Przejdź do głównej zawartości

Kurt Vonnegut. Gdy śmiertelnicy śpią.


Przyznaję - gdybym miała robić listę książek/autorów, których nie znam i których nieznajomości się wstydzę - Kurt Vonnegut znajdowałby się na wysokiej pozycji. Gdy przeszperałam zasoby bloga znalazłam co prawda jedną powieść Autora czytaną przeze mnie, ale z tekstu o niej wynika, że nie zachwyciła mnie na tyle, by twórczość Mistrza Vonneguta poznawać dogłębnie. Zelektryzowała mnie jednak informacja, że ukazują się nowe, niepublikowane dotychczas opowiadania Autora i postanowiłam dać sobie jeszcze jedną szansę.

I może nie tyle zaskoczyło i zafrapowało mnie do tego stopnia, by natychmiast biec do biblioteki i wypożyczać kolejne książki, ale coś w tomie Gdy śmiertelnicy śpią mnie zahaczyło...

Może to była opowieść o lalce, której ktoś poświęcił życie? A może o młodej wdowie, która próbuje się przeciwstawić matce swojego męża owładniętej obsesją posiadania na wyłączność tego co materialne i nie, pozostałe jej po dziecku? Czy bardziej o kobiecie, której, rozpalona listami od nieznanego przyjaciela, wyobraźnia, każe udać się w podróż mającą na celu spotkanie się z owym tajemniczym autorem poetyckich listów? Lub o mężczyźnie, któremu życie każe wybierać między szczęściem małżeńskim, a makietami kolejowymi?

Tak naprawdę nie wiem powiedzieć co stanowiło o owym magnetycznym uroku jaki odczułam wędrując po ścieżkach wyobraźni Vonneguta. Było to jednak na tyle sile uczucie, że nie będę już stroniła od jego twórczości. I przestanę się wstydzić;)

Komentarze

Olga Majerska pisze…
Vonneguta znam tylko z najsłynniejszej jego powieści, "Rzeźni nr 5". Czytałam ją dawno i coś zaskoczyło, chociaż wiem, że nie zrozumiałam jej w pełni. Będę musiała wrócić do jego twórczości. "Gdy śmiertelnicy śpią" brzmi intrygująco - może to będzie właśnie książka idealna na powrót do autora :)
Monika Badowska pisze…
Olgo,

a ja jakoś "Rzeźnię nr 5" ominęłam. Ale może się kiedyś zdecyduję...
Pozdrawiam:)
Scarlett pisze…
Też się wstydzę jego nieznajomości. Kupiłam sobie jakiś czas temu jego książkę i mam nadzieję, że wkrótce przeczytam.
Monika Badowska pisze…
Scarlett,
trzymam kciuki:)

P.S. Pocieszam się, że nie sposób przeczytać wszystkiego i każdego autora;)
Czytałam V. w wczesno nastoletnim wieku, zachwycił mnie. Mam jednak wrażenie, że nie wszystko zrozumiałam. Wróciłam do niego na studiach i znów mnie oczarował.
Myślę, że każdy musi znaleść odpowiedni czas dla lego twórczości, i każdy znajdzie coś innego, nawiązującego do własnych doświadczeń.
Agnes pisze…
Nie stroń, nie stroń, ten pisarz posiada cudowny dar autoironii.

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

30 dni z książkami (1)

( źródło zdjęcia ) Tak oto przetłumaczyłam na własny użytek wyzwanie znalezione na facebooku . Nie wiem, czy owe trzydzieści dni należy traktować literalnie, jako miesiąc (i skutkiem czego powinnam pisać w ramach tego wyzwania od wczoraj), czy mogę sobie pozwolić na pewną dowolność i zacząć od dziś. Myślę jednak, że trzymanie się czegokolwiek poza listą książek na każdy dzień jest w tym wypadku nieobowiązkowe. Dzień 1 - ulubiona książka Pytania nie są łatwe i odpowiedź na nie stanowi dla mnie spore wyzwanie. Już pierwsze zmusza do prześwietlenia wszystkich życiowych wyborów książkowych i wyłonienia spośród tego, co kiedykolwiek czytałam książkę ulubioną. Analizując moje spotkania z książkami uświadomiłam sobie, że nie mam ulubionej powieści, książki popularnonaukowej, poezji, relacji podróżniczej, czy bajki dla dzieci. Jest wiele takich, które lubię; czasami tworzą serię, czasami są odrębnymi powieściami, ale wiąże je postać autora, którego cenię. Są też i takie, które poprawiają m...

Marzec nie mógł się zacząć niczym innym (wygrywajka)

Marzec na moim blogu zaczyna się książką o kobiecie. Silnej, odważnie stawiającej czoła przeciwnościom, o niebanalnej urodzie, nie mniej niebanalnym poczuciu humoru oraz interesującym życiu zawodowym. Mowa o Mma Ramotswe, bohaterce książek Alexandra McCalla Smitha. Czytający mnie od dłuższego czasu wiedzą, że bardzo lubię tego Autora (dałam temu wyraz także w gościnnej wizycie u Padmy , której serdecznie dziękuję za zaproszenie). Tak się jednak składało, że nigdy nie miałam własnego cyklu książek o pani detektyw z Botswany. Wyobraźcie sobie zatem moją radość, gdy dostrzegłam, że w jednej z sieciowych księgarni można kupić kolejne części za bardzo przyzwoitą cenę. Od razu zamówiłam egzemplarz z myślą o Was, gdyż zamierzam osoby jeszcze nie przekonane do twórczości Alexsandra McCalla Smitha zachęcać do sięgnięcia po jego powieści. Na zachętę link do filmu zrealizowanego na podstawie książki i kilka cytatów: Bóg był tutaj wcześniej od misjonarzy. Nazywaliśmy Go wtedy inaczej i...