24 czerwca 2015

Męskie książki

Męskie, bo ich twórcy kojarzą się z męskością, pewnym archetypem mężczyzny, kojarzą się w sposób popkulturowy lub ten banalnie codzienny, niebezpiecznie zbliżający się do niechęci. Książki, które zrobiły na mnie duże wrażenie, każda z innego powodu.


Patryk Vega rozmawia z policjantami. Ten, kto widział Pitbulla może domyślać się, że podobnie jak serial, treść rozmów jest czasami niełatwa do zaakceptowania. I choć w naszym kraju policja nie ma dobrej opinii, a to, co Vega słyszy od swoich przyjaciół może pogłębiać jedynie ów negatywny obraz, za opowieściami "psów" kryją się frustracje, dramaty, niemoc wobec czegoś co ma lepsze układy, więcej pieniędzy i jeździ szybszym autem. Wydaje się Wam, że upraszczam? Nie do końca... Reżyser porusza tematy samobójstw wśród policjantów, ludzi, którzy pracują w policji, bo jak się jest obrotnym to można się "ustawić", ludzi, wierzących - na przekór wszystkiemu - że to nie praca, to służba i niczym Don Kichot, wciąż walczących z otaczającym ich złem.

"Złe psy" to mocna, dająca do myślenia, książka..


Rozmowy Magdy Umer z Bogusławem Lindą toczą się spokojnie, nieco leniwie. Wyobraźnia podsuwa mi rozświetloną słońcem werandę, dużo zielonego wokoło i dobry alkohol z tych do sączenia. Tak, to byłoby dobre otoczenie, adekwatne do rytmu rozmów składających się na książkę "Zły chłopiec".

Linda opowiada o czasach dzieciństwa, młodości - zwariowanej i kontestującej, wchodzeniu w dorosłość i zdobywaniu aktorskich umiejętności. Żartuje nieco ze swoich doświadczeń, ironizuje na temat filmów, w których grał, a które znało jedynie 100 osób z pokazu dla cenzury, bo później szpule trafiały na półki i nie były wyświetlane w kinach. Opowiada z wyraźnymi emocjami o życiu osobistym i choć robi to w sposób szalenie taktowny i wyważony, jasno pokazuje kto i co jest dla niego w życiu ważne.

Ciekawa opowieść o ciekawym człowieku.


Z książkami Andrzeja Stasiuka jest tak, że niektóre z nich lubię, a inne nie. Nie umiałam rozsmakować się we "Wschodzie", ale za to książką "Życie to jednak strata jest" autor zrobił mi niespodziewaną przyjemność. Na tyle dużą, że obiecałam sobie tę książkę kupić i postawić obok podarowanego przez przyjaciółkę "Jadąc do Babadag".

Dorota Wodecka zadaje najróżniejsze pytania. O rodzinę, dom, wieś, pamięć, podróże, barany, cmentarze, przeszłość, ulubionych pisarzy i książki i wiele, wiele innych rzeczy. Andrzej Stasiuk odpowiada. Czasami nieco przekornie, bywa, że z lekką irytacją, a czasami - jak miałam wrażenie - uśmiechem, czy nawet tęsknotą w głosie. Odpowiada, a całość układa się w historię życia, filozofię człowieka, dla którego sposobem na życie jest robienie tego, co lubi, w - wytworzonej przez siebie i bliskich - niszy z dala od gwarnego świata.

Dawno już nie miałam tak gwałtownej potrzeby podkreślania w książce, jak w tym przypadku. Książka była biblioteczna, więc musiałam się powstrzymać, a było naprawdę ciężko;-) 

Jakiś czas temu pisałam, że gdybym miała wybierać, czy w podróż życia zabieram książkę Mariusza Wilka czy Andrzeja Stasiuka, wskazałabym tego pierwszego. Po lekturze "Życie to jednak strata jest" doszłam do wniosku, że MUSIAŁABYM znaleźć miejsce na dwie książki.

2 komentarze:

Chris pisze...

Oho, coś dla mnie. Stasiuka lubię, Lindę znam, więc lektura się znajdzie na najbliższe dni, ale najpierw muszę skończyć to, co zacząłem, a obawiam się, że nie doczytam ,,Raz w roku w Skiroławkach'' ;)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

O, a czemu nie doczytasz Nienackiego?