28 czerwca 2011

Emma Donoghue. Pokój.


Wydane przez
Wydawnictwo Sonia Draga

Gdy na blogach przetaczała się fala zachwytów nad "Pokojem" byłam nieco sceptyczna i ostrożna. Mimo sceptyzmu zdecydowałam się sięgnąć po powieść Emmy Donoghue i po jej lekturze odczekałam parę dni z pisaniem, by wrażenia mi się poukładały. Na wiele się to nie zdało - moje odczucia wobec tej książki nadal przypominają kipiel, a ja popadam to w zwątpienie, to w zachwyty.

Dlaczego zwątpienie? Czytając same dobre rzeczy o tej powieści oczekiwałam wstrząsu. Temat, choć szalenie trudny, jest bywa obecny w literaturze, czy nawet kinematografii. Miałam zatem wrażenie, że czytam o czymś, co już znam. Zdaję sobie rzecz jasna sprawę, że bywa i tak, że rzeczywistość wykracza poza fikcję literacką i są kobiety, które wraz z dziećmi latami mieszkają w zamkniętych czterech ścianach, w pełni uzależnione od humorów psychopaty doznającego przyjemności dzięki odbieraniu komuś wolności. Sporo takich informacji było w mediach, ukazało się kilka książek pisanych przez osoby więzione. I to był dla mnie również pierwiastek zniechęcający.

Dlaczego zachwyty? W zasadzie zachwycił mnie jeden element, element o potężnym, w moim odczuciu znaczeniu. Gdy mamie i Jackowi udaje się opuścić pokój dostrzec można ich odrębność. Majstersztykiem dla mnie jest to, w jaki sposób Autorka od niemalże jednej postaci, w którą stopili się bohaterowie podczas pobytu w zamkniętym pomieszczeniu przechodzi do dwóch rozdzielonych, coraz bardziej niezależnych od siebie osób i to jak zarówno Mama, jak i Jack przyjmują owe przejście, co dla nich - każdego z osobna - oznacza wolność. Emocje matki, która wreszcie ma szansę wrócić do normalności zestawione z emocjami syna, dla którego normalnością była szafa, łóżko i tylko kawałek błękitnego nieba widziany przez kratę Emma Donoghue zestawia niby mimochodem i przez to osiąga niebywały zasięg rażenia. Uświadomienie sobie jak wielką radością, ale jednocześnie ciężarem może być wolność na przykładzie dwojga bardzo bliskich sobie osób ma szczególne znaczenie.

Gdybyście oczekiwali zdecydowanej odpowiedzi na pytanie, czy warto czytać "Pokój" odpowiem "Warto!". Wszak moje zwątpienia możecie odrzucić, a w zachwytach odnaleźć swoje. Powieść Emmy Donoghue jest obrazem więzi między matką i synem, obrazem walki o wolność, determinacji i miłości. Raz jeszcze powtórzę - warto.

P.S. Podoba mi się sposób w jaki książka została wydana.Nie trzeba jej rozłamywać, żeby otworzyć. Za to wielki plus.

15 komentarzy:

Evita pisze...

Masz rację, dużo teraz w literaturze podobnych tematów, jednak ja uwielbiam takie klimaty i co mnie dziwi, wolę trudne tematy podejmowane w książkach, od tych lekkich, łatwych i przyjemnych, choć również wśród takich znajdują się "perełki" :)
Pozdrawiam!

viv pisze...

Choć książek obyczajowych raczej nie czytam, tę mam w planach już po fali zachwytów na oryginałem. Polskie wydanie umocniło mnie tylko w postanowieniu, że trzeba przeczytać. Choćby po to, żeby zobaczyć, czy będzie zachwyt, czy wątpliwości :)

..dr Kohoutek pisze...

Słyszałem o tej książce wiele dobrego. Muszę więc po nią w najbliższym czasie sięgnąć.

Meme pisze...

Lubię książki obyczajowe i choć tematyka tej pozycji nie jest jakoś wymyśla, z chęcią przeczytam pozycję, kiedy będzie takowa możliwość ;)

sylwia pisze...

Jeśli idzie o "Pokój" to czekam, aż trochę zapomnę opinie innych odnośnie tej książki. Twoja recenzja potwierdza jednak, że warto po tę książkę sięgnąć.

grendella

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Evita,
ja też nie uciekam od czytania o trudnych sprawach.

Viv,
czekam na Twoją recenzję:-)

Dr Kohutek,
:-)

Meme,
polecam:-)

Grendella,
starałam się nie czytać zbyt dokładnie opinii innych;-)

Aneta pisze...

ja na tą książkę też mam ochotę :) mam nadzieję, że szybko pojawi się w mojej bibliotece; nie rozumiem tylko Twojego sformułowania o wydaniu :/ "Nie trzeba jej rozłamywać, żeby otworzyć. "

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Aneto,
weź pierwszą z brzegu książkę, otwórz ją i zostaw otwartą odkładając tekstem do góry - zamknie się? "Pokój" się nie zamknie:-)

Domi pisze...

Szalenie podoba mi się Twoje podejście do książki. Nie lubię za bardzo nakręcać się na książki, których pozytywne recenzje przeczytałam, dlatego, że smak zawodu jednak jest bardzo gorzki. Cieszę się, że przeczytałam Twoją recenzję, a na książkę przyjdzie jeszcze pora. :)

Isadora pisze...

Zgadzam się z Twoją opinią w stu procentach!
Pozdrawiam:)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Domi,
:-)

Isadora,
:-)

Agnes pisze...

Mnie zachęciłaś. Ale jeszcze ciut odczekam z czytaniem.

Kinga pisze...

A ja nie czytałam nic podobnego (albo czytałam tak dawno, że nie jestem sobie w stanie tego przypomnieć) więc książka z pewnością przypadnie mi do gustu, czuję to. Kupię z pewnością.
Pozdrowienia :)

Cassin pisze...

Mam ją w planach, ale raczej nie kupię i liczę na bibliotekę miejską w tym przypadku ;)

Prowincjonalna nauczycielka pisze...

Agnes,
:-)

Kinga,
dobrego czytania, pozdrawiam:-)

Cassin,
:-)