06 września 2018

Marta Kisiel. Małe Licho i tajemnica Niebożątka.




Gdybym miała, zgodnie z rytmem blogowym, który sobie narzuciłam, przedstawić Wam książkę we właściwym czasie, to byłby to wtorek. Ale to książka, z pisaniem o której czekać nie należy, książka zapewniająca uśmiech, wzruszenie i skłaniająca do myślenia. Książka dla dzieci? Owszem...

Niebożątko, zwane coraz częściej Bożkiem, to najmłodszy mieszkaniec domu pod uśmiechniętym, acz szczerbatym dachem. Chłopiec mieszka z mamą, wujkami, aniołami, potworami, królikami o różowej sierści, kotką Zmorą, widmami niemieckich żołnierzy i wieloma innymi postaciami, które pomieszkują w domu chwilowo, gdyż dom stanowi - oprócz przystani dla najbliższych Bożkowi - czasową przystań (zwaną pensjonatem) także dla niezwykłych dożywotników.

Bożek z niemowlęcia staje się dziecięciem, z dziecięcia  - chłopięciem, zaczyna zadawać pytania, rozwija się, okazuje ciekawość światu i... nie ma kontaktu z rówieśnikami. Zapada wówczas decyzja - wbrew nieśmiałym protestom rodzicielki chłopca i całkiem śmiałym jego samego - Bożek wyruszy do szkoły.

I oto Marta Kisiel snuje opowieść o pierwszych chwilach w edukacyjnej placówce, które chłopiec spędził zapewne podobnie jak wielu innych uczniów zaczynających życie w szkole: szukając akceptacji u rówieśników, próbując pojąć zasady rządzące na lekcjach i podczas przerw, zbierając wiedzę, którą nauczyciele chcą przekazać uczniom. Ale o ile ta warstwa narracji porządkującej świat Bożka jest ważna, to staje się ona zasadna głównie z powodu tego, by pokazać emocje dziecka i jego relacje z najbliższymi mu istotami. A te ani nie są łatwe do opisania, zidentyfikowania, ani do okiełznania, bo (...) Bożek poszedł do szkoły, między dzikie dzieci. Musi je teraz oswoić, nadrobić wszystko, czego one uczyły się od maleńkości. I musi sobie z tym radzić sam. (...) Tym razem możemy go tylko wspierać. Znosić cierpliwie te jego fochy, mówić, tłumaczyć, przypominać o tym, co naprawdę ważne... [ss. 99 - 100].

W powieści pobrzmiewa nawiązanie do dawniejszych rytuałów inicjacyjnych, w których to chłopiec opuszczał opiekuńcze ramiona matki i wkraczał w męski świat, ten, w jakim przyjdzie mu zmierzać się z trudnościami, wyzwaniami, zadaniami, aby udowodnić sobie, że potrafi, że można go obdarzyć zaufaniem, że z czasu próby - silny siłą bliskich - wyjdzie zwycięsko.

Małe Licho i tajemnica Niebożątka Marty Kisiel książka o tym, co w życiu istotne. O tym, że warto mieć zawsze przy sobie kogoś, kto - bez względu na wszystko - jest naszym kibicem, kto się nie zawaha, by stanąć po naszej stronie. O tym, że warto być taką osobą dla innych. Autorka pokazuje moc rodziny, moc płynącej z niej miłości, opieki, przyjaźni. W sobie właściwy sposób, z uśmiechem, ale i rozwagą, napisała coś, co pewnie nie mnie jednej zaciśnie gardło i spowoduje napłynięcie łez pod powieki.

3 komentarze:

Pies w Swetrze pisze...

A właśnie, że nie będę teraz czytać tego postu! :P Bo to nie fair, tak człowiekowi odbierać radość odkrywania samemu - tak się nie robi i już!
Niektórzy to mają farta, a inni muszą czekać do premiery, o! Zakupiłam, ale wyślą mi dopiero we wtorek. Jak łyknę książkę, to wrócę do recenzji.

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Pies w Swetrze,
Zapraszam po lekturze🙂
P.S. Niektórzy dwanaście lat pisza o książkach, więc nie wiem czy to tylko fart😁

Buba Bajdocja pisze...

Czekam bardzo na tę pozycję! :-)