13 lutego 2018

Lisa Lueddecke. Gdzie niebo mieni się czerwienią.



Jeśli zastanawialiście się nad tym, czy we współczesnych czasach wciąż powstają baśnie, to spieszę Was uspokoić - powstają. Co prawda, ich historia nie dzieją się w miejscach doskonale nam znanych, w świecie tu i teraz, a przenosi nas na wyspę Skane, do codzienności wśród drewnianych chat, wierzeń olbrzymy, Boginię, który komunikuje się poprzez zorzę, gwiazdozbiory i regularnie nawiedzającą ludzi zarazę.
Zieleń była typowa. Znaczyła, że Bogini jest szczęśliwa i wszystko jest tak, jak być powinno. Niebieski oznaczał śnieg, mnóstwo śniegu. Najlepiej spędzić owce i przynieść drewno na opał, zanim zaczną latać pierwsze tumany. I była jeszcze czerwień. Czerwień była inna, rzadsza. Czerwień była ostrzeżeniem. [s. 9]
Ósa umie czytać w gwiazdach. Jej matka zmarła chwilę po narodzeniu córki, zabiła ją zaraza dziesiątkująca mieszkańców wioski. Mimo, że od tamtej pory upłynęło kilkanaście lat ojciec Ósy i jej starsza siostra nie potrafią dziewczynie wybaczyć. Gdy nad Skane zapala się czerwone śwoatło wszyscy wiedzą, że kolejny raz przyjdzie im zmierzyć się z potworną chorobą. Strach mieszkańców wsi potęgują Ør, których Ósa i jej przyjaciel Ivar spotykają w lesie, Ør, którzy zabijają członków innych plemion.

Ósa wyrusza w podróż do Bogini. To u niej chce szukać odpowiedzi na pytanie jak zaradzić grozie nadchodzących dni. Wyrusza sama, bo taka jest decyzja starszych wioski. Staje wobec pokrytej śniegiem równiny, olbrzymów żyjących na szlaku wiodącym w góry, wobec nieznanego - bo stamtąd gdzie ona chce dotrzeć, nikt jeszcze nie wrócił.

Gdzie niebo mieni się czerwienią zabiera nas w świat legend, pisma runicznego kreślonego na ścianach jaskiń, w świat wierzeń, przesądów i mocy, którą daje wiara. Towarzyszyłam bohaterom opowieści Lisy Lueddecke i - jak to ja - przeżywałam bardzo mocno to, co ich spotyka. Sprawdźcie, czy i Was pochłonie ta historia.

5 komentarzy:

Karolajna pisze...

Jakoś bardzo mnie ta książka nie kusi, ale możliwe, że dam jej szansę. ;)

Lena Mysiorek pisze...

Wlasnie zaczelam czytac, fajny, skandynawski klimat. Warto po nia siegnac.

Bi Bi pisze...

Wciągnęła mnie i zmroziła bez reszty. Fantastyczna!

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Karolajna,
każdy lubi coś innego:)

Lena,
prawda?

Bi Bi,
:)

Marcin pisze...

BiBi - zmroziła, to dobre określenie przy tych lodowych krainach i olbrzymach. :)
Ciut mi się nawet kojarzyła z Gra o tron, ale tylko częściowo, bo chodzi o te motywy niedostępnych pustkowi, gdzie mieszka zło, magia. I trochę skojarzeń z Dzikimi, czyli tymi barbarzyńcami Or.