18 września 2016

Niedzielnik nr 61 (o pieniądzach)


Już jakiś czas temu wiedziałam, że dziś napiszę ten tekst. Od chwili, w której go sobie wymyśliłam, próbuję wrócić pamięcią do pierwszej wizyty w bibliotece. I, niestety, nie mam takiego wspomnienia...

W moim domu zawsze były książko. Dużo książek. Może z tego powodu biblioteka nie wydawała mi się miejscem magicznym, nie była odkryciem tak emocjonującym, by odznaczyć się w pamięci.

Książki w szkolnej bibliotece na wsi obłożone były w szary papier. Kolejna szkoła, w której się uczyłam, robiła konkursy na liczbę wypożyczonych książek, co budziło mój gwałtowny sprzeciw. Ale w końcu zaprzyjaźniłam się z otoczeniem biblioteki szkolnej na tyle, by móc spacerować między regałami; zbyt często na propozycje składane przez bibliotekarkę odpowiadałam "czytałam";-) Biblioteka miejska mieściła się w zamku i aby z niej korzystać trzeba było wkładać muzealne kapcie - wielgachne, z filcu. Na piętro, do działu dla dorosłych, wiodły kręcone schody i przyjemność obcowania z biblioteką zdecydowanie zakłócał mi lęk, że schodząc z naręczem książek potknę się w tych kapciach i spadnę przypłacając miłość do literatury kontuzją.

Moje dorosłe spotkania z bibliotekami są o wiele przyjemniejsze. Biblioteki są dla mnie niewyczerpanym źródłem odkryć i przyjemności wędrowania po literackim świecie. Lubię ich klimat, zarówno tych nowoczesnych, naukowych - takich jak BUW, czy CINiBA - jak i tych mniejszych, będących jedynym miejscem szerzenia kultury w niewielkich miejscowościach. 

Z tej biblioteki pożyczyłam Tolkiena. Film wchodził do kin, a ja nie wiedziałam o co tyle szumu. Książki były zamówione, ale osoba, która je zarezerwowała miała pojawić się po weekendzie. Porwałam je z biblioteki w piątek, na koniec dnia i w poniedziałek rano odniosłam. Cały weekend wędrowałam z hobbitami...


W tej samej bibliotece, ale już w nowszej siedzibie, poprowadziłam po raz pierwszy spotkanie autorskie.


Są takie biblioteki, w których czuję się jak w domu. Tak było z tą z poniższego zdjęcia. Bywałam tam mniej więcej raz w tygodniu, znałam ułożenie książek na półkach i mimo, że aby do niej dotrzeć musiałam przejść dobrych kilka kilometrów, każdorazowo wędrowałam z plecakiem pełnym książek.


W BUW-ie po czytałam swoją pierwszą powieść Majgul Axelsson, w Narodowej zgłębiałam czasopisma na mikrofilmach, w bibliotece na wzgórzu katedralnym we Fromborku szukałam informacji o Koperniku (i ochłody), a werbistowskie zbiory biblioteczne w Pieniężnie zachwycały mnie potęgą materiałów pedagogicznych. W elbląskiej bibliotece poznawałam ideę Dyskusyjnych Klubów Książki (Olu, pozdrawiam!)

Gdy zamieszkałam na Śląsku oswajanie nowej przestrzeni zaczęłam od wizyt w bibliotekach. Odwiedziłam Katowice i ościenne miasta wędrując szlakiem regałów z książkami. Do dziś mam karty biblioteczne tych bibliotek, z których korzystałam. Bo korzystam, jak się domyślacie, głównie ze zbiorów tej, w której pracuję.

Jutro w Katowicach zaczyna się głosowanie na projekty zaproponowane do realizacji ze środków budżetu obywatelskiego (partycypacyjnego) przez mieszkańców. Wśród nich jest wiele takich, których beneficjentem ma szanse stać się Miejska Biblioteka Publiczna w Katowicach.


Projekty mają dwojaki charakter. Jedne dotyczą całego miasta i aby przeznaczono je do realizacji muszą otrzymać 135 punktów, inne realizowane są w obszarze dzielnic i wystarczy 45 punktów, by w przyszłym roku z pomysłu i propozycji stały się realną zmianą.

Szczególnie bliskie są mojemu sercu te projekty, które dotyczą komputeryzacji i remontów Filii bibliotecznych, organizacji spotkań autorskich i warsztatów pisarskich oraz zakupów nowości książkowych, także w wersji audio. Chyba Was to nie dziwi?

Domyślam się, że większość z Was, Czytelników bloga, mieszka poza Katowicami. Tych jednak, którzy mieszkają, namawiam do tego, by wsparli swoimi sześcioma punktami (3 na projekty ogólnomiejskie i 3 na projekty lokalne) Bibliotekę. Przyjemnie jest mieć dobre wspomnienia z biblioteką, a do takich z pewnością zaliczyć będzie można świadomość, że zrobiło się coś dla niej. Na stronie Miejskiej Biblioteki Publicznej w Katowicach znajdziecie listę wszystkich projektów wraz z ich numerami. Tych z Was, którzy w Katowicach nie mieszkają, zachęcam do sprawdzenia, czy macie wpływ na to, w jaki sposób wydawane są miejskie/gminne pieniądze w Waszych miejscowościach. Któż wie, może i Wy macie sposobność, by wesprzeć własną bibliotekę głosując na projekty w niej realizowane?


Parafrazując: nie pytaj co biblioteka zrobi dla Ciebie - sprawdź co Ty możesz zrobić dla biblioteki. Zapraszam do głosowania!

P.S. No i zawsze możecie sprezentować Bibliotece książki:)

Brak komentarzy: