17 czerwca 2015

Katarzyna Bonda. Okularnik.


Wydane przez
Wydawnictwo Muza

"Pochłaniacza", czyli pierwszą część tetralogii, której bohaterką jest Sasza Załuska, poznałam w wersji audio. "Okularnika" przeczytałam i to błyskawicznie, bo historia zbrodni rozgrywających się w Hajnówce i jej okolicach zawładnęła mną bez reszty.

Najważniejszym dla mnie wątkiem powieści był ten, w którym Autorka opisuje wydarzenia z II wojny światowej oraz czasów powojennych i ich reperkusje dla współcześnie żyjących. Siła działania pewnych ludzi i zasięg tego, co robią przypominały mi plączące się i mocno rozrastające korzenie chwastów.

Sasza wyjeżdżająca śladem Łukasza do Hajnówki trafia - jak się może wydawać - w czarną dziurę. Nie może się z nikim skontaktować, nikt jej nie szuka, traci samochód i jest podejrzana w sprawie zniknięcia młodej kobiety. Sasza, pozostawiona sama sobie, próbuje rozwiązać zagadkę tajemniczych wydarzeń, które - dla niej - dla osoby spoza społeczności lokalnej, są wyjątkowo trudne do zrozumienia, bo miejscowi niechętnie o nich mówią.

Podczas lektury miałam wrażenie, że pewne szczegóły wątku szpitalnego były zanadto wydumane. Wybijało mnie to z rytmu czytania, podważało wiarygodność całej opowieści.

"Okularnika" przeczytałam naprawdę szybko i już wiem, że z przyjemnością, za czas jakiś, do niego wrócę. Tym razem będę czytała wolniej i zwracała baczniejszą uwagę na szczegóły, które z pewnością mi umknęły podczas pierwszej lektury.

*   *   *

Kilka dni temu miałam okazję uczestniczyć w spotkaniu z Panią Katarzyną Bondą. Autorka okazała się być osobą bardzo konkretną, skupioną na pisaniu i uwiarygadnianiu tego, o czym pisze. Mówiła energicznie, rzeczowo, poważniejsze tematy przeplatała żartami. Zaangażowała się w rozmowę z czytelnikami bardzo aktywnie i tylko prowadzący spotkanie wyjątkowo się nudził (czego zrozumieć nie potrafię).

Z tym, o czym mówiła Katarzyna Bonda na spotkaniu i z klimatem spotkania, doskonale współgra poniższy fragment jej tekstu:
"Pisarz to kolekcjoner, zbieracz, chomik. Kisi te wszystkie opowieści w swoim emocjonalnym brzuchu. One w nim rosną. Niektóre są do wyrzucenia, jak zgniłe jabłka, jeśli się ich nie pożre, kiedy są jeszcze czerwone i pachnące. Ale niektóre historie nie mają terminu ważności. Mało tego – im więcej czasu minie od ich znalezienia – tym cenniejsze się stają. Nie wolno ich ruszać, dotykać. Przyjdzie czas i opowieść sama domaga się ogarnięcia fabularnego. 
Lubię ten stan obsesji tematem. Wpadam wtedy jak do studni i głębiej, głębiej zanurzam się, tracąc z oczu otaczający mnie świat. Nie jestem na bieżąco, nie oglądam mundialu, polityka mnie brzydzi. O tym, kto jest naszym prezydentem dowiedziałam się przypadkiem z facebooka pod jakimś zdjęciem żywności czy pieska. To wybór, nie zaniedbanie. Selekcjonuję docierające do mnie dane." (Całość tutaj
*   *   *

Czytam teraz "Tylko martwi nie kłamią" i jeszcze nie wiem, co o tej książce myślę. Gdy już skończę i będę wdziedziała, to Wam napiszę. Huberta Meyera zdążyłam już polubić:-)

2 komentarze:

Moje zaczytanie pisze...

Nie znam twórczości Pani Bondy, ale "okularnik" mnie zaintrygował właśnie ze względu na ten historyczny już wątek. Mam wrażenie, że też bym książkę pochłonęła...

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Ciekawa jestem Twojej opinii; daj znać, gdy już przeczytasz:-)