Przejdź do głównej zawartości

Hanna Bogoryja-Zakrzewska, Katarzyna Błaszczyk. Zdarzyło się naprawdę


Spotkanie z uznanymi reportażystami radiowymi to wyjątkowa gratka. Zobaczenie kogoś, kogo zna się jedynie z głosu, możliwość rozmowy z nim, co więcej, moderowanie spotkania z czytelnikami, to zaszczyt, którego miałam okazję doświadczyć.

Hanna Bogoryja-Zakrzewska i Katarzyna Błaszczyk postanowiły wrócić do reportaży, które w radiowym wcieleniu były dla nich szczególnie ważne. Wrócić, dowiedzieć się o dalsze losy bohaterów, a to wszystko zawrzeć w książce. Zadanie karkołomne, bo - jak opowiadały autorki - najtrudniej było przełożyć dźwięk na słowo pisane w taki sposób, który nie zgubi emocji słyszanych w radiowej odsłonie.

Oprócz realizacji reportaży, o których podczas spotkania zajmująco opowiadały dziennikarki, obydwie zajmują się również propagowaniem wiedzy o pracy reportera radiowego, o nagrywaniu, inspiracjach, rozmowach i tym wszystkim, co ważne, by stać się dobrym i coraz doskonalszym reportażystą. Stworzyły miejsce w Internecie, gdzie służą radami, a to miejsce nazwały Torbą reportera (KLIK); zajrzyjcie, bo warto:)

Książka wzrusza, a i w czasie spotkania popłynęło kilka łez. Jeśli chcecie porównać reportaż radiowy z pisanym, poszukajcie przed lekturą Zdarzyło się naprawdę na stronie radia reportaży i zasłuchajcie się, by później się zaczytać.

Komentarze

Partyzantka pisze…
To na pewno był wspaniale spędzony czas i bardzo wartościowe spotkanie. :)

Niedługo czeka mnie moje pierwsze spotkanie autorskie - bardzo mi zależy, żeby dla odbiorców również było ciekawe i angażujące.
Monika Badowska pisze…
Życzę powodzenia!

P.S. Z kim prowadzisz spotkanie?
Pozdrawiam:)

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...

William P. Young. Chata.

Wydane przez Wydawnictwo Nowa Proza Od godziny krążę po domu zastanawiając się jakimi słowami przedstawić Wam "Chatę" tak, by nie uderzyć w nadmierny sentymentalizm i by - z drugiej strony - nie skrzywdzić powieści chłodnym, beznamiętnym opisem. Mackenzie Allen Phillips ma troje cudownych dzieci i niemniej cudowną żonę. Umiarkowanie wierzy w Boga, nienawidzi swojego ojca, jest lubiany i ma przyjaciół. Ostatni weekend wakacji postanawia spędzić z dziećmi nad jeziorem Wallowa. W dniu powrotu do domu dwoje starszych zdecydowało się popływać kajakiem i przewróciło się. Mackenzie wskoczył do wody, by ratować dzieci, podczas gdy mała Missy została przy biwakowym stole kolorując książeczkę. Gdy mężczyzna z dziećmi wyszedł z wody, Missy nie było. Poszukiwania, w które włączyła się policja i wszyscy biwakujący, dały straszny rezultat - dziewczynka padła ofiarą seryjnego zabójcy. W życiu  Mackenziego zapanował Wielki Smutek. A list, który dostał, tylko go rozwścieczył. List ...