14 września 2013

Katarzyna Kołczewska. Kto jak nie ja.


Wydane przez
Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Trudno polubić bohaterkę powieści Katarzyny Kołczewskiej. Skłócona wewnętrznie ze sobą przenosi swój gniew na innych, a prowadząc do unicestwienia siebie robi wszystko, by nawet ostatni z jej przyjaciół, odwrócili się od niej i pozwolili jej zatopić się w smutku i nienawiści wobec siebie. I oto nagle, przed Anną staje awykonalne zadanie – ma zaopiekować się wnuczką siostry, trzyletnim dzieckiem, którego rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Uzależniona od leków i alkoholu lekarka nie wydaje się być szansą na normalny dom. Jest jednak jedyną osobą, która może zaopiekować się Olą.

„Kto jak nie ja” to książka o uczeniu się, by być z kimś blisko. O trudnej i, chwilami wydawałoby się, niemożliwej sztuce pokochania dziecka jak własnego, jeśli wiemy, że na świat wydał go kto inny. O dojrzewaniu, które następuje niezależnie od tego ile lat się ma; dojrzewaniu do odpowiedzialności za drugiego człowieka, do empatii, do miłości.

Brakowało mi nieco w tej książce Oli, a właściwie jej emocji, jej odczuć, myśli. Choć po prawdzie, i postać Anny, została przedstawiona w sposób dość oschły. Wydaje mi się to jednak być zabiegiem celowym – pokazanie zmian jakie zachodzą w bohaterce jest przy takim jej sprofilowaniu łatwiejsze.

Powieść Katarzyny Kołczewskiej to wymagająca lektura. Każe czytelnikowi zagłębić się w ciemniejszą stronę człowieczej duszy, poczuć się osamotnionym i niepotrzebnym, by później pokazywać mu z jak wielkim mozołem trzeba pracować nad sobą, by dostrzec coś więcej niż własny egocentryzm. Powieść, która z pozoru wydaje się być historią trudną do czytania, pochłonęła kilka godzin mojego nocnego snu. I mimo, że wciąż nie wiem, czy lubię Annę doceniam jej zaangażowanie i to wszystko, co poświęciła, by stworzyć Oli dom.

2 komentarze:

Donna Webner pisze...

Ciężko darzyć sympatią taką bohaterkę. Z drugiej strony stara się pokochać tę dziewczynkę.
Nie wiem, co myśleć o tej książce. Chyba najlepszym wyjściem byłoby sięgnięcie po lekturę.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Donno,
masz rację - trzeba sprawdzić na sobie:-)