Przejdź do głównej zawartości

Pożegnanie z rokiem 2020

 Każda drobna zmiana jaką wprowadzamy, zwraca się z nawiązką/Cati Flanders/


Lubię ten moment zastanowienia się nad życiem, któremu sprzyja zmiana daty w kalendarzu. Końcówka roku* skłania do tego, by spojrzeć wstecz, by dostrzec swoje sukcesy i niepowodzenia, a z tych ostatnich wyciągnąć lekcje.

Najtrudniejszym w tym roku dla mnie było pożegnanie Nusi. Dostrzeżenie tego momentu, w którym utrzymywanie jej przy życiu byłoby egoizmem i równało się ze skazywaniem na powolne umieranie w bólu. To był tak bardzo ciężki moment, że wyparłam go ze świadomości. Wiem, że jej już nie ma, nie przyjdzie się przytulić, nie zamruczy, nie nafuka, ale kompletnie usunęłam z głowy moment, w którym umarła. Robiąc podsumowanie roku znalazłam zapisek w kalendarzu, ale wiem, że ani dzień ani miesiąc nie tkwią we mnie tak bardzo, jak dni odejścia innych zwierząt.

Oczywiście, pewnym wyłomem w życiu stała się epidemia i to wszystko co ze sobą przyniosła. Nowe nawyki (maseczki i dezynfekcja), zakazy, puste półki w hipermarkecie z marcu, zakaz wchodzenia do lasu, praca zdalna, widywanie współpracowników tylko dzięki systemom zdalnych rozmów, zmiany w prawie i zaufaniu do rządzących.

Co było nowego? Dobrego?

Pierwszy raz w życiu byłam w Górach Sowich i wróciłam oczarowana. Podobnie było z Bieszczadami - zachwyciłam się i długo po powrocie nie mogłam się ocknąć ze swojego zachwytu. Kilka razy wyjechałam w najbliższe Beskidy, dwa razy odwiedziłam Mazury. Pierwszy raz wzięłam udział w Festiwalu Literackim Patrząc na Wschód i z przyjemnością wróciłam na Suwalszczyznę. Wzięłam udział w trzech biegach - jednym w świecie realnym, wraz z innymi biegaczami, w dwóch organizowanych wirtualnie. W PZU Cracovia Maraton pobiegłam na trzech dystansach (5, 10, 13 km). Wyniańczyliśmy dwa kociaki - Jagoda zamieszkała w rodzinie, Roch został z nami. Ukończyłam VI wyzwanie Kamili Rowińskiej i jestem jedną z 119 osób (startowało nas 4196), które przez rok biegały, czytały, rozwijały się w ramach wyzwania. Skróciłam włosy na kilkumilimetrowe. Dokształciłam się i owo kształcenie uwieńczyłam odpowiednimi certyfikatami. Wzięłam kilka lekcji jazdy na motocyklu,  jeździłam jako pasażerka, zostałam bohaterką reportażu radiowego, zdecydowałam się na wolontariat w jednym z parków narodowych (niestety, tu akurat pandemia pokrzyżowała mi plany). Wyjechaliśmy w góry z okazji moich urodzin. I w ostatnich dniach roku odwiedziliśmy Wrocław, a w podróży okazało się, że Amber jest podróżnikiem doskonałym. Zaczęłam też ćwiczyć z aplikacją, którą Wam czas jakiś temu polecałam - Miazgą. Jest oczywiście kilka rzeczy, których nie zrealizowałam i nie zrobiłam tego z przyczyn wynikających z własnego niezdecydowania, braku przekonania, nadmiernej ostrożności. Wiem już jednak, że zrobię je w tym roku.

Korzystając ze, wspominanego Wam czas jakiś temu, YearCompass przemyślałam to, ku czemu chcę dążyć w 2021 r. i co chcę zrobić/osiągnąć. To świetne narzędzie pozwalające na pomyślenie o kolejnym roku w naszym własnym tempie, na określenie tego, co będzie najważniejsze w poszczególnych obszarach życia, na zapisanie tego, co w sobie pokochamy, czym umilać będziemy sobie życie, czemu będziemy się przeciwstawiać i jak świętować będziemy sukcesy. Zachęcam do skorzystania:-)

Z początkiem roku przyglądam się ciekawie nadchodzącym dniom, uczę od innych,  przyglądam własnym rolom w rozmaitych przedsięwzięciach i wiem, że chcę, aby 2021 rok był dla mnie rokiem obfitości. Niech się dzieje wiele i dobrze w miłości, zdrowiu, podróżach, pracy i wszystkim tym, co ważne. Tego i Wam życzę:-)

Życie dzieje się teraz w tej chwili, to wszystko co mamy. I to wszystko czego nam potrzeba. 
/Raynor Winn/



* Właśnie czytam "12-tygodniowy rok" i to może zmienić moją perspektywę. Bardzo zmienić:-)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...

William P. Young. Chata.

Wydane przez Wydawnictwo Nowa Proza Od godziny krążę po domu zastanawiając się jakimi słowami przedstawić Wam "Chatę" tak, by nie uderzyć w nadmierny sentymentalizm i by - z drugiej strony - nie skrzywdzić powieści chłodnym, beznamiętnym opisem. Mackenzie Allen Phillips ma troje cudownych dzieci i niemniej cudowną żonę. Umiarkowanie wierzy w Boga, nienawidzi swojego ojca, jest lubiany i ma przyjaciół. Ostatni weekend wakacji postanawia spędzić z dziećmi nad jeziorem Wallowa. W dniu powrotu do domu dwoje starszych zdecydowało się popływać kajakiem i przewróciło się. Mackenzie wskoczył do wody, by ratować dzieci, podczas gdy mała Missy została przy biwakowym stole kolorując książeczkę. Gdy mężczyzna z dziećmi wyszedł z wody, Missy nie było. Poszukiwania, w które włączyła się policja i wszyscy biwakujący, dały straszny rezultat - dziewczynka padła ofiarą seryjnego zabójcy. W życiu  Mackenziego zapanował Wielki Smutek. A list, który dostał, tylko go rozwścieczył. List ...