19 września 2016

Joanna Jagiełło. Zielone martensy.


Choć Szekspir pisał, że zazdrość jest potworem z zielonymi oczyma, to moje skojarzenia z zielenią są zdecydowanie bardziej pozytywne. Nadzieja i przyroda, relaks, odpoczynek, to co ciepłe, miłe i bezpieczne.

Być może  podobne skojarzenia ma Opta - jedna z bohaterek doskonałej powieści Joanny Jagiełło – i dlatego właśnie chadza w zielonych martensach. To widoczne z daleka buty oraz umiejętność szukania we wszystkich życiowych wydarzeniach ich dobrej strony, wyróżniają dziewczynę spośród rówieśniczek.

Drugiemu bohaterowi książki, Feliksowi, jakby na przekór imieniu, jest dużo trudniej niż Opcie dostrzegać pozytywne aspekty codzienności.  Niepozorny wygląd, brak umiłowania sportu, młodsza siostra, mama pracująca za granicą i babcia, która – gdy choruje – wymaga daleko posuniętej opieki chłopaka, sprawiają, że trudno mu nawiązać relacje z koleżankami i kolegami ze szkoły, a i z akceptacją tego, co stało się jego udziałem, ma kłopoty.

Spotkanie tych dwojga, tak różniących się od siebie nastolatków, otwiera ich na nowe doświadczenia, pokazuje im to, że choć ich rodziny są niezbyt przystające do idealnego, promowanego modelu 2+2, to można w nich odnaleźć miłość, wzajemny szacunek, bliskość.

Joanna Jagiełło ma ową przecudowną zdolność pisania o sprawach młodych ludzi, jakby one wciąż dotykały ją osobiście. Udanie przedstawia kwestię relacji szkolnych i trendu, w którym należy mieć odpowiednie ubranie, wyposażenie i sprzęt, by być lubianym. Pokazuje, jak wymagające potrafi być życie, gdy jest się sierotą (obojętnie, czy pół sierotą, czy eurosierotą) i przed jakimi wyzwaniami codziennie stawia tych, którzy na etapie kształtowania osobowości i relacji ze światem, szukają swojego w nim miejsca.

Dużo można się z tej książki nauczyć. Owszem, adresowana jest do nastolatków, ale myślę, że i ich rodzice powinny do niej sięgnąć.

Polecam.

2 komentarze:

Moje zaczytanie pisze...

Uwielbiam zielony kolor i gdyby ktoś mi takie martensy podarował to chodziłabym w nich nie zważając na swój babciny wiek.
Prawie nie czytuję książek o młodzieży, bo ze swojej wyrosłam a wnuków nie wiem czy się doczekam. Jednak ta książką zostałam zainteresowana, bo tez porusza wiele ważkich współcześnie tematów i jest wyraźnie inna na tle tego co dzisiaj się pisze i wydaje o młodzieży.

Zapytam i nią w bibliotece a jak jej nie maja to ja podsunę.

Załączam pozdrowienia.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Lubię książki dziecięce i młodzieżowe. Obserwuję jak zmienia się sposób pisania, jak w inny sposób niż wcześniej, Autorzy próbują opisywać to, co się nie zmienia - to co dotyczy każdego dziecka i nastolatka.

Pozdrawiam:)