28 września 2011

Janosch. Cholonek czyli dobry Pan Bóg z gliny.

Wydane przez
Wydawnictwo Znak

Gdybym w domu miała półkę z książkami regionalnymi to w części poświęconej Śląskowi jedno z czołowych miejsc zajmowałby "Cholonek". Specjalnej półki nie mam, ale książka Janoscha zdobyła wyjątkową pozycję w moim o Śląsku ciepłym myśleniu.

Świat opisany przez Janoscha to dzielnica jednego ze śląskich miast, Zabrza. Dzielnica, a właściwie miejsce, już nie istniejące, pochłonięte przez trasę łączącą miasta aglomeracji. Nie ma miejsca, nie ma klimatu opisywanego przez Autora, bo choć wędrując między familokami ma się poczucie bezpiecznego otulania się tradycją, to świat opisywany przez Janoscha był światem o tyleż minionym, że przedstawia wydarzenia z lat trzydziestych, z rejonu, który podzielony był na ziemie autonomiczne, śląskie, i niemieckie.*

Życie bohaterów książki Janoscha różni się od nam współczesnego. I nie chodzi o nowinki technologiczne, a o myślenie o wielu sprawach, o traktowanie pewnych zjawisk odmiennie niż my dziś je traktujemy. Oczywiście, pisanie Janoscha jest przepełnione ironią, przedstawia codzienność mieszkańców Zaborza z nieco groteskową prostotą, kpiarskim tonem, być może z obawy przed tym, by temat potraktowany zbyt serio nie stał się przyczynkiem wspomnień nadto bolesnych.

Właściwie trudno mi pisać o "Cholonku". Jego czytanie stało się dla mnie wzruszającą wędrówką przez historię, przez mentalność ludzką, przez przeszłość miejsca bliskiego mi z wyboru. Czytanie książki Janoscha, jak mało której, stało się dla mnie doświadczeniem intymnym.

* Wczoraj miałam przyjemność uczestniczyć w spotkaniu organizowanym przez MDK Bogucice zatytułowanym "Polska unitarna czy federalna?". Jeden z panelistów, dr Zygmunt Woźniczka, powiedział wspominając lata dwudzieste powiedział, że w Katowicach zbudowano wysokościowiec po to, żeby widać go było w Bytomiu.

Brak komentarzy: