13 stycznia 2013

Diane Chamberlain. Szansa na życie.

Wydane przez
Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Odrzuciwszy teorię o programach komputerowych podpowiadających autorowi, co powinien napisać i kiedy tworząc powieść, mam niecne podejrzenie, że Diane Chamberlain uczęszczała na ten sam kurs pisarstwa, na którym kształciła się Jodi Picoult.

Córka Janine od 3 roku życia zmaga się z ostrą niewydolnością nerek. Dziewczynka marzy o codzienności, której nie odmierzają dializy, opuchlizna i szybkie zmęczenie. Szansa na normalność pojawia się wraz z eksperymentalną, ziołową terapią, której jednak przeciwny jest ojciec Sophie i jej dziadkowie. Mimo sprzeciwu innych Janine kieruje córkę na terapię, a widząc doskonałe rezultaty pozwala dziewczynce wyjechać na weekendowy obóz. Samochód, którym Sophie wracała z obozu nie dociera jednak na umówione miejsce i od tej chwili zaczyna się wyścig z czasem - dziewczynka musi przyjmować lekarstwo i uczestniczyć w terapii.

Książkę Diane Chamberlaine czytało mi się błyskawicznie. I choć obawiam się, że równie błyskawicznie będzie mi się o niej zapominało, pewnie spotkawszy na bibliotecznej półce książki amerykańskiej pisarki, nie będę potrafiła ich nie wypożyczyć i nie przeczytać.

4 komentarze:

Futbolowa pisze...

O rany, przeczytałam tamten wpis, w którym wspominasz o tych programach komputerowych. Coś strasznego!

A że pisarze uczęszczają na "ten sam kurs" - coś w tym jest, jedni tak poważnie żerują na sukcesie drugich, że aż głowa mała. Oklepanie, schematyczność, ograna tematyka i standardowe wykonanie...

magda pisze...

Bardzo chcę ją przeczytać ,mimo wszystko:)lubię styl Jodi Picoult.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

:-)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

:-)