28 lutego 2017

Ronaldo Wrobel. Tłumacząc Hannah.


Brazylia w 1936 roku. Duże i coraz liczniejsze wraz z upływem lat środowisko Żydów uciekających z Europy. I pomiędzy nimi Max Kutner, szewc, który pod cudzym nazwiskiem wylądował na ziemi mającej posmak obiecanej. Gdy okazuje się, że Max zna jidisz, lokalna policja proponuje mu (a wiadomo, że takim propozycjom się nie odmawia) by pracował jako tłumacz wspierając instytucję cenzury.



Czytając listy swoich sąsiadów dowiaduje się o nich więcej niż chciałby wiedzieć. Bije się z myślami, łapie na tym, że czasami chce zapytać spotykanych na ulicy przechodniów o to, jak rozwikłały się sprawy, o których pisali w liście do bliskich. I nagle, dzięki listom zaczyna śledzić losy fascynującej kobiety. Kobiety, która pisząc do siostry określa się mianem aguny, kobiety spętanej. To skłania Maxa do poszukiwania Hannah, a gdy już staje z nią twarzą w twarz, jego zauroczenie potęguje się, a sposób w jaki ją sobie wyobrażał jest zgodny z tym jaka jest. Prawie. Bo też Hannah nie jest szanowaną żoną, a wspominany przez nią często w listach Josef nie jest człowiekiem.

Dla mnie ta książka miała głównie walor regionalno-społecznościowy. Owszem, relacja Maxa i Hannah stanowiła jądro fabuły, ale ciekawsze niż ich rozmowy wydawały mi się obyczaje emigracji, wspomnienia Maxa z czasów gdy mieszkał w Katowicach, czy z tychże Katowic wyjeżdżał.

Ronaldo Wrobel, mieszkający w Rio de Janeiro autor o żydowskich korzeniach udanie przybliżył mało znany wyimek historii XX wieku.

Brak komentarzy: