19 stycznia 2014

Magdalena Grzebałkowska. Beksińscy. Portret podwójny.

Wydane przez
Wydawnictwo Znak

Nie przeczytałabym książki o szwajcarskim, bułgarskim czy chińskim dziennikarzu muzycznym i tłumaczu filmów oraz o jego ojcu malarzu, gdybym nie znała tych ludzi, nawet wtedy, kiedy jeden z nich popełniłby samobójstwo, a drugi został zamordowany. Beksińskich jakoś tak jednak znałam, więc książkę przeczytałam. Widziałam obrazy Zdzisława Beksińskiego, słuchałam radiowych audycji Tomasza Beksińskiego, przy czym słuchałam ich nie w radiu, ale z magnetofonu i z komputera, z odtworzenia. Puszczali mi te audycje ludzie, którzy Tomasza lubili, nagrywali jego programy na kasety magnetofonowe. Najbardziej podoba mi się audycja, w której Tomasz prezentował płytę „Tales of Mystery and Imagination” zespołu „The Alan Parsons Project”. Tomasz Beksiński umiał robić radio, umiał oczarować słuchaczy. Ktoś opowiadał mi, że tej audycji z „Tales of Mystery and Imagination” słuchał tak, jak kazał jej (czy proponował) słuchać Beksiński, a Beksiński kazał (czy proponował) wyłączyć wszystkie elektryczne światła w chałupie i zapalić świece i w blasku tych świec wsłuchiwać się w muzykę i teksty inspirowane twórczością Edgara Allana Poe’go.

Nie przeczytałabym książki o szwajcarskim, bułgarskim czy chińskim dziennikarzu muzycznym i tłumaczy filmów oraz o jego ojcu malarzu, gdybym nie znała tych ludzi, nawet wtedy, kiedy jeden z nich popełniłby samobójstwo, a drugi został zamordowany. Książkę o Beksińskich przeczytałam. Przeczytałam, bo w jakiś sposób znałam Beksińskich. Bardzo, bardzo słabo, ale zawsze. Przeczytałam, bo to książka, poza wszystkim innym, o czasach, które w części pamiętam. To książka o moim kraju, o jego historii. To książka o sprawach i ludziach, którzy są ważni dla ludzi, którzy są ważni dla mnie. Wiecie jak to jest – kiedy ważny dla mnie człowiek ma na kasetach płyty „Moody Blues” prezentowane w radiu przez Tomasza Beksińskiego, to Beksiński siłą rzeczy staje się ważny i dla mnie.

Na koniec powiem tak: po przeczytaniu książki, mówiąc delikatnie, moja sympatia dla Beksińskich nie wzrosła. I jest to powiedziane bardzo delikatnie. Słyszałam kiedyś taką anegdotę, że do Witkacego, który prowadził „Firmę portretową”, przyszedł jakiś bardzo bogaty pan i powiedział, że chce, aby Witkacy namalował portret tego pana. Witkacy posadził pana na krześle, po czym przyglądał mu się (panu, nie krzesłu) jakiś kwadrans i na koniec powiedział: - „Nie widzę powodu”.

Właściwie to szczerze mogłabym stwierdzić, że nie widzę powodu, dla którego powstała książka o Beksińskich i to książka licząca sobie aż 425 stron nie licząc przypisków i indeksu. Szczerze mogłabym to stwierdzić, tyle tylko, że dobrze czytało mi się tę książkę. Bardzo dobrze. A ten tekst pisałam przy blasku świec, słuchając audycji Tomasza Beksińskiego, w której prezentował „Tales of Mystery and Imagination”.

3 komentarze:

Wojciech Szydłowski pisze...

Autorko,

Zbliżyć Ciebie do postaci ojca mogłaby lektura korespondencji Zdzisława z Piotrem Dmochowskim. Co do pozytywnej konotacji ojca wątpliwości nie mam. Większe mam do osoby Tomka, chociaż to od niego zaczęła się moja przygoda z ich niebanalnymi dokonaniami.
Twoja wypowiedź pozostawia dużo niedopowiedzeń, może celowo, a może z powodu dość płytkiego wniknięcia w temat. Teraz nie potrafię tego ocenić. Skoryguj moją wypowiedź, jeśli chcesz.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Trochę korespondencji Beksińskiego z Dmochowskim poczytałam, jest przecież w książce. Nie wiedziałeś?
Owszem, moja wypowiedź pozostawia wiele niedopowiedzeń, najprawdopodobniej z powodu dość płytkiego wniknięcia przeze mnie w temat. Niemniej jednak powtórzę raz jeszcze - po przeczytaniu książki moja sympatia dla Beksińskich nie wzrosła. Masz z tym jakiś problem? Chciałbyś, żeby wzrosła?
Pozdrawiam.

Sylwia P pisze...

Mimo, że od skończenia książki minęło już wiele dni, nie mogę przestać o niej myśleć. Jak głęboko nieszczęśliwy musi być człowiek, jak uwierać go musi świat, by tyle razy próbować się z niego ewakuować? Ile krzywdy może wyrządzić brak czułości? I jak kochać dziecko, by go nie skrzywdzić. Kto zawinił? I czy w ogóle można powiedzieć, że ktoś tu zawinił.