18 kwietnia 2016

Anna Dziewit-Meller. Góra Tajget.


Bałam się czytania tej książki. Historia w niej opowiedziana, zwielokrotniona przez medialne recenzje, napawała mnie strachem. Stanęłam jednak wobec swoich obaw, bo chciałam przed spotkaniem wiedzieć o czym mowa.

Opowieść o aptekarzu, który pewnego dnia dowiaduje się, iż w starym szpitalu, remontowanym na potrzeby komfortowego ośrodka SPA, zostały w imię nauki zamordowane dzieci, ściska za serce. Rozmowa młodego człowieka z kobietą odpowiedzialną za śmierć tych dzieci, z lekarką prowadzącą doświadczenia, odbiera oddech. Historia młodej kobiety, której - jak wiele kobiet śląskich - żołnierze Armii Czerwonej zniszczyli cześć życia i osobowości, przeraża.

I nie umiem Wam pisać o tej książce. Musicie przeczytać ją sami i sami zmierzyć się ze swoim strachem. A później nie zapomnieć o tym, co przeczytaliście.

4 komentarze:

Wietrzyk pisze...

Przypomniał mi się rumuński film o dzieciach z domu dziecka pod koniec XX wieku

anna pisze...

Niesamowita książka, też obawiałam się zacząć ją czytać, ale napisana jest wspaniale i mimo bardzo trudnej i okrutnej treści są w niej także fragmenty magiczne i jasne.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Wietrzyk,
"Bandyta"?

Anno,
oczywiście są. I może dzięki zestawieniu tych trudniejszych i przyjemniejszych momentów książka jest tak bardzo poruszająca.

Ula Sz. pisze...

Bardzo poruszająca książka. Pozostaje w głowie na dłużej.