09 listopada 2018

David Attenborough. Przygody młodego przyrodnika.


Odkąd pamiętam zachwycałam się opowieściami przyrodników. Pewnie zalążek pasji wiodącej mnie wprost do książki Davida Attenborougha zaszczepił we mnie Alfred Szklarski, każąc swoim bohaterom łapać zwierzęta do ogrodów zoologicznych, dość jednak powiedzieć, że "Przygody młodego przyrodnika" są dla mnie lekturą niemalże życiowo konieczną.
Cudnie się czyta o tym, jak dzisiejsza legenda przyrodniczych programów telewizyjnych, rozpoczynała pracę i obserwacje przyrodnicze. Opis wędrówki w poszukiwaniu zwierząt, w tak różniących się od nam współczesnych, warunkach, budzi ciekawość, a czasami nawet uśmiech. Autor zapisków dzieli się historiami własnymi, ale opisuje także perypetie swoich towarzyszy - zarówno tych, którzy przyjechali z nim, jak i żyjących lokalnie. Oczywiście książka nie byłaby tak atrakcyjna, gdyby nie refleksje związane z życiem zwierząt.
To jedna z tych książek, która trafi na półkę "nigdy się z nią nie rozstać". Ciekawe, czy i kogoś z Was zauroczyła tak bardzo jak mnie🙂

19 października 2018

3 (+1) dla dzieciaków

Nie wiem, czy to przypadek spowodował to, że ostatnio pojawiają się u mnie książki kartonowe, czy też jest tak, że nastąpił powrót książek kartonowych na rynek wydawniczy i te, które widzicie poniżej, są jego efektem.

Kicia Kocia oprócz tego, że ma sztywne strony, jest dokładnie taka jaką ją znacie i jaką kochają Wasze dzieci. Proste opowiastki dla najmłodszych, o tym, że funkcjonowanie bez smoczka pozwala na więcej przyjemności w życiu niż to, kiedy ma się ów smoczek wetknięty w usta. Historyjka idealna do tego, by popracować z dziećmi nad rozstaniem ze smoczkiem. Druga, większa formatowo książka, przedstawia spacer po mieście, a jej główną atrakcją są okienka, które dziecko może otworzyć, by zajrzeć do wnętrza mijanych, wraz z Kicią Kocią i Nunusiem, domów. Mnóstwo materiału do rozmów z dzieckiem.


Tytuł Klasyka dla smyka w pełni oddaje to, czego możemy się spodziewać w środku - dobrych, genialnych wręcz językowo i rytmicznie (a poza tym - świetnie nam znanych) tekstów dla najmłodszych. Do rewelacyjnych tekstów Jana Brzechwy i Juliana Tuwima dostajemy fascynujące grafiki dwóch niezwykle utalentowanych i nagradzanych Pań: Anny Kaszuby-Dębskiej i Ewy Poklewskiej-Koziełło.

Nie pozostaje nic innego, jak tylko czytać, oglądać, czytać i zarażać dziecko umiłowaniem poezji i dobrych ilustracji.


Seria Krok po kroku skierowana jest do najmłodszych dzieci i ich rodziców. Każda z książeczek opowiada o jednym zjawisku w życiu dziecka. Te, które widzicie na zdjęciu o przyjemnościach płynących z kąpieli, czy o tym, jak dobry może być dzień, również w przedszkolu... Inne, wcześniejsze tytuły, uczyły dzieci rozstania ze smoczkiem, korzystania z nocnika, czy pomagały w wyrobieniu nawyku mycia zębów. W zapowiedziach kolejne tytuły, a wielość tematów oraz prosty przekaz i strony z kartonu pozwolą dzieciom wracać do publikacji niejednokrotnie bez szkody dla książek, a z zyskiem dla dziecięcych wiedzy i umiejętności.


Na koniec gratka dla miłośników Elmera - szczególnie tych dorosłych, którzy chcieliby ze słoniem w kratkę zapoznać swoje młodsze pociechy. Optymistyczny, nie tylko z barwy, przyjazny i ciekawski słoń wędruje, zbiera doświadczenia i pielęgnując relacje z bliskimi. 

Jeśli ktoś z Was nie zna jeszcze Elmera i nie wie jaką moc ma ów patchworkowy słoń, jak wiele w nim i jego podejściu do świata życzliwości, ciepła i mądrości, niech posłucha opowieści o Elmerze w Ninatece.

A zaraz potem - niechaj zaprosi kraciastego słonika do swojej rodziny:)

15 października 2018

Marta Sztokfisz. Pani od obiadów.


W pierwszej połowie lat 90 w moim domu zaczęły pojawiać się książki, które - wraz z nowo rozwijającym się rynkiem - kupowaliśmy zachłannie dzieląc koszty przesyłki między uczniów w licealnej klasie. Pomiędzy tym, co wówczas kupiłam, znalazły się poradniki Lucyny Ćwierciakiewiczowej. Pooglądałam je wówczas, pozachwycałam się manierą pisania i językiem i odłożyłam. Dziś - dzięki książki Marty Stokfisz - wracam do 365 obiadów i czynię to z ciekawością, zachłannością i narastającym apetytem.


Jacek Kaczmarski w usta Katarzyny II w jednej ze swoich piosenek włożył słowa Kobietą jestem ponad miarę swoich czasów... i jest to zdanie, które idealnie obrazuje Lucynę Ćwierciakiewiczową. Dziewiętnastowieczna miłośniczka planowania, zdrowego odżywiania, rozsądnego gospodarowania pieniędzmi, czasem, czy szerzej - życiem, propagatorka higieny tej pojmowanej dosłownie, jak i umysłowej, zdecydowanie wykracza poza ramy znanej z literatury postaci kobiecej. Była inna - hałaśliwa, bezpośrednia (czasami aż za bardzo), zapatrzona w męża i uparcie dążąca do realizacji swojej misji - uczynienia życia kobiet łatwiejszym.

Opowieść Marty Stokfisz o Pani od obiadów czyta się doskonale. Z książki wyłania się postać kobiety z pasją, kobiety, która i może nie zawsze była łatwa w życiu, ale która nieustająco realizowała swoje cele i uczyła mnóstwo innych kobiet jak być panią domu. Jej książka, po pierwszym wydaniu, okazała się być tak potrzebną, ze czym prędzej dodrukowywano kolejne egzemplarze. Kolejne wydania, z lekka poprawiane przez autorkę, ukazywały się przez wiele lat, stając się niemalże bibliami zarządzania domem dla wielu kobiet. Miałam przyjemność oglądać wydanie z roku 1901 i było ono już dziewiętnastym.


Zachwyciłam się kulturalną panoramą Warszawy wyłaniającą się z opowieści o Ćwierciakiewiczowej. Eliza Orzeszkowa, Bolesław Prus, bracia Gierymscy, to tylko niektóre z osób pojawiających się w otoczeniu tej niezwykłej kobiety.

Moje serce porwało jednak nie tylko 365 obiadów (bo wiecie - tam jest między innymi wołowina duszona na maśle;)), ale przede wszystkim kalendarze. Jakież bogactwo treści przeciekawych się w nich znajduje!


Ustawa o najmowaniu służby, ceny biletów teatralnych, uzależnionych od miejsca siedzenia, z pięciu warszawskich teatrów, urodziny carewiczór i całej carskiej rodziny, zapiski kalendarzowe, listy odzieży oddawanej do praczek, artykuły o kondycji kobiet, porady ogrodnicze, teksty literackie oraz reklamy, mnóstwo reklam, z których co jedna to ładniejsza. I tak - uwaga - przez 24 lata!


Lucyna Ćwierciakiewicz istniała w mojej świadomości jako pani od książek kucharskich. Zapomniana, mocno zmarginalizowana, niemalże nieobecna. Książka Pani od obiadów sprawiła, że dostrzegłam w niej fascynującą kobietę wyrastającą dalece ponad swoje czasy. Jestem zauroczona postacią opisaną przez Martę Stokfisz i opowiadam o niej wszystkim wokół. Nie umiem się także powstrzymać przed refleksją  - dziś też szukamy kobiet, które opowiedzą nam jak planować posiłki, czas, jak dać o dom i realizować się jako kobieta, żona, matka. Lucyna Ćwierciakiewiczowa i współcześnie święciłaby triumfy.

14 października 2018

Ida Pierelotkin. Tata ma dziewczynę.


Rodzice dziesięcioletniego Kuby rozstali się. Mamę odwiedza wujek Heniek, a tata pojawia się w życiu chłopca stanowczo zbyt rzadko. Kuba wie, że każdą złą wiadomość mama stara się mu "osłodzić" czymś dobrym do jedzenia. Kuba wie mnóstwo innych rzeczy, ale też wielu nie rozumie i nie do końca umie odnaleźć się w nowej sytuacji. A dorośli wcale mu tego nie ułatwiają, nie rozmawiają wyjaśniając, tylko wydają pewne oświadczenia, które nie pomagają dziecku.
Niesamowicie ważna książka. Ida Pierelotkin pokazała bogactwo uczuć dziesięciolatka, któremu nagle rozsypuje się uporządkowany świat.
Polecam!

13 października 2018

Katarzyna Ryrych. Pan Apoteker.


"Ciało to jedynie ubranie dla duszy" (s. 45)

Kto czyta bloga ten wie, że jestem zauroczona światami wyłaniającymi się spod pióra Katarzyny Ryrych. Również Pan Apoteker zapewnił mi emocjonująco spędzony czas z książką.

Autorka opisuje, z perspektywy dziecka, sytuację Żydów w wojennym Krakowie. Stosując metaforyczną narrację zaprasza czytelników do towarzyszenia rodzinie Bliny, pokazuje ich codzienność i to, jak ważny dla społeczności w getcie był człowiek niezwykły, Tadeusz Pankiewicz, aptekarz.

Z inspiracji - jak powiedziała wczoraj na targach Katarzyna Ryrych - wycinankami żydowskimi, powstały ilustracje do książki, ilustracje, które idealnie oddają klimat opowieści.

Bardzo chciałam tę książkę czytać, jak każdą inną. Jak inne Autorki - rozsmakowując się w kunszcie pisania chciałam czytać jak najszybciej. Ale wiecie - tak się nie da z tą książką; Pana Apotekera czyta się odczuwając całym sobą grozę życia w getcie.

Kolejny raz chylę czoła, Pani Katarzyno...

12 października 2018

Marta Kisiel. Pierwsze słowo.


Pierwsze słowo, czyli zbiór opowiadań Marta Kisiel-Małecka przedstawia spectrum tego, co Autorka ma czytelnikowi do zaproponowania. A jest tego dużo i różnorodnie na tyle, by zadziwić tych przyzwyczajonych do postaci kochającego Anioła w bamboszach i młodej kobiety mieszkającej w drewnianej chacie pośrodku niczego.

Znalazłam w tekstach zamieszczonych w "Pierwszym słowie" grozę, świat korporacji, które wykorzystują pracowników, na wskroś współczesną historię z cyrografem w roli głównej, uśmiech, realistyczną ocenę rzeczywistości, materiał do tego, by myśleć, strach i lęk.

Marta Kisiel przypomniała mi za co lubię tomy opowiadań - za ich różnorodność. Jej udało się napisać je tak, aby ponaciskać mnóstwo wrażliwych miejsc w moim sercu. Dziękuję.

02 października 2018

R. M. Romero. Lalkarz z Krakowa


Książka R. M. Romero opowiada o trudnym wycinku naszej historii. W bajkową konwencję ubrała bowiem autorka opowieść o wojnie, o krakowskich Żydach i ich wymazywaniu z przestrzeni miasta.
 
Powieść toczy się dwutorowo, a elementem ją spajającym jest lalka Karolina, która z Krainy lalek, niegdyś bezpiecznej, a później opanowanej przez bezlitosne szczury, trafiła do pracowni Lalkarza mieszkającego w Krakowie. Podobieństwo obydwu światów jakie obserwuje i w jakich żyje Karolina jest zatrważające - tu i tam władzę przejmują ci, dla których inni niż oni sami są śmieciami, dla których liczy się tylko ich rasa, ich dobro i ich poczucie panowania nad światem. O ile jednak, trudniej przychodzi utożsamianie się z bohaterami Krainy lalek, to obserwowanie Lalkarza i jego przyjaciół - pana Józefa i jego córki, Reny - budzi emocje i sprawia, że lektura zmusza do myślenia o tym, o czym niewielu z nas chciałoby pamiętam, a pamiętać powinniśmy.
 
Mimo, że w sposobie w jaki R. M. Romero snuje swoją, pełną magii opowieść o Lalce, Lalkarzu i okrucieństwie selekcji dokonywanej na ludziach, brak owej nieuchwytnej, trudnej do określenia głębi z jaką spotkać się można było w książce Anna i pan Jaskółka, to Lalkarz z Krakowa jest ważnym, bardzo potrzebnym głosem w literaturze. Prostota tej opowieści, a jednocześnie kunszt jaki pokazała autorka przedstawiając czytelnikom wydarzenia związane z sytuacją żydowskich mieszkańców Krakowa w latach czterdziestych XX wieku, pozwala na to, by lekturę powieści proponować czytelnikom młodszym.
 
Z treścią książki idealnie współpracuje jej graficzna strona. To w jaki sposób Tomislav Tomić, sięgając po wzory ludowe, przyozdobił strony podkreśla konwencję bajki, a zestawienie ilustracji z treścią daje naprawdę niesamowity efekt.
 
Lalkarz z Krakowa R. M. Romero jest książką, po którą warto sięgnąć. Polecam.
 
P.S. Byłam ciekawa co skłoniło pisarkę ze Stanów Zjednoczonych do pisania o mieszkańcach krakowskiego Kazimierza. W posłowiu R. M. Romero wyjaśnia  skąd pomysł na tę opowieść.

01 października 2018

Po(niedzielnik) nr 74


Kiedy dwa lata temu obchodziłam okrągłe urodziny żyłam przekonaniem, że mogę wszystko. Dziś, w dniu kolejnych urodzin, wiem, że mogę, ale nie wszystko powinnam i nie wszystko muszę. Być może dla niektórych z Was to co napisałam nie jest specjalnie odkrywcze, ale wiecie jak to jest - każdy z nas dojrzewa do pewnych przekonań sumując doświadczenia, przykładając pewne zasłyszane mądrości do siebie i sprawdzając jak realizują się w codzienności.

Kolejne urodziny, a ja ponownie wiem, że moim największym bogactwem są ludzie. Ci, których miłością i przyjaźnią dane jest mi się cieszyć, którzy dzielą ze mną czas wesela i czas smutku, przy których sięgam gwiazd, sprawiam nierealne, doganiam własny cień i śmieję się całą sobą. Ci tak różni ode mnie i ci zdumiewająco podobni. Ci, dla których warto spędzić dzień w pociągu, z którymi pozornie zwykły spacer zamienia się w rozmowę o pryncypiach, którzy sprawiają, że wciąż chcę więcej doświadczyć, wiedzieć, poznać.


Jestem świadoma miejsca i czasu. Chłonę doświadczenia, bo to one uczą mnie najwięcej o innych i o mnie samej. Mam apetyt na życie, siłę by iść przez nie z optymizmem i bliskich, którzy chcą wędrować ze mną.

Dobrze mi.

28 września 2018

3 dla dzieciaków (17)

Susan Verde, Peter H. Reynolds. Ja, joga. Ja, spokój. 

 


Z różnych względów podchodzę z ostrożnością do jogi. Jednak ta w książce Susan Verde - rozumiana jako jedność - doskonale wpisuje się w moje ostatnie lektury i stąd jej obecność w kolejnym wrześniowym zestawie książek dla dzieci. Także Ja, spokój pasuje idealnie do tego, o czym ostatnio myślę i nad czym się zastanawiam.

Przepięknie zilustrowane, opowiedziane w oszczędny sposób, historie dzieci, które uczą się siebie i swojego funkcjonowania w świecie. Bohaterka książki Ja, joga szuka wyciszenia i spokoju w pędzącym szybko życiu, wśród myśli o swoim niedopasowaniu do świata i innych ludzi. Prosi swoje ciało o uspokojenie i chwilę potem:


Chłopiec z Ja, spokój też czuje się przytłoczony, niesiony przez nurt życia w miejsca niezgodne z tym, czego chciałby dla siebie. Kiedy jednak zderza się z tak wielkim zagubieniem, skupia się, bierze wdech i:

Być może nie są to książki dla każdego. Co więcej, sądzę, że  - jeśli już zdecydujecie się do nich zaglądać - to warto to robić razem z dziećmi. Czasami dzieci, przeciążone szkołą, obowiązkami pozaszkolnymi potrzebują nieco czasu na odpoczynek. Pozwólmy im na to.

Catarina Kruusval. Wszystkie psy Eli.


Ela lubi wszystkie psy. Ile razy Wasze dzieci mówiły, że one tak jak bohaterka książki, lubią wszystkie psy i chciałoby mieć psa? Obojętnie jakiego, byle by to był pies: do głaskania, przytulania, spacerów, wtulania się w niego i wspólnych zabaw?

Ela marząc o psie tworzy sobie w głowie różne scenariusze. Pies duży, mały, wesoły, kroczący dumnie, przylepny i spokojny lub energiczny, zachęcający szczekaniem do wspólnych figli. Rozważa jak mogłoby wyglądać wspólne z psem życie i dostrzega także mankamenty pewnych psich zachowań. Co ciekawe, w owych rozważaniach dziecka nie ma rodziców - w żaden sposób nie angażują się oni w psie marzenia córki, a tata jest jedynie odbiorcą słów wypowiadanych przez dziecko. Aż do pewnej sceny...

Zastanawiam się nad znaczeniem wspomnianej finałowej sceny i tego, jak dalece dziecięce marzenia korelują, lub pozostają w sprzeczności, z realizmem.

Sylvia Bishop. Panna Jones i Książkowe Emporium.



Sylwię Bishop znacie z opowieści o Erice i jej słoniu. Tym razem zaprasza nas do poznania historii Panny Josen o mało wdzięcznym imieniu Znajda, która wraz z najbliższymi wygrywa w Wielkiej Loterii Montgomery'ego jego przewspaniałe Emporium. 

Czy ono jest i jakie tajemnice kryje dowiadują się, dziewczynka i jej rodzina, w warunkach, niestety, mało pozytywnych. Ale jak to w bajkach bywa - rozstrzygnięcie przynosi nagrodę tym dobrym, a ukaranie złych. 

Pomysły na dwustopniową tajemnicę, konstrukcję Emporium i samą postać Znajdy Jones przeciekawe. 

27 września 2018

Andrzej Ziemiański. Virion. Wyrocznia. Obława.


Właściwie to od dawna już spotykając na okładce napis Andrzej Ziemiański, wiem, że czeka mnie dobry, soczysty kawałek historii. Co więcej - napisanej tak, że chce się to czytać, sprawnie, z polotem, z świetnie nakreślonymi bohaterami.

Na początku kwietnia Fabryka Słów zachęciła do oddawania krwi. Każdy kto wziął udział w akcji i zgłosił się do wydawcy, dostawał nagrodę. Tym sposobem okazało się, że za Viriona zapłaciłam własną krwią:)


Jednak wiecie co Wam powiem - było warto! Oczywiście przede wszystkim z powodu krwi i samej idei krwiodawstwa. Ale też ze względu na książkę, jej treść i bohatera. 

Virion to dziecko z dobrego, majętnego domu. Kształcony w gimnazjonie, wychowywany zgodnie z zasadami bycia uprzejmym, honorowym, grzecznym. Bo jak sparing to zgodnie z rytmem i ostrożny, żeby nie zrobić krzywdy. A jak się zakochał, to targały nim a to namiętność właściwa wiekowi, a to skromność i poszanowanie dziewczyny oraz nieśmiałość. Aż tu pewnego dnia Virion staje wobec gwałtownym zmian. Traci wszystko oprócz życia, ale i ono przez chwilę ma nieznaczącą wartość.

Bardzo lubię bohaterów powieści Andrzeja Ziemiańskiego. Właściwie powinnam być może napisać - bohaterki, ale w tym przypadku moja sympatia przylgnęła do tytułowej postaci. Podoba mi się również to, jak autor przedstawił kobity - zarówno Niki, prefekta, czarownice, jak i żony drwali. 

Miło było mi wrócić do świata Imperium Achai. I choć piszę oględnie, by nie zdradzać Wam zbyt wiele z treści książek, to jedno mogę napisać bez wahania. Ziemiańskiego czyta się tak, że upływający czas przestaje istnieć.

Cykl o Virionie promowany jest hasłem Odbierz człowiekowi wszystko - stworzysz demona. I to jest bardzo dobre hasło, przekonajcie się o jego znaczeniu sami.

21 września 2018

3 dla dzieciaków (16)

Anna Manna Poznańska. Dlaczego dzieci jedzą śmieci?


Świetna książka! Niestety mam wrażenie, że zbyt mało znana szerszemu gronu czytelniczemu. 

Okładki książki zawierają 10 rad dla dzieci, rad - dodajmy - pisanych przez dietetyków, lekarzy, pielęgniarki i mamy. Mowa w nich o jedzeniu i piciu, o języku, dzięki któremu doświadczamy bogactwa smaków, o tym, że warto polubić nieznane i zmniejszyć apetyt na śmieciowe jedzenie. Tyle okładki, a treść?

Bohaterką książki jest Lukrecja lubiąca orzeszki, marchew, jabłka i Krzysia. Krzyś ma talent, wyobraźnię i zepsute zęby od nadmiaru słodyczy. W jego rodzinie wszyscy - nawet maleńka siostra, jedzą dużo przetworzonych i słodkich pokarmów, a święta są dla nich czasem wyjątkowego objadania się. Krzyś lubi kolorowe opakowania i jedzenie, którego składniki mają długie, skomplikowane nazwy. Ma też pryszcze, łyka mnóstwo tabletek, stroni do owoców, warzyw i naturalnego jedzenia. Lukrecja przy pomocy starszych diagnozuje problem Krzysia - to uzależnienie.

Logiczna, prosta historia mogąca stanowić doskonały punkt wyjścia do rozmów na temat tego, co jemy, tego, co można kupić w sklepach i wyhodować w przydomowych ogrodach. 

Do czytania i myślenia. Bo skoro do baków swoich aut wlewamy tylko dobre paliwo, to czemu swoich bliskich i siebie karmimy czymś co nam szkodzi?

Johanna Thydell, Emma Adbåge. Okropny rysunek!


Gdy byłam małą dziewczynką bardzo chciałam mieć starszego brata. Ma go Inka, jednak w ich historii związanej z rysowaniem nie widać w jakiś szczególny sposób szczęścia dziewczynki z tego, że jest młodszą siostrą. Próbuje rysować - tak jak jej Starszy Brat, a gdy jej nie wychodzi...

Brat Inki - trzy lata starszy - zawsze wie co narysować i robi to bardzo starannie. A dziewczynka nie wie, nie potrafi powściągnąć nerwowości, jest niezdecydowana, nie umie określić co by chciała poza jednym - chce rysować lepiej niż brat. A jednak rysuje za mocno, za silnie macha rękoma i wydarzają się kolejne, w oczach dziecka, straszliwe przykrości.

Okropny rysunek! to lakonicznie opowiedziana historia o relacjach rodzeństwa. Prosty przekaz odwołuje się bardzo wyraźnie do przeżyć dziecięcych i daje tym samym młodym czytelnikom szansę  skonkretyzowania własnych odczuć. Książka pokazuje jak to, co nieudane przekuć w sukces, a tej nauki trzeba nam wszystkim, od najmłodszych lat.

Christopher Edge. Nieskończony świat Maise Day.


Christophera Edge znacie z doskonałych książek łączących trudne doświadczenia młodych ludzi z tematyką kosmosu i nauki, czyli powieści Wiele światów Albiego Brighta i Równanie Jamiego Drake'a. Historia Maise Day utrzymuje się w podobnej tematyce - dziewczynka zafascynowana jest paliwem jądrowym i marzy, aby otrzymać zestaw do budowy reaktora nuklearnego.

W książce zamknięte są dwie opowieści o dniu dziesiątych urodzin Maise. Jedna z nich przedstawia dni takie jak inne, z kochającymi rodzicami, naburmuszoną starszą siostrą, ze świadomością, że mimo, iż dopiero dziesięcioletnia - jest geniuszem, zdała już maturę i studiuje na uniwersytecie. Druga to dzień wypełniony pustką. Czarną, obezwładniającą pustką, która z momentu na moment zajmuje coraz mocniej przestrzeń wokół dziewczynki.

Tak - te dwie opowieści się zetkną. I stanie się coś, co sprawiło, że musiałam wrócić kilka kartek wstecz, by upewnić się, iż dobrze zrozumiałam treść książki.

Tak, Christopher Edge wie jak pisać.

19 września 2018

Sisi

Zamieszkała ze mną 1 września 2006 roku. Wtedy jeszcze ze mną, a nie w Kociokwiku, bo to ona stworzyła Kociokwik.







P.S. Pierwsze dni Sisi (i dużo więcej) znajdziecie TU.


18 września 2018

Rebecca Solnit. Mężczyźni objaśniają mi świat.


Rebecca Solnit wciąż podkreśla - nie o wszystkich mężczyznach tu mowa. Ale mimo to, mimo owego wyodrębniania jednostek, widać wyraźnie, że nasza kultura, czy może szerzej - cywilizacja, oddaje głos mężczyznom, kobietom każąc słuchać.

Z tekstami Solnit, zgromadzonymi pod jednym tytułem, jest trochę tak jak z pisaniem Oriany Fallaci; dopóki nie przeczytacie sami, a później tego co wyczytacie, nie przełożycie na rzeczywistość która Was otacza, nie pojmiecie jak silny jest przekaz, o jakim mówi autorka, jak mocne jest to, co nam chce uświadomić.

Zastanówcie się - jeśli wchodzicie ze swoim partnerem do sklepu, to do kogo zwraca się sprzedawca? Jak bardzo świat reklam stereotypizuje i utrwala podział na kobiece i męskie obszary życia? Dlaczego, mimo olbrzymich kampanii antyprzemocowych, wciąż zdanie kobiety doświadczającej przemocy, wymaga "potwierdzenia" mężczyzny?

Czytajcie. Koniecznie.

P.S. O tej książce zamieniłam kilka słów z Anną Dziewit-Meller, która w drodze do Katowic miała nieprzyjemność siedzieć na wprost mężczyzny w pozie - nazwijmy to oględnie - dość niedbałej. Gdy autorka zamieściła jego zdjęcie z pytaniem, czy aby mężczyźni tak muszą, pojawiło się mnóstwo kobiecych głosów przywołujących podobne sytuacje z własnego życia oraz męskich w tonie dość obelżywym. 
Gdybyście mieli wątpliwości, to Solnit jest aktualna.

17 września 2018

Brooke McAlary. Powoli.


Takiej książki było mi trzeba. I to właśnie teraz - u progu jesieni, po aktywnym lecie, w trakcie  planowania i wcielania w życie modyfikacji, podczas czasu poświęconego przemyśleniom nad wieloma sprawami. 

Autorka pisze o sobie i swojej rodzinie. Opowiada o tym co sprawiło, że zdecydowała się na zmiany, mówi o tym, które z nich przyszły jej łatwiej, które bardzo ciężko i na jakich polach odnosi a to sukcesy, a to porażki. Z jej wersją minimalizmu jest trochę tak jak z przepisem na sałatkę jarzynową czy rosół; każdy ma własne i jego rodzinie smakują tylko te, przyrządzone według domowej receptury. Podobnie, do porządkowania przestrzeni fizycznej i mentalnej podeszła McAlary i jej bliscy - ona była inicjatorką zmian, ale to wspólną pracą, jednością także na poziomie myślenia o tym, czego się chce od życia, podążali i nadal podążają ku lepszemu. Lepszemu dla siebie.

Zastanawialiście się czemu tak trudno rozstać się Wam z dżinsami z czasu szkoły średniej i rolkami zawadzającymi w szafie, bo mieliście je na nogach tylko raz? Co sprawia, że ilekroć zabieracie się za porządne odgruzowywanie domu, to nagle, kilka godzin później, macie wokół siebie bałagan i żadnej wizji tego, jak sobie z nim poradzić? Czemu sądzicie, że musicie mieć namiot (choć tylko raz pojechaliście na pole namiotowe) czy zastawę obiadową na 12 osób (kurzącą się od kilkunastu lat w kredensie, bo już dawno nie organizowaliście obiadów na tyle osób)? Brooke McAlary sprawdziła, co tkwi za naszymi wyborami dotyczącymi przestrzeni wokół nas, jakie schematy myślowe nam towarzyszą i co sprawia, że czasami sami torpedujemy własne plany.

Sposób w jaki Brooke McAlary pisze o znajdowaniu właściwego sobie i swojej rodzinie rytmu życia, przypomina opowieść przyjaciółki, która dzieli się z Wami sprawdzonymi metodami na uporządkowanie mijających w szalonym tempie dni, na chwytanie tych wszystkich chwil, w których Wasze dziecko dorasta, a Wam pojawiają się zmarszczki przy oczach i siwe włosy na skroniach. Czytacie, słuchacie jej opowieść i myślicie o łączących Was podobieństwach i dzielących różnicach, ale w tym, co przeżyła ona, znajdujecie drogę do takich przestrzeni myślowych, w jakie być może nigdy samodzielnie nie odważylibyście się zapuścić. Przykład autorki i jej szeptem wypowiedziane Powoli zachęcą Was jednak do tego by zatrzymać się na chwilę i zastanowić się ku czemu zmierzacie kogo chcecie mieć przy sobie w drodze przez życie i jak intensywnie mają być Wasze relacje.

Nie wiem, czy udało mi się przekazać moje bardzo ciepłe, pozytywne uczucia po lekturze tej książki. Pozostaję pod urokiem tego, jak w klarowny i szalenie efektowny sposób można napisać o tym, co w życiu najważniejsze i podpowiedzieć jak znaleźć swoje Najważniejsze. Gorąco polecam!

14 września 2018

3 (+1) dla dzieciaków (15)

Patrick McDonnell. Ja... Jane.
Przełożyła Magda Koziej.


Graficzna opowieść o małej Jane, która dzierżąc w dłoni pluszowego szympansa poznawała świat przyrody obserwując, dotykając, chłonąc i marząc o tym, że gdy dorośnie będzie żyła wśród zwierząt, którym będzie mogła pomagać.
Każdy z nas coś zmiana. Ne możemy przeżyć ani jednego dnia, nie wywierając wpływu na otaczający nas świat - i mamy wybór co do tego, jaki to jest wpływ. Życie każdego z nas ma znaczenie w planie ogólnym i zachęcam wszystkich (...) do zadbania o to, by świat był lepszym miejscem dla ludzi, zwierząt i środowiska.
Podsuńcie dzieciom, zachęcam...


Antoine de Saint-Exupery. Mały Książe. 
Zilustrował Paweł Pawlak. Przełożył Henryk Woźniakowski.



Małego Księcia znamy wszyscy. Jest nieskończenie cytowalny, obecny niemalże wszędzie. Teksty, grafiki, słowa pełne są Małego Księcia, fragmentów dialogu z lisem i różą. Mowa jest o baranku, słoniu wyglądającym jak kapelusz, baobabach. Czytamy tę, w moim odczuciu, bardzo filizoficzną opowiastkę w młodych latach, kodujemy pewne piękne frazy i nie wracamy do niech gdy dorastamy, by zweryfikować tę mądrość jaka płynie ze słów pisarza - lotnika.

Paweł Pawlak przeczytał wnikliwie historię złotowłosego chłopca wędrującego po planetach. Wrócił do niej i to zapewne nie raz. Obejrzał oryginalne rysunki autora i zmierzył się z wymową historii opowiedzianej w książce. I zmierzył się także z tym, by na nowo narysować nam Małego Księcia.


Mnie ten Mały Książe zauroczył. Tym bardziej, że ilustracje Pawła Pawlaka zmobilizowały mnie do ponownego czytania i odkrywania, już teraz z dorosłego punktu widzenia, spraw dla mnie najistotniejszych w tej opowieści.

P.S. Wywiad z Pawłem Pawlakiem.


 Anna Höglund. O tym można rozmawiać tylko z królikami.
Przełożyła Katarzyna Skalska.


Trzynastoletni bohater dość nietypowej, bo obrazkowej książki skierowanej do młodzieży, jest nadwrażliwy. Żałuje przyjścia na świat, na nieuprzejmość ludzi reaguje pojawieniem się łez pod powiekami, boi się tego, co wokół i zastanawia się, czy stan w jakim się znajduje ma jakąś nazwę, czy da się go określić. Dystansuje się od innych, bo odczuwa granice tego, co może wytrzymać, a jednocześnie zdarza mu się śnić o bliskości wiedząc, że nie wyraża się ona jedynie w relacjach odległości przestrzennej. Jest uważny, ostrożny, wyczulony na informacje i obserwowanie ludzi. A jednocześnie skłonny do tego, by w samotności rozważać wszystko co się wydarzyło, by skupiać się na swoich odczuciach, zastanawiać kiedy jest sobą.

Pamiętacie to z nastoletnich czasów? Kiedy spojrzenie inne niż zwykle kogoś kogo lubiliście wywoływało popłoch i myśl o tym, że nikt nas nie lubi. Czy świat wydawał się Wam zbyt przytłaczający, a codzienność za trudna, by móc się w niej śmiało odnaleźć? Czy remedium na ów szum, gwar i wielość doznań, była samotność?

Poczytajcie tę książkę z dziećmi. Podsuńcie ją zaprzyjaźnionym nastolatkom. Pokażcie im, ze nie są jedyni w swoich odczuciach.

Agnieszka Mielech. Szkolnik superdziewczyny.



Szkolnik superdziewczyny, powiązany tematycznie i graficznie z książkami z cyklu Emi i Tajny Klub Superdziewczyn, wzbudził moją zazdrość. Tak, wiem, że istnieją planery dla dorosłych kobiet, że nawet sama mogę sobie stworzyć (pomijając mój kompletny brak talentu graficznego) coś na kształt superplanera tylko dla mnie, ale i tak zazdroszczę tym dziewczynkom, które będą korzystały ze świetnie przygotowanego i dobrze przemyślanego kalendarza szkolnego.

W Szkolniku znajdziecie miejsce na zaplanowanie przebiegu tygodnia, z uroczym punktem - wspomnienie i ważnym tydzień na sportowo, tego, co chcielibyśmy w danym roku zrobić (i tu autorka podpowiada - jakie książki chcesz przeczytać i jakie spektakle teatralne zobaczyć), na gromadzenie inspirujących cytatów, zapisywanie ważnych dni, wydarzeń, na gromadzenie - notatek o rzeczach uszczęśliwiających, zaznaczanie dni marudniejszych niż zwykle, a także na stworzenie własnej listy superdziewczyn. To oczywiście nie są wszystkie możliwości jakie daje nam przygotowany przez Agnieszkę Mielech kalendarz. Jego najważniejszą cechą jest to, że pozwala planować swoje dni według tego co lubimy, a co za tym idzie - zmusza do pomyślenia o tym, co lubimy, do zajrzenia w głąb siebie i pozwolenia sobie choć na chwilę refleksji. Podobają mi się również postacie inspirujących kobiet, których przykład ma pokazać młodym użytkowniczkom Szkolnika, że można wszystko. 

 
P.S. Ilustracje do Szkolnika superdziewczyn, podobnie jak do książek o Emi, tworzy Magdalena Babińska. Tak, ta sama, która rysuje świat z powieści Anety Jadowskiej:)

13 września 2018

Marta Obuch. Wiedźma duszona w winie.


Powieść Marty Obuch to historia menadżerki bankowej mającej pieniądze, władzę, ale nikogo bliskiego obok siebie. Z miasta trafia na prowincję i tam - doznając wielu zaskoczeń, wpadając na przedziwne pomysły i doświadczając rzeczy o jakich nigdy wcześniej nie pomyślała, by mogły się jej przydarzyć - przestaje być tak bardzo kostyczna, a staje się pełną wdzięku, dobrego nastroju i szalonych przemyśleń kobietą. Mamy tu również niepozornego mężczyznę z pozornie szemranego świata, który ma gołębie serce i upodobanie do Bożenki oraz czarny charakter - jeżdżącego czarnym fordem bruneta, prokuratora, który w kobietach ceni głownie wygląd.

Napisałabym, że fabularna wycieczka poza Katowice, w których autorka czuje się znakomicie, niezbyt dobrze zrobiła powieści, gdyby nie dwie rzeczy. Po pierwsze - Cezaria, Cyganka z dziada pradziada, która - dla mnie - stała się osią książki. Po drugie - przeczytajcie fragment, który cytuję poniżej. 
Teraz odsunęła zasuwkę, przekręciła tkwiący w zamku klucz i... dostała w twarz powietrzem. Naprawdę tak poczuła. Jakby ktoś bez uprzedzenia spoliczkował ją świeżością, zielenią i powiewem wolności... Bo powietrze w Katowicach to nie było powietrze, to była przezroczysta mieszanina tlenu, nicości, pośpiechu i korpo.
Człowiek wciągał to w płuca i nic nie czuł, a tutaj...
Bożena aż usiadła przy stoliku.
A więc świat ma do dyspozycji tyle barw?
W mieści mieniła się kolorami co najwyżej kałuża z benzyną, a tu chabry, maki, koniczyna, rumianek i wiele, wiele innych roślin, których nazw nigdy nawet nie słyszała, co jednak wcale nie przeszkadzało roślinom istnieć.
[ss .64 - 65]
Ja wiem, że świat ma barwy, że dźwięczy, jest w ciągłym ruchu. I czytając o odczuciach bohaterki literackiej poczułam jakbym czytała o sobie, tylko w tę drugą stronę. Jakby ktoś mi właśnie uświadomił, czego brakuje w Katowicach.

12 września 2018

Nusia


Nusia wczoraj miała usuwane ostatnie zęby. Mimo wielkiego zaufania jakie pokładam w naszym PanDoktorze, podczas kociego zabiegu, siedziałam z myślami zawiniętymi wokół puchatego ogona Nusiątka. Bo wiecie - 10 lat, słuszne kształty, więc tylko zgadywać można było jak zachowa się serce kotki. Na szczęście, wszystko się udało (poza trudnościami typowo stomatologicznymi, z którymi PanDoktor sobie poradził).

Za Nuśką ciągnie się jednak schorzenie, które swoje źródło ma we wczesnym dzieciństwie i które jest efektem przebytego w pierwszych tygodniach życia kociego kataru. Już wówczas istniało ryzyko usunięcia jednej z gałek ocznych, dziś - Nusia ma wzrastające naczynia krwionośne, zawijający się, wciąż podrażniający oko kawałek ciała, a skutek tego taki, że Nusieńce powraca wyciek z oczu. Ale dostałyśmy receptę, stosujemy lek, a poza tym - antybiotyk działając na dziąsła, powinien zadziałać też na oczy.

Dobrze było ją przywieźć do domu, nic to, że fukającą i obrażoną. Dobrze było się w nią wtulić. Dobrze, że to jeszcze nie pora na pożegnanie.

10 września 2018

Christine Feret-Fleury. Dziewczyna, która czytała w metrze.


Opowieść o młodej kobiecie, która całe życie wędrowała utartymi - bezpiecznymi - ścieżkami i którą z owych utartych dróg wyrwały książki. 

Juliette jeździ metrem, czyta książki i podpatruje innych czytających. Jeździ zawsze o tej samej porze, do swojej niezbyt porywającej pracy w biurze nieruchomości i stale spotyka tych samych ludzi: mężczyznę w zielonym kapeluszu czytającego książkę o owadach, zamyśloną kobietę z kulinariami włoskimi w dłoni, dziewczynę zaczytaną w romansach i innych. Gdy pewnego dnia zamyślona doszła w miejsce sobie nieznane i zobaczyła tam pokryte rdzą drzwi, a na nich emaliowaną tabliczkę z niebieskim napisem Książki bez Ograniczeń, nie wiedziała, że to drzwi, przez które rozpocznie się zmiana.
Mówił o książkach jak o istotach żywych - starych przyjaciołach, czasem groźnych przeciwnikach, ukazując jedne jako nastoletnich prowokatorów, a inne jako starsze panie siedzące z robótką ręczną przy kominku. Uważał, ze w bibliotekach są zgryźliwi mędrcy i zakochani, nieokiełznane furie, groźni mordercy, smukli papierowi chłopcy wyciągający rękę do kruchych panien, których uroda przeminie, gdy zmienią się słowa, jakimi je opisano. Niektóre książki były jak narowiste konie, nieposkromione, gotowe ponieść w szaleńczym galopie każdego, kto ich dosiądzie, tak, że nieszczęśnik uczepi się grzywy rumaka i będzie z zapartym tchem czekał na koniec tej gonitwy, myśląc tylko o tym, żeby nie spaść. Inne to statki spokojnie unoszące się na wodach jeziora w księżycową noc. A jeszcze inne to więzienie. [ s. 104]
Lekko nostalgiczna, dająca nadzieję i pozwalająca uwierzyć w to, że zawsze jest czas, by odmienić swoje życie. Oraz życie innych.

09 września 2018

Wrześniowe bogactwo książkowe

Przyznaję - trudno wybrać kilka książek spośród tych wszystkich, którymi we wrześniu postanowili uraczyć nas wydawcy. A jeśli w dodatku będzie się pamiętało o wrześniowym czytaniu powieści Agathy Christie, czy powrocie do książek odkładanych na później (ale koniecznie do przeczytania), to wyboru trzeba dokonywać wyjątkowo ostrożnie.


Co sobie wypatrzyliście do czytania wśród wrześniowych tytułów?

07 września 2018

3 dla dzieciaków (14)

Jerzy A. Wlazło. Głupi Funio.


Funio, wraz ze swoim plemieniem, mieszka w domu ludzi. Jest Tym, Który Nic Nie Umie, więc nie zasłużył jeszcze na imię, a to niestety nie przysparza mu popularności wśród współplemieńców. A jakie pozostali członkowie Plemienia noszą imiona? Ślizgacz Maślarz, który odpowiada za to, aby kromka spadała masłem do domu. Niańka Budzik, budząca dzieci, ale tylko w nocy. Nuda Maruda - dbająca o to, aby chore dzieci się nudziły. Skąd te przedziwne zadania? Ano stąd, że my dorośli mawiamy - kromka ZAWSZE spada masłem do podłogi, dzieci ZAWSZE budzą się z nocy, chore dzieci ZAWSZE się nudzą. A skoro tak mawiamy, to cisi mieszkańcy naszych domów, starają się sprostać temu co mówimy i robią dokładnie to, co pojawia się w naszych wypowiedziach. Brzmi znajomo, prawda?

I choć wydawać by się mogło, że to niecko karkołomny sposób na przekazanie dzieciom pewnych treści, to zapewniam Was, że później jest lepiej: prościej, przyjemniej i sprytniej. Funio znajduje własny sposób na to, by zasłużyć na imię, a to czym sobie na nie zasłużył, ten rodzaj pomocy, jaki świadczy ludziom, jest przez nich o wiele milej witany niż przysługi pozostałych z Plemienia.

Zofia Staniszewska. Ignacy i Mela na tropie złodzieja. Zagadka biblioteki.


To moje pierwsze spotkanie z Ignacym i Melą i od razu zastrzegam, że jeśli Waszym dzieciom podobały się przygody Lassego i Mai, to zapewne spodoba im się historia polskich młodocianych detektywów.

Z biblioteki, w której pracuje mama dzieciaków, ginie bardzo ważny dokument - Akt Proklamacji Rzeczypospolitej Mosińskiej z połowi XIX wieku. Obydwoje, Ignacy i Mela, czują się zaintrygowani, a podkomisarz Klara, która prowadzi sprawę, niemalże obliguje ich do pomocy.

W połowie czytanej historii następuje przerwa, podczas której autorka zaprasza czytelników do samodzielnego rozwikłania zagadki. Tym, którzy skłaniają się ku jednemu z możliwych rozwiązań proponuje dalszą, bezpośrednią lekturę, tym, którzy winnego kradzieży szukają w kimś innym niż jeden z męskich bohaterów, zachęca do ominięcia fragmentu książki i rozpoczęcia ponownego czytania o kilkanaście stron dalej.

Zakładam, że inne książki o Ignacym i Meli oraz zagadkach jakie rozwiązują, oparte są na podobnym schemacie. Jak się on sprawdza Waszym dzieciom?

Książka zdecydowanie dla młodszych czytelników.

Małgorzata Ceremuga. Montessori dla każdego. Samodzielnie odkryj świat.

Podczas studiów pedagogicznych obserwowałam narastającą modę na przedszkola i szkoły funkcjonujące wobec zasad opracowanych przez Marię Montessori. Studia dostarczyły mi także wiedzy teoretycznej na temat tego, jak dzieci - pod opieką nauczyciela, który pełni rolę doradczą - poznają świat, rozwijają się, nabywają wiedzę i umiejętności. Niestety, nigdy nie miałam okazji przekonać się jak w praktyce realizują się założenia teoretyczne.

Pojawienie się książki Małgorzaty Ceremugi ucieszyło mnie, bo tego typu publikacja stwarza szansę, by rodzice, których dzieci wykazują ciekawość świata i są otwarte na jego poznawanie, otrzymują do ręki narzędzie umożliwiające im wyjście na przeciw ciekawości dziecięcej.

Książka podzielona jest na 5 rozdziałów opisujących kolejno: życie codzienne, zmysły, kształty i kolory, język, matematykę oraz kosmos (rozumiany jako tematykę związaną z czasem, planetami, przyrodą, historią i geografią). Rysunki są proste, polecenia dotyczą najczęściej czynności wymagających kolorowania, wycinania, wyklejania. 

Są jednak w tej książce rzeczy, do których - jako rodzic pracujący z dzieckiem - podeszłabym po swojemu. Jedna z nich to polecenia, aby pewne elementy wyklejać piaskiem lub kaszą. Owszem, zgadzam się na piasek, kawałki drewienek z kredek po ostrzeniu, papier z porwanych ulotek reklamowych, ale nie na kaszę i inne produkty żywnościowe. Polecenie znajdź w ogrodzie płatki (nie wyrywaj ich z kwiatków) i doklej na rysunku budzi moje obawy o los owych kwiatków, a podpisz kontynenty w wyznaczonych miejscach - wcale nie mówi mi, gdzie są owe wyznaczone miejsca.  Mój fioł związany z mapami i ogólniej rzecz ujmując geografią, protestuje, gdy wśród sąsiadów Polski (mapa i flaga do pokolorowania) wymienia się - obok Niemców, Czechów, Ukrainy, itd. - Kaliningrad, bo to przecież Rosja jest naszym sąsiadem. Bardzo możliwe, iż wynika to z tego, że kiedy pracujemy z dzieckiem, mamy szansę na dopowiedzenie, wskazanie gestem, wybranie z nim przestrzeni do działania, a kiedy próbujemy to samo zapisać w postaci polecenia, nie brzmi to już tak jednoznacznie.

Umieszczam Montessori dla każdego w piątkowym wpisie o książkach dla dzieci, bo też do dzieci w wieku od 3 do 7 lat, jest skierowana. Jestem świadoma tego, że 3 dla dzieciaków czytają dorośli szukający książek dla najmłodszych i stąd ów - nie tak oczywisty - wybór tytułu.

Macie jakieś doświadczenia z edukacją montessoriańską?