Przejdź do głównej zawartości

Jan Fennell. Zapomniany język psów.

Wydane przez
Wydawnictwo Galaktyka

Czytałam tę książkę i za każdym przykładem coraz szerzej otwierałam oczy. Zdumiewające efekty pracy Jan Fannel i - co dla mnie równie ważne - opisy błędów jakie zazwyczaj popełniaja ludzie, chcąc okazać miłość i przywiązanie swoim psom.

Okazuje się, i dobitnie pokazuje to metoda Jan Fannell, że psie okazywanie emocji i uczuć wygląda odmienie od naszego. I jeśli traktujemy psa jak człowieka (na poziomie gestów i relacji w rodzinie) unieszczęśliwiamy je. Wystarczy jednak pokazać psu - bez żadnego nacisku i agresji - że to człowiek przewodzi stadu, by ten uspokoił się i wiódł radosne życie. Najprościej ujmując - psy potrzebują hierarchii.

Ciri szczekała na nasze powitanie, po czym biegła do pokoju, kładła się na wersalce i czekała, aż przyjdziemy głaskać ją po brzuchu. Klasyczny przykład tego, że to my byliśmy podporządkoaniu psu:-)

Po lekturze książki Jan Fannell widzę wyraźnie błędy, jakie łatwo popełnić z powodu ludzkiej emocjonalności i tego, jak różne my i psy mamy sposoby okazywania miłości.

Jestem bardzo ciekawa książki "Zapomniamy język psów w praktyce" . Tam dopiero musi być ciekawie...

Komentarze

Anonimowy pisze…
Niestety, ta książka zawiera nieprawdziwe informacje. Teoria dominacji dawno już została obalona. To smutne, że wydawnictwo po prostu nie wycofa książki z sprzedaży, tylko jeszcze będzie zarabiać na sprzedawaniu książki z przestarzałymi informacjami 🙁. Przecież to, że pies chce być pomiziany po brzuszku, to nie oznaka dominacji. Ludzie też czasem witają się buziakiem, a to nie oznacza, że chcą kogokolwiek zdominować.
Pies po prostu chce się normalnie (dla niego) przywitać.

Popularne posty z tego bloga

Pożegnanie

Od kilku dni zbieram się, by napisać o odejściu Amber. Jest mi trudno, odpycham ten czas, ale uznałam, że to będzie sposób na pewnego rodzaju domknięcie - tak mi bardzo potrzebne. Amber zamieszkała z nami 25 lipca 2019 roku. Wypatrzyłam ją na FB schroniska w Tomaszowie Mazowieckim, pojechaliśmy na wizytę zapoznawczą, a kilka dni później - już po nią. Ułożona w bagażniku na wygodnym materacu, przeczołgała się na tylne siedzenie i ułożyła na moich kolanach. Tak dojechaliśmy do domu. O początkach wspólnego życia przeczytacie TUTAJ  i TUTAJ . Gdy już nieco okrzepliśmy w codzienności z psem, a Amber - z ludźmi i kotami, pojawił się pomysł na wspólny jesienny wyjazd w Beskid Niski. Zanim to jednak się stało psica miała atak padaczki, co spowodowało, że wyjazd odwołaliśmy, wdrożyliśmy leczenie i od nowa zaczęliśmy oswajać z nami i wspólnym życiem zdezorientowanego chorobą psa. Udało się ustabilizować zawirowania zdrowotne i wówczas zaczęliśmy się cieszyć sobą wzajemnie już na 100%. Dopier...

Spacer po Sudetach, czyli kilka słów podsumowania.

Wyruszyłam ze Świeradowa Zdroju i z każdym krokiem oddalającym mnie od centrum i hałasu dobiegającego z okolicznych budów czułam się coraz lepiej. Cisza i pustka to zdecydowanie przestrzeń mi sprzyjająca. Oczy mi ciągnęło do błyszczących kamieni pod nogami, a całą sobą dostrajalam się do otaczającego mnie lasu. Im głębiej w Izery, tym więcej rowerzystów, ale urok Hali Izerskiej i obserwacja ludzi zajadających się popisowym daniem Chatki Górzystów nastrajały mnie bardzo pozytywnie. Gdy przy Stacji Turystycznej Orle okazało się, że będę spała w starym drewnianym domu, sama w wieloosobowym pokoju, uśmiechnęłam się szeroko. Obejrzałam wystawę, zjadłam niezbyt ciepłą acz smaczną zupę i zakończyłam długi dzień. Dzień kolejny okazał się być jeszcze dłuższy. W Jakuszycach o moje dobre nastawienie zadbała kawa w hotelowej restauracji i piękna droga przez las tuż za Jakuszycami. Karkonoski Park Narodowy rozpoczął się kaskada wodną, przy której można przycupnąć, by kupić bilet. Chwilę...

William P. Young. Chata.

Wydane przez Wydawnictwo Nowa Proza Od godziny krążę po domu zastanawiając się jakimi słowami przedstawić Wam "Chatę" tak, by nie uderzyć w nadmierny sentymentalizm i by - z drugiej strony - nie skrzywdzić powieści chłodnym, beznamiętnym opisem. Mackenzie Allen Phillips ma troje cudownych dzieci i niemniej cudowną żonę. Umiarkowanie wierzy w Boga, nienawidzi swojego ojca, jest lubiany i ma przyjaciół. Ostatni weekend wakacji postanawia spędzić z dziećmi nad jeziorem Wallowa. W dniu powrotu do domu dwoje starszych zdecydowało się popływać kajakiem i przewróciło się. Mackenzie wskoczył do wody, by ratować dzieci, podczas gdy mała Missy została przy biwakowym stole kolorując książeczkę. Gdy mężczyzna z dziećmi wyszedł z wody, Missy nie było. Poszukiwania, w które włączyła się policja i wszyscy biwakujący, dały straszny rezultat - dziewczynka padła ofiarą seryjnego zabójcy. W życiu  Mackenziego zapanował Wielki Smutek. A list, który dostał, tylko go rozwścieczył. List ...