Przejdź do głównej zawartości

Beth Hautala. Struś oraz inne zguby.


Olivia Grant, to kolejna literacka jedenastolatka, z jaką ostatnio przyszło mi się spotkać. Moja siostrzenica jest w tym wieku, więc jej rówieśnice na kartach książki witam z ochotą licząc na to, że książki wzbudzą jej zainteresowanie, a ja dowiem się czegoś o niej.

Bohaterka powieści Struś oraz inne zguby na super moc polegającą na znajdowaniu rzeczy zagubionych. Kluczyki taty? Nie ma sprawy! Okulary sąsiadki? Bez kłopotu! Dawno już spisane na straty dokumenty mamy? Tylko trochę szperania pod werandą i już są!

Jednej rzeczy Olivia nie umie znaleźć. To plastikowy struś, ulubiona zabawka jej starszego brata. Jacob, chłopak doświadczający życia poprzez pryzmat charakterystyczny dla autystów, zmienia się: ma częstsze ataki, łatwiej wpada w złość, trudniejsze się staje dla niego przyjmowanie rzeczywistości, a jego młodsza siostra w zagubionym strusiu upatruje przyczyn zmiany. Wierzy, że gdy tylko odnajdzie zabawkę, Jacob stanie się taki jak dawniej.

Ilekroć czytam książki o dzieciach z innym niż ogólnie ujęty normami rytmem rozwoju, to wiem, że za tymi dziećmi stoi rodzina. I choć nacisk kładzie się przede wszystkim na pomoc dziecku, to jego rodzice i rodzeństwo są równie ważni, a czasami nawet ważniejsi. Bo jeśli mama i tata nie będą mieli czasu na odetchnięcie od stałej opieki nad swoim dzieckiem, to ich siły będą malały. Jeśli rodzeństwu nie pokaże się, że są odrębnymi, kochanymi osobami, a ich tożsamość nie oznacza jedynie bycia siostrą (jak w tym przypadku) Jacoba, to poczucie obowiązku uwięzi ich w rozwoju i nie pozwoli cieszyć się w pełni życiem.

Na pewno znacie książkę Bez mojej zgody. Jeśli w jakikolwiek sposób zrobiła na Was wrażenie, to wrażenie zrobi także historia rodziny Grantów. A jeśli jeszcze nie spotkaliście się z tym pierwszym tytułem, to koniecznie sięgnijcie po powieść Beth Hautali; warto.

P.S. O drugiej książce autorki pisałam dwa tygodnie temu, zapraszam.

Komentarze

Karolajna pisze…
Jeszcze nie słyszałam o tej książce, ale naprawdę mnie zaintrygowała. Chętnie i ja ją przeczytam. :)

Popularne posty z tego bloga

Magdalena Okraska, Nie ma i nie będzie

Z dużym zainteresowaniem sięgnęłam po tę książkę, bo zanim do mnie dotarła przez sieć przetoczyła się dyskusja zwolenników i przeciwników tego, jak Magdalena Okraska o miastach opuszczonych przez dające zatrudnienie przedsiębiorstwach pisze. A jakie jest moje zdanie? Ta historia to wiele pięćdziesiątek wódki, udek kurczaka, cudzych kołder w cudzych domach (nigdy nie śpię w hotelach, śpię u bohaterów), długich rozmów i krótkich puent. To kilometry pokonane busikami, albumy rodzinne, lokalne biblioteki i lokalne mordownie. Pojechałam do nich i powiedziałam "Opowiedz mi". Tak kończy się jeden z tekstów wprowadzających do rozdziałów poświęconych poszczególnym miastom. Wraz z autorką odwiedzamy Wałbrzych, Włocławek, Będzin, Szczytno i kilka innych miejscowości, których przeszły rozwój osadzony był na istniejącym, prężnie działającym i rozwijającym się przedsiębiorstwie, a które wraz z jego likwidacją podupadły. Magdalena Okraska rozmawia zatem z mieszkańcami i tymi, którzy już owe...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...