31 października 2011

Sławomir Cenckiewicz. Długie ramię Moskwy.


Wydane przez
Wydawnictwo Zysk i S-ka


W recenzji z "Długiego ramienia Moskwy" Cezary Gmyz napisał, że książki traktujące o historii służb specjalnych, niezależnie od tego, czy chodzi o CIA, KGB, Stasi czy inne służby, na całym świecie (Gmyz
dodaje: czytającym świecie) cieszą się wielką popularnością; podobnie jest u nas, z tym, że jak zauważa Gmyz, u nas książki te na ogół przemilczane są przez recenzentów.

Nie jestem znawczynią dziedziny, której książka Cenckiewicza jest poświęcona i nie wiem, jak to na świecie jest z książkami o historii służb specjalnych, natomiast jestem skłonna przyznać racje Gmyzowi w tym, że wielkiego szumu związanego z wydaniem "Długiego ramienia Moskwy" nie ma. Owszem, na youtube można obejrzeć zapisy filmowe spotkań Cenckiewicza z czytelnikami, które wyraźnie pokazują, że ludzi temat interesuje (podczas spotkania z czytelnikami na Targach Książki w Katowicach Cenckiewicz rozmawiał z czytelnikami półtorej godziny, najpierw występując na scenie, a później już w warunkach kameralnych podczas kawy z pisarzem), ale na przykład w telewizji o książce cicho. Ktoś może zapytać, po co o książce miałoby być w telewizji głośno, a ten, kto zadałby to pytanie albo niczego nie rozumie albo przeciwnie - rozumie doskonale na dodatek lubuje się w pytaniach retorycznych, na dodatek postawionych niejako a` rebours :-))

Temat książki jest jasny: historia wywiadu wojskowego Ludowego Wojska Polskiego, czyli historia z lat 1943-1991, przy czym Autor kończy swoją opowieść na latach 2006/2007, kiedy to zostały zlikwidowane WSI. Obraz wyłaniający się z tej historii jest przerażający - Cenckiewicz stawia i udowadnia tezę, że LWP, a szczególnie wywiad wojskowy, to było środowisko kompletnie zsowietyzowane, a obraz wojskowych-polskich patriotów, którzy prowadzili jakiekolwiek działania wymierzone przeciwko Moskwie i w interesie Polski, to obraz zupełnie nieprawdziwy. Przykładów na tę tezę jest mnóstwo, a jednym z najdobitniejszych jest ten oto, że pierwszym polskim szefem Sztabu Generalnego był Wojciech Jaruzelski, który objął to stanowisko w roku 1965. Wcześniej szefami Sztabu Generalnego LWP byli sami Rosjanie - Jaruzelski zastąpił generała pułkownika Armii Czerwonej Jurija Bordziłowskiego. Kiedy o tym przeczytałam, to pomyślałam sobie między innymi i to, że wtedy, pół wieku temu, ludzie mieli przynajmniej jasność w kwestii tego, kto w Polsce rządzi. Nie mam pojęcia, czy to była wtedy lub jest dzisiaj jakakolwiek pociecha i dla kogo. W każdym razie Cenckiewicz opisuje historię smutną, historię, która jeszcze się nie skończyła, aczkolwiek nie ma już LWP. Pytania, które Autor stawia we "Wprowadzeniu" również, jeżeli można tak powiedzieć, są smutne:

Postanawiam ustalić i zrozumieć, jak to się stało... Jak to się stało, że w Warszawie, w gmachu przy al. Niepodległości, przez tyle lat funkcjonował jeden z najważniejszych instrumentów podległości naszego kraju. Jak to się stało, że dopiero w siedemnastym roku budowania demokratycznej Polski rozmontowano tę postsowiecką redutę zlokalizowaną w najdalej na wschód położonym kraju zachodniej części Europy.

Książka napisana jest bardzo dobrze, tekst główny liczy 434 strony, a kolejnych około 100 stron to Aneksy, Słownik ważniejszych pojęć, Bibliografia (której jest 25 stron) oraz Indeks nazwisk. Przypiski
robione są tak, jak lubię - na dole strony, a zatem w czasie czytania nie trzeba żonglować zakładkami i nieustannie otwierać  książki to w jednym, to w drugim miejscu.

Na koniec zdanie Andrzeja Zybertowicza zamieszczone na tylnej okładce:

Gdyby polskie nauki społeczne miały więcej takich badaczy jak dr Cenckiewicz, znacznie trudniej byłoby manipulować Polakami.

4 komentarze:

Marietta pisze...

Czytałam już inne książki autorstwa Sławomira Cenckiewicza i zgadzam się, że to dobry pisarz i rewelacyjny naukowiec. Pozdrawiam

ksiazkowiec pisze...

Dzięki za zauważenie i "podanie" tak ważnej książki. Mnie to nie dziwi, że generalnie niewielu ludzi interesuje się przeszłością sprzed kilkudziesięciu lat, bo to zamierzchła historia. Niestety , moja. A niestety, bo bolesna. Żyło się łatwiej, bo wiadomo było, kto jest kim. I Jaruzelski nastał na tronie za żywota mego. Dziś larum, gdy pensje takim jak on chieli obniżyć. Moje koleżanki się użalały nad losem biednych oficerów. Szkoda, że nie myślały o tych, przeciw którym ostrze propagandy było skierowane. Bardzo ważna książka. Jesienny promyk słońca ślę:)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Marietta,
pozdrawiam:-)

Ksiązkowiec,
zgadzam się - bardzo ważna i trzeba o niej mówić jak najgłośniej. Do czego - serdecznie pozdrawiając - namawiam:-)

Iza pisze...

Tak wyszło, że tuż po twojej recenzji przeczytałam obszerną recenzję Gontarczyka. Jego zdaniem akurat historia o Jaruzelskim jest słabo udokumentowana. A poza tym zapowiada się lektura ciekawa na wielu poziomach. Mnie najbardziej zafrapowała informacja o poziomie intelektualnym, moralnym i profesjonalnym tych ludzi. Momentami przypominają gang Olsena, a mimo to mają w ręku całą naszą klasę polityczną.
A zacytowane przez ciebie zdanie prof. Zybertowicza nadzwyczaj optymistyczne. zazwyczaj sam ubolewa, że Polacy odmają poszerzenia wiedzy na jakikolwiek istotny temat.