Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty pasujące do zapytania herriot

James Herriot i jego zwierzęta

Wydane przez Wydawnictwo Czytelnik/ Zysk i S-ka Uwielbiam poczucie humoru Jamesa Alfreda Wighta i sposób w jaki opowiada on o swojej praktyce weterynaryjnej. Istotą opowieści są zwierzęta, ale równie ważnymi bohaterami są farmerzy z jakim przyszło się Autorowi stykać oraz przeuroczy i równie trudny jak przeuroczy rejon Północnego Yorkshire. Bohatera opowieści, czyli alter ego pisarza, Jamesa Herriota poznajemy, gdy zjawia się w Darrowby na zaproszenie tamtejszego weterynarza Sigfrieda Fernona. Zestresowany, niespokojny o własną przyszłość absolwent szkoły weterynaryjnej otrzymuje od starszego kolegi propozycję, o której nawet nie śmiał marzyć i tak zaczyna się jego przygoda wiejskiego doktora. Towarzyszymy Herriotowi w jego pierwszych zabiegach weterynaryjnych, obserwujemy jak wtapia się w społeczność i świadomość mieszkańców rejonu Darrowby, jak zakochuje się, żeni, odbywa służbę wojskową podczas wojny, rodzą mu się dzieci, a on sam jest coraz starszy. Ty...

James Herriot. Kocie opowieści.

W książeczce znajduje się 10 opowieści, których bohaterami są koty. Herriot przedstawia nam te niezwykłe kocie osobowości z właściwym sobie poczuciem humoru i czułością.

James Herriot. Weterynarze mogą latać.

W tym tomie towarzyszymy bohaterowi w szkoleniu wojskowym w RAF-ie. Herriot biega, zmywa naczynia, kopie, ćwiczy i jednocześnie wspomina miłe chwile jakie zdarzały mu się podczas pracy ze zwierzętami. Książki takie jakie wychodzą spod pióra Herriota i Durrella są dla pasjonatów. Trudno przekonywać do nich kogoś, kto niespecjalnie lubi zwierzęta lub ma do nich stosunek obojętny. Tym, którzy prezentują postawy odmienne - czyli bardzo lubią zwierzęta - wystarczy podsunąć książkę, bądź zacytować fragment opowieści jednego z tych autorów, by zapragnęli poznać resztę ich twórczości.

James Herriot. Nie budźcie zmęczonego weterynarza.

Kolejny tom przygód młodego weterynarza w Yorkshire. W tym tomie James decyduje się poprosić Helen, by została jego żoną. Czyta się świetnie, a historie przedstawione w książce są bardzo interesujące. P.S. Gdy miałam naście lat odkryłam Geralda Durrella. Musiałam czekać kolejne naście, by odkryć Herriota?;)

Święto Książki wciąż trwa...

Dzień Książek postanowiłam poświęcić na odwiedzenie bibliotek. Obeszłam trzy, a później wzięłam udział w happeningu organizowanym przez bibliotekę miejską w centrum miasta. Każdy kto miał chęć mógł przeczytać fragment książki pod czujnym uchem aktora nieodległego teatru, a chętnych było sporo. Oto moje świąteczne pożyczanki: Ranya Paasonen. Pozycja słońca. Skusiłam się, bo zaintrygowała mnie biografia autorki – jest córką Finki i Egipcjanina, mieszkała w Indiach, Egpcie, Arabii Saudyjskiej i Finlandii. Powieść w dużej mierze oparta jest na doświadczeniach autorki. Małgorzata Lutowska. Dla siebie znalezioną ścieżką. To książka debiutowa, a jak wiadomo – z debiutami jest różnie. Zdecydowałam się na wypożyczenie tej książki, ponieważ jest to beletryzowany przewodnik po Dolnym Śląsku. Rok temu, mniej więcej o tej porze roku, spędziłam kilka dni w Karpaczu. Będzie to dla mnie miły powrót do tamtych stron:) James Herriot. Jeśli tylko potrafiłyby mówić. To chyba nie wymaga komentarza;) Cath...

James Herriot. To nie powinno się zdarzyć.

Tym razem jest to drugi tom z cyklu "Wszystkie stworzenia małe i duże", ale brak chronologii w czytaniu jakoś mi nie przeszkadza. Młody weterynarz dopiero od niedawna pracuje u przyjaciela i poznaje okoliczne farmy, zwierzęta, ludzi.

James Herriot. Weterynarz w zaprzęgu.

Nie znam filmu "Wszystkie stworzenia duże i małe", a do książki zachęcił mnie tytuł. Po kilku przeczytanych stronach rzuciłam się do poszukiwań innych książek tego autora w katalogu biblioteki. Są. I z pewnością je przeczytam. Bohater tej książki jest wiejskim weterynarzem. Odwiedza farmerów i ich zwierzęta, ale opiekuje sie też małymi zwierzętami - psami, kotami, papugami. Jego spotkania z pacjentami opisane są barwnie, plastycznie i z humorem.

Ulubione serie, czyli...

wpis, do którego zainspirowała mnie Karolina z bloga Zwiedzam wszechświat . Istnieją książki, do których zawsze wracam z przyjemnością. Joanna Chmielewska, Lucy Maud Montgomery, Agatha Christie, Gerald Durrell to autorzy podręczni i blisko serca. To ich książki ratują mnie podczas czytelniczej niemocy, po ich powieści sięgam, gdy jestem tak zmęczona, że nie mam siły skupić się na niczym, co musiałabym zapamiętywać. Ich opowieści niczym ciepłe, przyjemne w dotyku swetrzysko opatulają słowami, a ich największą mocą jest to, że są. Wśród wielu przeczytanych przeze mnie książek trafiłam jednak na takie, które - zostawiwszy niezatarty ślad w moim czytelniczym życiu - są mi bliskie, ale nie aż TAK bliskie, jak te wspomniane wcześniej. Darzę ich Autorów wyjątkową estymą, bohaterów znam i traktuję jak własnych znajomych oraz emocjonuję się przy każdym z nimi spotkaniu. James Herriot i jego zapiski początkującego (i coraz bardziej doświadczonego) weterynarza. Napisane z olbrzymim poc...