30.11.19

925 wpis o Sisi


W ostatnich dniach sierpnia 2006 roku znalazłam na szybie sklepu zoologicznego kartkę głoszącą "Oddam kocięta". Zadzwoniłam pod wskazany numer i umówiłam się na oglądanie. Kilka dni później w moje życie wkroczyła Sisi.


Mała, bardzo charakterna kotka zawładnęła mną błyskawicznie. Towarzyszyłyśmy sobie wzajemnie robiąc razem wszystko to, co robić razem mogą kot i człowiek. Przemierzyła ze mną setki kilometrów, mieszkała w wielu mieszkaniach, zasypiała na niezliczonych tomach książek. Mruczała do mnie, fukała obrażona, lizała w nos, gdy chciała mnie obudzić i wtulała się tak, jak robiła to będąc kocim dzieckiem.


Spacer po plaży, picie kawy na balkonie, odpoczynek pod krzakami róż w ogrodzie, witanie w progu, dzielenie talerza, poduszki, ręcznika. Wspólne strojenie choinki, pocieszanie po śmierci Gusi i Sary, wyniańczenie Nusi, przytulanie w tych wszystkich chwilach, w których miałam dość. To wszystko, i wiele więcej, jej zawdzięczam. To wszystko, co od niej dostałam, jest nie do przecenienia.


To Sisi była Kociokwikiem. Od niej się zaczęło, dzięki niej do domu trafiły kolejne koty i psy, jej mądrość pozwoliła na to, bym dzięki niej uczyła się zwierząt, miłości do nich i miłości od nich.


Była przy mnie, a ja byłam przy niej. Byłyśmy ze sobą do jej końca - zasnęła w moich ramionach.


Ten kto kocha i kto ma zwierzęta, wie jak się teraz czuję. Kto nie, a nie umie być empatyczny - wiedzieć nie będzie. Ale ten wpis ma też inny cel, nie tylko opowiedzenie o tym jak trudno jest mijać legowisko, na którym ostatnio spała, a teraz jest puste i jak boli, gdy napełnia się jedzeniem o jedną miskę mniej, niż jeszcze wczoraj.


Nasze zwierzęta dają nam radość, miłość, oddanie. Dają nam też ból - cierpią, chorują, umierają. To ostatnie w wielu przypadkach zależy od nas, od tego kiedy pozwolimy im odejść. Od tego, kiedy przedłożymy ich dobrostan, nad nasze poczucie bycia osamotnionymi.


W ręcznik, który dla Sisi stanowił całun, zawinęłam wczoraj wraz z nią swoje serce. To jednak, oddawane wraz z odchodzącymi zwierzętami, ma niebywałą moc; jest przy nich, a jednocześnie jest z tymi, które wciąż towarzyszą mi w życiu. Oddawane umierającym dzieli się, by objąć żyjących.


Trzy dni przed Sisi umarła Lulu, koteczka mieszkająca z moją Siostrą i jej Córką. Była 2 miesiące starsza od Sisi. Wierzę, że są teraz ze sobą, tak jak na tym zdjęciu.

7 komentarzy:

Leacathy pisze...

Pięknie to napisałaś. Ja nie potrafię opisać tego co czułam, gdy utraciłam kotki i wierną przyjaciółkę-psa. Ale wiem, że bardzo doceniam towarzystwo kolejnych zwierząt, które pojawiają się w moim życiu. Robię im tak samo wiele zdjęć, jak moim pierwszym zwierzęcym przyjaciołom, czasem rozpieszczam do granic możliwości i kocham jak za pierwszym razem.

Ściska m mocno.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Leacathy,
Z drżącym sercem patrzę jak podstrona Kociokwiki i Tymczasy zapełnia się gwiazdkami przy imionach zwierząt; tych, których już że mną nie ma jest coraz więcej.

Drevni Kocurek ^^ pisze...

❤️

amyszka pisze...

Bardzo współczuję straty ...:(((

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Drevni Kocurek,
dziękuję.
Amyszko,
dziękuję.

Pies w Swetrze pisze...

Przytulam

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Dziękuję.

Copyright © 2016 Prowincjonalna nauczycielka , Blogger