28 września 2018

3 dla dzieciaków (17)

Susan Verde, Peter H. Reynolds. Ja, joga. Ja, spokój. 

 


Z różnych względów podchodzę z ostrożnością do jogi. Jednak ta w książce Susan Verde - rozumiana jako jedność - doskonale wpisuje się w moje ostatnie lektury i stąd jej obecność w kolejnym wrześniowym zestawie książek dla dzieci. Także Ja, spokój pasuje idealnie do tego, o czym ostatnio myślę i nad czym się zastanawiam.

Przepięknie zilustrowane, opowiedziane w oszczędny sposób, historie dzieci, które uczą się siebie i swojego funkcjonowania w świecie. Bohaterka książki Ja, joga szuka wyciszenia i spokoju w pędzącym szybko życiu, wśród myśli o swoim niedopasowaniu do świata i innych ludzi. Prosi swoje ciało o uspokojenie i chwilę potem:


Chłopiec z Ja, spokój też czuje się przytłoczony, niesiony przez nurt życia w miejsca niezgodne z tym, czego chciałby dla siebie. Kiedy jednak zderza się z tak wielkim zagubieniem, skupia się, bierze wdech i:

Być może nie są to książki dla każdego. Co więcej, sądzę, że  - jeśli już zdecydujecie się do nich zaglądać - to warto to robić razem z dziećmi. Czasami dzieci, przeciążone szkołą, obowiązkami pozaszkolnymi potrzebują nieco czasu na odpoczynek. Pozwólmy im na to.

Catarina Kruusval. Wszystkie psy Eli.


Ela lubi wszystkie psy. Ile razy Wasze dzieci mówiły, że one tak jak bohaterka książki, lubią wszystkie psy i chciałoby mieć psa? Obojętnie jakiego, byle by to był pies: do głaskania, przytulania, spacerów, wtulania się w niego i wspólnych zabaw?

Ela marząc o psie tworzy sobie w głowie różne scenariusze. Pies duży, mały, wesoły, kroczący dumnie, przylepny i spokojny lub energiczny, zachęcający szczekaniem do wspólnych figli. Rozważa jak mogłoby wyglądać wspólne z psem życie i dostrzega także mankamenty pewnych psich zachowań. Co ciekawe, w owych rozważaniach dziecka nie ma rodziców - w żaden sposób nie angażują się oni w psie marzenia córki, a tata jest jedynie odbiorcą słów wypowiadanych przez dziecko. Aż do pewnej sceny...

Zastanawiam się nad znaczeniem wspomnianej finałowej sceny i tego, jak dalece dziecięce marzenia korelują, lub pozostają w sprzeczności, z realizmem.

Sylvia Bishop. Panna Jones i Książkowe Emporium.



Sylwię Bishop znacie z opowieści o Erice i jej słoniu. Tym razem zaprasza nas do poznania historii Panny Josen o mało wdzięcznym imieniu Znajda, która wraz z najbliższymi wygrywa w Wielkiej Loterii Montgomery'ego jego przewspaniałe Emporium. 

Czy ono jest i jakie tajemnice kryje dowiadują się, dziewczynka i jej rodzina, w warunkach, niestety, mało pozytywnych. Ale jak to w bajkach bywa - rozstrzygnięcie przynosi nagrodę tym dobrym, a ukaranie złych. 

Pomysły na dwustopniową tajemnicę, konstrukcję Emporium i samą postać Znajdy Jones przeciekawe. 

27 września 2018

Andrzej Ziemiański. Virion. Wyrocznia. Obława.


Właściwie to od dawna już spotykając na okładce napis Andrzej Ziemiański, wiem, że czeka mnie dobry, soczysty kawałek historii. Co więcej - napisanej tak, że chce się to czytać, sprawnie, z polotem, z świetnie nakreślonymi bohaterami.

Na początku kwietnia Fabryka Słów zachęciła do oddawania krwi. Każdy kto wziął udział w akcji i zgłosił się do wydawcy, dostawał nagrodę. Tym sposobem okazało się, że za Viriona zapłaciłam własną krwią:)


Jednak wiecie co Wam powiem - było warto! Oczywiście przede wszystkim z powodu krwi i samej idei krwiodawstwa. Ale też ze względu na książkę, jej treść i bohatera. 

Virion to dziecko z dobrego, majętnego domu. Kształcony w gimnazjonie, wychowywany zgodnie z zasadami bycia uprzejmym, honorowym, grzecznym. Bo jak sparing to zgodnie z rytmem i ostrożny, żeby nie zrobić krzywdy. A jak się zakochał, to targały nim a to namiętność właściwa wiekowi, a to skromność i poszanowanie dziewczyny oraz nieśmiałość. Aż tu pewnego dnia Virion staje wobec gwałtownym zmian. Traci wszystko oprócz życia, ale i ono przez chwilę ma nieznaczącą wartość.

Bardzo lubię bohaterów powieści Andrzeja Ziemiańskiego. Właściwie powinnam być może napisać - bohaterki, ale w tym przypadku moja sympatia przylgnęła do tytułowej postaci. Podoba mi się również to, jak autor przedstawił kobity - zarówno Niki, prefekta, czarownice, jak i żony drwali. 

Miło było mi wrócić do świata Imperium Achai. I choć piszę oględnie, by nie zdradzać Wam zbyt wiele z treści książek, to jedno mogę napisać bez wahania. Ziemiańskiego czyta się tak, że upływający czas przestaje istnieć.

Cykl o Virionie promowany jest hasłem Odbierz człowiekowi wszystko - stworzysz demona. I to jest bardzo dobre hasło, przekonajcie się o jego znaczeniu sami.

21 września 2018

3 dla dzieciaków (16)

Anna Manna Poznańska. Dlaczego dzieci jedzą śmieci?


Świetna książka! Niestety mam wrażenie, że zbyt mało znana szerszemu gronu czytelniczemu. 

Okładki książki zawierają 10 rad dla dzieci, rad - dodajmy - pisanych przez dietetyków, lekarzy, pielęgniarki i mamy. Mowa w nich o jedzeniu i piciu, o języku, dzięki któremu doświadczamy bogactwa smaków, o tym, że warto polubić nieznane i zmniejszyć apetyt na śmieciowe jedzenie. Tyle okładki, a treść?

Bohaterką książki jest Lukrecja lubiąca orzeszki, marchew, jabłka i Krzysia. Krzyś ma talent, wyobraźnię i zepsute zęby od nadmiaru słodyczy. W jego rodzinie wszyscy - nawet maleńka siostra, jedzą dużo przetworzonych i słodkich pokarmów, a święta są dla nich czasem wyjątkowego objadania się. Krzyś lubi kolorowe opakowania i jedzenie, którego składniki mają długie, skomplikowane nazwy. Ma też pryszcze, łyka mnóstwo tabletek, stroni do owoców, warzyw i naturalnego jedzenia. Lukrecja przy pomocy starszych diagnozuje problem Krzysia - to uzależnienie.

Logiczna, prosta historia mogąca stanowić doskonały punkt wyjścia do rozmów na temat tego, co jemy, tego, co można kupić w sklepach i wyhodować w przydomowych ogrodach. 

Do czytania i myślenia. Bo skoro do baków swoich aut wlewamy tylko dobre paliwo, to czemu swoich bliskich i siebie karmimy czymś co nam szkodzi?

Johanna Thydell, Emma Adbåge. Okropny rysunek!


Gdy byłam małą dziewczynką bardzo chciałam mieć starszego brata. Ma go Inka, jednak w ich historii związanej z rysowaniem nie widać w jakiś szczególny sposób szczęścia dziewczynki z tego, że jest młodszą siostrą. Próbuje rysować - tak jak jej Starszy Brat, a gdy jej nie wychodzi...

Brat Inki - trzy lata starszy - zawsze wie co narysować i robi to bardzo starannie. A dziewczynka nie wie, nie potrafi powściągnąć nerwowości, jest niezdecydowana, nie umie określić co by chciała poza jednym - chce rysować lepiej niż brat. A jednak rysuje za mocno, za silnie macha rękoma i wydarzają się kolejne, w oczach dziecka, straszliwe przykrości.

Okropny rysunek! to lakonicznie opowiedziana historia o relacjach rodzeństwa. Prosty przekaz odwołuje się bardzo wyraźnie do przeżyć dziecięcych i daje tym samym młodym czytelnikom szansę  skonkretyzowania własnych odczuć. Książka pokazuje jak to, co nieudane przekuć w sukces, a tej nauki trzeba nam wszystkim, od najmłodszych lat.

Christopher Edge. Nieskończony świat Maise Day.


Christophera Edge znacie z doskonałych książek łączących trudne doświadczenia młodych ludzi z tematyką kosmosu i nauki, czyli powieści Wiele światów Albiego Brighta i Równanie Jamiego Drake'a. Historia Maise Day utrzymuje się w podobnej tematyce - dziewczynka zafascynowana jest paliwem jądrowym i marzy, aby otrzymać zestaw do budowy reaktora nuklearnego.

W książce zamknięte są dwie opowieści o dniu dziesiątych urodzin Maise. Jedna z nich przedstawia dni takie jak inne, z kochającymi rodzicami, naburmuszoną starszą siostrą, ze świadomością, że mimo, iż dopiero dziesięcioletnia - jest geniuszem, zdała już maturę i studiuje na uniwersytecie. Druga to dzień wypełniony pustką. Czarną, obezwładniającą pustką, która z momentu na moment zajmuje coraz mocniej przestrzeń wokół dziewczynki.

Tak - te dwie opowieści się zetkną. I stanie się coś, co sprawiło, że musiałam wrócić kilka kartek wstecz, by upewnić się, iż dobrze zrozumiałam treść książki.

Tak, Christopher Edge wie jak pisać.

19 września 2018

Sisi

Zamieszkała ze mną 1 września 2006 roku. Wtedy jeszcze ze mną, a nie w Kociokwiku, bo to ona stworzyła Kociokwik.







P.S. Pierwsze dni Sisi (i dużo więcej) znajdziecie TU.


18 września 2018

Rebecca Solnit. Mężczyźni objaśniają mi świat.


Rebecca Solnit wciąż podkreśla - nie o wszystkich mężczyznach tu mowa. Ale mimo to, mimo owego wyodrębniania jednostek, widać wyraźnie, że nasza kultura, czy może szerzej - cywilizacja, oddaje głos mężczyznom, kobietom każąc słuchać.

Z tekstami Solnit, zgromadzonymi pod jednym tytułem, jest trochę tak jak z pisaniem Oriany Fallaci; dopóki nie przeczytacie sami, a później tego co wyczytacie, nie przełożycie na rzeczywistość która Was otacza, nie pojmiecie jak silny jest przekaz, o jakim mówi autorka, jak mocne jest to, co nam chce uświadomić.

Zastanówcie się - jeśli wchodzicie ze swoim partnerem do sklepu, to do kogo zwraca się sprzedawca? Jak bardzo świat reklam stereotypizuje i utrwala podział na kobiece i męskie obszary życia? Dlaczego, mimo olbrzymich kampanii antyprzemocowych, wciąż zdanie kobiety doświadczającej przemocy, wymaga "potwierdzenia" mężczyzny?

Czytajcie. Koniecznie.

P.S. O tej książce zamieniłam kilka słów z Anną Dziewit-Meller, która w drodze do Katowic miała nieprzyjemność siedzieć na wprost mężczyzny w pozie - nazwijmy to oględnie - dość niedbałej. Gdy autorka zamieściła jego zdjęcie z pytaniem, czy aby mężczyźni tak muszą, pojawiło się mnóstwo kobiecych głosów przywołujących podobne sytuacje z własnego życia oraz męskich w tonie dość obelżywym. 
Gdybyście mieli wątpliwości, to Solnit jest aktualna.

17 września 2018

Brooke McAlary. Powoli.


Takiej książki było mi trzeba. I to właśnie teraz - u progu jesieni, po aktywnym lecie, w trakcie  planowania i wcielania w życie modyfikacji, podczas czasu poświęconego przemyśleniom nad wieloma sprawami. 

Autorka pisze o sobie i swojej rodzinie. Opowiada o tym co sprawiło, że zdecydowała się na zmiany, mówi o tym, które z nich przyszły jej łatwiej, które bardzo ciężko i na jakich polach odnosi a to sukcesy, a to porażki. Z jej wersją minimalizmu jest trochę tak jak z przepisem na sałatkę jarzynową czy rosół; każdy ma własne i jego rodzinie smakują tylko te, przyrządzone według domowej receptury. Podobnie, do porządkowania przestrzeni fizycznej i mentalnej podeszła McAlary i jej bliscy - ona była inicjatorką zmian, ale to wspólną pracą, jednością także na poziomie myślenia o tym, czego się chce od życia, podążali i nadal podążają ku lepszemu. Lepszemu dla siebie.

Zastanawialiście się czemu tak trudno rozstać się Wam z dżinsami z czasu szkoły średniej i rolkami zawadzającymi w szafie, bo mieliście je na nogach tylko raz? Co sprawia, że ilekroć zabieracie się za porządne odgruzowywanie domu, to nagle, kilka godzin później, macie wokół siebie bałagan i żadnej wizji tego, jak sobie z nim poradzić? Czemu sądzicie, że musicie mieć namiot (choć tylko raz pojechaliście na pole namiotowe) czy zastawę obiadową na 12 osób (kurzącą się od kilkunastu lat w kredensie, bo już dawno nie organizowaliście obiadów na tyle osób)? Brooke McAlary sprawdziła, co tkwi za naszymi wyborami dotyczącymi przestrzeni wokół nas, jakie schematy myślowe nam towarzyszą i co sprawia, że czasami sami torpedujemy własne plany.

Sposób w jaki Brooke McAlary pisze o znajdowaniu właściwego sobie i swojej rodzinie rytmu życia, przypomina opowieść przyjaciółki, która dzieli się z Wami sprawdzonymi metodami na uporządkowanie mijających w szalonym tempie dni, na chwytanie tych wszystkich chwil, w których Wasze dziecko dorasta, a Wam pojawiają się zmarszczki przy oczach i siwe włosy na skroniach. Czytacie, słuchacie jej opowieść i myślicie o łączących Was podobieństwach i dzielących różnicach, ale w tym, co przeżyła ona, znajdujecie drogę do takich przestrzeni myślowych, w jakie być może nigdy samodzielnie nie odważylibyście się zapuścić. Przykład autorki i jej szeptem wypowiedziane Powoli zachęcą Was jednak do tego by zatrzymać się na chwilę i zastanowić się ku czemu zmierzacie kogo chcecie mieć przy sobie w drodze przez życie i jak intensywnie mają być Wasze relacje.

Nie wiem, czy udało mi się przekazać moje bardzo ciepłe, pozytywne uczucia po lekturze tej książki. Pozostaję pod urokiem tego, jak w klarowny i szalenie efektowny sposób można napisać o tym, co w życiu najważniejsze i podpowiedzieć jak znaleźć swoje Najważniejsze. Gorąco polecam!

14 września 2018

3 (+1) dla dzieciaków (15)

Patrick McDonnell. Ja... Jane.
Przełożyła Magda Koziej.


Graficzna opowieść o małej Jane, która dzierżąc w dłoni pluszowego szympansa poznawała świat przyrody obserwując, dotykając, chłonąc i marząc o tym, że gdy dorośnie będzie żyła wśród zwierząt, którym będzie mogła pomagać.
Każdy z nas coś zmiana. Ne możemy przeżyć ani jednego dnia, nie wywierając wpływu na otaczający nas świat - i mamy wybór co do tego, jaki to jest wpływ. Życie każdego z nas ma znaczenie w planie ogólnym i zachęcam wszystkich (...) do zadbania o to, by świat był lepszym miejscem dla ludzi, zwierząt i środowiska.
Podsuńcie dzieciom, zachęcam...


Antoine de Saint-Exupery. Mały Książe. 
Zilustrował Paweł Pawlak. Przełożył Henryk Woźniakowski.



Małego Księcia znamy wszyscy. Jest nieskończenie cytowalny, obecny niemalże wszędzie. Teksty, grafiki, słowa pełne są Małego Księcia, fragmentów dialogu z lisem i różą. Mowa jest o baranku, słoniu wyglądającym jak kapelusz, baobabach. Czytamy tę, w moim odczuciu, bardzo filizoficzną opowiastkę w młodych latach, kodujemy pewne piękne frazy i nie wracamy do niech gdy dorastamy, by zweryfikować tę mądrość jaka płynie ze słów pisarza - lotnika.

Paweł Pawlak przeczytał wnikliwie historię złotowłosego chłopca wędrującego po planetach. Wrócił do niej i to zapewne nie raz. Obejrzał oryginalne rysunki autora i zmierzył się z wymową historii opowiedzianej w książce. I zmierzył się także z tym, by na nowo narysować nam Małego Księcia.


Mnie ten Mały Książe zauroczył. Tym bardziej, że ilustracje Pawła Pawlaka zmobilizowały mnie do ponownego czytania i odkrywania, już teraz z dorosłego punktu widzenia, spraw dla mnie najistotniejszych w tej opowieści.

P.S. Wywiad z Pawłem Pawlakiem.


 Anna Höglund. O tym można rozmawiać tylko z królikami.
Przełożyła Katarzyna Skalska.


Trzynastoletni bohater dość nietypowej, bo obrazkowej książki skierowanej do młodzieży, jest nadwrażliwy. Żałuje przyjścia na świat, na nieuprzejmość ludzi reaguje pojawieniem się łez pod powiekami, boi się tego, co wokół i zastanawia się, czy stan w jakim się znajduje ma jakąś nazwę, czy da się go określić. Dystansuje się od innych, bo odczuwa granice tego, co może wytrzymać, a jednocześnie zdarza mu się śnić o bliskości wiedząc, że nie wyraża się ona jedynie w relacjach odległości przestrzennej. Jest uważny, ostrożny, wyczulony na informacje i obserwowanie ludzi. A jednocześnie skłonny do tego, by w samotności rozważać wszystko co się wydarzyło, by skupiać się na swoich odczuciach, zastanawiać kiedy jest sobą.

Pamiętacie to z nastoletnich czasów? Kiedy spojrzenie inne niż zwykle kogoś kogo lubiliście wywoływało popłoch i myśl o tym, że nikt nas nie lubi. Czy świat wydawał się Wam zbyt przytłaczający, a codzienność za trudna, by móc się w niej śmiało odnaleźć? Czy remedium na ów szum, gwar i wielość doznań, była samotność?

Poczytajcie tę książkę z dziećmi. Podsuńcie ją zaprzyjaźnionym nastolatkom. Pokażcie im, ze nie są jedyni w swoich odczuciach.

Agnieszka Mielech. Szkolnik superdziewczyny.



Szkolnik superdziewczyny, powiązany tematycznie i graficznie z książkami z cyklu Emi i Tajny Klub Superdziewczyn, wzbudził moją zazdrość. Tak, wiem, że istnieją planery dla dorosłych kobiet, że nawet sama mogę sobie stworzyć (pomijając mój kompletny brak talentu graficznego) coś na kształt superplanera tylko dla mnie, ale i tak zazdroszczę tym dziewczynkom, które będą korzystały ze świetnie przygotowanego i dobrze przemyślanego kalendarza szkolnego.

W Szkolniku znajdziecie miejsce na zaplanowanie przebiegu tygodnia, z uroczym punktem - wspomnienie i ważnym tydzień na sportowo, tego, co chcielibyśmy w danym roku zrobić (i tu autorka podpowiada - jakie książki chcesz przeczytać i jakie spektakle teatralne zobaczyć), na gromadzenie inspirujących cytatów, zapisywanie ważnych dni, wydarzeń, na gromadzenie - notatek o rzeczach uszczęśliwiających, zaznaczanie dni marudniejszych niż zwykle, a także na stworzenie własnej listy superdziewczyn. To oczywiście nie są wszystkie możliwości jakie daje nam przygotowany przez Agnieszkę Mielech kalendarz. Jego najważniejszą cechą jest to, że pozwala planować swoje dni według tego co lubimy, a co za tym idzie - zmusza do pomyślenia o tym, co lubimy, do zajrzenia w głąb siebie i pozwolenia sobie choć na chwilę refleksji. Podobają mi się również postacie inspirujących kobiet, których przykład ma pokazać młodym użytkowniczkom Szkolnika, że można wszystko. 

 
P.S. Ilustracje do Szkolnika superdziewczyn, podobnie jak do książek o Emi, tworzy Magdalena Babińska. Tak, ta sama, która rysuje świat z powieści Anety Jadowskiej:)

13 września 2018

Marta Obuch. Wiedźma duszona w winie.


Powieść Marty Obuch to historia menadżerki bankowej mającej pieniądze, władzę, ale nikogo bliskiego obok siebie. Z miasta trafia na prowincję i tam - doznając wielu zaskoczeń, wpadając na przedziwne pomysły i doświadczając rzeczy o jakich nigdy wcześniej nie pomyślała, by mogły się jej przydarzyć - przestaje być tak bardzo kostyczna, a staje się pełną wdzięku, dobrego nastroju i szalonych przemyśleń kobietą. Mamy tu również niepozornego mężczyznę z pozornie szemranego świata, który ma gołębie serce i upodobanie do Bożenki oraz czarny charakter - jeżdżącego czarnym fordem bruneta, prokuratora, który w kobietach ceni głownie wygląd.

Napisałabym, że fabularna wycieczka poza Katowice, w których autorka czuje się znakomicie, niezbyt dobrze zrobiła powieści, gdyby nie dwie rzeczy. Po pierwsze - Cezaria, Cyganka z dziada pradziada, która - dla mnie - stała się osią książki. Po drugie - przeczytajcie fragment, który cytuję poniżej. 
Teraz odsunęła zasuwkę, przekręciła tkwiący w zamku klucz i... dostała w twarz powietrzem. Naprawdę tak poczuła. Jakby ktoś bez uprzedzenia spoliczkował ją świeżością, zielenią i powiewem wolności... Bo powietrze w Katowicach to nie było powietrze, to była przezroczysta mieszanina tlenu, nicości, pośpiechu i korpo.
Człowiek wciągał to w płuca i nic nie czuł, a tutaj...
Bożena aż usiadła przy stoliku.
A więc świat ma do dyspozycji tyle barw?
W mieści mieniła się kolorami co najwyżej kałuża z benzyną, a tu chabry, maki, koniczyna, rumianek i wiele, wiele innych roślin, których nazw nigdy nawet nie słyszała, co jednak wcale nie przeszkadzało roślinom istnieć.
[ss .64 - 65]
Ja wiem, że świat ma barwy, że dźwięczy, jest w ciągłym ruchu. I czytając o odczuciach bohaterki literackiej poczułam jakbym czytała o sobie, tylko w tę drugą stronę. Jakby ktoś mi właśnie uświadomił, czego brakuje w Katowicach.

12 września 2018

Nusia


Nusia wczoraj miała usuwane ostatnie zęby. Mimo wielkiego zaufania jakie pokładam w naszym PanDoktorze, podczas kociego zabiegu, siedziałam z myślami zawiniętymi wokół puchatego ogona Nusiątka. Bo wiecie - 10 lat, słuszne kształty, więc tylko zgadywać można było jak zachowa się serce kotki. Na szczęście, wszystko się udało (poza trudnościami typowo stomatologicznymi, z którymi PanDoktor sobie poradził).

Za Nuśką ciągnie się jednak schorzenie, które swoje źródło ma we wczesnym dzieciństwie i które jest efektem przebytego w pierwszych tygodniach życia kociego kataru. Już wówczas istniało ryzyko usunięcia jednej z gałek ocznych, dziś - Nusia ma wzrastające naczynia krwionośne, zawijający się, wciąż podrażniający oko kawałek ciała, a skutek tego taki, że Nusieńce powraca wyciek z oczu. Ale dostałyśmy receptę, stosujemy lek, a poza tym - antybiotyk działając na dziąsła, powinien zadziałać też na oczy.

Dobrze było ją przywieźć do domu, nic to, że fukającą i obrażoną. Dobrze było się w nią wtulić. Dobrze, że to jeszcze nie pora na pożegnanie.

10 września 2018

Christine Feret-Fleury. Dziewczyna, która czytała w metrze.


Opowieść o młodej kobiecie, która całe życie wędrowała utartymi - bezpiecznymi - ścieżkami i którą z owych utartych dróg wyrwały książki. 

Juliette jeździ metrem, czyta książki i podpatruje innych czytających. Jeździ zawsze o tej samej porze, do swojej niezbyt porywającej pracy w biurze nieruchomości i stale spotyka tych samych ludzi: mężczyznę w zielonym kapeluszu czytającego książkę o owadach, zamyśloną kobietę z kulinariami włoskimi w dłoni, dziewczynę zaczytaną w romansach i innych. Gdy pewnego dnia zamyślona doszła w miejsce sobie nieznane i zobaczyła tam pokryte rdzą drzwi, a na nich emaliowaną tabliczkę z niebieskim napisem Książki bez Ograniczeń, nie wiedziała, że to drzwi, przez które rozpocznie się zmiana.
Mówił o książkach jak o istotach żywych - starych przyjaciołach, czasem groźnych przeciwnikach, ukazując jedne jako nastoletnich prowokatorów, a inne jako starsze panie siedzące z robótką ręczną przy kominku. Uważał, ze w bibliotekach są zgryźliwi mędrcy i zakochani, nieokiełznane furie, groźni mordercy, smukli papierowi chłopcy wyciągający rękę do kruchych panien, których uroda przeminie, gdy zmienią się słowa, jakimi je opisano. Niektóre książki były jak narowiste konie, nieposkromione, gotowe ponieść w szaleńczym galopie każdego, kto ich dosiądzie, tak, że nieszczęśnik uczepi się grzywy rumaka i będzie z zapartym tchem czekał na koniec tej gonitwy, myśląc tylko o tym, żeby nie spaść. Inne to statki spokojnie unoszące się na wodach jeziora w księżycową noc. A jeszcze inne to więzienie. [ s. 104]
Lekko nostalgiczna, dająca nadzieję i pozwalająca uwierzyć w to, że zawsze jest czas, by odmienić swoje życie. Oraz życie innych.

09 września 2018

Wrześniowe bogactwo książkowe

Przyznaję - trudno wybrać kilka książek spośród tych wszystkich, którymi we wrześniu postanowili uraczyć nas wydawcy. A jeśli w dodatku będzie się pamiętało o wrześniowym czytaniu powieści Agathy Christie, czy powrocie do książek odkładanych na później (ale koniecznie do przeczytania), to wyboru trzeba dokonywać wyjątkowo ostrożnie.


Co sobie wypatrzyliście do czytania wśród wrześniowych tytułów?

07 września 2018

3 dla dzieciaków (14)

Jerzy A. Wlazło. Głupi Funio.


Funio, wraz ze swoim plemieniem, mieszka w domu ludzi. Jest Tym, Który Nic Nie Umie, więc nie zasłużył jeszcze na imię, a to niestety nie przysparza mu popularności wśród współplemieńców. A jakie pozostali członkowie Plemienia noszą imiona? Ślizgacz Maślarz, który odpowiada za to, aby kromka spadała masłem do domu. Niańka Budzik, budząca dzieci, ale tylko w nocy. Nuda Maruda - dbająca o to, aby chore dzieci się nudziły. Skąd te przedziwne zadania? Ano stąd, że my dorośli mawiamy - kromka ZAWSZE spada masłem do podłogi, dzieci ZAWSZE budzą się z nocy, chore dzieci ZAWSZE się nudzą. A skoro tak mawiamy, to cisi mieszkańcy naszych domów, starają się sprostać temu co mówimy i robią dokładnie to, co pojawia się w naszych wypowiedziach. Brzmi znajomo, prawda?

I choć wydawać by się mogło, że to niecko karkołomny sposób na przekazanie dzieciom pewnych treści, to zapewniam Was, że później jest lepiej: prościej, przyjemniej i sprytniej. Funio znajduje własny sposób na to, by zasłużyć na imię, a to czym sobie na nie zasłużył, ten rodzaj pomocy, jaki świadczy ludziom, jest przez nich o wiele milej witany niż przysługi pozostałych z Plemienia.

Zofia Staniszewska. Ignacy i Mela na tropie złodzieja. Zagadka biblioteki.


To moje pierwsze spotkanie z Ignacym i Melą i od razu zastrzegam, że jeśli Waszym dzieciom podobały się przygody Lassego i Mai, to zapewne spodoba im się historia polskich młodocianych detektywów.

Z biblioteki, w której pracuje mama dzieciaków, ginie bardzo ważny dokument - Akt Proklamacji Rzeczypospolitej Mosińskiej z połowi XIX wieku. Obydwoje, Ignacy i Mela, czują się zaintrygowani, a podkomisarz Klara, która prowadzi sprawę, niemalże obliguje ich do pomocy.

W połowie czytanej historii następuje przerwa, podczas której autorka zaprasza czytelników do samodzielnego rozwikłania zagadki. Tym, którzy skłaniają się ku jednemu z możliwych rozwiązań proponuje dalszą, bezpośrednią lekturę, tym, którzy winnego kradzieży szukają w kimś innym niż jeden z męskich bohaterów, zachęca do ominięcia fragmentu książki i rozpoczęcia ponownego czytania o kilkanaście stron dalej.

Zakładam, że inne książki o Ignacym i Meli oraz zagadkach jakie rozwiązują, oparte są na podobnym schemacie. Jak się on sprawdza Waszym dzieciom?

Książka zdecydowanie dla młodszych czytelników.

Małgorzata Ceremuga. Montessori dla każdego. Samodzielnie odkryj świat.

Podczas studiów pedagogicznych obserwowałam narastającą modę na przedszkola i szkoły funkcjonujące wobec zasad opracowanych przez Marię Montessori. Studia dostarczyły mi także wiedzy teoretycznej na temat tego, jak dzieci - pod opieką nauczyciela, który pełni rolę doradczą - poznają świat, rozwijają się, nabywają wiedzę i umiejętności. Niestety, nigdy nie miałam okazji przekonać się jak w praktyce realizują się założenia teoretyczne.

Pojawienie się książki Małgorzaty Ceremugi ucieszyło mnie, bo tego typu publikacja stwarza szansę, by rodzice, których dzieci wykazują ciekawość świata i są otwarte na jego poznawanie, otrzymują do ręki narzędzie umożliwiające im wyjście na przeciw ciekawości dziecięcej.

Książka podzielona jest na 5 rozdziałów opisujących kolejno: życie codzienne, zmysły, kształty i kolory, język, matematykę oraz kosmos (rozumiany jako tematykę związaną z czasem, planetami, przyrodą, historią i geografią). Rysunki są proste, polecenia dotyczą najczęściej czynności wymagających kolorowania, wycinania, wyklejania. 

Są jednak w tej książce rzeczy, do których - jako rodzic pracujący z dzieckiem - podeszłabym po swojemu. Jedna z nich to polecenia, aby pewne elementy wyklejać piaskiem lub kaszą. Owszem, zgadzam się na piasek, kawałki drewienek z kredek po ostrzeniu, papier z porwanych ulotek reklamowych, ale nie na kaszę i inne produkty żywnościowe. Polecenie znajdź w ogrodzie płatki (nie wyrywaj ich z kwiatków) i doklej na rysunku budzi moje obawy o los owych kwiatków, a podpisz kontynenty w wyznaczonych miejscach - wcale nie mówi mi, gdzie są owe wyznaczone miejsca.  Mój fioł związany z mapami i ogólniej rzecz ujmując geografią, protestuje, gdy wśród sąsiadów Polski (mapa i flaga do pokolorowania) wymienia się - obok Niemców, Czechów, Ukrainy, itd. - Kaliningrad, bo to przecież Rosja jest naszym sąsiadem. Bardzo możliwe, iż wynika to z tego, że kiedy pracujemy z dzieckiem, mamy szansę na dopowiedzenie, wskazanie gestem, wybranie z nim przestrzeni do działania, a kiedy próbujemy to samo zapisać w postaci polecenia, nie brzmi to już tak jednoznacznie.

Umieszczam Montessori dla każdego w piątkowym wpisie o książkach dla dzieci, bo też do dzieci w wieku od 3 do 7 lat, jest skierowana. Jestem świadoma tego, że 3 dla dzieciaków czytają dorośli szukający książek dla najmłodszych i stąd ów - nie tak oczywisty - wybór tytułu.

Macie jakieś doświadczenia z edukacją montessoriańską?

06 września 2018

Marta Kisiel. Małe Licho i tajemnica Niebożątka.




Gdybym miała, zgodnie z rytmem blogowym, który sobie narzuciłam, przedstawić Wam książkę we właściwym czasie, to byłby to wtorek. Ale to książka, z pisaniem o której czekać nie należy, książka zapewniająca uśmiech, wzruszenie i skłaniająca do myślenia. Książka dla dzieci? Owszem...

Niebożątko, zwane coraz częściej Bożkiem, to najmłodszy mieszkaniec domu pod uśmiechniętym, acz szczerbatym dachem. Chłopiec mieszka z mamą, wujkami, aniołami, potworami, królikami o różowej sierści, kotką Zmorą, widmami niemieckich żołnierzy i wieloma innymi postaciami, które pomieszkują w domu chwilowo, gdyż dom stanowi - oprócz przystani dla najbliższych Bożkowi - czasową przystań (zwaną pensjonatem) także dla niezwykłych dożywotników.

Bożek z niemowlęcia staje się dziecięciem, z dziecięcia  - chłopięciem, zaczyna zadawać pytania, rozwija się, okazuje ciekawość światu i... nie ma kontaktu z rówieśnikami. Zapada wówczas decyzja - wbrew nieśmiałym protestom rodzicielki chłopca i całkiem śmiałym jego samego - Bożek wyruszy do szkoły.

I oto Marta Kisiel snuje opowieść o pierwszych chwilach w edukacyjnej placówce, które chłopiec spędził zapewne podobnie jak wielu innych uczniów zaczynających życie w szkole: szukając akceptacji u rówieśników, próbując pojąć zasady rządzące na lekcjach i podczas przerw, zbierając wiedzę, którą nauczyciele chcą przekazać uczniom. Ale o ile ta warstwa narracji porządkującej świat Bożka jest ważna, to staje się ona zasadna głównie z powodu tego, by pokazać emocje dziecka i jego relacje z najbliższymi mu istotami. A te ani nie są łatwe do opisania, zidentyfikowania, ani do okiełznania, bo (...) Bożek poszedł do szkoły, między dzikie dzieci. Musi je teraz oswoić, nadrobić wszystko, czego one uczyły się od maleńkości. I musi sobie z tym radzić sam. (...) Tym razem możemy go tylko wspierać. Znosić cierpliwie te jego fochy, mówić, tłumaczyć, przypominać o tym, co naprawdę ważne... [ss. 99 - 100].

W powieści pobrzmiewa nawiązanie do dawniejszych rytuałów inicjacyjnych, w których to chłopiec opuszczał opiekuńcze ramiona matki i wkraczał w męski świat, ten, w jakim przyjdzie mu zmierzać się z trudnościami, wyzwaniami, zadaniami, aby udowodnić sobie, że potrafi, że można go obdarzyć zaufaniem, że z czasu próby - silny siłą bliskich - wyjdzie zwycięsko.

Małe Licho i tajemnica Niebożątka Marty Kisiel książka o tym, co w życiu istotne. O tym, że warto mieć zawsze przy sobie kogoś, kto - bez względu na wszystko - jest naszym kibicem, kto się nie zawaha, by stanąć po naszej stronie. O tym, że warto być taką osobą dla innych. Autorka pokazuje moc rodziny, moc płynącej z niej miłości, opieki, przyjaźni. W sobie właściwy sposób, z uśmiechem, ale i rozwagą, napisała coś, co pewnie nie mnie jednej zaciśnie gardło i spowoduje napłynięcie łez pod powieki.

05 września 2018

Kajtek

W sobotni wieczór zamieszkał w Kociokwiku Kajtek. Jest biało-czarnym, pingwinkowatym chłopczykiem, który liczy sobie - sądząc po zachowaniu i umiejętnościach - około 8 - 9 tygodni.


Do wolontariuszki schroniskowej trafił na początku sierpnia. Miał tam okazję troszkę podrosnąć, podokazywać z kotami i podokuczać psu. To ostatnie zresztą stało się przyczyną, dla której Kajtek musiał zmienić dom tymczasowy; psica - starsza już pani - czuje się źle i kociątko radośnie poznające świat nieco zakłóca jej egzystencję.


Kajtek, z początku nieco strachliwy, śmiało eksploruje dom. Wie, że kocie ciotki nie skłaniają się ku zaprzyjaźnianiu się i niańczeniu smarkacza, więc z zapałem morduje myszy, zdobywa wędczane trofea, skacze po łóżku, by wreszcie zmęczony dniem - wtulić się we mnie i mruczeć.


A mruczy przepięknie... Dodatkowo - grzeje, ociera się, ugniata i miłośnie rozdaje całusy. Je samodzielnie, biegnie do kuchni wyprzedzając Nusię i kręci się radośnie czekając na napełnienie miseczki. Z higieną także nie ma kłopotu - trafia, gdzie trzeba, odwiedza brodzik i sprawdził już którędy wiedzie droga na kosz z praniem.


Kajtek jest w idealnym wieku. Ciekawy świata, wesoły, aktywny, a jednocześnie na tyle młody, by poznać zwyczaje domowe, przystosować się do rytmu życia rodziny. Jego obecność jest gwarancją uśmiechu na twarzach, radości z powrotu do domu, ciepłego podziękowania za dobry posiłek i wielu, wielu innych chwil pełnych wzruszeń i szczęścia.


Kajtek szuka Domu. 

04 września 2018

Aleksandra Piotrowska, Irena A. Stanisławska, Dorota Sumińska. Między nami samicami. O kobietach, mężczyznach, życiu.


Mam wrażenie, że rozmowa trzech Pań: psycholog, dziennikarki i lekarza weterynarii, przemknęła na naszym rynku wydawniczym niezauważona. A szkoda...

Między nami samicami to dialog kobiet z doświadczeniem. Widziały i przeżyły już wiele, ich zawody pozwoliły im na czynienie mnóstwa obserwacji i tym, w jaki sposób je życie ukształtowało, dzielą się bardzo bezpośrednio. Owszem, chwilami czuć, że są to rozmówczynie, dla których pewne rzeczy stanowią oczywistości i nawet nie czują potrzeby o nich mówić, bo po co sobie strzępić język...

Mówią o czasie niezbędnym do nabierania życiowej mądrości, o tym, czy każda z kobiet rodzi się wyposażona w instynkt macierzyński i czy w każdej się on uaktywnia. O tym, czy my kobiety umiemy trzymać się razem i kiedy dochodzi do wypaczeń w relacjach między kobietami i mężczyznami. O wiosce niezbędnej do wychowywania dzieci i rosnącym narcyzmie pokolenia, od którego niczego się nie wymaga, bo postawione przed dzieckiem zadanie trzeba sprawdzić, a łatwiej jest nie. O antropomorfizacji, kodach kulturowych, świecie zwierząt, do którego należymy, choć bardzie chcielibyśmy o tym zapomnieć. I jeszcze o...

Mogłabym tak długo, bo też książka porusza najróżniejsze tematy, a każdy z nich uderzać nas będzie indywidualne, tam, gdzie nas najbardziej boli. 

Między nami samicami to rzecz warta (prze)myślenia.

P.S. Dorota Sumińska i Irena A. Stanisławska już kiedyś rozmawiały w książce - tu poczytacie o czym.