Świąteczne dni upłynęły - jak wszystko, co miłe - zdecydowanie za szybko. Przygotowując dom do wizyty Heli z rodzicami wyciągnęliśmy łóżeczko turystyczne, które wzbudziło koci entuzjazm. Gdy już znalazła się w nim pościel, co chwila któryś z kotów przymierzał się do spania. Starsze i bardziej doświadczone kotki uzbroiły się w (obcięte) pazurki i bogaty repertuar syków, by dać Helenie do zrozumienia, że nie chcą być głaskane, ani - co straszniejsze - noszone na rękach. Nawet Duszka syczała. Wojtek nie spodziewał się żadnych ataków i skutkiem tego, to on najczęściej był przytulany, noszony, głaskany i wywabiany z kryjówek za pomocą niecnych podstępów. Miara krawiecka ciągnięta po podłodze działa cuda:-) Goście wyjechali zostawiając łóżeczko, a my rzuciliśmy się w wir pracy. Skutkiem tego widywałam koty zasypiając (może nawet bardziej je czułam niż widziałam) i o poranku, gdy grzecznie w kolejce czekały przy miskach. Oczywiście nie codziennie i nie wszystkie, bo na prz...
O czytaniu, książkach, pisaniu. O tym co warto i z kim poczytać. O zwierzakach, bez których dom staje się nudny. O życiu, po prostu:)