17 września 2018

Brooke McAlary. Powoli.


Takiej książki było mi trzeba. I to właśnie teraz - u progu jesieni, po aktywnym lecie, w trakcie  planowania i wcielania w życie modyfikacji, podczas czasu poświęconego przemyśleniom nad wieloma sprawami. 

Autorka pisze o sobie i swojej rodzinie. Opowiada o tym co sprawiło, że zdecydowała się na zmiany, mówi o tym, które z nich przyszły jej łatwiej, które bardzo ciężko i na jakich polach odnosi a to sukcesy, a to porażki. Z jej wersją minimalizmu jest trochę tak jak z przepisem na sałatkę jarzynową czy rosół; każdy ma własne i jego rodzinie smakują tylko te, przyrządzone według domowej receptury. Podobnie, do porządkowania przestrzeni fizycznej i mentalnej podeszła McAlary i jej bliscy - ona była inicjatorką zmian, ale to wspólną pracą, jednością także na poziomie myślenia o tym, czego się chce od życia, podążali i nadal podążają ku lepszemu. Lepszemu dla siebie.

Zastanawialiście się czemu tak trudno rozstać się Wam z dżinsami z czasu szkoły średniej i rolkami zawadzającymi w szafie, bo mieliście je na nogach tylko raz? Co sprawia, że ilekroć zabieracie się za porządne odgruzowywanie domu, to nagle, kilka godzin później, macie wokół siebie bałagan i żadnej wizji tego, jak sobie z nim poradzić? Czemu sądzicie, że musicie mieć namiot (choć tylko raz pojechaliście na pole namiotowe) czy zastawę obiadową na 12 osób (kurzącą się od kilkunastu lat w kredensie, bo już dawno nie organizowaliście obiadów na tyle osób)? Brooke McAlary sprawdziła, co tkwi za naszymi wyborami dotyczącymi przestrzeni wokół nas, jakie schematy myślowe nam towarzyszą i co sprawia, że czasami sami torpedujemy własne plany.

Sposób w jaki Brooke McAlary pisze o znajdowaniu właściwego sobie i swojej rodzinie rytmu życia, przypomina opowieść przyjaciółki, która dzieli się z Wami sprawdzonymi metodami na uporządkowanie mijających w szalonym tempie dni, na chwytanie tych wszystkich chwil, w których Wasze dziecko dorasta, a Wam pojawiają się zmarszczki przy oczach i siwe włosy na skroniach. Czytacie, słuchacie jej opowieść i myślicie o łączących Was podobieństwach i dzielących różnicach, ale w tym, co przeżyła ona, znajdujecie drogę do takich przestrzeni myślowych, w jakie być może nigdy samodzielnie nie odważylibyście się zapuścić. Przykład autorki i jej szeptem wypowiedziane Powoli zachęcą Was jednak do tego by zatrzymać się na chwilę i zastanowić się ku czemu zmierzacie kogo chcecie mieć przy sobie w drodze przez życie i jak intensywnie mają być Wasze relacje.

Nie wiem, czy udało mi się przekazać moje bardzo ciepłe, pozytywne uczucia po lekturze tej książki. Pozostaję pod urokiem tego, jak w klarowny i szalenie efektowny sposób można napisać o tym, co w życiu najważniejsze i podpowiedzieć jak znaleźć swoje Najważniejsze. Gorąco polecam!

2 komentarze:

Mateusz Marian pisze...

Naprawdę warto kupić? Coraz częściej łapię się na tym, że nie wierzę w recenzje książek. Większość recenzji - 95% to zachwyty mniejsze lub większe nad książkami, a nie czarujmy się duża ich cześć to chłam ( by nie napisać grafomania ). Nie wiem dlaczego tak jest ( znaczy się wiem, że "recenzentki" dostają gratisowe książki i są uzależnione w pewien sposób od wydawnictw ), ale jest mi po prostu przykro. I to nie jest tak, że o gustach się nie dyskutuje... Bo książki są dobre albo i nie. Pani blog to taka perełka.
aśka

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Aśka, dziękuję.
Na pytanie czy warto kupić nie umiem Ci odpowiedzieć. Warto pójść do księgarni, przekartkować i sprawdzić, czy to co znajdziesz w książce w jakikolwiek sposób do Ciebie przemawia.
Napiszesz, czy uznałaś że warto/nie warto?
Pozdrawiam 🙂