20 lipca 2018

2 x 3 dla dzieciaków (9)

Jon J Muth. Panda i mądrości zen, Nowe przygody pandy.

 

Z pandą o imieniu Tafla spotykam się pierwszy raz i już wiem, że nie będzie to spotkanie ostatnie. Niedźwiedź urzekł mnie swoim spokojem, rozwagą i mądrością.

Molly marzącej o tańcu w balecie opowiedział historię Dżiro pobierającego nauki u mistrza Banza, a Leo usłyszał od swojego przyjaciela coś, co pomogło mu zrozumieć, iż prosty podział na dobrych i złych nie zawsze niesie ze sobą prawdę. Ostatnie, co w książce Panda i mądrości zen, daje do myślenia to - być może znana Wam - opowieść o ratowaniu rozgwiazd, które w porze odpływu umarłyby z wysuszenia. 

Gdy Tafla odbiera z dworca przyjeżdżającego do niego w odwiedziny bratanka Koo, obydwaj - wraz z towarzyszącymi im balonami - zatrzymują się w parku, by wypić herbatę. Proste, prawda? Te balony i herbata, żeby odpocząć po podróży i w spokoju zacząć wspólny czas. Tak proste, że aż trudno na to wpaść, nam zabieganym, goniącym wciąż przez czas i próbującym go przegonić. Na łące niedźwiedzie spotykają Addy, Michaela i Karla, z którymi po zabawie umawiają się na wspólne odwiedziny u pani Whitaker. Sąsiadka kojarzy się dzieciom niezbyt przyjaźnie, ale ulegają Tafli i wraz z nim i Koo gotują obiad, by zanieść go chorej starszej pani.

W posłowiu autor zwrócił uwagę na jedną bardzo ważną rzecz: Wygodnie jest żyć w przekonaniu, że każdy z nas jest falą, zapominając, że przecież wszyscy jesteśmy też oceanem.

Zróbmy wszystko, by nie zapominać...

Ellen Karlsson, Eva Lindström. Sznurówka, ptak i ja.


Selma jest samotna. I być może nie przejmowałaby się tym, gdyby nie przedziwny ptak tkwiący w jej wnętrzu, który dziobiąc ją wciąż wytyka ową samotność, nieudolność i wszelkie te cechy, które nie pozwolą Selmie znaleźć przyjaciół.

Dziewczynka mimo, że ceni sobie czas spędzany z dziadkami, tęskni za relacją z rówieśniczką.
Czasami nudzi mi się z dziadkiem i babcią. Wtedy idę sobie gdzieś sama, jak dziś. To żaden problem, bo na wyspie dzieciom wolno chodzić samym, nic złego nie może się tu zdarzyć. W każdym razie tak myślą ci, którzy tu mieszkają. [s. 15]
I w taki oto dzień Selma poznaje Sznurówkę - dziewczynkę w okularach, z krótkimi czarnymi włosami przykrytymi czapką z daszkiem. Dziewczynki wspinają się na wysokie drzewo, a kolejnego dnia zasiedlają domek do zabawy nazywając go domkiem klubowicza.

Nie wiem, co mają w sobie szwedzkie książki, ale są w tak oczywisty sposób wyważone, tak wycyzelowane pod kątem języka i emocji jakie on wyrażą, że reakcją na nie może być tylko zauroczenie i chęć sięgnięcia po więcej (Swoją drogą, ta książka jest pierwszą z trzech o Selmie, wyglądajcie kolejnych).

Autorka w doskonały sposób pokazała relację dziewczynki ze starszym pokoleniem, z koleżanką, a także jej podejście do samej siebie, do własnych marzeń i lęków. Bo Sznurówka, ptak i ja, to książka o samotności, ale i o przyjaźni, książka, która zachęca do tego, by wzbudzić w sobie refleksję nad sobą.

Agnieszka Tyszka. Róże w garażu.


Róże w garażu to książka zdecydowanie wakacyjna. Ma kilku narratorów, a wszystkie wypowiedzi układają się w zgrabną opowieść o wypoczynku na działce pod lasem, który to wypoczynek zorganizowały zarządziły Mama Karoliny i ciocia Agata, koleżanki ze szkolnej ławki. Dzieci jest kilkoro, w różnym wieku, a poza działką, lasem, komarami i hamakiem nie dzieje się nic interesującego. A jednak nie - tuż za płotem, przez gąszcz krzaków i drzew prześwieca tajemniczy budynek wokół którego gromadzą się koty, wiele kotów. Młodsi i starsi mieszkańcy działki próbują rozwikłać tajemnicę. Tę i inne...

Rafał Witek, Monika Hałucha. Tresura pióra.



Rafał Witek, znany i ceniony pisarz tworzący dla młodszych czytelników zaprasza tym razem nie do czytania, a do tworzenia. Autor przygotował trzydzieści zadań dla osób, które - bez względu na wiek - chciałby szkolić swoje umiejętności pisarskie, zaczynając rzecz jasna od podstaw, czyli wyobraźni.

Znajdziemy tu zatem ćwiczenia kształtujące umiejętność czytania ze zrozumieniem, wyszukiwania skojarzeń, wspierające logiczne myślenie i rozwijanie poetyckiego języka, tworzenia porównań, kodowania tekstu w zależności od tego z kim, o czym i w jakiej formie prowadzimy rozmowę, a przede wszystkim - ćwiczenia rozwijające umiejętność kreatywnego pisania.

Książka ma wygodny format, jest w miękkiej okładce, zawiera mnóstwo miejsca na własne zapiski prowadzone czy to podczas wykonywania kolejnych zadań, czy też w chwilach, gdy początkujących twórców dopadnie wena.

Tresura pióra może być doskonałym uzupełnieniem wakacyjnych dni.


Dorota Combrzyńska-Nogala. Wysiedleni.


Wysiedleni to historia oparta o życie pani Kazimiery Mirosławskiej, z domu Łobodziec, która urodziła się na terenie dzisiejszej Ukrainy. Całość opowieści podzielona jest na trzy plany czasowo - okres przed II wojną światową, podczas niej i ten po, w czasie w którym Kazia i jej bliscy zostali przesiedleni na Dolny Śląsk.

Bogactwo doświadczeń Kazi, mnóstwo wiadomości, które wynikają z tego gdzie dziewczynka żyła i w jakich czasach to nastąpiło, niemalże rozsadzają stronicy książki wydanej w serii Wojny dorosłych - historie dzieci. Bo też i obyczaje, czy święta zamieszkujących Gródek Polaków, Ukraińców, Żydów, Niemców, przeplatające się jak to w dobrosąsiedzkich relacjach ma miejsce, a to wzajemna pomoc jaką sobie okazywano podczas wojny i jednoczesne zderzenie z grozą egzekucji wykonywanych na żydowskich mieszkańcach okolic, czy wreszcie podróż pociągiem i zasiedlanie domów w Żarkach, nierzadko domów, w których wciąż mieszkali ich prawowici właściciele.

Niewątpliwie Wysiedleni to książka, którą trzeba czytać z dziećmi, tak by wyjaśniać im ów - niepojęty wszak i dla nas dorosłych - zamysł o zburzeniu pewnego świata i budowania go na nowo na krzywdzie tych, którzy ucierpieli podczas wojny. Narratorką jest dziecko i na wiele spraw spoglądamy okiem Kazi, lecz mimo wszystko - mamy świadomość historyczną wydarzeń opowiadanych przez dziewczynkę i dzięki niej możemy pomóc młodym czytelnikom w oswajaniu się z treścią książki.

Podoba mi się dwuznaczność tytułu tej książki. Wszak wysiedleni to nie tylko rodzice i bliscy Kazi, prawda?

Dorota Majkowska-Szajer. Bolek i Lolek na szlaku polskich kultur.

Bolek i Lolek na szlaku polskich kultur to kolejna, idealna na wakacje, propozycja. Znani bohaterowie wyruszają w podróż po Polsce i odwiedzają, według planu sporządzonego przez dziadka, miejsca, regiony, które mogą się poszczycić charakterystycznymi obrzędami, zwyczajami, czy potrawami.

Chłopcy wędrują od Ziemi Kaszubskiej po Przemyśl, od gór po Podlasie, Zahaczają o Wrocław i Warszawę z powodów raczej nieoczywistych, zaglądają do miejscowości malutkich i dużych, by pokazać całe bogactwo kultury polskiej.


Ciekawe, co Wy dopisalibyście do listy miejsc wartych odwiedzenia przez Bolka i Lolka. Podzielicie się?

3 komentarze:

Jardian pisze...

Sam bym z chęcią poczytał, pozdrawiam :)

Gołdapianka pisze...

A ja zapraszam do Gołdapi i okolic. Białe plamy na mapie. Akurat tera "Kartaczewo", czyli święto kartacza, prawdziwego kartacza a nie kluski ziemniaczanej z nadzieniem mięsnym w środku. Puszcza Romincka, piramida w Rapie (właśnie leśnicy podpisali umowę o jej renowacji), wspaniały ksiądz Andrzej Domański w Żabinie oprowadzający odrestaurowany kościół w Żabinie i na stronie internetowej Pani Ula wprowadza nas w kościelne tajemnice. Banie Mazurski9e z ich wielokulturową (początkowo smutną) rzeczywistością) i od lat ta sama budka z rewelacyjnymi lodami (42 lata temu mój Tata stamtąd zamówił lody na moje wesele. A w samej Gołdapi nowe tężnie, dużo ładniejsze od ciechocińskich i dorównujące inowrocławskim, piękny deptak spacerowy nad jeziorem granicznym; i mieszczące się w budynku w którym kiedyś przetrzymywano kobiety w stanie wojennym, sanatorium. Dobrzy ludzie, Wspaniałe powietrze, woda (jezioro i rzeka), a jadąc w stronę Żytkiejm natrafimy na piękne mosty kolejowe w Stańczykach (w czasach szkolnych, licealnych jeździłam tam na obozy harcerskie; takie prawdziwe, choć peerelowskie, ale z gotowaniem w kuchni polowej, myciem menażek w rzece i nocnymi wypadami wychowanków na podchody czy przetrzymanie w terenie, nocnymi wartami. Trójstyk graniczny....Pozdrawiam niestety z Gdańska, choć nadal uważam, że dom mój, to Gołdap i okolice. K.Szcześniak

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Gołdapianko,
pochodzę z Węgorzewa, to bliziutko:)