27 września 2016

Anna McPartlin. Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu.


Maisie Bean-Brennan rozpoczyna swój pierwszy w życiu (i jak sądzi ostatni) wykład słowami:
Mój pierworodny, Jeremy, został poczęty na skutek przemocy i zmarł na skutek przemocy, ale póki żył, pozostawał światłem mojego życia. Przyszłam tu po to, by opowiedzieć o nim i o wszystkim, czego nauczył mnie ten krótki czas, który razem spędziliśmy. [s.9]
Przyznacie - frapujące. I to na tyle, by chcieć czytać powieść Anny McPartlin dalej, i na tyle, by mieć kłopot z podzieleniem się wrażeniami po lekturze; nie chciałabym zniszczyć Wam przyjemności odkrywania tego, co się wydarzyło.

Maisie wyszła za mąż, bo zaszła w ciążę. Dopiero po latach uświadomiła sobie, że owo pierwsze zbliżenie z przyszłym mężem było gwałtem. Gdy ją poznajemy, jest samotną matką wychowującą szesnastoletniego Jeremy'ego, dwunastoletnią Valerie oraz opiekuje się liczącą blisko osiemdziesiąt lat matką, z którą kontakt - z powodu demencji - jest coraz częściej bardzo utrudniony. Poukładała swoje życie na tyle, by, mimo skromnych warunków finansowych, umieć cieszyć się codziennością. Jeremy wspiera ją, opiekuje się babcią, młodszą siostrą i w dużej mierze czuje się odpowiedzialny za funkcjonowanie rodziny. Dziwi zatem fakt, że pewnego dnia chłopak znika z domu. Tym, bardziej, że tego dnia również Maisie pozwala sobie na wyjście z domu i spędzenie czasu w towarzystwie mężczyzny, który od wielu lat milcząco i z dystansu asystuje jej życiu.

Powieść podzielona jest na fragmenty - najważniejsze postaci relacjonują wydarzenia ze swojego punktu widzenia, co pozwala na pełniejszy ogląd sytuacji i dodaje opowieści tempa. Przyznaję, że jest to również zabieg, który na mnie podziałał tak, iż łatwiej było mi określić podczas czytania emocje wobec poszczególnych osób. A emocji - uwierzcie mi - jest wiele.

Koniec powieści jest zaskakujący. Może nie tylko zdumiewa co się zdarzyło, ale w jaki sposób i z jakiego powodu. Nic więcej nie napiszę; pozostawiam Wam odkrywanie tajemnicy skrytej w historii Maisie i jej bliskich.

Zamówiłam w bibliotece poprzednio wydaną w Polsce powieść Anny McPartlin i już się nie mogę doczekać spotkania z Ostatnimi dniami Królika. Mam nadzieję, że historia w tej książce będzie opowiedziana w podobnie udany sposób, jak miało to miejsce w Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu.

9 komentarzy:

Beti G. pisze...

Uwielbiam książki Anny McPartlin ;)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Beti,
zdaje się, że dołączę do grona zauroczonych.

Paideia pisze...

Zapowiada się pięknie. Bardzo lubię takie książki :) no i twoja recenzja bardzo intryguje i zachęca do przeczytania. Dziękuję za podpowiedź i pozdrawiam!

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Takie komentarze motywują mnie do pisania☺Dziękuję i pozdrawiam☺

Mama Misi i Lucusia pisze...

Jestem na tyle zaintrygowana, że zrobię tej książce miejsce na półce, mimo, że już od paru lat kupuję jedynie wszystko co ma coś wspólnego z Azją.

Sylwia pisze...

To piękna i poruszająca historia. Ja też nie mogę doczekać się, aż w moje dłonie wpadną "Ostatnie Dni Królika". :)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Mamo Misi i Lucusia,
cieszę się.

Sylwia,
u mnie już stoją na półce. Ale muszą jeszcze chwilę poczekać.


Pozdrawiam:)

Moje zaczytanie pisze...

Nie znam pisarki, ale książka wydaje mi się interesująca a co za tym idzie i jej autorka.
Tyle jest ciekawych książek a czasu wydaje się być coraz mniej na ich czytanie.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Moje zaczytanie,

znam to uczucie:/