31 października 2017

Z miłością...

Na początku sierpnia trafiły do Kociokwika dwa kociaki - rudzielec Rest i szylkretowa Ronda.

 
Małe, po przebytym kocim katarze, z życiem wewnętrznym w uszach, ale ciekawskie świata, rezolutne i zawadiackie. Szukałam dla nich domu, a gdy zbliżała się pora mojego urlopu szukałam jeszcze intensywniej. I wówczas okazało się, że ktoś kogo nigdy nie podejrzewałabym o chęć adopcji kota, postanowił zaprosić Resta do swojego domu. Wstępnie - na dwa tygodnie mojej nieobecności. Ronda wprowadziła się na ten czas do Tymczasowego Domu Tymczasowego, czyli koleżanki wolontariuszki.

Do dwóch tygodniach okazało się, że Rest ma na imię Franek, a rodzina, z którą zamieszkał nie zamierza się z nim rozstawać. Kot dostał całe wyposażenie, jest noszony na rękach, śmiało wykorzystuje swój brak oczu do tego, by podporządkować sobie - na ile się da - swoich Ludzi. Którzy czują się dopełnieni kocią obecnością i kochają go bez pamięci. On ich też.



Ronda pobyła z nami nieco dłużej. Na tyle długo, że zaczynałam obawiać się o to, jak bardzo będzie bolało mnie jej oddanie. I wtedy nagle usłyszałam, że mam już nie szukać domu, że ktoś, kto miał ją okazję poznać uznał, iż zaprosi ją do swojej rodziny. Dostała na powitanie wszelkie niezbędne kocie akcesoria i choć traktowana jest stanowczo (np. nie wolno jej wkładać ciekawskiego nosa do ludzkiego talerza), to ona wie, a ja jestem przekonana, że jest to stanowcza miłość.


Bodajże pierwszy raz zdarzyło mi się, że przekazałam koty komuś kogo wcześniej znałam. To komfortowa sytuacja - mogę co jakiś czas podpytać bez poczucia, że jestem natrętem, o samopoczucie byłych tymczasów. Mogę poprosić - jak widzicie powyżej - o przesłanie zdjęć. Mogę się cieszyć tym, jak cudnie mają w życiu Ronda i Rest/Franek.

P.S. W domu tymczasowym na nowy dom czeka Mama Rondy i Franka, Nora. Też bez oczu.

30 października 2017

Natalia Osińska. Fanfik. Slash.

 

Nastoletnia Tosia, otumaniona lekami na szczęście, uświadamia sobie, że zamiast dziewczyną w rozkloszowanych sukniach i perfekcyjnym makijażu, woli być chłopakiem z umięśnionymi ramionami, nastroszonymi włosami, w skórzanych ciuchach. Przyjaciel Tośka, Leon, pod wpływem tej zmiany pozwala sobie na przyznanie się przed samym sobą (i powoli przed innymi), że bardziej niż mecze piłki nożnej pociągają go upiększające kosmetyki, a na ciuchach zna się o wiele lepiej niż na wierceniu dziur w ścianie.

Obydwoje młodzi ludzie muszą odnaleźć swoje miejsce w społeczności szkolnej i rodzinnej. Zmagający się z różnymi obawami, wątpliwościami, czy po prostu z codziennością filtrowaną przez nowo odkrytą tożsamość, dojrzewają, uczą się świata emocji, reakcji na otoczenie i otoczenia na nich.

Zarówno Fanfik, jak i Slash, to interesujący powrót do licealnych realiów: wszystkiego, co wymaga szkoła i drugiego nurtu - tego związanego z kształtowaniem osobowości młodych ludzi w społeczności rówieśniczej. Natalia Osińska wyposażyła swoich bohaterów w cechy odróżniające ich od pozostałych, a jednocześnie pozwoliła im zostać wrażliwymi adolescentami jakich znamy z własnych nastoletnich lat.

Jestem bardzo ciekawa tego, jak młodzi ludzie w wieku Tośka i Leona odczytują te powieści. Wiecie coś? Znacie ich opinię?

Warto przeczytać i zastanowić się nad tym, czym jest akceptacja, a czym tolerancja. I nad mnóstwem innych rzeczy.

25 października 2017

David Almond. Opowieść o Angelinie Brownie.


Opowieść o Angelinie Brownie to kolejna, niesztampowa książka, Davida Almonda. 

Pewnego dnia, w kieszonce koszuli Bertrama Browna, niezbyt lubiącego dzieci, zmęczonego życiem kierowcy autobusu, pojawia się anioł - malutki chłopczyk ze skrzydełkami i w białej szatce. Mężczyzna zabiera go do domu, a jego żona, Berta, roztacza nam aniołem opiekę. 

Angelino szybko podbija serca Brownów, a także szkolnej społeczności, której Berta - gotując w szkolnej kuchni - jest częścią. Są jednak tacy, którzy w pojawieniu się anioła wietrzą doskonały interes - porwanie Angelina i sprzedanie go jako ozdoby salonu ma zagwarantować odpowiednio duże pieniądze.

Obecność Angelina zmienia wszystkich, którzy się z nim zetknęli. A on sam - z pozoru bezbronny, delikatny i powtarzający ja wiem nico - okazuje się być ANIOŁEM, który w chwili przeobrażenia pokonuje zło.

David Almond pisze książki, które warto czytać wraz z dziećmi choćby po to, by umieć na jego opowieści zerknąć ich oczyma. Czasami przecież dzieci, nie obarczone tym wszystkim co my, widzą lepiej. I widzą anioły :)

23 października 2017

Katherine Rundell. Dachołazy.


 Rano w dniu jego pierwszych urodzin, znaleziono niemowlę, które unosiło się na środku kanału La Manche w futerale na wiolonczelę. [s. 5]
Mimo, że niezbyt lubię używać określenia magiczne, to przyznam, że w tym wypadku jest to słowo, które jako pierwsze ciśnie mi się na usta (i robi to bezpardonowo). Zresztą, przyznacie - książka, która rozpoczyna się słowami przytoczonymi powyżej nie może być "zwykłą" książką. Musi mieć w sobie to coś - ten dar opowieści, który pobudza serce i myśli.

Sophie, przygarnięta przez Charlesa dorasta pozostając pod jego czułą i mądrą (acz nie do końca akceptowalną przez urzędników) opieką. W dniu dwunastych urodzin dziewczynki Państwo upomina się o nią uznając, że samotny mężczyzna nie powinien wychowywać niespokrewnionej z nim dziewczynki. A jednak Sophie - wciąż pamiętająca z pierwszych miesięcy swojego życia matkę - postanawia uciec po to, by odszukać wiolonczelistkę, której jest córką. Obydwoje wyruszają do Paryża, a tam dziewczynce w szukaniu matki pomagają inne dzieci, takie, które żyją na dachach.

Przepiękna, poetycka opowieść o sile miłości i o tym, jak wiele w życiu człowieka znaczą ci, którzy go kochają i pozwalają w owej miłości mu wzrastać, rozwijać się, stawać się dojrzałym, także emocjonalnie.

Mam nadzieję, że i Wy zauroczycie się historią opowiedzianą przez Katherine Rundell.

Jesteś najcudowniejszą przygodą mojego życia. Bez ciebie moje dni będą jak bez światła. [s. 45]

19 października 2017

Bronnie Ware. Czego najbardziej żałują umierający.

Dotarłam do tej książki dość krętą drogą. W oczy wpadł mi tytuł Twój rok na zmianę i kiedy zerknęłam we fragmenty uznałam, że może jest to coś, z czym warto się zapoznać. Gdy jednak zaczęłam sprawdzać, czy autorka napisała coś jeszcze, okazało się, że jej pierwszą książką była ta, którą Wam dziś przedstawiam.

Bronnie Ware przez pewien czas w życiu wiodła życie nomadyczne. Mieszkała tam, gdzie akurat znalazła pracę lub opiekowała się mieszkaniem znajomych i w tym samym mieście szukała pracy. Gdy pierwszy raz trafiła jako opiekunka do domu osoby umierającej nie miała doświadczenia radzenia sobie z chorymi terminalnie. Mimo to - jej postawa wobec umierającego człowieka - była na tyle adekwatna, że zaczęto ją polecać.

Najważniejsze w tej książce jest jednak nie to jak życie samej Bronnie zmieniło się pod wpływem zajęcia jakie wykonywała (a zmieniło się bardzo), ile to, co kobieta usłyszała od osób żegnających się z życiem.

Za dużo pracy, za mało miłości. Zbyt mało czasu dla przyjaciół, niedostrzeganie szczęścia, poczucie winy, brak odwagi do okazywania uczuć, życie według tego, czego chcą od nas inni, a nie tego, czego my chcemy dla siebie. To tak w wielkim skrócie. Znacie te uczucia? Pojawiają się Wam czasami takie myśli, że może za dużo jest w Waszym życiu dobrego, a zbyt wiele pośpiechu i bylejakości? Żaden z rozmówców Bonnie Ware nie żałował, ze miał za mały dom, kiepski samochód, a jego zarobki były niewystarczające. Nie, każdy żałował czegoś, co lokuje się w emocjach, uczuciach, co stanowi o naszym człowieczeństwie.

To ważna, uświadamiająca książka. To zapis tego, co może stanowić dla nas otrzeźwienie, a może być po prostu zlepkiem słów. Mam jednak nadzieję, że historie opisane przez Bronnie Ware dadzą Wam, tak jak i mnie, do myślenia. Może zdobędziecie się, by powiedzieć komuś dla siebie ważnemu, jak bardzo jest dla Was ważna jego obecność?

16 października 2017

Natasza Socha. Zula w szkole czarownic.


Zula oswoiła się już z tym, że jest czarodziejką. Poddaje się podekscytowaniu, cieszy się każdą możliwością zaprezentowania swoich umiejętności i jednocześnie ma świadomość, że są one - szczególnie w porównaniu z umiejętnościami jej ciotek, Heli i Meli - niewielkie. Dziewczynka dostaje jednak zaproszenie do szkoły czarownic prowadzonej przez jej babcię, Wielką Czarownicę Lilianę. Na miejscu spotyka koleżanki, a wśród nich Matyldę, której mama - podobnie jak mama Zuli - uważa, że czary to tylko wymysły, a liczy się jedynie to, co można pojąć umysłem.

Latanie i tajemne właściwości ziół i innych roślin to podstawowy program edukacyjny. W tym czasie ciotki Zuli muszą zmierzyć się z zadufanym burmistrzem, który postanowił postawić własny pomnik na magicznej łące. Na szczęście, mimo nieobecności Zuli, jej przyjaciele Kajtek i Maks są gotowi walczyć wraz z Helą i Melą o ocalenie polany.

A tymczasem Zula staje przez wyzwaniem - jej przyjaciółka zaginęła. Czy dziewczynka poświęci dla przyjaźni swoje bezpieczeństwo i wyruszy w podróż w nieznane, podróż najeżoną trudnościami i niebezpieczeństwami?

Piękna, podobnie jak poprzednio opowiadana przez Nataszę Sochę, historia o przyjaźni i tym, jak inny ludzie są dla nas ważni. I jak dbać o to, by wiedzieli, że są ważni.

Polecam:)

13 października 2017

Renzo Allegri. Natuzza Evolo. Rozmawiałam z aniołami i zmarłymi.


Przyznacie, że tytuł książki brzmi niewiarygodnie. Bilokacja, hemografie, stygmaty i możliwość prowadzenia rozmów z aniołami i osobami zmarłymi w stereotypowym myśleniu szybciej skojarzą się nam z zamierzchłymi czasami, jakimś XIV i XV wiekiem, niż czasami nam jak najbardziej współczesnymi. Drugi błąd jaki możemy popełnić to ten, gdy założymy, że skoro Natuzza doświadczała tego wszystkiego, była osobą bardzo wykształconą,  poruszającą się śmiało wśród mądrych ksiąg. Okazuje się jednak, że owa mistyczka, mieszkająca w niewielkim miasteczku na południu Włoch, żyła skromnie, była osobą skromną, a to co stało się jej udziałem determinowało jej  proste życie.

Renzo Allegri, prowadząc w popularnym czasopiśmie "Gente" w roku 1977 cykl artykułów o zjawiskach nadprzyrodzonych zetkną się z postacią Natuzzy. Wyruszył do Paravati, aby porozmawiać z nią i o niej. Jedną z pierwszych rzeczy jaką usłyszał było:
Natuzzy nie da się zdefiniować. To osoba pozbawiona ograniczeń. Choć znamy ją od lat, zawsze widzimy w niej coś nowego. Chociaż wszystko, co dzieje się wokół niej, nawet najgłośniejsze sprawy, odbywają się w sposób bardzo zwyczajny i spontaniczny. [s. 26]
Wstrząsające jest czytanie o tym, że Natuzzę odwiedził św. Franciszek z Paoli, że św. Tomasz Akwinata uprzedził, by się nie bała, że od momentu ich spotkania już zawsze będzie widywać umarłych. Evolo opowiadała dziennikarzowi o tym, z jakich powodów przychodzą do niej umarli, co ich ku temu skłania i jakie dobre rzeczy mogą z tego wyniknąć dla osób żyjących. Znajomi wspominali swój strach wiążący się z odkrywaniem darów Natuzzy - bilokacji czy - może nawet szczególnie - hemografii. 

Renzo Allegri przeanalizował życie Natuzzy Evolo. Urodziła się, żyła i zmarła w tym samym miejscu, wśród ludzi, których znała zawsze. Każdy z nich mógł opowiadać o niej i swoim z nią - i jej darami spotkaniu. Dziennikarz rozmawiał także z ludźmi, w których Natuzza pracowała, dowiedział się, że poddano w wątpliwość jej stan psychiczny i skierowano ją do szpitala na obserwacje, badał stosunek władz kościelnych do doświadczeń kobiety.

To co i w jaki sposób autor pisze o mistyczce, pokazuje jasno, że doświadczenia Naruzzy zrobiły na nim - osobiście - wyjątkowe wrażenie. Pisał o niej tak:
(...) Natuzza z pewnościa nie była "biednąi prosta włoską analfabetką, lecz kobietą, która prowadziła niezwykle intensywne życie wzbogacane przez doświadczenia mistyczne i codziennie spotkania z ludźmi. A jej psychika, czyli cała sfera emocjonalna, potrafiąca wytrzymać trud fizyczny, wszelakiego rodzaju stres, niepewności, przeciwieństwa i wątpliwości, to była psychika godna mistrza duchowości, giganta, prawdziwego bohatera, niesamowitej "córki Bożej". [s. 176].
Najważniejszy dar Natuzzy - dar rozmawiania z umarłymi jest darem i wielką tajemnicą. Ale jak pada w jednym ze zdań w książce - dar ów powierzono Natuzzie, by stała się narzędziem przez jakie Bóg przemówi do ludzi. Sięgnijcie po tę książkę, poczytajcie o włoskiej mistyczce i znajdzcie w jej życiu coś dla siebie.

10 października 2017

Christopher Edge. Równanie Jamiego Drake’a.


O ile w poprzedniej książce Christophera Edge’a czytelnicy zaproszeni byli do poznawania tajników fizyki kwantowej, tak w tej – opowiadającej o Jamiem Drake’u i jego najbliższych - wędrujemy na orbitę okołoziemską. 

Tytułowy bohater jest synem komandora Dana Drake’a, który – podczas pobytu ojca w Międzynarodowej Stacji Kosmicznej – dba o to, by świat jego rodziny nie zachwiał się i nie rozpadł. Chłopiec musiał w życiu przywyknąć do częstych zmian domów i szkół, a teraz uczy się koegzystować z Mamą i młodszą siostrą w domu dziadka, byłego muzyka rockowego. Nowe środowisko szkolne ekscytuje się dokonaniami astronautów, Jamie jest wypytywany przez kolegów i nauczycieli o wiadomości z kosmosu, a on… On by chciał, aby tata był w domu i świętował z nim urodziny.

Jamie poszukuje tego, co ważne, scalające dla jego rodziny i tak oto trafia na wzgórze z nieczynnym od dawna obserwatorium. Spotyka tam profesor Forster, astronomkę, która dzięki Naziemnej Stacji Laserowo-Optycznej, połączonej z Kosmicznym Teleskopem Hubble’a, poszukuje śladów życia w Kosmosie. W wyniku drobnego zamieszania, chłopiec staje się zaangażowany w tę sprawę bardziej, niż mógłby przypuszczać.

Po raz kolejny Christoper Edge pokazuje jak istotna jest w naszym życiu rodzina. Na przykładzie Jamiego i jego najbliższych, dąży do uświadomienia czytelnikom, że czasami szukanie czegoś z dala od domu, działanie skupiające się na pewnej idei nie związanej z bliskimi, może odebrać to, co najważniejsze. Obudowawszy emocje treściami edukacyjnymi zwraca uwagę młodych, męskich czytelników, na to, że da się to połączyć, że bycie mężczyzną nie oznacza tylko zamiłowania do tzw. ścisłych dziedzin naukowych, ale też wyraża się w koegzystencji z własnymi pragnieniami, potrzebami, marzeniami i okazywaniem miłości.

Niewiele jest współcześnie pisanych książek dla męskich, młodszych nastolatków. Jeszcze mniej – dobrych, wartościowych, pisanych z polotem. Christopher Edge jest w czołówce – poznajcie jego twórczość.

05 października 2017

Aneta Jadowska. Szamańskie tango.


Nie wiem jak jest z Wami, ale ja o przeczytanych książkach, którymi chcę się z Wami podzielić, staram się pisać od razu po skończonej lekturze. Nie zawsze mam taką sposobność, czasami koncepcja tego, co chcę napisać kluje się zbyt długo. Zbyt długo, bo gdy upłynie za dużo czasu od chwili w której książką czytałam, do chwili, w której o niej piszę, zaczynają mi się zamazywać szczegóły i muszę czytać jeszcze raz.

Tym razem owo "muszę" było przyjemnością:)

Piotr Duszyński otrzymał w darze, od losu i swojej byłej, córkę. Uczy się być ojcem i kompletnie zapomina o tym, że ani on, ani mama Kurczaczka nie wiedzą, jak magiczną nastolatkę nauczyć być osobą o nadprzyrodzonych zdolnościach. Kiedy dziewczyna zaczyna podejmować różne próby oswojenia własnych umiejętności, wydaje się być za późno na jakiekolwiek działania. A jednak... Dla córki Witkacy jest w stanie zrobić wiele. Także to, na co nigdy wcześniej nie chciał się zdecydować...

Gdy czytałam tę zawadiacką i wcale nie będącą grzeczną historię o sile ojcowskiej miłości, pomyślałam o tym, że ubrana w sztafaż fantastyki ma szanse dotrzeć do zupełnie innego grona odbiorców niż reportaże o ojcostwie. A przecież i tu, i tu liczy się to, jak wiele dorosły jest w stanie poświęcić swojemu dziecku.

P.S. Nie, nie bójcie się - książka nie ma tonu nostalgiczno-smętliwego. Jest ostro, chwilami na granicy grozy, z dawką humoru, do której przyzwyczaiła nas Aneta Jadowska.

03 października 2017

Augustine Thompson OP. Franciszek z Asyżu. Nowa biografia.


Być może - widząc podtytuł - żachnęliście się, bo niby jak nową może być biografia kogoś, kto zmarł w 1226 roku. A jednak Augustine Thompson OP przyjrzał się na nowo postaci Świętego i zarówno dla siebie, ale przede wszystkim dla nas, odkrył go na nowo.

Całość książki podzielona została na dwie znaczące części. Jedna z nich przedstawia życie św. Franciszka i podzielona jest na rozdziały według znaczących wydarzeń w życiu pokutnika z Asyżu, a zakończona sugestiami do dalszych lektur. Druga skłania do bliższego przyjrzenia się zarówno metodom i źródłom badawczym zastosowanym przez Autora, jak i temu, w jaki sposób poprzedzający go badacze, konstruowali swoją wiedzę o św. Franciszku. Ojciec Augustine, jako historyk, szczególną uwagę zwrócił na solidne udokumentowanie tego, o czym pisze; widać to i w treści poświęconej św. Franciszkowi, i w objaśnieniach do poszczególnych rozdziałów.

Przyznaję, że w wiedzy o św. Franciszku zatrzymałam się na poziomie jaką ma zapewne większość z nas sytuując go gdzieś blisko zwierząt i ubóstwa do granic przeżycia. Opracowanie o. Augustine pokazało mi kim był Święty, co było dla niego istotne w życiu z Bogiem i jakim przeciwnościom musiał stawiać czoła w swojej posłudze. Począwszy od ubrań, w których chodzili bracia, miejsc ich zamieszkania, przez wegetarianizm, ochronę Klary i Ubogich Pań, po kwestie znacznie poważniejsze, bo związane z duchowością.

Druga część książki to bogactwo wiedzy, którą wciąż przyswajam. Sięganie do wielu źródeł na które powołuje się Autor, jest mi niedostępne językowo, więc tym większą odczuwam radość z lektury książki.

Bez względu na to, czy bardziej interesuje Was życiorys Świętego, czy to, jakimi metodami po tylu wiekach można wciąż doszukiwać się w jego życiu czegoś nowego, zachęcam, abyście sięgnęli po książkę Franciszek z Asyżu. Nowa biografia. Warto.