05 grudnia 2012

Carlos Ruiz Zafon. Światła Września.

Wydane przez
Wydawnictwo Muza

"Światła Września" to jedyna książka Carlosa Ruiza Zafona, której nie czytałam. Mimo najróżniejszych obaw zdecydowałam się sięgnąć po jej wersję do słuchania i przyznam, że to była bardzo dobra decyzja.

Rozważając słuchanie audioksiążki brałam pod uwagę: czas trwania poszczególnych odcinków (słucham dojeżdżając do pracy), możliwość zainstalowania książki w telefonie, lektora, tematykę książki. Być może powinnam warunki korzystania z audioksiążki uporządkować według gatunku lub ulubionego autora, ale cóż mi po książce, której chcę wysłuchać, jeśli nie będę miała warunków technicznych, by to zrobić? Na szczęście udało mi sie połączyć wszelkie wymagane elementy i zaczęłam słuchanie.

"Światła Września" mają 22 odcinki. Najdłuższy z nich liczy sobie około 27 minut, najkrótszy - jeśli dobrze pamiętam - około trzynastu. Książkę czyta Piotr Fronczewski, którego głos stanowi poważny atut. Wysłuchanie całej książki zajęło mi 18 dni.

Majętnej niegdyś mężatce, a dziś wdowie z dwójką dzieci zaczyna dokuczać bieda. Wierzyciele męża, nowe długi, codzienne potrzeby, zmiana stylu życia wymuszają na Simone szukania pracy. Znajduje doskonałą ofertę - ma być osobą zarządzającą domem starszego producenta zabawek. Pracodawca zapewnia dom, utrzymanie, a także - co się okazuje podczas rozmów - wykształcenie dzieci, jeśli tylko będą miały predyspozycje do kontynuowania nauki. Simon i jej dzieciom wydaje się, że nie mogło ich spotkać nic lepszego. Niestety, mylą się.

Dom i jego właściciel Lazarus Jann kryją w sobie tajemnicę, którą trudno komukolwiek zdradzić ze względu na jej nietypowość i strach jaki może obudzić. Mimo pewnych zakazów jakie swoim pracownikom stawia Jann młoda służąca robi coś, co rozpoczyna serię zdarzeń przerażających, gwałtownych i bezlitosnych. Jak w tym wszystkim odnajdzie się rodzina Sauvelle'ów?

Lubię świat jaki kreuje Zafon. Lubię czuć lęk jego postaci, czuć radość podszytą goryczą. Jak chyba rzadko kiedy podczas spotkania z prozą Zafona współodczuwam emocje bohaterów. Tym razem wrażenie to było jeszcze silniejsze. Niewykluczone, że sprawił to głos Piotra Fronczewskiego.

Kiedy dziś rano nie miałam kolejnego rozdziału książki do słuchania, zrobiło mi się dziwnie. Muszę szybko znaleźć coś następnego :-)

6 komentarzy:

naczynie_gliniane pisze...

Ja właśnie czytam "Marinę" :) Też go uwielbiam, choć jego książki dla młodzieży są mocno przewidywane:)

karkam pisze...

Posiadam wszystkie książki Zafona, ale niektóre nadal czekają na przeczytanie - uwielbiam klimat, o którym piszesz.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Owszem - przewidywalne, ale jaki klimat:-)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

:-)

bibliog3 pisze...

No nie wiem... Jakoś nie potrafię się przekonać do audiobooków... Po prostu NIE ZNOSZĘ, jak mi ktoś czyta. Kiedy w radiu słyszę audycję, gdzie czyta się powieści w odcinkach - od razu wyłączam. Nie potrafię rozgryźć tej mojej awersji, bo przecież sama uwielbiam czytać!
Może chodzi o to, że zapamiętuję i lepiej rozumiem tylko to, co widzę, a więc tekst, a nie głos.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Mnie do audioksiążek przekonały wakacje podczas których przeczytałam już wszystko, co miałam i zostałam niejako skazana na słuchanie książki. Zresztą - kto mógłby się oprzeć Ksaweremu Jasieńskiemu:-)