02 lutego 2014

Suzanna Clarke. Dom w Fezie.


Wydane przez
Wydawnictwo Lambook

Jestem ostrożna wybierając książki, których akcja dzieje się poza obszarem kulturowym Europy wiedząc, że nie zawsze jest mi z nimi po drodze. "Dom w Fezie" wybrałam starannie i jestem bardzo zadowolona z tego, że to właśnie przez tę książkę nawiązałam znajomość z tym co publikuje wydawnictwo reklamujące się hasłem "Zorientuj się z nami na Orient".

Dwoje Australijczyków, Suzanna Clarke i Sandy McCutcheon, na fali zachwytu odczuwanego podczas podczas wycieczki do Maroko decydują się, dość nieoczekiwanie dla siebie, na kupno domu w Fezie. Mimo nakładu kosztów jaki należałoby ponieść, by kupić dom, by wyremontować go zachowując tradycyjny wygląd, by - co szalenie istotne - porozumieć się z mieszkańcami mówiącymi głównie w daridży i sporadycznie w języku francuskim, idea własnego domu w medynie zawładnęła myślami i sercami bohaterów opowieści tak mocno, że już nie było odwrotu.

Historia opisana przez Suzannę Clark pokazuje to, co trudne w komunikacji i zaakceptowaniu sposobu życia mieszkańców Fezu. Na szczęście Autorka czyni także obserwacje o znacznie bardziej pozytywnej wymowie. Ot, choćby tę:
Z drugiej strony pewne przestępstwa, jak choćby handel narkotykami, które na zachodzie są na porządku dziennym, w Maroku praktycznie nie występują. Dzieje się tak dlatego, że to, co najczęściej popycha mieszkańców zamożnych krajów w objęcia nałogu, czyli samotność i wyobcowanie, tutaj właściwie się nie zdarza. [s.112]
Zaangażowałam się w "Dom w Fezie". Kibicowałam Suzannie w szukaniu robotników do pracy, podczas jej wizyt w urzędach, w chwilach, w których próbowała walczyć z wszechobecnym kurzem i tym, w których odczuwała radość z kolejnego ukończonego i pięknego fragmentu domu. Współodczuwałam zmęczenie remontem i satysfakcję płynącą z tego, że udało się jej osiągnąć cel - uratować podupadający, tradycyjnie zbudowany dom i stworzyć sobie azyl.

Pozostaję zauroczona.

P.S. Blog pisany przez Suzannę i Sandy'ego.

3 komentarze:

Pani_Wu pisze...

Hm, odczuwam pewien przesyt literaturą opowiadającą o zmianie życia poprzez kupno i remont domu. Czy ta książka wnosi coś nowego do tego domkowego nurtu?

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Pani_Wu,
pewnie nie;-) Oprócz kolorytu Maroka:-)

Eliza K. pisze...

Ja staram się pozostawać w granicach Europy i Ameryki. Lektury pozostałych części świata były dla mnie zawsze rozczarowaniem. Może źle trafiałam, jednak jeżeli na kilkanaście książek 100% traktowało o przemocy, brutalności wobec dzieci i ekstremistach, to coś jest nie tak.