1.8.19

Wojciech Bonowicz. Dziennik końca świata.


Dziennik końca świata, jak autor informuje z notatce końcowej, w pewnym stopniu powstał na podbudowie tekstów z Tygodnika Powszechnego. Z niektórych z nich Bonowicz zaczerpną ideę, inne wykorzystał fragmentarycznie, a jeszcze inne trafiły tu tak jak trafiły wcześniej do pisma. Ale jeśli nawet jesteście stałymi czytelnikami periodyku, to nie odmówcie sobie zerknięcia do Dziennika..., zachęcam.
Żeby opisywać, trzeba widzieć. To prawda, ale nie cała. Rzeczy i ludzi trzeba słyszeć, z samego widzenia jeszcze niewiele wynika. Obraz musi przyjść od razu ze słowem. [s. 39]
Spacer przez książkę Wojciecha Bonowicza, bo tak właśnie czułam się czytając Dziennik..., toczy się niespiesznie, z umiłowaniem szczegółu, z namysłem nad tym, co widać, ale też nad tym, co doświadczenie owo robi z nami - w naszymi emocjami, myślami, zachowaniem.
Pisać się nie chce głownie z powodu istnienia tak wielu osób i rzeczy, które nie oczekują naszego pisania, lecz jedynie niepiszącej uwagi. [s. 101]
Spacer ów to także szansa na to, by zerknąć w przeszłość autora, ale i naszą, bo pewne zdarzenia właściwe dorastaniu, dorosłości w świecie tu i teraz, są przecież podobne, tworzą swoistą wspólnotę. I skoro poeta i pisarz ubiera to w słowach, których nam może nie wystarczać, to dobrze jest się przyjrzeć rzeczywistości w jego słowach, skonfrontować je z tym, co sami czujemy i myślimy.
Dobrze jest wiedzieć, ze wstało się rano nie tylko po to, by wieczorem położyć się spać. Dobrze jest witać napotykanych ludzi pozdrowieniem. Jeśli to niemożliwe, bo ludzi jest zbyt wielu, dobrze jest przynajmniej postarać się o uprzejmy wyraz twarzy. [s.181]
A to już - przyznacie sami - najprostsze i zarazem najtrudniejsze wyzwanie. Jednocześnie otwierające możliwości i zamykające w katalogu określonych celów, które wszak dalekie są od celów konsumpcyjnych, a nakłaniają nas, ponownie, do zajrzenia w głąb siebie.

Dziennik końca świata to dla mnie zachęta, by odnaleźć w słowach Wojciecha Bonowicza coś co nam się zagubiło, co uciekło w natłoku codzienności. Odnaleźć, zatrzymać się, ucieszyć ze znaleziska i spróbować żyć uważniej.

Czego Wam i sobie życzę.

P.S. Zapraszam na spotkanie.


Brak komentarzy:

Copyright © 2016 Prowincjonalna nauczycielka , Blogger