23 sierpnia 2015

Niedzielnik nr 56


Pisałam o tym już niejednokrotnie - lubię ten stan, kiedy nic nie muszę. Niedzielne popołudnie wybrzmiewające muzyką na jaką mam ochotę, z książką i oddechami śpiących zwierzaków wokół mnie. 

Nie wiedzieć kiedy minęły wakacje. Podczas porannych spacerów czuć już w powietrzu zbliżającą się jesień, a ja mimo tego zwiastuna, na liście "do zabrania na urlop" umieszczam strój do pływania. Jeszcze tylko kilkanaście dni i wyruszę.

*   *   *

Ostatnio przekonałam się, że niektóre firmy, które świadczą usługi, świadczą owe usługi tylko teoretycznie. Zakupy w zooplusie robię od 2009 roku. Zamawiam sporo, zawsze z opcją dostawy kurierskiej do domu. Gdy w godzinach przedpołudniowych w domu był ktoś, kto mógł paczkę odebrać, nie było kłopotów. Od kiedy pracuję tak, że nie mogę czekać na kuriera o 8 czy 9 rano, problem się pojawił. Kurier przyjeżdża, zostawia awizo i już. A paczki lekkie nie są i dlatego cenię sobie bardzo opcję dostarczenia do domu.



W piątek od 7:30 dzwoniłam do GLS-u próbując poznać nr telefonu kuriera mającego dostarczyć mi dwie paczki, których etykiety widzicie powyżej. Gdy wreszcie osiągnęłam sukces i zadzwoniłam o 9:15, usłyszałam, że pan kurier to już u mnie był, nikogo nie zastał (dziwne, prawda?!) i wracał się, żeby zostawić paczki u sąsiadów, nie będzie, gdyż paczki są ciężkie i jemu się nie chce nosić. Wyraziłam przekonanie, że na tym chyba polega praca kuriera i usłyszałam, że paczki będą na mnie czekały w parcel shopie.

Oczywiście, odebrałam i przyniosłam. Zdumiewa mnie jednak obojętność zooplusa, który skarg na kurierów GLS-u przyjmuje na pęczki (vide: forum miau i stosowny wątek) oraz samego GLS-u. Mam coraz poważniejsze wątpliwości, czy mam chęć korzystać z takich "usług".

*   *   *

A teraz coś przyjemniejszego, czyli książki :-)


Jak widzicie, nie czytam w tym miesiącu zbyt wiele, a sama lektura "Pani fortuny" Grahama Mastertona zajęła mi tydzień. Przy czym przyznaję - warto było. "Pani fortuny" opowiada historię kobiety, która w początkach XX wieku postanawia być bankierem. Jej ojciec jest właścicielem banku, jej bracia przejmują schedę po ojcu, ale i ona ma zmysł do zarządzania pieniędzmi. Ku oburzeniu bankierów i innych panów z towarzystwa, w którym kobiety powinny zajmować się co najwyżej śpiewem, zarządzaniem kuchnią i wyszywaniem Effie wtrąca się do rozmów, doradza i wraz z braćmi zarządza wielomilionową fortuną. Kobieta idzie przez życie lekko wyobcowana, samotna, ale z pomysłem na siebie - kobietę pracy i pieniędzy. Cudna saga, o której napisanie nie podejrzewałam autora kojarzącego mi się głównie z horrorami.


Kolejne miłe odkrycie to książka Fiolki Najdanowicz. "Głośny śmiech" opowiada o życiu Fiolki, ale jest to opowieść mocno osadzona w kontekście przemian polityczno-społecznych i tym, co za nimi szło - głównie w kontekście polskiego rynku muzycznego, nowych gwiazd, przyjaźni. Autorka nie ukrywa gorszych okresów w swoim życiu, ale bez względu na to, czy opisuje swoją biedę, czy oszałamiający sukces, czyni to z dystansem i humorem. Podziwiam i rekomenduję lekturę; mimo mojej nędznej orientacji muzycznej książka sprawiła mi wielką, pozytywną, niespodziankę.



Rozczarował mnie natomiast "Papież sztuk". Mam wrażenie, że w temacie Lokiego Jakub Ćwiek już dawno powinien powiedzieć pas. Dość wyznać, że zajmujące mniej więcej 1/3 książki słowo od Autora przeczytałam z większym zainteresowaniem, niż opowiadania o Kłamcy.


"Lektor z pociągu 6.27" to dla mnie kolejny pstryczek w nos i zachęta do tego, bym częściej sięgała po literaturę francuską. Bohaterem powieści jest mężczyzna bezbarwny, nijaki, który pracuje w niszczarni książek. Codziennie, czyszcząc maszynę mielącą makulaturę, ratuje kilka przypadkowych kart książek, a ich treść odczytuje współpasażerom podczas porannej drogi do pracy. Bardzo klimatyczna, romantyczna opowieść, do przeczytania w jedno popołudnie.


"Nieprzewidziane konsekwencje miłości", podobnie jak wcześniej opisana książka, przypominają film. Jill Mansell, niczym twórcy "To właśnie miłość" pokazuje nam kilka powiązanych ze sobą osób, które ulegają - niczym błyskawicznie rozprzestrzeniającej się epidemii - wzruszeniom miłosnym. Jest tu humor, odrobina dystansu, tajemnica, zdrada, a całość dzieje się w Kornwalii, która wydaje się mieć w sobie coś specjalnego. Miła, niezobowiązująca, bardzo weekendowo-wakacyjna, lektura.


"Uderzenie szczęścia" to opowieść króciutka, z lekka nieporządkowana, ale szalenie motywująca. Kirk Douglas opowiada o udarze jakiego doznał mając już ponad osiemdziesiąt lat i o swojej żmudnej walce z afazją, która go dotknęła w wyniku udaru. Walce, którą wygrał i nauczył się, ponownie, mówić. Chylę czoła, podziwiam i pamiętam o tym, co przeczytałam w każdej chwili, w której myślę, że czemuś nie dam rady. Jeśli on dał, ja też muszę:-)

*   *   *

W prawej szpalcie bloga znajdziecie dwa ważne dla mnie "ogłoszenia". Jedno - priorytetowe - to informacja o kotach do adopcji. Po kliknięciu w obrazek zostaniecie przekierowani do stronę zawierającą zdjęcia i charakterystykę kociaków. Będę wdzięczna za udostępnianie Tygrysa i Szczotka i pomoc w znalezieniu im kochających ludzi.

Drugie ogłoszenie do zdjęcia książek, z którymi zdecydowałam się rozstać. Kilkanaście z nich znalazło już nowych właścicieli, ale wciąż zapraszam na zakupy. Ceny są do ustalenia, niższe niż te na allegro, a w przypadku większych zakupów możemy negocjować. 

*   *   *

Przede mną dwa tygodnie poświęcone przygotowywaniu trzech dużych wydarzeń kulturalnych, a co za tym idzie - pełne wytężonej pracy i nowych obowiązków. Jednym z nich jest oczywiście Narodowe Czytanie. Trzymajcie kciuki, żeby wszystko się udało:-) 

2 komentarze:

Moreni pisze...

Heh, z zooplusa kurierem GLS zamawiałam raz. I nigdy więcej. Pan kurier co prawda był uprzejmy, zatelefonował, umówił się z Lubym (bo Luby autem do pracy dojeżdża, więc z miejsca pracy może bez problemu paczkę zabrać). Po czym po przybyciu kuriera okazało się, że na jednej z paczek (paczki były dwie) ktoś nie nakleił numerka, więc kurier musi obie paczki zabrać z powrotem do centrali, żeby te numerki nakleić...
Już w ogóle pomijam zamiłowanie zooplusa do ogromnych pudeł - ostatnio koci transporter i 2,5 kg karmy przysłali w kartonie, w którym mogłabym ze dwa trupy schować.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Moreni,
nadal się dziwię obydwu firmom, które,gdy wymienić ich nazwy, przywołują w pamięci rozmówców niezbyt miłe skojarzenia, że pozwalają sobie na lekceważenie klientów.