02 stycznia 2013

Meave Binchy. Na dobre i na złe.



Wydane przez
Wydawnictwo Libros*

Meave Binchy ma niebywałą zdolność prowadzenia swoich opowieści w taki sposób, który niejako automatycznie tworzy w czytelniku więź między nim, a bohaterami powieści. Nie inaczej było w tym przypadku - niemal natychmiast poczułam sympatię do Elizabeth, Aisling i Eileen.

Akcja "Na dobre i na złe" zaczyna się w roku 1940 kiedy angielskie małżeństwo na wieść o zalecanej ewaluacji decyduje się wysłać jedyną córkę do dawnej przyjaciółki, do Irlandii. Dziesięcioletnia dziewczynka z kostycznego domu trafia pod skrzydła O'Connorów; do rodziny dużej, hałaśliwej, bardzo z sobą zżytej. Gdy Elizabeth po pięciu latach wraca do Londynu jest związana z rodziną z Kilgarret o wiele silniej niż kiedykolwiek ze swoimi rodzicami.

Obserwując życie Elisabeth i jej przyjaciół, towarzysząc jej w wyborach życiowych, kibicując jej decyzjom trzeba docenić rolę przyjaźni. Aisling była obecna w listach lub osobiście w chwilach trudnych dla Elizabeth i wzajemnie; przyjaźń dziewczynek dojrzała wraz z nimi i dojrzewając uległa przemianie w coś co zdarza się niezwykle rzadko i co trzeba, tym bardziej, cenić.

Marzy mi się, by ktoś w Polsce wydał w sensownych okładkach wszystkie książki Meave Binchy. Autorka zdecydowanie zasługuje na to, by opuścić biblioteczny regał podpisany "romanse".

* Książka, którą czytałam była wydana przez Libros, ale nie zrobiłam jej zdjęcia i nie mogę znaleźć w Necie właściwej okładki. 

10 komentarzy:

Domi pisze...

Cieszę się, że kolejna osoba sięgnęła po lekturę tej wspaniałej autorki :) Bardzo mi się podobała. Zgadzam się z Tobą, że okładki przydałyby się bardziej sensowne, ale w UK nie jest lepiej, zakupiłam wersję z fajnymi okładkami na allegro, ale z czcionką tak małą, że nie da się tego czytać.
Pozdrawiam ;)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

To nie pierwsza moja książka tej Autorki - bardzo ją lubię. Udało mi się nawet obejrzeć dwa filmy zrealizowane na podstawie jej książek.
Pozdrawiam:-)

kasia.eire pisze...

ja mam wydaną właśnie tak, jak na Twoim zdjęciu. Mnie się też marzy opuszczenie regałów romanse przez Binchy, bo to dla niej krzywdzące. Nie mam nic przeciwko romansom, ale w tym wypadku to jakby odjąć jej jedną rękę.
Poza tym jest jeszcze jedna istotna cecha jej pisarstwa, ona opisuje prawdziwą Irlandię, oczywiście jedną z ... ale jednak wie, o czym mówi.

Donna pisze...

Pierwsze słyszę o tej książce i szczerze mówiąc doszłam do wniosku, że na mojej półce stoi wiele ciekawszych książek niż ta.

natanna pisze...

Ja już czytałam jedną jej książkę i mam drugą do czytania.Dobrze się ją czyta.)

Agnesto pisze...

Okładki można jeszcze przeżyć, ale tytuły! Po "Miłość i kłamstwa" nie sięgnęłabym, ale pamiętając rekomendację kasi.eire wzięłam w ciemno, żeby spróbować prozy M. Binchy. Okazało się, że tytuł oryginału to "Quentins" - nazwa restauracji, miejsca ważnego dla fabuły.
Bardzo dobra obyczajowa proza, wątki romansowe też są, ale nie są li i jedynie.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

:-)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Czasami warto wyjrzeć poza swoją półkę;-)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Mam za sobą już kilka i narastające wrażenie, że się uzależniam od jej pisania.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

O tak! Książka nosząca oryginalny tytuł "Scarlet Featcher" w polskiej wersji zatytułowana jest "Jej największa miłość". Scarlet Featcher to nazwa firmy kateringowej, którą otwiera i próbuje utrzymać dwoje bohaterów.
:-)