19 kwietnia 2017

Anna Fryczkowska. Żony jednego męża.


Lubię pisanie Anny Fryczkowskiej. Niektóre bardziej, inne nieco mniej, ale z dużą ochotą sięgam każdorazowo po pisane przez nią powieści. Jestem ciekawa tego, co powstaje z jej wyobraźni, cieszą mnie nowe odsłony pozornie codziennych spraw, jakie Autorka funduje czytelnikom.

Warszawa. Żoliborz. Dom. Zauroczona Wojtkiem Anita spodziewa się ich pierwszego dziecka. Decydują się zatrudnić pomoc, do prowadzenia domu, ogrodu, sprzątania, gotowania. Z nieodległej od stolicy miejscowości przyjeżdża Renata. Na świat spogląda tradycyjnie, reprezentuje coś, co jest przeciwieństwem życia Anity. Pewnego dnia Renata płacze i spakowana chce odchodzić - pokochała Wojtka. Wojtek pokochał ją i kocha także Anitę. Czy da się żyć tak, by dzielić się jednym mężczyzną? Czy da się żyć tak, by kochać dwie kobiety? Jak wyjaśnić dzieciom, że ich rodzina nie jest typową rodziną?

Według ludzi i sakramentu żoną jest ta, która pojawiła się w życiu Wojtka druga. A kim jest Anita? Sąsiadką? Siostrą? Daleką kuzynką? Jak mówić o sobie innym? W jaki sposób poruszać się społecznie, by nie naruszyć delikatnego, pełnego czułości, miłości i wzajemnego poszanowania związku? Czy tak się w ogóle da?

Pewnie każda z nas ma w sobie Renatę i Anitę. Tę kochającą gotowanie, upatrującą w dbaniu o najbliższych powołania życiowego i tę, dla której samorealizacja i praca zawodowa są ukojeniem, a w czterech ścianach domu się męczy. Ale jeśli nawet nosimy w sobie cechy bohaterek powieści Anny Fryczkowskiej to jest nam o tyle łatwiej, ze spajamy je w jednej osobie. Ich było dwie. 

Nie wiem, czy Żony jednego męża to pytanie o kondycję współczesnej, polskiej rodziny. Bardziej skłaniam się do tego, by najnowszą książkę Anny Fryczkowskiej uznać za opowieść o wzajemnym oddaniu i o tym, jak ludzie umieją (lub nie) zmienić myślenie powodowani miłością. 

Gorąco polecam.

Brak komentarzy: