzie trzymający się tego poglądu mogą być cnotliwi i uprzejmi, ale zbyt często okazują się moralnymi tytanami.[s. 321]
I na tej samej stronie:
Kolejnym problemem związanym z ideą, że bez Boga moralność to tylko iluzja, jest to, że wielu ludzi, którzy nie są w najmniejszym stopniu zwolennikami jakiejś boskiej religii i którzy pozbawieni są wiary, w istocie okazuje się wzorowymi w swoim zachowaniu moralnym.
A zatem, wedle Churchland, teza o boskim pochodzeniu moralności jest kiepska, bo wielu ludzi nie postępuje moralnie (chociaż wielu przecież postępuje), natomiast teza o tym, że nie ma prawdziwej moralności bez Boga też jest kiepska, gdyż wielu ludzi niereligijnych jest wzorcami moralnymi (chociaż wielu innych nie jest). Chodzi mi o sposób argumentowania Churchland, sposób, który można sprowadzić do twierdzenia, że w jednym przypadku argumentem obalającym jakąś tezę są niemoralni teiści, a w przypadku drugim argumentem obalającym są moralni ateiści. I jeszcze jedno:  z tego, że niektórzy ludzie nie spełniają wymogów określonej tezy nie da się poprawnie wyciągnąć wniosku, że teza jest fałszywa.

To, że Churchland napisała rozdział zatytułowany „Religia i moralność”, a nie napisała rozdziału zatytułowanego np. „Marksizm i moralność” albo „Fizyka i moralność”, jest jak najbardziej zrozumiałe, bowiem do dzisiaj wielu ludzi uważa, że moralność ma boskie źródła. Zadaniem naukowców jest badanie tego, jak sprawa wygląda naprawdę, niezależnie od tego, co pokażą wyniki badań. Churchland z zadania tego wywiązuje się znakomicie, pokazuje w spójny sposób, że moralność ma źródła w procesie ewolucji, że wywodzi się z ludzkiego umysłu, natomiast moim zdaniem na temat religii (podobnie zresztą jak wielu innych świetnych naukowców) wypowiada się niezbyt kompetentnie, co jest rezultatem tego, że nie rozumie fenomenu religii na tyle, aby się o tym fenomenie kompetentnie wypowiadać.

3 komentarze:

Piotr Wysocki pisze...

Intrygujące, ostatnio coraz chętniej sięgam po tego rodzaju książki :) Co nieco można z nich wyciągnąć :)

Missy Jacobs pisze...

Książka wydaje się potwierdzać moje przypuszczenia i zdobytą wiedzę. Bardzo chętnie ją przeczytam. :)

Od siebie dodam, że nie każdy postępuje moralnie, ale za to każdy postępuje godnie - bo każdy z nas dąży do godności, do pozytywnego obrazu siebie. Nie wszyscy wybieramy tylko odpowiednie do tego sposoby.

Pozdrawiam. :)

inwentaryzacja krotochwil pisze...

Z tego, co przytaczasz w ostatniej kwestii można wnioskować, że zabrakło autorce narzędzi filozoficznych. Nie tyle kompetentnych, ile jakichkolwiek ;)

Lektura wydaje się jednak warta uwagi.

Czy jest coś o badaniach nad aplikacją pola magnetycznego w pewne rejony mózgu, które to oddziaływanie może jakoby zaburzać moralność sądów? Bo czytałam coś takiego w prasie zachodniej, ale bez wgryzania się w temat.