11 czerwca 2018

(po)Niedzielnik 68


Wczoraj, po raz pierwszy od miesiąca wsiadłam na rower i pojechałam daleko (bliżej jeżdżę na bieżąco). Och, jaka to frajda... I chociaż czasami było mi trudno, a termometr na liczniku wskazywał blisko 37 stopni, to widoki z drogi do Wadowic i powrotnej zrekompensowały mi wysiłek.



Sobotni poranek upłynął mi pod znakiem Baloo i jego badań.  O tym, co z nich wyszło i jaka nas czeka przyszłość napiszę w osobnym wpisie. Kolejny raz trafiłam na pozytywnie nastawionego lekarza, który wyjaśnił mi nieco więcej niż wynikałoby to z jego obowiązku. Diagnozował również Nukę.


Piątkowy wieczór spędziłam na wernisażu rozpoczynającym XI Art Naif Festival. Od niektórych prac nie mogłam oderwać oczu i mnóstwo jest takich, którymi chciałabym ozdobić sobie dom. Tegorocznym tematem przewodnim jest sztuka australijska i inspiracje tym tematem widać w wielu pracach. Już dziś wiem, że tam wrócę:)





Czwartek i piątek upłynęły mi pod hasłem Żywej Biblioteki, w której pełniłam rolę współorganizatora i jednocześnie książki o tytule weganka. Serdecznie pozdrawiam osoby, z którymi rozmawiałam, to bardzo ciekawe doświadczenie.

Czytałam trochę młodzieżówki (o której już jutro), komedię obyczajową, kilka gazet branżowych i tych z kręgu moich zainteresowań. 

Kolejny raz dostrzegam jak szybko płynie czas. Jak dzień za dniem znikają, pozostawiając po sobie drobne adnotacje skreślone w kalendarzu ołówkiem. To skłoniło mnie do refleksji, a z niej wykluły się pewne decyzje. Ale o nich następnym razem...

A jak Wam minął weekend?

2 komentarze:

Jardian pisze...

A mnie weekend upłynął pod znakiem czytania "Królowej" Elżbiety Cherezińskiej. Niestety, przespałem Noc Bibliotek, pozdrawiam !

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Jardian,
Ja również;)