Przejdź do głównej zawartości

Gail Carson Levine. Magia pisania.



Gdy czyta się to, co Gail Carson Levine opowiada o pisaniu, to aż trudno powstrzymać się przed tym, by czym prędzej sięgnąć po długopis i kartkę, czy do klawiatury. Co więcej - wszystko to, o czym ona pisze wydaje się być łatwe i osiągalne dla każdego z nas. Chcecie się przekonać?

Pięć części, trzydzieści rozdziałów. Każdy z szalenie praktycznymi wskazówkami. Nie ma tu wodolejstwa, nie ma obietnic bez pokrycia. Jest za to nawoływanie do pisania, zabawy pisaniem i zachowywania wszystkiego co się napisze. Przez następne 15 lat.

Autorka podsuwa początki opowieści, cechy bohatera, zdarzenie, a oferując te fragmenty rzeczywistości wymyślonej, zaprasza do rozwijania historii, do budowania go zgodnie z własną koncepcją. Przypomina o zasadach wedle których każde zachowanie bohatera powinno być umotywowane, a relacje między postaciami urealnione względem cech jakie każdy z bohaterów posiada. Pokazuje kwestionariusz opisu bohatera, namawia, by obserwować ludzi w różnych sytuacjach życiowych nabierając wiedzy o tym jakie reakcje są najczęstszymi jakie okazujemy. Tak naprawdę - cała ta książka to solidny poradnik/podręcznik do tego, by uczyć się lub doskonalić sztukę pisania.

Czytałam Magię pisania i myślałam o co najmniej czterech osobach, które znam osobiście i którym  mogłabym bez wahania polecić tę książkę. Was (w większości) osobiście nie znam, ale również rekomenduję. Spróbujcie! I bawcie się dobrze podczas pisania:)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

William P. Young. Chata.

Wydane przez Wydawnictwo Nowa Proza Od godziny krążę po domu zastanawiając się jakimi słowami przedstawić Wam "Chatę" tak, by nie uderzyć w nadmierny sentymentalizm i by - z drugiej strony - nie skrzywdzić powieści chłodnym, beznamiętnym opisem. Mackenzie Allen Phillips ma troje cudownych dzieci i niemniej cudowną żonę. Umiarkowanie wierzy w Boga, nienawidzi swojego ojca, jest lubiany i ma przyjaciół. Ostatni weekend wakacji postanawia spędzić z dziećmi nad jeziorem Wallowa. W dniu powrotu do domu dwoje starszych zdecydowało się popływać kajakiem i przewróciło się. Mackenzie wskoczył do wody, by ratować dzieci, podczas gdy mała Missy została przy biwakowym stole kolorując książeczkę. Gdy mężczyzna z dziećmi wyszedł z wody, Missy nie było. Poszukiwania, w które włączyła się policja i wszyscy biwakujący, dały straszny rezultat - dziewczynka padła ofiarą seryjnego zabójcy. W życiu  Mackenziego zapanował Wielki Smutek. A list, który dostał, tylko go rozwścieczył. List ...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...