10 lipca 2017

Tamsyn Murray. Drugie bicie serca.



Ostatnio, jak widzicie, często sięgam po powieści młodzieżowe. Niby nie mam bezpośredniej styczności z nastoletnią grupą wiekową, ale przynajmniej w ten sposób staram się nadrobić pewne, uciekające, informacje o (pop)kulturze młodych. O czym dziś?

Jonny Webb ma świadomość ryzyka śmierci. Wie, że bez przeszczepu serca umrze - maszyna zwana Berlin Heart pompuje jego krew, ale wystarczy, że wytworzy się skrzep i grozi mu albo zator albo zgon. Sam o sobie mówi: jestem chłopcem bez przyszłości (...) zabijam czas i czekam, aż odpowiednia osoba umrze w odpowiedni sposób. [s. 8]

Piętnastoletni Leo cieszy się uznaniem kolegów, sympatią dziewczyn, wyrozumiałością nauczycieli i miłością rodziców. Również jego siostra bliźniaczka, mimo, iż starannie to ukrywa, czuje się bardzo z nim związana. Chłopak odnosi sukcesy w sporcie, jest popularny i zdecydowanie można go określić mianem gwiazdy.

Co Jonny i Leo mają wspólnego? Serce. A także Niamh, o której wiemy, że jest siostrą bliźniaczką Leo (choć nie wiemy jaki był jego stosunek do niej) i jednocześnie pierwszą miłością Jonnego. Czy to możliwe? I jak się w tym odnaleźć?

Powieść Tamsyn Murray podejmuje niełatwy temat transplantologii. A może mówiąc nieco prościej - tego, czy po śmieci kogoś bliskiego zdecydujemy się przekazać części jego ciała innym osobom, tym, które umrą jeśli nie dostaną czyjegoś - jak w tym przypadku - serca. I tego, czy zachowanie w tajemnicy tożsamości dawcy ma sens.

Ubrana w nastoletni klimat powieść, oprócz tak istotnych tematów o jakich powyżej, dotyka także i tych, które są ważne dla każdego z nas - relacji rodzinnych, śmierci, przyjaźni, czy pierwszej miłości. 

Tamsyn Murray, którą spotykam na swojej czytelniczej drodze pierwszy raz, udanie połączyła trudne kwestie z niefrasobliwością właściwą nastolatkom. I choć jej bohaterowie stają wobec wyzwań - dzięki wsparciu bliskich osób potrafią się z nimi zmierzyć. Nie zawsze jednak zwyciężyć.

Zachęcam do lektury.

Brak komentarzy: