09 lipca 2018

(Po)niedzielnik nr 70


Weekend upłynął mi pod znakiem rozstawania się z Baloo. Jego przyszli (i aktualnie - teraźniejsi) przyjechali po niego w sobotę popołudniu. Dlatego też piątkowe popołudnie to była kość, długi spacer po lesie i objadanie z gałęzi malin. W sobotę od rana spacerowaliśmy, czesaliśmy się, przytulaliśmy, a ja - gdy pies nie widział - lałam łzy. Trudno rozstaje się z psem, ale o tym jak się to robi w środę...


Nie chciałam spędzać reszty dnia w domu, więc otoczona życzliwością bliskich osób wybrałam się na obiad do miejsca, które mogę w ciemno polecić. Pełne obłożenie, smakowite zapachy i wielość potraw do wyboru gwarantują mile spędzony czas i porządne zaspokojenie głodu. Gdyby ktoś był ciekaw - zdjęcie jest podlinkowane.


W niedzielę dołączyłam do mojej grupy rowerowej, z którą w tym roku jeżdżę o wiele mniej niż w latach ubiegłych. Na szczęście nie wykluczyli mnie za absencję i zabierają wciąż ze sobą :-) Wczoraj odwiedziliśmy Przeczyce, Siewierz, Pogorię, Sosnowiec - Kazimierz, Jaworzno i Mysłowice. W Jaworznie odwiedziliśmy Ośrodek Edukacji Ekologiczno-Geologicznej GEOsfera, spacer po którym serdecznie polecam.

Post udostępniony przez prowincjonalna nauczycielka (@prowincjonalna_nauczycielka)

A jak Wam upłynął weekend?

2 komentarze:

Jardian pisze...

A mnie weekend upłynął na czytaniu zaległych książek, pozdrawiam !

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

:)