Przejdź do głównej zawartości

Posty

Marie Kondo.Magia sprzątania.

Gdy wyjęłam "Magię sprzątania" z pocztowej skrzynki i przejrzałam ją pobieżnie uznałam, że książka musi nieco poczekać na to, aż odzyskam większą władzę w jednej z rąk. Poczuwszy się odrobinę lepiej, zaczęłam czytać książkę i zanim się obejrzałam porządkowałam wg metody Marie Kondo ubrania. A jaka to metoda? Nie uwierzycie, bo i mnie wydawało się to niemożliwe. Marie Kondo - w wielkim skrócie - proponuje bazować podczas sprzątania na naszym samopoczuciu i na emocjach jakie wiążą nas z posiadanymi przedmiotami. Brzmi nieprawdopodobnie, ale przynosi efekty. Sprzątając szafę zanim doczytałam książkę, popełniłam błąd. Wiem, że teraz powinnam zabrać się do tego sprzątania ponownie (i tak zamierzam uczynić). Dopiero po zakończeniu książki przeanalizowałam na spokojnie to, jakie ubrania zostały na wieszakach tylko dlatego, że noszę je już długo albo dlatego, że dostałam je od kogoś bliskiego i nie chcąc go urazić nie pozbywam się ich (ale i prawie nie używam).  Po...

Książki w wersji audio

Zintensyfikowało mi się słuchanie. Wpadłam w nie po - nomen omen - uszy i gdy wychodzę z domu bez włączonego audiobooka, to jakoś mi dziwnie. Ostatnio miałam okazję posłuchać tego, co polecić warto, ale też zetknąć się z czymś, co zainteresowało mnie o wiele mniej. Kolejność - od najbliższego sercu:-) Tak naprawdę nie umiałabym określić, czy w audiobookowej wersji powieści "Zły" Leopolda Tyrmanda większe wrażenie robił na mnie poetycki język i umiłowanie Warszawy widoczne w książce, czy sposób w jaki Adam Ferency opowiedział "Złego". Bo, Mili Czytelnicy bloga, Adam Ferency nie przeczytał powieści, on ją mnie (ale i Wam, jeśli zechcecie) opowiedział.  Owszem, z pozoru wydawać się może, że "Zły" to historia półświatka, walk między warszawską łobuzerką, gangami. Ale dla mnie to opowieść o mieście, które miało klimat i tożsamość, o mieście i jego ludziach - fryzjerach, kierowcach autobusów, mieście i miejscach w tymże - lodowiskach, targowi...

Kwestionariusz Panny Pollyanny

Jestem przed lekturą "Ogrodu księżycowego" Agnieszki Krawczyk, Autorki, którą dotychczas znałam głównie z powieści o kryminalnym zabarwieniu. To przymierzanie się do najnowszej książki Pani Agnieszki postanowiłam uprzyjemnić sobie odpowiadając na pytania kwestionariusza Panny Pollyanny . Słowo "szczęście" ma kolor... Zielony, oczywiście, że zielony:-) Miłość pachnie... Jedzeniem przygotowanym dla kochanych osób. Gdybym mogła mieszkać w dowolnym miejscu na ziemi, to mieszkałabym... Tam, gdzie miałabym pod dostatkiem słońca, owoców i warzyw przez cały rok. Gdybym nie była tym kim jestem, to byłabym... Ależ ja jeszcze będę! Książką, którą czytałam całą noc to... "Lalka" Bolesława Prusa. W noc poprzedzającą sprawdzian z treści lektury. Moja ukochana książka z dzieciństwa to... "Dzieci z Bullerbyn".   Zawsze śmieję się kiedy... Mam na to chęć:-) Moje największe marzenie to... Wędrówka. Zawsze chciałam... Żyć dobrz...

Dają siłę, czyli o wpływie literatury na życie

Kiedy ponad miesiąc temu ortopeda na ostrym dyżurze stwierdził, że mam złamaną prawą rękę i za chwilę poprosi mnie do gabinetu, by mi ową rękę nastawić i włożyć w gips na sześć tygodni, nie dotarło do mnie w pełni jakie owa wypowiedź niesie za sobą konsekwencje. Po chwili zaczęłam je sobie uświadamiać i by stawić im czoła, poszłam kupić sobie herbatę z automatu. Obrzydliwy ulepek, ale nie dla napoju to zrobiłam, a dla sprawdzenia, czy umiem jedną ręką otworzyć torebkę, wyjąć portfel, otworzyć portfel i znaleźć w nim właściwe pieniądze, wrzucić, nacisnąć co trzeba, schować portfel, zamknąć torebkę, odebrać herbatę i z kubkiem w lewej ręce wymyślić sposób na otwarcie drzwi. Im dłużej trwały zawirowania szpitalne, tym bardziej gorączkowo myślałam o tym w jaki sposób muszę oswoić codzienność, by sobie poradzić i by nie stać się uciążliwą dla przyjaciół (którym z tego miejsca serdecznie dziękuję za wszelką pomoc). I choć to może proste skojarzenie, to na myśl przyszła mi czytana niedaw...

Niedzielnik nr 54

Z nadejściem cieplejszych dni i z zapachem wiosny, który powoli czuć coraz mocniej, życie nabrało pędu. Dni obfitują w miłe spotkania i choć z tego powodu na czytanie czasu jest jakby mniej, to przecież zawsze mam przy sobie audiobooka i mogę go słuchać w wolnych chwilach. W czwartek rano, przed wyjściem do pracy, dostałam przesyłkę. Jakież było moje szczęście, gdy po jej rozpakowaniu znalazłam to: Popołudniu wybrałam się na spotkanie z Mieczysławem Bieńkiem - Hajerem. Na mojej półce stoją dwie jego książki, ale przyznaję, że dotychczas nie miałam okazji, by go posłuchać i pewnie dlatego nie przeczytałam tego, co napisał. A teraz, po spotkaniu, już wiem, że czytać będę. Czwartkowe spotkanie dotyczyło podróży rowerowej przez Kirgistan i Kazachstan. Hajer opowiada barwnie, wciąga słuchaczy w swoją bajdę, daje mnóstwo wskazówek praktycznych tak, jakby spotkał się z ludźmi, którzy za miesiąc, góra dwa wyruszą jego śladem i przyda im się informacja o puszystym dywanie...

Dominique Loreau. Sztuka porządkowania.

Wydane przez Wydawnictwo Czarna Owca Zwabiona dobrymi opiniami o książkach Dominique Loreau sięgnęłam po kilka z nich i choć niektóre moje intuicje zgodne były z ideami Autorki, to czasami czułam się przytłoczona jej radami i ciągiem zaleceń jakie spisywała. A książka o tworzeniu list sprawiła, że poczułam się pokonana ;-) Jednak, u progu wiosny, zapragnęłam przeczytać najnowszą książkę - tę o sprzątaniu. Przyznacie, czas na taka lekturę jest doskonały. Bardzo możliwe, że powietrze pachnące wiosną sprawiło, iż "Sztukę porządkowania" przeczytałam błyskawicznie. Wynotowałam sobie nawet kilka porad, a jedna z nich trafiła mi do serca swoją prostotą. Porusza kwestię niby banalną, ale mocno przeze mnie dotychczas spychaną w mroki świadomości - przechowywanie dokumentów. Nie wiem jak Wy, ale ja mam z tym kłopot - różne ważne papiery trzymam w kopertach, teczkach, pudełkach i brakuje mi systemu ogarniającego ten chaos [ci, którzy widzieli kiedykolwiek moje biurko w...

Część druga

Po książkę Adama Bahdaja sięgnęłam z powodu niedokładnego przeczytania regulaminu pewnego wyzwania czytelniczego. Myślałam, że czytamy książki z nazwą koloru w tytule, przejrzałam domowe zasoby i uznałam, że powrót do "Uwaga! Czarny parasol!" będzie miłym powrotem do lektury czytanej dawno temu. Choć pierwotnie wydawało mi się, że książka mocno się zdeaktualizowała, to po uważniejszym przeanalizowaniu treści uznałam, że mimo pewnych elementów osadzonych w czasach, w których powieść powstawała (1963) historia powinna zainteresować także współczesnych czytelników. W rączce tytułowego czarnego parasola jest bowiem ukryta mapa pokazująca drogę do skarbu. Kto jednak jest właścicielem owego parasola, co wspólnego z nim ma pewien poeta i kim jest mężczyzna z limuzyny okazuje się podczas - dość emocjonującej - lektury. Gdy tylko książki Helene Wecker pojawiły się w Polsce i gdy tylko przeczytałam udostępniony przez wydawnictwo pierwszy rozdział zapragnęłam przeczy...