18.6.19

Bill Bryson. Zaginiony kontynent.


Uwielbiam poczucie humoru Billa Brysona i jego szalenie trafne, racjonalne obserwacje. Tym chętniej sięgnęłam po najnowszą książkę, która UWAGA - UWAGA, nowa jest tylko da nas, ponieważ autor napisał ją w 1989 roku. Zmienia to nieco perspektywę czytania, ale nie na tyle, by z wędrowania z Brysonem po Stanach Zjednoczonych nie odczuwać przyjemności.

Bill Bryson wyjechał ze stanu Iowa, z niewielkiego miasteczka Des Moines. Ci z nas, którzy wyjechali ze swoich rodzinnych stron, by szukać poza nimi innego, ciekawszego czy lepszego życia, świetnie go zrozumieją. Pomieszkawszy 10 lat w Anglii autor wrócił w rodzinne strony,m skonfrontował rzeczywistość z pamięcią i postanowił rozszerzyć ową konfrontację nie tylko na swoje miasto czy stan, ale także na te miejsca, które jako dziecko odwiedzał z rodzicami podczas wakacyjnych podróży. Jak bardzo zmieniło się USA przez kilkanaście lat?
Przez całe przedpołudnie dręczyło mnie niejasne poczucie, że czegoś tu brakuje - a potem sobie uświadomiłem, w czym rzecz. Nie było piechurów, których widuje się w Anglii - w traperkach, krótkich spodniach i getrach, z plecakami pełnymi kanapek z marmite i termosów z herbatą. Nie było tez pułku rowerzystów w obcisłych strojach i kaskach, pedałujących z mozołem pod górę i blokujących ruch kołowy. Tutaj spowalniały ruch gigantyczne zmotoryzowane domy (...) Niestety, dla wielu ludzi tak dziś wyglądają wakacje. Idea była taka, żeby przez ani moment nie narażać się na jakieś niewygody, a także w miarę możliwości nie oddychać świeżym powietrzem. [s. 124]
Ciekawie czyta się obserwacje o Ameryce sprzed trzydziestu lat. Ciekawie i zarazem z pewną grozą, bo uświadamiam sobie, że niektóre z obyczajów, trendów opisywanych wówczas przez Brysona, docierają właśnie do Polski.

Autor podkreśla zmieniającą się mentalność ludzi, wyłuskuje spokojne miasteczka i lekką naiwność ich mieszkańców, zastawia ich z młodymi ludźmi, studentami, z tak konformistycznym podejściem do życia, że  - jego zdaniem - jedynie ograniczenie czekolady w ciasteczkach w studenckiej stołówce miałoby szansę ich wzburzyć. Pokazuje zmieniające się Południe, mentalność mieszkańców wielkich miast i małych miasteczek, szczególnie tych, w których można upamiętnić czyjąś historyczną obecność i zarobić na tym pieniądze.

Warto spojrzeć na Amerykę końcówki lat osiemdziesiątych XX wieku oczyma Billa Brynsosa i warto spojrzeć na nasz kraj z perspektywy jego podróży.

(...) w życiu są trzy rzeczy, których nie da się zrobić: wygrać z firmą telekomunikacyjną, zwrócić na siebie uwagę kelnera, dopóki on sam nie zechce nas zauważyć, i tak naprawdę wrócić do domu. [s. 33]

Brak komentarzy:

Copyright © 2016 Prowincjonalna nauczycielka , Blogger